-
Posts
28481 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by szajbus
-
Łódź- Baranek miał cudowny dom. Już za TM
szajbus replied to szajbus's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
-
Zostały nam po nich wspomnienia i miejsca w sercu, gdzie nikt nie ma dostępu. Kochane psinki. Norasku, Saruniu nie znałam Was ale jesteście mi bardzo bliskie.
-
Nasze kochane maluszki byłyście, jesteście i zawsze będziecie w naszych sercach i naszej pamięci. Tak mi ciężko, tak mi źle...
-
Agato wiem o czym piszesz, bo przechodzę przez to samo. To nie jest tak, że przez moje "wmawianie" obecności Balbinki zamykam oczy i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znika mi ból. On jest we mnie i będzie zawsze. To mi pomaga, ale nie uzdrawia mej duszy, nie zmniejsza tęsknoty, Upłynie dużo czasu zanim ból zmaleje, To boli, cholernie boli ale...jestem na etapie konieczności ukrywania bólu. Mam w domu Zuzię, która ma wadę serca, która strasznie przeżywała zarówno pogorszenie stanu zdrowia Balbisiątka jak i jej odejście. Balbinka była dla niej wyrocznią, jej przewodniczką, jej guru, uczyła ją być psem. Zuzia jest psiakiem, który się ze wszystkiego cieszył. Powodem do radości było nawet każde otwarcie oczek po śnie. To jedna, chodząca radość. Nagle ten radosny psiak zaczął chodzić smutny, bacznie się nam przyglądać, zaczął się izolować, zamykać w sobie. Nie przychodziła się do nas przytulać, nie dawała buziaków, nie przybiegała nam na powitanie. zaczynała mieć dreszcze. Fizycznie wet nie widzi oznak choroby ale chyba choruje jej dusza tak samo, jak jak chorują nasze. Balbinki odejście odbiło się na nas wszystkich.Ta sytuacja nie pomaga żadnemu z nas. Musze się wziąć w garść, okazywać jej na maksa uwagi i choćby wymuszać uśmiech, tiutać do niej na okrągło, bo jestem za nią odpowiedzialna w takim samym stopniu jak byłam odpowiedzialna za Balbisię. Muszę mieć na uwadze fakt, że to jest chory psiak a życie w stresie może doprowadzić do kolejnej tragedii. Czy jest mi dobrze? Nie! Idę do łazienki kiedy ona śpi i wyje jak jasna cholera. Wyję i szlocham mając pretensje do całego świata. Ale Zuzi jest lepiej, o niebo lepiej. Zaczęła bawić sie maskotkami, cieszyć się. Nie jest to taka sama radość jak była,ale jest i przeszły dreszcze. Próbujemy całą rodziną odnaleźć się w tej nowej sytuacji. Wiesz... słyszałam od wielu ludzi, że kiedy psiak czuje, że odchodzi obchodzi mieszkanie i powoli zaczyna się izolować od domowników. Niektóre wiejskie psiaki nawet potrafią iść poza obejście, żeby dokonać swojego żywota w samotności. U Balbinki było odwrotnie. Na stale wprowadziła się do naszego pokoju i naszego łóżka, gdzie odeszła. Myślę, że śmierć zaskoczyła nie tylko nas, ale i ją samą. Jedynie ostatnich minutach swojego życia starła się od nas odwracać wzrok. Agatko straciłam Psonie, teraz Balbinkę i uwierz mi, to nas będzie bolało zawsze, ale wraz z upływem czasu ból przestaje palić. Jest, ale kiedy nie pali da się wytrzymać. Pisze to jak mantrę, bo wiem, ze tak właśnie jest. Jest też tak jak pisze Radek, zostaną w nas pewne zachowania, gesty, będziemy tęsknić, popłaczemy sobie ale będziemy nadal szli przez życie gotowi na kolejną miłość, bo nasze serca mają masę pokoików przeznaczonych dla tych miłości. Na razie nasze rany są bardzo świeże i musimy sobie z tym poradzić, a także wspomagać się w ich wylizywaniu.
-
Agato masz rację. Ja miałam dwa psiaki. Został mi jeden. Ma mnie kto przywitać, kto pomerdać ogonem, kto zaszczekać, przytulic się, polizać ale ...... nie jest mi lżej. Byłam pewna, że kiedy dojdzie do takiego momentu będzie inaczej niż po stracie Psoni, bo przecież w domu zostanie drugi psiak.Byłam pewna, że ból będzie o wiele mniejszy. Nic z tych rzeczy. Boli tak samo mocno. To miłość tak boli. Jedyne co mi pomaga to wmawianie sobie, że ona leży w salonie i wypoczywa.Wypieram też z pamięci ostatnie godziny jej życia kiedy łapała ciężko oddech a ja czekałam aż zadziałają leki i serce pękało mi z niemocy. Gapię się non stop w zdjęcia, na których ma szczęśliwego pysia i taką ją chce zapamiętać. Przypominam sobie okres sprzed diagnozy. Mimo wszystko to bardzo boli nadal i wiem, że będzie boleć do momentu, kiedy ten ból nie stanie się mniej palący, kiedy będzie nadal ale o wiele mniejszy. Radku boli jak cholera. Serce pęka.
