-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
Rotti, oczywiście masz rację :) . Ale ja znam Wind i Majkę, widziałam Majkę pracującą, więc wiem, że waruj-zostań na odległość już umie i jest na etapie, gdzie można zacząć jej się chować. Ale rzeczywiście powinnam była, dla porządku i potencjalnych innych czytelników, napisać, że takie sa założenia wyjściowe. Może nawet za pierwszym czy drugim razem to zrobiłam... :wink:
-
Ja miałam jedną sukę z ciążami urojonymi po każdej cieczce. Za każdym razem, jak odchowała "szczeniaki", to samo przechodziło (po ok. 4 tygodniach o ile pamiętam). Znam jeden przypadek, gdzie ciąża urojone nie przechodziła pomimo leczenia hormonalnego. Dopiero sterylizacja pomogła. Jeżeli Twoja sunia nie jest suką hodowlaną, to polecam sterylizację. To rozwiązuje problem z urojonymi ciążami i ma wiele innych dobrych skutków.
-
Buldog, tak, tylko że na moje oko ten "pewnien czas" został bardzo skrócony, bo teraz nie pozwala mi nawet skończyć pisać wiadomości, a kiedyś tak nie było. Dawno, dawno temu miałam zaznoczone to automatyczne logowanie, ale o ile pamiętam, to też nie działało. No ale może spróbuję jeszcze raz.
-
No i zjadło mi jeszcze raz. Całe szczęście, że zapisałąm! Problem chyba polega na tym, że jak piszę dłuższą odpowiedź, to to cholerstwo mnie automatycznie wylogowuje zanim zdążę skończyć. Ponieważ większość moich odpowiedzi jest dłuższych, dla mnie jest to równowarte z banem! Zostaje jedynie wstawiać rządki pijących ikonek, bez żadnych tekstów, żeby zdążyć!!! Wrrrr!!!
-
Wrrr..... Mój kompu już dwa razy zjadł mi tę odpowiedź!!!!! Nie wiem, co się dzieje. Może jestem zbanowana. Ale za trzecim razem na pewno nie będzie tak dobrze napisane, jak pierwsze dwa, więc wybaczcie. A poza tym, muszę się liczyć, że znów będzie zjedzone (tym razem najpierw gdzieś zapiszę!) Najlepiej uczyć tego z pomocnikiem (i w grupie innych psów). Psy zostają na "waruj zostań", przewodnicy opuszczają pole widzenia psa, pomocnik jest umieszczony tak, że widzi psy i jest widziany przez przewodników. Pomocnik służy jako Twoje oczy. Jak tylko któryś z psów się podniesie, pomocnik sygnalizuje odpowiedniemu właścicielowi, który magicznie pojawia się i poprawia psa, po czym opuszcza go znowu. Grupa potrzebna jest głównie po to, żeby odwrócić uwagę psa od pomocnika. Można również bez pomocnika, ale potrzebny odpowiedni teren. Znikasz z pola widzenia psa w miejsce, z którego możesz psa obserwować. Dalej jak wyżej. Chodzi o to, żeby pies zrozumiał, że Ty go widzisz nawet jak on Ciebie nie. (Psy i bardzo małe dzieci myślą, że jak one Cię nie widzą, to Ty ich też nie -- stąd zabawa w "akuku"). Jak ze wszystkimi tego typu ćwiczeniami, zaczynasz od nieobecności bardzo krótkich i stopniowo je przedłużasz. "Siad" i "waruj" zostań podczas nieobecności właściciela to ćwiczenia w amerykańskim regulaminie posłuszeństwa (na drugim stopniu), jak również w regulaminie obedience FCI, który jest obecnie wprowadzany w Polsce. Powyższa metoda jest standardową metodą uczenia tego ćwiczenia. Metoda z dzwoneczkiem nie bardzo mi się podoba. Nie chcę wprowadzać zbyt wielu negatywnych bodźców w ogóle, a w szczególności nie chcę jako negatywnych bodźców rzeczy, na które pies może się natknąć przypadkowo. Nie chcę np. żeby mój pies reagował z niepokojem ("co ja źle zrobiłem???") na dzwoneczek przechodzącego obok kota. Chcę, żeby dla mojego psa "fe" było mocnym bodźcem i uważam, że wprowadzanie zbyt wielu innych bodźców, które znaczą to samo niejako "rozcieńcza" to "fe". Moim zdaniem, im mniej takich stanowczych, mocnych bodźców, tym silniejszy będzie ich efekt.
