Jump to content
Dogomania

Flaire

Members
  • Posts

    13134
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Flaire

  1. Eksperci odradzają używania ludzkiej pasty dla psów. Więcej o tym, dlaczego, napisałam tutaj.
  2. A skądże. Polecam. Zdrówko Wszystko, co czytałam na temat opieki nad psimi zębami odradza ludzkie pasty (podczas gdy często zalecane są ludzkie szczoteczki). Dlaczego? Bo ludzkie pasty zawierają składniki, które nie powinny być połykane, szczególnie w takich ilościach (proporcjonalnie), w jakich zostałyby połknięte przez małe psy. Oto przykładowy cytat (po angielsku) stąd:Always use a specially formulated dog toothpaste. Because dogs can't rinse and spit after a brushing, the paste must be safe for pets to swallow. Some human toothpastes contain detergents which can irritate pets' stomachs, and, in addition, large quantities of ingested fluoride can harm pets. A typical dog toothpaste is chicken or beef-flavored and contains water, sorbitol, silica, cellulose gum, Trisodium EDTA, Methylparaben, propylparaben, and titanium dioxide.
  3. Tak, czy możesz podać liczbę konkurentów w każdej klasie L, M i S?
  4. Ponieważ Mokki chyba nie będzie na dogomanii do poniedziałku, pozwolę sobie donieść, że razem z Monią wygrały A0 Agility i Jumping, jak również co najmniej dwa dodatkowe tory ustawione później ot tak, dla zabawy. WIELKIE BRAWA!!! Niestety nie wiem, jak poszło innym... Chyba Kenia była jeszcze na podium, a poza tym nie wiem. Może jak wrócą, to coś napiszą...
  5. Flaire