-
Tak zawsze wyglądała czekając na ciasteczko. Moja maleńka tak bardzo tęsknię.
-
-
-
" Od czasu do czasu ludzie mówią mi: “Spokojnie, to tylko pies.” Jeśli ty także myślisz, że to “tylko pies”, to może używasz też określeń takich jak: “tylko przyjaciel”, “tylko wschód słońca”, “tylko obietnica”. “Tylko pies” wniósł do mego życia istotę przyjaźni, zaufania i czystej, nieposkromionej radości. “Tylko pies” okazuje mi współczucie i cierpliwość, które sprawiają, że staję się lepszym człowiekiem. Z powodu „tylko psa” wstaję rano, chodzę na długie spacery i patrzę ze spokojem w przyszłość. Bo dla mnie i ludzi takich jak ja, to nie “tylko pies”, ale ucieleśnienie wszystkich nadziei i marzeń o przyszłości, dobrych wspomnień i czystej radości z chwili, która trwa. “Tylko pies” wydobywa to, co we mnie dobre i odwraca moje myśli ode mnie i codziennych trosk. Mam nadzieję, że pewnego dnia zrozumieją, że to nie “tylko pies”, ale istota, która uczy mnie człowieczeństwa i sprawia, że jestem czymś więcej niż „tylko człowiekiem”. – Sandra Dee Masz rację Radku. Przez psy cierpimy tylko raz - kiedy od nas odchodzą. Jest to prawdziwe cierpienie, wręcz katusze jakie przeżywamy w głębi serca. Moje dwa kochane skarby
-
Tak, to jest koszmar. Sama powiedziałam mężowi, że chciałbym aby to wszystko okazało się snem, ale to jest smutna rzeczywistość a sen nie przychodzi.Nie tylko my kobiety płaczemy. Mąż podobnie jak ja nie może sobie z tym poradzić.Trochę lepiej od nas przechodzi to syn. Był całymi dniami na uczelni jednak świąteczna przerwa i brak Balbisi daje i jemu się boleśnie we znaki. Nasza druga sunia tęskni, nie może sobie znaleźć miejsca. Gdzieś zniknęła z niej radość życia a to jest psiak, który cieszy się ze wszystkiego. Martwimy się o nią, bo ma wrodzoną wadę serca. Odeszła malutka istotka a pozostawali po sobie pustkę, nie do opisania. Z naszych znajomych już nikt nie odważył się powiedzieć "przecież to był tylko pies". Dobrze wiedzą, że nasze sunie były traktowane i nazywane wręcz naszymi psimi córciami, dzieciakami itd. Były i są nadal pełnoprawnymi członkami naszej rodziny. Przeciwnie, jedni przekazują drugim tą smutną wiadomość i dzwonią do nas telefony z pocieszeniami. Tyle tylko, że wtedy ból staje się jeszcze większy. Balbinka od dokładnej diagnozy do momentu odejścia żyła 3 tygodnie i to w naprawdę dobrym stanie. W ostatnim tygodniu pojawiały się kryzysy do czego mieliśmy się przyzwyczaić i faktycznie te kryzysy szybciutko przechodziły. Liczyliśmy na to, że los pozwoli nam się nią cieszyć przynajmniej kilka miesięcy. Już robiliśmy plany jak jej ulżyć w lecie podczas upałów, zaplanowaliśmy nową trasę spacerów, tak żeby się nie przemęczała. Lekarz prowadzący powiedział , że zrobi wszystko żeby dać nam jak najwięcej czasu. Los chciał inaczej. Wszystko ku zaskoczeniu wszystkich potoczyło się błyskawicznie. Każdy nam tłumaczy, że dla niej samej to lepiej, bo kryzysy byłyby coraz częstsze, coraz dłuższe niosące jej cierpienie. Z jednej strony to rozumiemy a z drugiej myślimy egoistycznie patrząc z naszej perspektywy. Kiedy dowiedzieliśmy się o diagnozie o tym, że nie ma dla niej ratunku przeprowadziłam nią poważną rozmowę. Tuliłam ją i mówiłam, że jej życie tak jak Zuzi będzie teraz oparte na wizytach u lekarzy i na lekach, ale kiedy będzie się męczyć i uzna, że czas odejść to ma biec w stronę światła co sił w łapkach. Tam na końcu światła będzie czekała na nią Psonia i moja mamcia. Powiedziałam jej, że ma tam się i oczyścić z wszelkich chorób i wracać do naszej rodziny pod tą samą postacią. Balbisiu Tobie zdążyłam powiedzieć to, czego nie zdążyłam Psoni i gdzieś na sercu dnie wierze, że tak będzie. Póki co, bądźcie obie naszymi psimi Aniołeczkami, chrońcie nas i Zuzię. Zaopiekujcie się też Agaty sunieczką. Bawcie się razem na tych tęczowych łąkach. Kochamy Was obie