-
Dzidtka, ale JAKICH rzeczy nie mogę pisać? Że wydaje mi się, że gdzieś kiedyś o czymś takim czytałam? Że może tak mi się wydawać, bo coś takiego istnieje gdzie indziej na świecie? Że nie należy na ślepo wierzyć w to, co się słyszy w Związku czy też tu, na forum, bo to nie zawsze prawda? Żadna z tych wypowiedzi nie wydaje mi się wprowadzać nikogo w błąd. Wątpie, żeby na ich podstawie "masa" robiła cokolwiek, bo "masie" ten topic już dawno się znudził, natomiast jeżeli ktoś kiedyś zadziała, żeby takie świadectwo wprowadzono również w Polsce, bo słyszał, że jest gdzie indziej, to bardzo by mnie to cieszyło, bo w USA funkcjonuje to znakomicie. Zwróć uwagę, na przykład, że aby dostać numer ILP w USA, pies czy suka muszą być wykastrowane. ILP wciąga wiele osób w uprawianie psiego sportu, co popularyzuje różne rodzaje tego sportu, jak również często kończy się tym, że ich kolejny pies jest rasowy.Myślę, że z tym guru, to przesadzasz (wirka o fan klubie oczywiście żartowała, ale i tak jej wypowiedź była dla mnie żenująca :oops: ), a jeśli ktoś mi ufa, to chyba właśnie dlatego, że staram się bardzo wyraźnie oddzielić fakty od opinii, jak również sytuacje, kiedy jestem czegoś pewna i kiedy można mi wierzyć, od sytuacji, kiedy coś mi się tylko wydaje i piszę, że może podświadomie tłumaczę z angielskiego, albo mi się przyśniło. Odkąd zaczęłam Ci odpowiadać w tym wątku, próbuję Ciebie przekonać, żebyś też to robiła, bo jest to dużo efektywniejszy sposób dzielenia się swoją wiedzą, niż absolutna pewność siebie bez względu na to, czy na dany temat się coś wie, czy nie. Pierwszy sposób zyskuje Ci autorytet, a drugi go traci. A ponieważ dyskusja zeszła na temat mojej osoby, czyli temat wybitnie dla większości osób nieciekawy, to chyba czas ją zakończyć -- przynajmniej dla mnie, bo Ciebie i tak na ten fan klub nie namówię :wink: .
-
Jeszcze jedna rzecz, Dzidtka: ja się z Tobą NIGDY nie spierałam o to, czy istnieje w Polsce coś takiego, jak "świadectwo rasy", czy nie. Napisałam tylko, że wydaje mi się, że o czymś takim kiedyś czytałam, ale że może to było tylko po angielsku, albo może tylko mi się przyśniło. Mój spór z Tobą w tej kwestii polegał głównie na tym, że nie potrafię być tak pewna, jak Ty, że "nikt" w Związku nie mógłby takiej informacji podać.
-
Więc dokładniej to napisałam, między innymi bzdurami, że w USA w ichniejszym związku kynologicznym zrzeszjącym miłośników psa rasowego, czyli w AKC, istnieje to coś, co według Ciebie nie ma prawa bytu. (Napisała również, że być może to właśnie pamiętałam pisząc, że o czymś takim słyszałam). Ponieważ wydajesz się wątpić, więc tutaj podaję odnośnik do strony AKC, na której jest to wytłumaczone. Myślę, że jak w AKC to "nie zaprzecza całej idei" związku to jest przynajmniej szansa, że tutaj też mogłoby nie zaprzeczać. Bo idea tych dwóch organizacji jest chyba bardzo podobna. Natomiast jeśli chodzi o to, czy traktuję Cię poważnie, czy nie, to fakt, że odpowiadam Ci w ogóle, i że staram sie odpowiadać rzeczowo, a nie zgryźliwymi żarcikami typu "i boje się Twoich wyjaśnień bo może też Ci się przyśniły..." świadczy właśnie o tym, że traktuję Cię poważnie. Jeśli podajesz swoje opinie, jak np. że nie jest możliwe, że ktoś w Związku podał komuś błędne informacje, a ja nie zgadzam się z tymi opiniami, to piszę, że moja opinia jest inna i staram się tę moją opinię uzasadnić (np. pisząc, że w innych przypadkach słyszałam, jak ktoś w Związku wydawał błędne informacje). Natomiast jeżeli piszesz coś, co przedstawiasz jako fakt, a o czym wiem, że nie jest prawdą (np. że produkt rasowej matki i nierasowego ojca można "od razu" i zawsze rozpoznać), to piszę, że nie jest to prawdą. Gdybym nie brała Cię poważnie, (i nie obawiała się, że inni również Cię biorą poważnie), to pominęłabym obie te Twoje wypowiedzi milczeniem.
