Jump to content
Dogomania

Flaire

Members
  • Posts

    13134
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Flaire

  1. Chyba to był zaawansowany model. Prezent od dziadka, który przywiózł go z ZSRR. Skórzany futerał otwierał się od góry, potem przyciskałaś taki guziczek i wyskakiwały do góry cztery ścianki, które chroniły od zewnętrznego światła ekranik, na którym widać było to, co w obiektywie. Ale najlepsze było to, że film do tego aparatu miał klatki ok. 5cm na 5cm, co dawało bardzo ostre zdjęcia, tzn. można je było powiększać do większych wymiarów niż normalny film. Nie wiem, czy ciągle jeszcze używa się takich filmów i aparatów, chociaż fotograficy używali ich jeszcze całkiem niedawno. Jak to nic nie wiadomo??? Wiadomo bardzo dużo:1. Będzie obóz 2. trenignowy 3. agility 4. Cavano 5. bardzo fajny 6. z udziałem prawdopodobnie Mokki, Wind, PATI, Elki, Flaire, czapli 7. plus innych, o których zapomniałam 8. no i rodzinek i sympatyków 9. plus jeszcze innych, którzy się jeszcze nie zadeklarowali 10. pewnie nad jeziorkiem 11. może będą zawody na zakończenie 12. a może też programy "teoretyczne" 13. będzie też dużo czasu na rozrywkę 14. termin prawdopodobnie ten, o którym wspomniała Mokka, chyba że inny :wink: 15. zapomniałam o czymś? :lol: Bo chyba wiadomo prawie wszystko, co istotne! :lol: :lol: :lol:
  2. Czy tu mowa o zwykłej lustrzance? Bo ja to kiedyś miałam coś takiego, chyba właśnie Zenit, ale to był aparat o większym formacie, patrzyło się przez obiektyw ale od góry... Fajny był. Oddałam go koledze, który zbiera zabytkowe aparaty. :D
  3. Hmmm. Jeżeli dobrze rozumiem problem, to rozwiązanie, które proponowałam (czyli taki "rozdwajacz" do smyczy) tego unika - przynajmniej niektóre modele - bo kóleczko, do któego przypina się smycz jest zamontowane na takiej obrotowej osi. Nie wiem, jak to lepiej wytłumaczyć - jak pies się kręci, to dwa końce rozdwajacza się nie splatują, tylko obraca się ich połączenie na tej właśnie osi.
  4. Wcale nie! Napisz do Mokki. Ona Leona szkoli prawie zawsze w kagańcu i właśnie na smakołyki. Ma kaganiec, przez który nauczyła się sprawnie wsuwać smakołyki!
  5. Mam nadzieję, że to nie o mnie :wink: . Reputacje mi zepsujesz :wink: Czyli dobrze rozumiem, że przez te parę kroków, pies jest ciągnięty na smyczy? Czy dogoni, czy nie, trochę chyba będzie zależało od psa, a trochę od tego, co jest celem... Więc jak nie dogoni, to nadal jest ciągnięty na start?Bo ja właśnie tego chcę uniknąć. Z większością psów lubię zasadę, żeby nie pozwalać psu popełnić błędu. Napięta smycz jest błędem i dlatego staram się napiętej smyczy unikać, bo z mojego doświadczenia, każdy błąd utrwala niepożądane zachowanie. Konsekwentne niedopuszczanie do napiętej smyczy jest niesłychanie frustrujące (dla człowieka - chociaż dla psa pewnie też), ale działa piorunująco szybko. Naprawdę większość psów nie ciągnie w przeciągu kilku minut! I dla krótkowłosego psa pewnie lepsze od łańcuszka, jak również mniejsza szansa, że luźne się zsuną. (Na sierść teriera, niestety, do chrzanu. W Stanach są jeszcze takie z grubej linki, trochę lepsze na sierść teriera, niż taśma, ale w Polsce ich nie widziałam). Takie schroniskowce też mamy, np. Diana, która na pierwszy spacerze nie szła, tylko się czołgała. No i oczywiście takiej Diany nie szarpałabym, bez względu na to, jak lekko! Ale większość to psy po prostu nie zsocjalizowane, które nie wiedzą, że ludzie są im do czegokolwiek potrzebni, bo nigdy nie byli. Za to jak się o tym przekonają... !
