Jump to content
Dogomania

Flaire

Members
  • Posts

    13134
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Flaire

  1. Flaire

    SIAD!

    Możesz zacząć uczyć od momentu odebrania psa od hodowcy.
  2. Jeżeli w książkach piszą o strzyżeniu sznaucerów, to nie mogą mieć na myśli wystaw. Myślę, że chodzi o strzyżenie psa domowego, a nie wystawowego. Natomiast jeśli chodzi o dostrzyżanie to powiem tak. W Polsce zauważyłam, że trymerzy golą niektóre części psa, te bardziej delikatne, najczęściej podgardle i pupsko, czasami również uszy. Te miejsca trzeba trymować ze szczególną uwagą i umiejętnością, co zajmuje więcej czasu; jeśli próbuje się je trymować szybciutko, tak jak resztę, to psa będzie bolało. Więc znaczna część trymerów goli te miejsca; również na wystawach w Polsce (ale nigdy np. w USA) widzi się psy z tymi miejscami wygolonymi. Natomiast nie widzę żadnego powodu, żeby strzyc np. grzbiet -- robienie tego przez trymera brałabym za skrajny brak kompetencji. Radzę Ci poradzić się szczegółowo hodowcy od którego kupiłaś psa. Powinien on móc również polecić trymera, który zrobi psa tak, jak hodowca uważa za stosowne. Ja mogę tylko powiedzieć, że sama przygotowuję psa na wystawy, prawie zawsze zbieram w ocenie pochwały za przygotowanie (np. w Sopocie, wg sędziego, Misia była "nienagannie przygotowana"), a maszynki nie posiadam...
  3. Wiecie co, zawiodłam się na Was! Moja biedna sunia cierpi na nadmiar testosteronu (zdiagnozowany przez słynnego tutaj dra Dymka i słynnego w całej W-wie dra Dembele), a Wy się z niej, biednej, schorzałej suni, nabijacie. Pewnie również staruszkom wyrywacie laski, a sieroty wyrzucacie na mróz. Wstyd!
  4. Wredne kłamstwa i oszczerstwa!!! Co można łatwo sprawdzić, bo w moim samochodzie nie ma tylnego siedzenia!!!!
  5. Ja tylko mówiłam o tym, jak wychowywałam Misię. O swoich przesądach nic nie wspominałam, a to ja będę jej wybierać partnera, bo Misia jako reproduktor może sobie być tolerancyjna, ale Misia jako suka hodowlana to zupełnie inna sprawa. :lol:
  6. Czegoś tu nie rozumiem... przecież wyżły to przede wszystkim psy myśliwskie! Więc co rozumiesz przez "nie tylko pbronnym"???
  7. Wind, to tylko świadczy o tym, że Misia jest wychowana w atmosferze tolerancji dla odmienności. Jej nie przeszkadza inna rasa, inny rozmiar, czy też inna płeć (ta sama zresztą też nie). Masz coś przeciwko temu? :wink:
  8. Misia też dzisiaj przez tunelek latała piknie, natomiast skakać jej się niezabardzo chciało, tak powoluktu, od niechcenia. Jeszcze najchętniej skakała przez... tunelek. Jeżeli będziecie trenować zimą, to na pewno się do Was przyłączymy! Gratulacje dla Brutusa. Czy to ten Brutus, którego Misia dziś próbowała kryć, czy jakiś inny?
  9. Najgorsze jest to, że to właśnie ja mam prowadzić samochód... Ale postaram się.
  10. MZRPZZPP? :D Dzięki, PATI!
  11. No nie wiem dokładnie... gdzieś w świat na jakieś zawody... dziś podobno były PT i agility i ślady IPO, a jutro agility i posłuszeństwo i obrona IPO. Ale jadę dopiero po naszych zajęciach. Nasza pani szkoleniowiec powiedziała mi, ze szkoda, że dziś z Misią nie startowałam w PT, bo było tylko 8 psów i poziom taki hmmm...
  12. My jutro po szkoleniu jedziemy oglądać jakieś zawody w Korbielewie -- czy to tam, gdzie Wy biegacie?