-
Wiesz, ja Cię brałam poważnie, ale już chyba więcej nie będę. Idę dalej śnić.
-
W tym konkretnym przypadku, może nie lepiej, ale więcej.
-
Dzidtka, ja też piszę o praktycznych sprawach. I praktycznie to jest tak, że w większości przypadków, gdy ojcowie są bardzo różni, będzie wiadomo od razu. Ale zdarzają się przypadki, i to dosyć często, gdy od razu nie wiadomo. I również zdarzają się przypadki, ale bardzo rzadko, że bez testów tak na prawdę nigdy nie będzie wiadomo. Wszystko to jest kwestią statystyki, więc ponieważ jesteś jeszcze młoda, być może takich przypadków jeszcze nie widziałaś. Ale właśnie dlatego, że jest to kwestia statystyki, to jeśli był więcej jak jeden ojciec, bez względu na wygląd tych ojców i szczeniąt, bez badań genetycznych nigdy nie możesz mieć pewności co do pochodzenia przynajmniej niektórych szczeniąt. A żeby wydać rodowód, to jednak potrzebna pewność. Wydaje mi się, że przydałyby Ci się w tym przypadku podstawowe kursy z genetyki i statystyki, bo tak w dwa słowa to trochę trudno to wyjaśnić.
-
Jeszcze nie, bo nawet nie wiem, gdzie szukać. Pamiętasz, co o tym pisałam? Ze może mi się przyśniło, albo że może tłumaczyłam podświadomie z angielskiego, bo w USA coś takiego jest? Ale jak kiedyś mi się cos napatoszy, to na pewno dam Ci znać. To znaczy, w tym przypadku było od razu do rozpoznania i często może być. Ale może również nie być -- bo genetyka zależy właśnie od przypdku. A może się również zdarzyć, i tak jest bardzo często, że jako szczeniak taki pies jest nie do rozpoznania jako mieszaniec, a dopiero jako osobnik dorosły staje się oczywiste, że coś nie tak. Np. jak airedale pokryje teriera walijskiego to nikt oglądający szczenięta nie mogłby być pewien, że to nie są prawdziwe walijczyki. Więc nie muszą być tej samej rasy. Ale nawet jeśli wygląd matki i ojca jest zupełnie odmienny, to mogą się zdarzyć szczeniaki, które przypadkowo urodziły się bardzo podobne do matki, a nie do ojca. Widziałam takie przypadki. I dopiero jak dorastają okazuje się, że to mieszańce. A czasami nawet nigdy, bo nawet jako dorosłe osobniki, przypominają matkę i nie odbiegają znacząco od wzorca.Dzidtka, problem w tym, że Ty i prawdy i nieprawdy piszesz z takim samym przekonaniem. A ja jednak jak nie jestem pewne, to staram się powiedzieć, że może mi się przyśniło. Pewnie nie zawsze mi się udaje, ale przynajmniej się staram.
-
Już nie mówiąc o tym, że to, co mówi Dzidtka, to nieprawda -- szczeniaki nawet po zupełnie innym ojcu mogą być nie do rozpoznania jako mieszańce. A jak da się rozpoznać, to hodowca może ich nie zgłosić do przeglądu, udając, że miot był mniejszy, niż w rzeczywistości. Może je potem sprzedać naiwniakom jako te "rasowe bez rodowodu". Czyli krótko mówiąc, bez wymagania badań DNA, wszystko opiera się na uczciwości hodowcy. Może Ci zrzeszeni w Związku są przeciętnie uczciwsi, niż niezrzeszeni pseudohodowcy. Ale na pewno nie wszyscy...