  6. Aga, ja używam innego łańcuszka, więc nie na wszystkie pytania potrafię odpowiedzieć, ale przymierzę się do coponiektórych :wink: . Jeżeli będzie równa, a pies rzeczywiście ma głowę mniejszą od szyi, to nadal będzie się mógł wywinąć :( . Tak, jest to całkiem możliwe. Taki łańcuszek działa na tej samej zasadzie, co obrócona do góry kolcami kolczatka.Jeszcze mam jeden głupi pomysł: czy myślałaś może o ubieraniu psa i w obrożę, i w szelki? Myślę o używaniu z tym takiego rozdwajacza do smyczy, który normalnie jest używany do prowadzenia dwóch psów, a który Ty mogłabyś używać do zapięcia szelek dla bezpieczeństwa, a obroży dla kontroli. Nieee wieeem, może to goooopi pomysł i przesada, ale pozwolę Tobie samej o tym zdecydować :wink: .
  7. Zapomniałam napisać jeszcze jednej rzeczy, która moim zdaniem jest ważna, a dotyczy motywacji. Ja wychodzę z założenia, że pies nie chce robić rzeczy, które mnie się nie podobają. Dla niektórych moich psów, tych najlepszych :wink: , uszczęśliwianie mnie było najważniejsze; dla innych może nie aż tak, ale nadal jest ważne. Ale dla wszystkich, uszczęsliwienie mnie było motywacją co najmniej dosyć silną. Dlatego uważam za swój obowiązek przekazanie psu, że ciągniecie na smyczy mnie się nie podoba. To akurat nie ma nic wspólnego z łańcuszkiem, bo ja łańcuszka nie używam jako kary (pociągam najlżej jak się da aby osiągnąć pożądany efekt, czyli luźną - choćby tylko na moment - smycz), już nie mówiąc o tym, że zwykłą obrożę używam tak samo, a łańcuszek jest tylko, jak już pisałam, bardziej precyzyjny. Natomiast samo odwracanie uwagi czy też powrót z psem na start nie przekazuje mu informacji, że ciągnięcie mnie się nie podoba, tylko że mu się nie opłaca. I w tym właśnie leży główna różnica większości metod używanych przeze mnie od tzw. metod pozytywnych, czy bezstresowych. Czyli, Ale czasami również dlatego, że nie wie, że mnie się to niepodoba. Dokładnie o to mi chodzi i wiele razy już o tym pisałam - prawie tak samo wiele, jak polecałam Ovari :wink: . Dlatego dyskusje na temat która metoda jest lepsza rzadko mają sens. Weź na przykład to, co napisałam powyżej, na temat motywacji. Mojej najlepszej suce (której niestety nie ma już wśród nas od ponad 10 lat) naprawdę zależało niemalże wyłącznie na tym, żeby mnie uszczęśliwiać. Jedyne co trzeba było zrobić, żeby ją czegokolwiek nauczyć, to przekazać jej, czego chcę. I to jak najszybciej, bo dopóki tego nie rozumiała - a zawsze doskonale wiedziała, że nie rozumie - to stres był okrutny. Z nią, najmniej stresowa metoda była właśnie ta, która potrafiła jej przekazać o co mi chodzi najszybciej. Natomiast moja obecna suka, owszem, chce żebym była z niej zadowolona, ale kiełbaskę czy mój odpowiednik klikera też chce. Podejście do uczenia tych dwóch suk jest zupełnie różne."Drzewko" z psami schroniskowymi się nie sprawdza. Dlaczego? Chyba właśnie dlatego, że ich powód ciągnięcia jest inny. One nie ciągną do celu - one ciągną, bo po raz pierwszy od co najmniej tygodnia mogą - albo myślą, że mogą - iść gdzie chcą i mają gdzie. Więc chcą wszędzie. Tu, tam, wprzód, wstecz - ale w żadnym kierunku niezbyt długo. Większość z nich smakołyki ma gdzieś, przynajmniej początkowo. Zabawki - tak samo. Ciebie też. Pierwsze dwa spacery polegają właśnie na tym, żeby coś przestały mieć gdzieś. Próbujemy wszystkiego, ale większość najszybciej przestaje mieć gdzieś właśnie wyprowadzającego je człowieka. Smakołyki sa na drugim miejscu. Rzadko który schroniskowiec umie się bawić. Uff, ale się rozpisałam... :D No i dobrze. Ja też. Tylko jak się zaczyna o krzywdzeniu psów (nie Ty, na szczęście :wink: ) to zaczynam mieć wątpliwości.
