Tak, cieszę sie, ze mogłam im pomóc i że ludzie nie pozoistją obojętni na dolę bocianów.
Chociaż, ze 2 lata temu, w naszym lokalnym tygodniku opisano próbę ratowania bocian, który miał owiniętą nogę sznurkiem i zwisał z gniazda. Historia miała miejsce niedaleko nas, we wsi odległej o 5 km. I chłopi zobaczyli, ze ptak ma noge złamaną przy tym szamotaniu, jeden poszedł po siekierę i obciał mu głowę, "jak gęsi, po co ma sie męczyć". Nie wiedzieli, że ktoś może pomóc, że MY od lat pomagamy w naszej lecznicy... Popłakałam sie wtedy i zalu i złości na ludzką głupotę :-(