    SZARA

    azzie5, ja też bardzo się cieszę, że tak dobrze Ci idzie z Szarą. Czy jesteś pewna, że dosyć ją karmisz? Bo jeśli zjada wszystko i nie przybywa, to ja bym zgadywała, że dostaje za mało. Każdy pies jest inny i ma inne zapotrzebowania, więc nie sugeruj się tym, ile jedzą inne psy. Dodatkowo, suki po odkarmieniu szczniąt potrzebują więcej pokarmu, żeby dojść do siebie. Wydrap Szarą no i daj znać, wiesz kiedy... :D
  6. Słuchajcie, w najnowszym numerze Psa jest prawie cała stronka zdjęć Misi, Api i Ansela ilustrująca artykuł o Airedale Terrierach. A że nieładnie się chwalić, to piszę malutkim druczkiem, może to się mniej wtedy liczy :oops:
  7. Chyba raczej nie :wink: Ale podobnie jak ludzie, rodzą się "niedorozwinięte", i psychicznie, i fizycznie. Podobnie jak ludzie, osobniki dorosłe uczą się inaczej, niż osobniki młode, więc, podobnie jak ludzie, uczą się lepiej trybami dostosowanymi do ich potrzeb rozwojowych. No bo na pewno niezbędne nie jest! Szkolenia dorosłych psów również nie są niezbędne. Więc pytanie jest nie czy są niezbędne, a raczej, czy dają coś więcej przez to, że są prowadzone oddzielnie. Tak przynajmniej było to ujęte w oryginalnym poscie w tym topiku. Na pewno sensacją nie jest. ??? Że co??? W jaki sposób uzyskasz większy dochód z osobnej grupy przedszkolnej, niż z włączenia szczeniąt do istniejących grup dorosłych? Bo przecież czy szczeniak pójdzie do przedszkola, czy na PT z dorosłymi psami, to płaci i tak, i tak. Więc porównując tryb uczenia oddzielnie szczeniaków z trybem uczenia ich razem z dorosłymi, zarobić można więcej na zajęciach łącznych, a nie oddzielnych, bo często trudno jest zebrać grupę samych szczeniąt w odpowidnim wieku, a dodać je do istniejącej grupy dorosłych psów zawsze można. Z punktu widzenia biznesu, bardziej się opłaca uczyć szczeniaki razem z dorosłymi psami. To wiem na pewno z osobistego doświadczenia. Mnie osobiście nie zależy, żeby zmienić Twoje zdanie, tylko żeby uzasadnić moje. A więc konkretne argumenty za oddzielnym przedszkolem już napisałam w poprzednim poscie i to z konkretnymi przykładami! Pisałam na przykład o tym, że na zajęciach ze szczeniakami uczę innych rzeczy (i podawałam przykłady, jakich) niż na zajęciach z dorosłymi psami, jak również że używam często innych metod (i podałam przykład, kiedy). Również pisałam dlaczego uważam, że socjalizacja z rówieśnikami jest ważna, i że dla wielu szczeniaków, przedszkole stanowi jedyną okazję, żeby taką socjalizację uzyskać. Chyba były do dosyć konkretne argumenty.Natomiast ja słyszę argumenty przeciw przedszkolu głównie od małych zakładów szkoleniowych, które nie mają możliwości zebrać dostatecznie dużo szczeniaków, aby stworzyć grupę przedszkolną i właścicieli tych kilku szczeniąt, co mają, próbują przekonać, że z dorosłymi psami będzie im lepiej. Czyli powód czysto biznesowy, niestety. Większe ośrodki, które szkolą naraz dosyć szczeniaków, żeby stworzyć grupę przedszkolną, raczej wolą szkolić szczenięta oddzielnie. Jeśli tak nie jest, to chętnie, jak już pisałam, odwiedzę i poobserwuję taką mieszaną grupę - bo całe pisanie tutaj, jak taką grupę można by prowadzić, żeby było super, to tylko teoria... A życie pełne jest przykładów pięknych teorii, które w praktyce się nie sprawdziły...
  8. Używając argumentów podobnych jak te, używane tutaj, amerykańscy pedagodzy (ludzcy) próbowali przez pewien czas łączyć klasy dzieci (ludzkich) w różnych wiekach. Czyli zamiast klas pierwszej, drugiej, itd. klasy były pomieszane - w jednej sali z jednym nauczycielem uczyli się razem pierwszo- drugo- i trzecioklasiści (więc zasięg moim zdaniem mniejszy niż ten, który otrzymalibyśmy łącząc trzymiesięcznego szczeniaka z dwyletnim psem). Nie muszę chyba pisać, że pomimo wielu teoretycznych zalet, system się nie sprawdził. To samo myślę o łączeniu szkolenia bardzo młodych szczeniaków ze szkoleniem psów dorosłych - teoretycznie można tak to zorganizować, żeby było super, ale w praktyce jeszcze nigdy nie widziałam takiej grupy, którą możnaby nazwać sukcesem. Jeśli ktoś z Was wie o jakiejś w Warszawie lub okolicach, to bardzo proszę o namiary, bo chętnie pójdę, zobaczę i być może zmienię zdanie. Podkreślam, że chodzi mi tu o młode szczeniaki, 3,4- miesięczne. Moim zdaniem szczeniaki 6-miesięczne (a więc również niektóre 5-miesięczne) można z powodzeniem szkolić z psami dorosłymi). W swoim czasie uczyłam wiele grup szczeniąt, jak również (mniej) dorosłych psów. Moje podejście do tych dwóch rodzajóe grup - i do psów, i do ich właścicieli - jest bardzo różne. Właściele szczeniaka - szczególnie, jeśli to jest ich pierwszy pies - potrzebują najrozmaitszych informacji (np. jak