  8. Wytłumacz mi, bo ja naprawdę nie rozumiem -- jakaś goopia jestem. Co to znaczy "robi co chce" jak jest na smyczy, a ty idziesz w przeciwnym kierunku od niego???
  9. Mnie się wydaje, że gdybyś zobaczyła, jak ja używam łańcuszka, to nie uważałabyś to za metodę mniej "pokojową" niż ta, którą opisujesz. Bo na przykład, W jaki pokojowy sposób dziki, dorosły pies ciągnący do celu wraca na start? Sam kliker szkody nie wyrządzi. Sam łańcuszek też nie. Ale i jeden, i drugi w kiepskich rękach może wyrządzić szkodę podobną - bo pies ciągnący na obroży wyrząca sobie szkodę podobną do tej, którą wyrządza sobie pies ciągnący na łańcuszku.A żeby się przekonać, że są ludzie, którzy używają klikera mając bardzo blade pojęcie, do czego to służy, polecam topik "kliker rzeczywiście is quicker". Nie chcę tu wszczynać kolejnej bitwy na temat czy to klikera, czy to łańcuszka, bo to było obrabiane wielokrotnie i naprawdę nie warto. Natomiast zależy mi na tym, żeby nie zniechęcać początkujących do żadnej metody, która może im się kiedyś przydać.
  10. Masz rację, nie dążę. Ja uczę chodzenia na luźnej smyczy poprzez nauczenie psa komendy "nie ciągnij". Jak tylko pies zrozumie, co znaczy "nie ciągnij", to mogę uskuteczniać korektę chodzenia na luźnej smyczy wyłącznie słownie. No i przez jakiś czas, komunikacja z psem polega na powtarzaniu "nie ciągnij" raczej często :wink: - dopóki pies nie załapie, że to "nie ciągnij" obowiązuje na stałe, a to trwa trochę dłużej. Oczywiście za każdym razem przy tej komendzie pies jest obficie nagradzany. Nauczyć "nie ciągnij" można na różne sposoby i oczywiście łańcuszek nie jest bynajmniej do tego konieczny. Natomiast w moim doświadczeniu, dla wielu psów, uczenie "nie ciągnij" przez lekkie szarpnięcie (tak, żeby smycz się na moment rozluźniła) połączone z natychmiastową nagrodą jest najskuteczniejsze. Dlaczego tak jest? Myślę, że składa się na to wiele powodów, ale przewaga, w tym przypadku, łańcuszka nad, np. skurzaną obrożą polega na dokładniejszym momencie przesłania sygnału. Obroża skórzana trochę się rozciąga, więc sygnał jest mniej precyzyjny - ten ułamek sekundy, o którym pisałaś staje się dłuższy - i chyba dlatego psu na obroży skojarzenie swojej pozycji z komendą "nie ciągnij" zajmuje trochę dłużej - a tylko o to skojarzenie mi chodzi w uczeniu tej komendy. Ale biorąc rzecz bardziej ogólnie, ja po prostu jestem zadowolona z wyników, które w ten sposób uzyskuję. Są nie tylko bardzo szybkie, ale również trwałe i nie zauważyłam, szczerze mówiąc, żadnych skutków negatywnych. Psy przeze mnie szkolone (nie mówię tutaj o tych schroniskowych - to osobny temat) są wesołe, pracują chętnie, chodzą na luźnej smyczy i w łańcuszku, i bez, ani łańcuszka, ani smyczy źle nie kojarzą. Ty, jak rozumiem, sugerujesz, że wybierając tę metodę jako najszybszą idę być może na jakiś kompromis: Ale ja naprawdę nie widzę, co tutaj tracę. A w konkretnym przypadku właśnie większości tych psów schroniskowych, gdzie moje pole do popisu to 20 minut raz na tydzień, to już naprawdę nie znam metody równie skutecznej. A tutaj skuteczność jest kluczowa; za tydzień psa może już nie być i okazji do dalszego szkolenia nie będzie, chyba że pierwsza okazja była nieskuteczne, a w tym przypadku, druga może się pojawić, gdy pies zostanie do schroniska zwrócony. Ja rozumiem, że Ty masz z łańcuszkiem kiepskie doświadczenie, ale z tego co piszesz, fakt, że to, co Cię zraziło u tego tresera to był akurat łańcuszek to przypadek... i gdyby ten człowiek w trakcie szkolenia cały czas jadł lody, to może do nich też byś się zraziła :wink: . Łańcuszek w dobrych rękach jest, moim zdaniem, pomocnym narzędziem szkoleniowym, a sam w sobie nic nie jest wart - tak samo jak kliker :wink: .
