Dziękuję Wam.
Jutro kolejna kontrola Balbisi u weta, kolejne zastrzyki i kolejne prochy. Na razie mała połyka wszystko zawinięte w mięsko. Nas też diagnoza ścięła z nóg i ścina nadal. Mamy dwa psiaki. Jeden chory na serce, drugi na raka. Mam głęboki żal i ból w sercu nie do opisania. Nie chodzi o to, że się skarzę, ale o to czy psiaki po przejściach zasłużyły sobie na taki los? Obie w swoim życiu przeszły piekło, potem znalazły kochający dom - kochający w pełni tego słowa znaczeniu. To nie są nasze suczki, to nasze córcie i co? Za to, że po takiej gehennie znalazły miłość, bezpieczeństwo muszą zapłacić cierpieniem? Gdzie sprawiedliwość na tym świecie ? Nie pogodzę się z tym nigdy. Walczymy o nią, o każdy dzień, o każdy oddech. Wiemy co to znaczy. Mamy opinie kolejnych 3 weterynarzy, nie ma mowy o pomyłce, wiemy, że to wyrok. Ile jej zostało? Nie wiem, weci też nie wiedzą, może dzień, tydzień, miesiąc, kilka miesięcy. Nikt nie wie, ale wszyscy wiedzą, że nie ma nadziei. Jak odejdzie? Też nikt nie wie. Może zatrzymać się serduszko i może odejść nagle, może też cierpieć i trzeba będzie jej pomóc. Ale jak? To takie trudne. To dla mnie tortura psychiczna. Póki co, ona walczy i my też. Wiem, że to walka niewyrównana, że wróg jest silniejszy niż my wszyscy razem wzięci, ale nie powiedzieliśmy ostatniego słowa.
Psotka błagam nie pozwól jej cierpieć. Zawsze byłaś przy mnie, zawsze mi pomagałaś wiec pomóż i teraz. Nie chce stawać przed ostateczną decyzją. Nie czuję się na silach. Opiekuj się Balbinką i daj nam jak najwięcej czasu a kiedy nadejdzie ten dzień, niech odejdzie spokojnie we śnie. Mój Boże, kto by pomyślał, że kiedyś będę miała takie marzenie? Kto?
Los jest okrutny.