Jump to content
Dogomania

szajbus

Members
  • Posts

    28481
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by szajbus

  1. Radku przebrnęłam przez oba wątki. Żałuje, że nie ma zdjęć na wątku Rajka, bywałam tam ale nie pamiętam wyglądu psiaka. W ogóle zauważyłam, że na dogo zniknęła masa zdjęć na wątkach, pogasły pozapalane świece. Czytając watek Aiszy płakałam jak cholera. Jednak od samego początku czułam, że ten guz na szyi da o sobie znać i to szybko. Tak też się stało. Pytanie czy żyłaby dłużej gdyby go zostawiono w spokoju. Przerzuty idą błyskawicznie kiedy naruszy się siec naczyń krwionośnych. Problem polega na tym, że nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie. Sunia w ostatnim okresie była szczęśliwa. Miała dom, nie musiała walczyć o jedzenie, była kochana a to jest najważniejsze. Odeszła szybko co w sumie też cieszy ( matko jak to paradoksalnie brzmi). Wątek ścisnął mnie za serducho i to porządnie. W piątek byliśmy z Zuzią na szczepieniu na wszystkie psie paskudztwa. Idąc mijaliśmy 3 osoby, które pytały gdzie Balbinka? Serce mi pękło. Szłam ulicą i zalewałam się łzami. Ludziska ją bardzo lubili, zawsze z nami szły 2 psiaki i nagle jest jeden. Wet powiedział mi, że powinnam sobie przetłumaczyć to tak, że Balbinka odeszła szybko i zaoszczędziła nam widoku prawdziwego cierpienia. Co prawda dawał jej kilka miesięcy, bo nie miał pojęcia, że gadzina była tak agresywna. Gdyby był operacyjny, albo byłaby szansa na chemioterapie........... ale tu był przypadek z góry skazany na niepowodzenie i jedyne co mogliśmy zrobić to wszcząć leczenie paliatywne. W sobotę przed Biedronką spotkaliśmy weta, który prowadził u Balbinki to leczenie paliatywne. Powiedział to samo. Jest pewien, że śmierć suni spowodował rozpad guza, dlatego poszło to tak szybko. Nie wiadomo jaki czynnik spowodował, że skurwiel zaczął gwałtownie rosnąc aż w końcu się rozpadł. Powiedział ,że nawet gdybym zdążyła go wezwać, to nie byłby w stanie jej pomóc poza jednym....Nigdy nie rozwiążemy zagadki od kiedy go miała. Mogła go mieć przez długie lata i nie mieć żadnych objawów. W końcu coś spowodowało, że dał przerzut (drugi guz), który gwałtownie zaczął się rozrastać doprowadzając do objawów i szybkiego zgonu. Sam gdyby nie widział RTG też by pewnie leczył ją na krtań, bo jedynie tam słychać było jakieś podejrzane szmery. W płucach i serduszku o dziwo nic nie dawało się wysłuchać. Pewnie dlatego każdy z lekarzy brał to za przewlekle zapalenie krtani. Zadałam pytanie czy gdyby od pierwszego zakasłania miała postawioną prawidłowo diagnozę przebieg choroby byłby inny i żyłaby dłużej. Odpowiedź brzmiała NIE! Guzy były całkowicie nieoperacyjne i to zmniejszało od samego początku jej szanse. Gdyby można je było zoperować i ją samą potem poddać chemioterapii może by to jej wydłużyło życie, ale by jej nie uratowało. Niestety usytuowanie zarówno guza pierwotnego jak i przerzutowego było takie, że operacja bez względu na czas rozpoznania nie wchodziła w rachubę. Poza tym Balbinka pomimo tuszy była zdrowym psiakiem. Wszystkie organy miała zdrowe. Sukinsyn ją zaatakował i nam ją zabrał. Gdyby nie on, miałaby szanse pobić rekord życia. Nie wiem czy ja mam jakiegoś pecha do psów czy co? Psonia też wszystkie organy wewnętrzne miała tak zdrowe, że weci nie wierzyli, że ona ma 10 lat. W klinice mnie pytali kilka razy czy jestem na 100% pewna jej wieku a pies nie żyje. Zabił ją cukier, który nagle wzrósł po sterydzie podanym przy zapaleniu gardła. Balbinka miała wszystkie organy zdrowe i zabił ją rak. Teraz się zastanawiam nas sposobem mojego postępowania. Nie uznaje puszek, suchej karmy. Owszem można moim zdaniem psu podać raz na jakiś czas ale nie przesadzać, bo jednak tam jest w cholerę chemii. Jedynie Psonia przez krótki czas była karmiona Eukanubą. Zawsze pichciłam moim psom ich żarcie. Nie dostawały nigdy resztek z pańskiego stołu, miały swoje, odpowiednio przyrządzone i zbilansowane jedzenie. Piekłam ciasteczka własnej roboty itd. I co? Nie