  11. To znaczy oryginalnym powodem tortu były niby moje urodziny. Ale potem doszła jeszcze cała masa innych: championat Cecilki, zwycięstwa Bajki, Alexa, no i Luśki! I pewnie jeszcze inne, o których w tej chwili zapominam. Dużo się musiałam najeść tortu... Teraz akurat na święta dieta by się przydała po tym celebrowaniu...
  12. Lenka, dziękujemy za życzenia wielkanocne! I na wzajem! Tilia, Tobie również dziękujemy za życzenia i dodatkowo za te urodzinowe. A Drugiej życzymy spełnienia wszystkich psich marzeń!
  13. No to fajnie, zaplanuję sobie kiedyś weekend w Trójmieście. Ale chyba dopiero latem, bo teraz, jak pewnie wiesz, sporo obowiązków się chyba na mnie zwala... :D
  14. Zaczynam doceniać fakt, że Misia ma kopiowany :wink: . (Zanim jakiś obrońca ogonów na mnie nakrzyczy: Ten emotikonek znaczy, że to był ŻART).
  15. Ja radziłaby spytać tego kardiologa, któremu ufasz. Wszyscy najlepsi specjaliści znają się nawzajem i on na pewno będzie potrafił kogoś polecić, nie mówiąc już o tym, że jego polecenie będzie się opierać na bardziej wartościowych informacjach niż np. moje, bo on zna się na weterynarii.Ja ewentualnie też mogę się spytać mojego weta; będę z nim rozmawiać dzisiaj wieczorem. Ale mnie się wydaje, że najlepsza byłaby rekomendacja od kogoś, kogo Ty znasz i komu ufasz.
  16. A ja tak sobie o tym obozie myślę i mam już sporo pomysłów... Na przykład: na koniec powinniśmy mieć zawody dla uczestników :D . A w tygodniu, poza zajęciami praktycznymi można zorganizować zajęcia teoretyczne - dokładne studiowanie regulaminu, problemy "jak to byłoby sędziowane", widea, itp. No i oczywiście duuuużo rozrywki! Chyba najlepiej nad jeziorkiem...
  17. czapla, ja Ci mogę tylko dać moje zdanie: moim zdaniem Ty jesteś honorowym członkiem Cavano, jako że taki kawał drogi przebyłaś, żeby kibicować w zawodach, które się nie odbyły i uczestniczyć w spacerku, kiedy lał deszcz. Więc bez względu na to, czy obóz będzie ogólnie dostępny (a moim zdaniem powinien być), czy nie, to Ty i tak powinnaś być zaproszona. Tak ja uważam!
  18. INA, bardzo mi przykro. Dzwoń kiedy chcesz. A jak moja Misia wróci do domu to obiecuję, że Cię odwiedzimy.
  19. Ja trochę krążyłam, więc nie wiem wszystkiego. Ale chyba jedną nową rzeczą było przychodzenie do nogi. Zostawiasz psa na "siad zostań", stajesz przed nim twarzą do niego, smakołyk w prawej ręce, wydajesz komendę "noga" czy "do nogi" i smakołykiem naprowadzasz psa żeby obszedł Cię dookoła i usiadł przy lewej nodze. W trakcie tego będziesz musiała przełożyć za plecami smakołyk z prawej ręki do lewej i dalej naprowadzać psa już lewą ręką (pies może chcieć iść dalej za prawą). Smakołyk dajesz psu dopiero jak usiądzie przy lewej nodze.Chyba rónież nowy był slalom, ale tego samemu nie da się ćwiczyć :) .