  13. Muszę powiedzieć, że nie potrafię wypełnić Twojej ankiety. Bo tak: nikt, kto używa smyczy, a ja używam, nie stosuje bodżców wyłącznie pozytywnych; owszem, używam szarpnięć, ale nie jako kary i NIGDY nie daję klapsów; dominuję psa, tak jak, mam nadzieję, większość właścicieli, chociaż raczej w żaden oczywisty sposób podczas szkolenia. Ja używam w zasadzie własnej metody. Jej główne elementy to 1. o ile to możliwe, nie pozwalać psu popełniać błędów (jak mowię siad, to muszę doprowadzić do tego, żeby pies usiadł, jak pies nie zawsze jeszcze przychodzi na zawołanie, to nie wołam go w sytuacjach, gdzie szansa,że przyjdzie jest niewielka) 2. nagradzać wylewnie za dobre wykonywanie komend (jak tylko usiądzie po komendzie siad, dużo pochwał i smakołyków) 3. rozkładanie komend na czynniki pierwsze, tak żeby każdy kawałek był łatwy do opanowania, powolutko utrudniając i doprowadzając do celu 4. używać, o ile to możliwe, naturalnych zachowań psa do uczenia pożądanych zachowań. Nie wiem, jak nazwać tę metodę, ale używam tych zasad od wielu lat z dobrymi wynikami, jednak zawsze pamiętam, że każdy pies jest inny, i że tylko dlatego, że cos działało dla jednego czy dwóch psów to jeszcze nie znaczy, że będzie działało dla kolejnego.
  14. Elka, czy Wy będziecie trenować przez całą zimę? Bo ja juz kiedyś się odgrażałam, że przyjdę przynajmniej popatrzyć, ale problem w tym, że Wasze zajęcia kolidują z naszym szkoleniem na PTT (a przedtem PT II). Ale to nam się kończy na początku grudnia, więc jeżeli Wy dalej będziecie biegać, to ewentualnie bym się do Was przyłączyła. I gratulacje dla Twojego piesia!
  15. Beta, przeczytaj topic, przecież Elka już dokładnie napisała, co jej się nie podobało!
  16. No właśnie, Elka, gdzie? Bo tutaj na dogomanii jest taka niejaka PATIszon i druga, exoda, które chcą się gdzieś się jak najszybciej na agility zapisać. exoda to zdolna dziewczyna, można za nią ręczyć i psa też ma fajnego, a PATIszon też kiedyś była ok, aż zaczęła sikać w kuchni. Ale to chyba w agility nie przeszkadza. Psy mają początkujące, ale też bardzo chętne.
  17. A PKP nie ma obowiązku udostępnić pociągów osobom niepełnosprawnym?
  18. No ja też właśnie wysiadałam pierwsza, potem jak juz stałam na peronie odwracałam się do Misi i dopiero wtedy pozwalałam jej wysiadać. No i w Bielsku skończyło się to utratą pazura. Czyli ta metoda odpada. Krótko mówiąc, chyba na rękach, albo jakąś rampę będę wozić. A swoją drogą, to co PKP robi dla ludzi niepełnosprawncyh? Przecież pasażer na wózku do takiego pociągu nie wejdzie... Więc jak to załatwiają?
  19. Tak, Patt -- dokładnie o to mi chodzi. Taki niski peron i wąziutkie drzwi z bardzo stromymi schodzmi był właśnie w Bielsku. A na Centralnym, trzy dni przed wypadkiem mojego psa, nasz 85-letni przyjaciel nieżle się poharatał gdy wpadł w tę szparę między pociągiem a peronem :o .
  20. Krótko i zwięźle: NIE! Po trymowaniu, pies wygląda goło przez jakiś czas, a potem odrasta mu sierść. Jeżeli podszerstek nie był wyrwany w trakcie trymowania, to można go wyczesywać w miarę jak rośnie nowa sierść. Ale po trymowaniu nie ma juz czego "traktować maszynką" -- to, co zostało długaśne ma takie być, a gdzie indziej nie ma czego strzyc.Sznaucerów się nie strzyże maszynką, chyba że nie będziesz go wystawiać, nie zależy ci na jakości sierści i nie przeeszkadza Ci, że pies gubi martwe włosy po mieszkaniu -- w takim przypadku, możesz go strzyc i wiele osób tak robi.
  21. Jeszcze jedna rzecz, o której zapomniałam napisać, to co robić, kiedy pies już położy się, oznaczając przdmiot. Podchodzimy żwawym krokiem do psa. W pysk wkładamy smakołyk -- pies ma nadal warować, więc ewentualnie na początku mówimy "zostań". Zabieramy przedmiot, podnosimy go do góry nad głowę (żeby pokazać sędziemu). Odkładamy przedmiot do kieszeni. Liczymy (nie na głos!) do dwóch. Po czym mówimy psu, żeby szukał dalej. Pies ma leżeć do momentu, kiedy wydamy komendę o dalszym szukaniu. Liczymy do dwóch, żeby było oczywiste (dla sędziego), że pies nie zrywa się na widok przedmiotu wkładanego do kieszeni, tylko czeka na naszą komendę.