mam dwóch psiaków a trzeci chory na serce. Znam psiaki, które dostają przysłowiowe jedzenie z gara, żyją, są zdrowe, mają się dobrze i jedynie co można u nich zaobserwować to objawy starcze. Jeden ma 17 lat, drugi 16, a trzeci 19 lat. Poszłam krok dalej. Sunia, która odeszła rok temu a bawiła się z Psonią była żywiona żarciem z gara i przeżyła też 19 lat. Moje miasto jest małe, psiarze się doskonale znają więc nie ma problemu zasięgnąć języka. Zaczęłam zaczepiać właścicieli psów, które odeszły w wieku starczym i bezczelnie się pytałam czym były karmione. Żarciem z gara!!!! Jak ma się do tego teoria psiarzy i moja, że pies nie prosię i powinien dostawać odpowiednie jedzenie? A może pies się przystosował do życia z człowiekiem tak, że i nasze jedzenie mu sprzyja? Nie wiem. Jestem głupia. Pewnie psiarze by mnie zaszczekali i tą teorię ale... jak to logicznie wytłumaczyć? Im bardziej chuchamy, dmuchamy na nasze psiaki tym częściej zapadają na choroby cywilizacyjne. Moje kochane psie córcie - na zawsze w mym sercu i mej pamięci
  2. Radku, nie pytaj, tylko wklej. Bardzo chętnie przeczytam.
  3. Nie chce wywoływać w Tobie przykrych wspomnień, ale czy mógłbyś podzielić sie ze mną pewnymi informacjami. Radku siedzę cały czas i analizuję przypadek Balbinki i nic mi się nie zgadza. Wyczytałam w necie masę informacji o takich przypadkach o objawach i to mi nie daje spokoju. Nie chudła, nie słabła, nie miała ataków duszności. apetyt miała cały czas do końca. Nic nie zwiastowało choroby. Pojawił się sporadyczny kaszek, który leczono jako zapalenie krtani a potem okazało się, że to jest rak. Przecież rak nie zabija w tak krótkim czasie. Musiała go mieć już od dawna. Pytanie od kiedy? Nie ma wątpliwości na co zmarła, bo wyniki były konsultowane. Nie ma mowy o pomyłce. Pytanie tylko czy mogłam coś przeoczyć, czy zrobiłam wszystko co możliwe. Wiem, że Saruśka odeszła na to samo paskudztwo. Jak to przebiegało u niej? Nie daje mi spokoju tak gwałtowny przebieg choroby. Nie umiem sobie z tym poradzić. Mógłbyś podzielić się ze mną swoją widzą? Proszę. Jeśli jednak wspomnienie o tym miałoby wywołać w Tobie ból to nie pisz, zapomnij, że w ogóle o to pytałam.
  4. Wiem, ze małe, ale człowiek trzyma się nadziei. Ważne jest także to, że można było przeprowadzi operację. U Balbisi nie było to możliwe. Miała dwa guzy w jednym miejscu i nigdzie więcej. Wszystkie inne badania były wręcz rewelacyjne. U niej jedyne co było możliwe to leczenie paliatywne. Żyła 20 dni po diagnozie a liczyliśmy na co najmniej kilka miesięcy. Guzy pierwotne nie zabijają, zabijają przerzuty. Podejrzewam, że u Balbisi jeden był pierwotny a drugi przerzutowy, który rósł w zastraszającym tempie aż w końcu pękł. Ja trzymam kciuki nadal.
  5. Radku zaznaczasz link klikając prawym przyciskiem myszy "kopiuj", a potem w miejscu gdzie chcesz wkleić klikasz też prawym przyciskiem myszy "wklej" W ten sam sposób można przenosić obrazki.
  6. Radku myślę, ze masz rację. Ona nadal za nią tęskni. Pomagamy jej przez to przejść. Zuzia jest bardzo rodzinna- bardzo. Magdo, Radek ma racje. Nie szukaj na siłę psiaka podobnego do Saruni. Zobacz, moje suńki, które odeszły nie były w ogóle do siebie podobne - nic a nic. Po odejściu Psoni przeszukiwałam internet w poszukiwaniu podobnej suni do Psoni. Nie udało się. Nagle pojawiła się w naszym życiu Balbinka. Jestem więcej niż przekonana, że Psonia maczała w tym swoje łapinki, żeby Balbisia trafiła pod nasze skrzydełka. Potem znalazłam tu na dogo sunię ( szczeniaczka) identyczną jak Psonia. Pomimo, że miałam Balbinkę gotowa byłam jechać z mężem po tego szczeniaczka. Z wypiekami na twarzy czytałam wątek Kruszynki. Po kilku stronach lektury okazało się, że Kruszynka zachorowała i przekroczyła TM. Nie znałam tego małego szczylka a poczułam się tak jakbym ponownie straciła Psonię. Oto watek Kruszynki. Szkoda, że nie ma już na nim zdjęć, bo byś zobaczyła podobieństwo do Psoni. Staram się od tamtej pory w każde świeta odwiedzać watek Kruszynki.