  20. No więc ja akurat z tym absolutnie się nie zgadzam. Różni ludzie - i różne psy - uczą się różnie i nie ma jednej metody, która działa najlepiej dla wszystkich psów. Każdemu odpowiada co innego i właśnie fakt, że grup jest kilka daje Ci możliwość wyboru, które podejście i który instruktor najbardziej odpowiada Tobie i Twojemu psu. Doświadczenie pokazuje, że każdy z instruktorów związkowych ma z grubsza podobny procent psów podchodzących do egzaminu i zaliczających. Czyli rozmaitymi drogami wszyscy dążą do tego samego celu. Flaire Ci tego nie powie, natomiast powie Ci, że to jest właśnie przykład różnic w podejściu, które odpowiadają różnym osobom. Dla niektórych najlepiej jest od razu robić wszystko bardzo precyzyjnie i dokładnie - ja sama należę do takich osób, więc doskonale Cię rozumiem. Ale jako pedagog wiem również, że dla większości lepiej działa metoda "przybliżeniowa" - na razie robimy tylko z grubsza tak jak ma być, a w miarę jak będziemy w tym coraz lepsi, będziemy "udokładniać". Ja tylko powiem, że jeżeli już teraz, w pierwszych tygodniach szkoleń, Ty ustalasz, czyja będzie wina jak nie zdasz egzaminu, to podejście masz do chrzanu. :( To znów kwestia metodyki - wielu pedagogów powie Ci, że najlepiej nauczysz się tego, co wykombinujesz sam - dużo gorzej tego, co zostanie Ci zaprezentowane. A w jaki sposób to się "okazało"? Bo to po prostu nieprawdziwa plotka. Nie ma "gorszych" i "lepszych" grup - wszystkie grupy są początkujące. Masz ambicje, suka chce pracować, ale Cię nie było, bo deszcz padał??? Szkolenie odbyło się jak zwykle - odbywa się bez względu na pogodę... Było trochę mniej ludzi, więc instruktorzy mieli okazję poświęcić więcej indywidualnej uwagi tym ambitnym, którzy się pokazali.kaska, na mój gust Ty szukasz powodów do narzekania... Nie podoba Ci się instruktorka? To przyjdź któregoś dnia bez psa, pochodź sobie od grupy do grupy, poprzyglądaj się, jak są prowadzone, znajdź kogoś, kto pasuje Ci lepiej i przenieś się. Każdy ma inne potrzeby i główną zaletą szkoleń związkowych jest właśnie to, że masz wybór. I jeżeli rzeczywiście masz ambicje, to nie opuszczaj szkoleń.
  21. Obejść się bez łańcuszka można się na pewno. Ale w moim doświadczeniu odpowiednio użyty łańcuszek jest naiszybszą metodą nauczenia psa nieciągnięcia na smyczy. A ponieważ w moim przekonaniu, prowadzenie niemiłosiernie ciągnącego psa jest niehumanitarne, to właśnie najszybsza metoda, która nie jest bardziej "okrutna" niż to niemiłosierne ciągnięcie, staje się najbardziej humanitarną. Ostatnio wyprowadzałam na spacery psy schroniskowe, często całkiem dzikie, i najbardziej oporny nauczył się chodzić na smyczy bez ciągnięcia w przeciągu dwóch spacerów. I o takie wyniki mi chodzi. Jak piszesz, "zmieniam motywację psa, żeby robił to co mi odpowiada" - robię to używając jako obroży łańcuszka. Poza tym oczywiście bardzo dużo nagród i pochwał. Podkreślam jeszcze, że chodzi mi o uczenie psa chodzenia na luźnej smyczy, nie o chodzenie przy nodze - to ostatnie robię inaczej.
  22. zachraniarka, Napisz, kiedy macie treningi, to może kiedyś uda mi sie przyjechać specjalnie, żeby być mięskiem :wink: . Mam w tym doświadczenie - co prawda dla psów lawinowych. ale chyba się przełoży... :lol: Ja zauważyłam to Nie wiem, co to znaczy, że woda "właśnie wyszła" - ale chyba to, że bacha albo nie wzięła ze sobą wody, albo wzięła za mało i z tego każdy może chyba wyciągnąć pożyteczny wniosek. Ja niemalże nie wychodzę z domu z psem bez butelki wody w plecaku, a na treningi i egzaminy biorę kilka litrów. Nawet do Nowego Jorku lecę z butelką wody w bagażu podręcznym, żeby móc psu uzupełnić miskę natychmiast jak psa odbiorę.
  23. Wojenka, planujemy obóz treningowy na lato.No i teraz wiesz tyle, co my! :wink:
  24. A oni byli otwarci :o ??? Dwa tygodnie temu mówili, że będą zamknięci w zeszłym tygodniu i w tym! Był ktoś?
  25. O rany, Mokka, to nam już potrzeba sporo domków: jeden dla PATI ze świtą (PATI, jeden wystarczy???), jeden dla Ciebie plus moi, jeden dla Elki z Brutusem plus Ania i Bella, jeśli one przyjadą, jeden dla Wind plus Sympatyk, czyli na razie cztery. Who's next?
×
×
  • Create New...