-
Agato możemy sobie podać ręce. Dziś o 14:15 minie tydzień a my nadal nie możemy nie tylko się otrząsnąć ale w ogóle w to uwierzyć. Dziś zaczęłam wypierać z siebie myśl, że jej nie ma. Zaczynam udawać. Rozglądam się, jej nie ma, więc wmawiam sobie, że ona leży sobie w salonie na swojej ulubionej kanapie i śpi. Nie idę tam, żeby jej nie przeszkadzać. Kiedy muszę iść salonu i jej nie ma, to wmawiam sobie, że śpi w drugim pokoju w legowisku albeo siedzi na balkonie i rozgląda się dookoła. itd. Przyznam, że to odrobinę pomaga. Pytanie tylko czy to wypieranie pomoże na dłuższą metę. Musiałam znaleźć jakiś sposób, bo wyglądam jak upiór z sińcami pod oczami, a same powieki mam tak spuchnięte, że je widzę. Nie wychodzę na miasto, żeby się ludzie nie przestraszyli na mój widok. Może dzięki temu dziś płakałam tylko 4 razy. Współczuję Ci bardzo, bo wiem co przeżywasz. Musimy Agato wylizać same nasze rany a będzie to proces bardzo długi. Wiem, że z czasem ból stanie się mniej palący ale będzie nadal. Jedno jest pewne. Nasze psiaki mają swoje własne pokoiki w naszych sercach, do których poza nami nikt nie ma wstępu. Są tam bezpieczne, kochane i tam żyją nadal. Tego nikt nam nie wydrze i będzie tak do końca naszych dni. Teraz, na tą chwilę mogę Cię jedynie cieplutko przytulić. Światełko dla moich psich córeczek i Twojej boksi. Kocham Was moje słodkie maluszki. Pomóżcie nam przez to przejść.
-
Ból, cierpienie i wspomnienia. Nie pamiętam tak smutnych świąt. Rana jest zbyt świeża, zbyt paląca. Balbinko Zuzia wciąż Ciebie szuka
-
-
Nasze kochane maluszki Jesteście w naszych sercach i naszej pamięci. Te święta będą smutne, przepełnione bólem po odejściu Balbinki. Mimo to dzielimy się z Wami jajeczkiem.
-
-
-
-
Radku my tez mieliśmy nadzieję, że kryzys nie wróci. 1,5 godz. przed jej śmiercią zadzwonił dzwonek do drzwi i.... ona szczekała. W sobotę miała duszności- przeszły. W niedziele po tych nocnych wymiotach i biegunkach znowu wyglądała na zdrowego aczkolwiek osłabionego psiak. Nie dawało mi spokoju czy nie spóźniam się z podaniem leku, bo musiała najpierw zjeść. Biłam się z myślami czy nie powinnam wsadzić do dzioba na sile na pusty żołądek. Cały czas zadawałam sobie masę pytań. Po jej odejściu z lewej dziurki noska poleciała rozwodniona krew. To najprawdopodobniej dało wetowi podstawę do stwierdzenia,z e pękł guz. W domu zrobiło się tak strasznie pusto, tak smutno, tak jakoś zimno ale nie w sensie temperatury. Wylewamy łzy tak, żeby nie widziała tego Zuzia. Ona nadal się rozgląda, tak jakby miała nadzieje, że Balbisia zaraz wróci, że wszystko będzie tak jak dawniej. Wczoraj wieczorem i dziś w południe zachowywała się, jakby ją widziała. Wiem, że to brzmi irracjonalnie ale mogłabym przysiąc, że tak właśnie bylo. Bacznie obserwowała miejsca, gdzie poruszała się Balbinka w salonie, stała zdumiona i wodziła cały czas oczkami po Balbinki trasie. Dziś w taki sam sposób obserwowała nasze łóżko. Nikt na nim nie leżał, było zaścielone a ona wodziła oczkami tak jakby ktoś po nim przechodził i była tym żywo zainteresowana. Balbisia w ciągu dnia cały czas korzystała z naszego łózka i na nim odeszła.