  22. Wydaje mi się, że jak często robisz ślad zależy od psa. I, oczywiście, od długości i trudności śladu. W Stanach zalecają kłaść ślady bardzo często: po trzy ślady dziennie, codziennie! Ja raz spróbpwałam Misi położyc trzy ślady w jeden dzień: klęska totalna. Pierwszy -- ok, drugi -- no może, trzeci -- zostaw mnie wreszcie w spokoju. W Polsce, wielu szkoleniowców (nie wszyscy) zaleca tylko jeden ślad dziennie. Na naszym pierwszy kursie kładłam właśnie tak. Na początku, kiedy Misia jeszcze kiepsko tropiła i kiedy ślady były krótkie, kładłam je codziennie. Działało ok do pewnego czasu, ale na jakieś dwa-trzy tygodnie przed egzaminem Misia zdecydowała, że już ją to nie bawi, że ma dosyć tropienia i tyle. Pani szkoleniowiec zaleciła kilka dni przerwy i to podziałało doskonale. Potem już Misia tropiła tylko dwa-trzy ślady na tydzień i chodziła po nich jak po sznureczku. Teraz chodzimy po długim, obcym śladzie w soboty i w niedziele, a w tygodniu raz czy dwa próbujemy różne sztuczki (np. ostre kąty) na własnym, krótkim śladzie. Myślę, że bardzo chętne psy mogą tropić często, a takie tumanki jak moja Misia muszą trochę rzadziej. Wszystko zależy od psa. Jednak żeby zdolnemu psu częste tropienie się nie znudziło, powinnaś mu to tropienie robić coraz trudniejsze, w miarę jego możliwości. Możesz to robić przez dłuższe wietrzenie śladu, przecinanie śladem ścieżek lub dróg, kładzenie śladu na trudniejszych podłożach, itp. Pati, szukanie schowanych zabawek w domu działa zwykle na zupełnie innej zasadzie, niż chodzenie po śladzie w terenie. Oczywiście jest to fajna zabawa i żadnemu psu taka umiejętność nie zaszkodzi, ale myślę, że raczej nie przekłada się to na tropienie. Jeżeli planujesz psa uczyć chodzenia po śladzie, to ja używałabym do tego innej komendy niż tej, którą używasz do znajdowania w domu zabawki.
  23. Jacek, nic co piszesz nie zaprzecza temu, co pisała Mokka: że uczenie chodzenia po śladzie w mieszkaniu nie ma sensu. Jeszcze kilka słów o uczeniu oznaczania przedmiotów. Metodę uczenia tego oddzielnie od chodzenia po śladzie wymyśliłam dla Misi, bo metoda sugerowana przez naszą panią na szkoleniu w ogóle dla Misi nie działała. Takie uczenie oznaczania osobno jest zgodne z moją teoria uczenia oddzielnie malutkich elementów, które potem można złożyć w bardziej skomplikowane ćwiczenie. Niemniej muszę dodać, że nasza pani szkoleniowiec była tej metodzie bardzo przeciwna -- nie do końca wiem, dlaczego, jedyne, co powiedziała, to że myśli, że pies tego nie przełoży na ślad. Więc żeby temu zapobiec, robiłam, od razu od początku, jeszcze jedną rzecz: Kładłam króciutkie ślady, proste, bez zakrętów i co 5-10 kroków przedmiot. Cały ślad powiedzmy 30-40 kroków, na nim 4-5 przedmiotów. Pies zaczyna węszyć i od razu się kładzie. Wstaje, idzie dalej kilka kroków i znów się kładzie. I tak dalej. Takie krótkie ślady zawalone przedmiotami kładłam często. Pies nie zniechęcał się, bo co chwilę papu! A poza tym pracy węchowej to to było niewiele, za to dużo warowania. Mokka, myślę, że takie krótkie zawalone przedmiotami ślady mogłyby pomóc Leonowi zwolnić i odzwyczaić go od pracy szturmowej bez zniechęcania go do węszenia. W tym celu, używałabym małych przedmiotów i powolutku robiłabym je coraz mniejsze -- tak, żeby Leon na prawdę musiał uważać i skupić się, żeby przedmiotu nie ominąć. (Widzisz, obiecałam, że zastanowię się, co z nim zrobić :) i to początek mojego zastanawiania się!) Muszę lecieć, ale wieczorem dopiszę jeszcze moje myśli o tym, jak często kłaść ślad.
  24. Ja też z Misiuni wyrywam wszystkie kłaczki, pewnie już w ten weekend. Tylko mi sie dostanie, że takiego golasa na zimę zrobiłam... Oczywiście przed prawdziwą zimą to jeszcze wszystko kilka razy odrośnie!
×
×
  • Create New...