-
PATI, nie garb się!
-
Poza skórzanymi, w Stanach są jeszcze nylonowe obroże zaciskowe, ale w Polsce nie widziałam. mgd_a, czy to Twój piur? Bo piękny jest!
-
Nie jestem weterynarzem, więc nie mogę się wypowiedzieć autorytatywnie, co lepsze dla psa (czy też gorsze) z tego punktu widzenia. Jako szkoleniowiec mogę jednak powiedzieć, że pomimo doświadczenia z bardzo wieloma psami, pierwsze słyszę o problemach zdrowotnych rzekomo spowodowanych obrożą i dlatego nie chce mi się w to wierzyć. Również z punktu widzenia szkoleniowca, uważam szelki za niewskazane do szkolenia, bo dają mniej, nie więcej, kontroli nad psem (już gdzieś tutaj o tym dokładnie pisałam -- szelki używa się, gdy to pies ma mieć kontrolę, nie my, więc w sytuacjach takich, jak pies tropiący, czy też pies-przewodnik niewidomego. Specjalnych szelek również używa się, gdy pies MA ciągnąć, np. dla psów zaprzęgowych). Nie potrafię wytłymaczyć, dlaczego Penny w cudowny sposób przestała ciągnąć na szelkach, ale myślę, że to albo przypadek, albo wyjątek, albo sprawa jeszcze nie zakończona i zacznie ciągnąć znowu (tak naprawdę, to nie do końca wierzę, że całkowicie przestała ciągnąć, a że ciągnie mniej może być spowodowane po prostu tym, że jest troszkę starsza i doroślejsza). No i jeszcze kwestia podnoszenia psa w "jak psiak się buntuje". Znów z punktu widzenia szkolenia, odradzałabym podnosić psa. Właściciele dużych psów nie mają takiej możliwości, natomiast małe psy trzeba nauczyć, żeby dawały sobie radę na czterech łapach, a nie szukały wsparcia na rękach właściciela. (Z tego samego powodou, buntujących się dzieci nie należy brać na ręce). Oczywiście rozumiem automatyczną reakcję w skrajnych sytuacjach, ale wydaje mi się, że powinno to być tak rzadkie, że czy szelki, czy nie, nie zrobi różnicy. I jeszcze co do wysuwania się z obroży: z łańcuszka nie ma takiej możliwości. Przy pomocy łańcuszka można nauczyć psa, żeby nie ciągnął naprawdę bardzo szybko. Jeżeli się tego nie zrobi i pies bez przerwy ciągnie jak wariat, to jestem gotowa uwierzyć, że może sobie zrobić krzywdę tak w obroży, jak i w szelkach. A szelki do szkolenia zdecydowanie odradzam.
-
Spróbuj np. tutaj. Ale to tylko lektura -- żeby naprawdę nauczyć się co robić, idź na szkolenie.
-
Niestety ja też nie pamiętam. Polecam wyszukiwarkę. Jak będę miała chwilkę czasu, to może też poszukam. Chodzenie na smyczy, ciągnięcie, czy coś takiego.
-
Psy nie rodzą się, umiejąc chodzić na smyczy - muszą być tego nauczone. Ja polecam łańcuszek zaciskowy i psią szkołę (bo łańcuszka musi Was ktoś nauczyć używać). Żeby się zorientować, o co chodzi w uczeniu psa, żeby nie ciągnął, możecie poszukać postów tu na forum -- ja sama opisywałam metodę, którą zazwyczaj używam już kilka razy, inne osoby również opisywały inne metody.
-
Iwa, Mogłabym zacząć opisywać, jak zacząć pieska przyzwyczajać do innych psów. Ale tak naprawdę, najlepszą radą, jaką mogę Ci dać jest, żebyś wzięła psa na szkolenie, na psie przedszkole. Takie szkolenie ma na celu zapopieganie i naprawianie dokładnie takich problemów, jak ten, który opisujesz.
-
A ja tylko chcę powiedzieć, że czasami utrudniamy sobie życie przekonaniami, które są albo bezpodstawne, albo oparte na błędnych informacjach. No i chciałam Ci to życie ułatwić tłumacząc, że zanim odrzucisz ideę łańcuszka powinnaś przynajmniej zobaczyć i zrozumieć, jak się go używa. Ale się nie udało, przperaszam, schowam się ze swoimi radami i jeszcze raz szczerze życzę Ci powodzenia :D .