  7. Kocham ten wiersz i powiem ci, że marzy mi się właśnie takie niebo. Naprawdę nie chce iść do innego.
  8. Gdzieś w głębi serca choć mam trochę lat na grzbiecie wierze, że one są tam razem, zaprzyjaźniły się i hasają beztrosko po tych teczowych łąkach, zerkają na nas i po psiemu mówią do siebie " zobaczcie jak nas kochały te nasze ludziska" Oj kochały i kochają nadal.
  9. Radku ciężko mi. Dzisiaj minęły 2 tygodnie. Od soboty nie jestem w stanie powstrzymać łez. Mam wielką ochotę wykrzyczeć ten ból, który we mnie siedzi. Problem polega na tym, że nie mam gdzie. Zuzia powoli zaczyna się otrząsać. Jest już lepiej aczkolwiek niechętnie sama siedzi na balkonie, brakuje jej drugiego wampirka, który będzie z nią ujadał na ludzi.Na spacerach się ogląda do tyłu jakby sprawdzała czy kilka kroków za nią podąża Balbinka. Bardzo lgnie do nas. Zawsze lgnęła ale teraz to jest prawdziwa okupacja.
  10. Magda każdy kto stracił swojego przyjaciela wie co teraz przezywasz, jaki ból targa Twoim sercem i Twoimi myślami. Dbałaś o nią, kochałaś, pieściłaś i nagle jej nie ma - jest za to pustka i ogromny ból. Prawdopodobnie brat choć wykazał się nieodpowiedzialnością też przeżywa katusze, bo to jego bezmyślność przyczyniła się do śmierci Saruni. Jak znam życie cierpi tak samo jak Ty o ile nie gorzej. Matko... Sarunia- Radek tez stracił swoją Saruśkę. Czasu nie cofniesz, nie da się. Piszesz, że Sarunia ufała Wam i czuła się bezpieczna. Tak było i odeszła w tej wierze. Wypadek to tak krótka chwila,że pies nie zdaje sobie sprawy z tego, ze ginie. Inaczej wygląda śmierć psa kiedy choruje, traci siły, a człowiek choć chce mu pomóc jest bezsilny. Kiedy odeszła nasza Psonia też czułam ogromną pustkę, nie mogłam sobie z tym poradzić i najlepszym co mnie wtedy spotkało to adopcja Balbisiątka. Psiaka, który przeszedł w swoim życiu piekło, a któremu mogłam dać miłość, ciepły i kochający dom. Psiaka, któremu chciałam wynagrodzić wszystkie złe chwile z nawiązką. Czuła się bezpieczna, kochana i rozpieszczana. Była nasza małą królewną i nawet reagowała na to określenie. Potem adoptowałam Zuzię i miałam dwa kochane skarby. Po odejściu Balbinki jest dziura w sercu- wielka dziura ale staram się iść do przodu i pomóc przejść przez stratę "siostrzyczki" Zuzi, która ma chore serduszko. Myślę, ze Psotunia się cieszyla, zę jej miejsce znalazł w naszym domu również psiak w potrzebie, psiak, ktoremu zawalilo się życie a u nas znalazł bezpieczną przystań. Powiem ci jeszcze jedno. Bez względu na to ile będziesz miała psiaków, kociaków, królików i innych żyjątek każde kochasz inaczej choć równie mocno. Każde z nich ma w twoim sercu swój pokoik, do którego nikt nie ma wstępu. Inny psiak nie przysłoni Ci miłości do Saruni, nie wygna jej z Twojego serca i Twojej pamięci. Nie ma takiej opcji. On będzie miał swój pokoik w sercu, które w Tobie bije. Trzymaj się Magdo. Światełko dla Twojej Saruni
  11. Ja też potrzymam. Balbinke pokonał rak nad tchawicą. Niestety nieoperacyjny, Wiem co przezywasz. Oby to nie był rak a jakaś narośl.
  12. Ja już je polubiłam przez Twoje wpisy. Smutne, że właśnie tu na tym wątku je poznałam.
  13. Balbisiu 2 tygodnie temu jeszcze Cię tuliłam, całowałam. Gdybym wiedziała, że ostatni raz... gdybym wiedziała...........
×
×
  • Create New...