-
Nota bene, nie uważam oczywiście, że nauczenie dorosłego PONa chodzenia na smyczy przy pomocy obroży zapinanej na klamerkę jest niemożliwe, tylko miom zdaniem nie jest to najlepsza metoda dla nikogo, łącznie z psem Dlatego, jako szkoleniowiec, nie zgodziłabym się na to.
-
To znaczy, że niepoprawnie używasz łańcuszka. (Zauważ, że ja nie pisałam, że go niepoprawnie założyłaś - to był ktos inny - tylko że niepoprawnie używasz). Na poprawnie używanym łańcuszku, sunia nigdy nie "ciągnie niepomna na nic". Jeżeli łańcuszek dla PONa wlazł Ci przez głowę, a jesteś z grubsza normalną osobą, to dodatkowo znaczy, że dla psa jest za duży. To również przeszkadza w odpowiednim użyciu łańcuszka.No i czywiście porównywanie jak Ty to odczuwasz z tym, jak odczuwa Twój pies z różnych powodów nie ma sensu. Ale podejrzewam, że gdyby Twój Pan na Tobie używał poprawnie, to też Twoja reakcja nie byłaby aż tak negatywna. Piszesz bardzo dogmatycznie, że nie jestes dogmatyczna "w żadnej kewstii". Jako szkoleniowiec powiem Ci, że gdyby klient mówił mi, nie tylko co mam robić -- bo to jego prawo -- ale również jak mam to robić, to od razu podziękowałabym mu za współpracę. Klienci przychodzą do szkoleniowca głównie dlatego, że ich sposoby na "jak" nie działały. Narzucanie tych własnych, niedziałających sposobów na szkoleniowca to wyrzucanie pieniędzy w błoto i uczciwy szkoleniowiec niezgodziłby sie na taką wsólpracę. Więc zostajesz z ... Jak już pisałam, powodzenia!
-
Olcia P., Po pierwsze, na Psach w potrzebie, tutaj jest ogłoszenie o 8-miesięcznym, szorstkowłosym wyżle niemieckim. Może już sprawdziłaś, ale piszę na wszelki wypadek. A po drugie: rozumiem Twój żal i nie chcę usprawiedliwiać hodowcy. Nie znam szczegółów Twojej z nią umowy. ALE... jako hodowca, mogę Ci poiwedzieć, że na każdego kupującego szczeniaka, jest co najmniej dziesięć osób, które już mają wpłacać zaliczkę, tylko nigdy więcej się od nich nie słyszy. Więc trudno jest odmówić komuś, kto wygląda na dobrego nowego właściciela, i kto jest na miejscu z gotówką w dłoni, na rzecz kogoś, kogo być może w ogóle się jeszcze nie poznało, i kto tylko obiecał, że wpłaci zaliczkę, ale jeszcze jej nie wpłacił. Nie zrozum mnie źle -- nie staram się tej osoby wobec Ciebie usprawiedliwiać, bo, jak pisałam, nie znam szczegółów Waszej umowy. Ale jednocześnie myślę, że jest tu dla nas lekcja, nie tylko dotycząca tego hodowcy, ale zakupu piesków w ogóle. Umowy ustne, przez telefon, nie są zbyt wiele warte. Ważna jest ta forsa natychmiast, najlepiej w czasie osobistej wizyty -- nie koniecznie dlatego, że hodowca jest chciwy, ale dlatego, że dla dobra psa nie chce się zostać z dorastającym szczeniakiem, bo kolejny klient się rozmywślił.
-
Więc tutaj się z Tobą nie zgadzam. Ja nie podjęłabym się szkolenia psa takiego jak PON bez łańcuszka. (Trzeba oczywiście umieć taki łańcuszek używać -- dlatego potrzebne szkolenie. "Sama" nigdy się na nim nie powinna zaciskać, łańcuszek powinien się zaciskać tylko na momencik i tylko poprzez Twoją bezpośrednią akcję). W USA, większość psich szkól wymaga łańcuszków jako obowiązkowy sprzęt.Powodzenia.