uczyć czystości, czy jak radzić sobie z okresem ząbkowania), których właściciele psów dorosłych z reguły nie potrzebują. Ponadto, tryb uczenia samych psów jest różny, bo przeciętny szczeniak potrafi się skupić tylko na bardzo krótko. I nie mówię tutaj o częstszych przerwach, które oczywiście również są potrzebne szczeniakom, ale również o tym, jak długo za jednym ciągiem można ćwiczyć z młodym szczeniakiem równaj czy siad-zostań. Również używane metody potrafią się bardzo różnić - na przykład szczeniaka przyzwyczaja się do klatki zupełnie inaczej, niż przeciętnego dorosłego psa. Zgadzam się, że socjalizacja z dorosłymi psami jest ważna, ale to można osiągnąć (i tak robiliśmy tam, gdzie uczyłam) albo prowadząć grupy blisko siebie i synchronizując przerwy, albo prowadząc grupy jedna po drugiej, zahaczając je w czasie. Jednak ponadto uważam, że socjalizacja z innymi szczeniakami jest ważniejsza, niż z dorosłymi psami, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, do spotkań szczeniak-szczeniak psy podchodzą z założenia jako sobie równe - daje im to okazję nauczyć się, jak ustalać hierarchie z obcym, początkowo "równym" psem. Takie właśnie spotkania, z założenia równego z równym, będą doświadczały później, gdy już będą dorosłe i będą spotykać inne dorosłe psy. Po drugie, przeciętny szczeniak spotyka wiele dorosłych psów na spacerach - dużo trudniej trafić na rówieśnika. Przedszkole daje takie możliwości - często jedyne w życiu szczeniaka. W moim doświadczeniu, pomimo że szkoła, w której pracowałam dawała wiele możliwości interakcji właścicieli szczeniąt z właścicielami dorosłych psów, właściciele szczeniąt wybierali interakcję z innymi właścicielami szczeniąt, nawet z innych grup, raczej niż interakcję z właścicielami dorosłych psów. Nie przyszło mi do głowy pytać dlaczego, ale myślę, że powód jest prosty - grawitujemy najbardziej do osób, z którymi mamy najwięcej wspólnego, w tym przypadku innych właścicieli szczeniąt. Podsumowujac, chociaż nie zaprzeczam, że połączone zajęcia szczeniąt i dorosłych psów mogłyby być prowadzone w sposób korzystny dla obydwu grup, w praktyce nie spotkałam się z takim rązwiązaniem, które mogłabym nazwać sukcesem - jeśli ktoś wie o takiej grupie, to chętnie ją odwiedzę. Natomiast znam grupy przedszkolne, które spełniają swoje zadanie i względem samych szczeniąt (które uczą się bardzo dużo i socjalizują się ze sobą nawzajem jak i z dorosłymi psami), i względem właścicieli. Córeczka Misi, Api, chodzi teraz na takie szkolenie w związku. Ma 3,5 miesiąca. Zainteresowanych zapraszam na obserwację jej grupy i wyrobienie własnej opinii.
  9. No to teraz rozumiem, na jakiej zasadzie to działa :wink: .
  10. czapla, czy my jesteśmy umówione o 17 na Torwarze?
  11. PALATINA, troszkę mi brakuje polskiej terminologii, więc zacznę od tego, że ją sobie stworzę :wink: . Po angielsku, odróżnia sie dwa rodzaje objawów: "signs" i "symptoms". Oba słowa mój słownik tłumaczy jako "objaw", jednak różnią się one znaczeniem. "Sign" to objaw, który lekarz obserwuje czy mierzy, taki jak puls, ciśnienie tętnicze, temperatura, czy blade śluzówki; "symptom" to objaw, o którym pacjent (w przypadku psa, właściciel pacjenta) donosi lekarzowi, taki jak kaszel, szybkie męczenie się, czy duszności. I jeden i drugi typ objawów jest ważny w diagnozie stanów chorobowych. To, że jakiś pacjent nie ma objawów typu "symptoms" nie znaczy, niestety, że nie jest ciężko chory... Na przykład, wiele postaci raka jest dla pacjenta bezobjawowych; można je wykryć tylko na podstawie bardzo wyspecjalizowanych badań. Potem stosuje się leczenie zapobeigające rozwinięciu się choroby, lub próbujące tę chorobę wyeliminować. Czy sam fakt, że nie ma objawów znaczy, że raka należy zignorować, bo używane leki niewątpliwie i zawsze mają bardzo poważne skutki uboczne? Chyba raczej nie, i to pomimo przypadków "cudownego" wyleczenia, gdzie pacjent, pomimo czarnej progonozy, sam wyzdrowiał.Innym przykładem, który już tu kiedyś podawałam, jest wysokie ciśnienie tętnicze. Pacjenci z wysokim ciśnieniem najczęściej nie mają żadnych objawów typu "symptom"; pierwszym objawem może być zawał i śmierć (dlatego wysokie ciśnienie jest w USA nazywane "silent killer" - milczący zabójca - jedynym objawem jest samo wysokie ciśnienie, czyli objaw typu "sign"). Czy to znaczy, że wysokiego ciśnienia nie należy leczyć? Pomimo, że poprzez podawanie leków można, w większości przypadków, całkowicie zapobiec niebezpieczeństwu zawału? Piszesz, że objawy Czaty nie zniknęły z podawaniem leków. Ale to nie znaczy, że leki nie wstrzymują rozwoju choroby. Mam kolegę ze stwardnieniem rozsianym - pisałam o nim na innym topiku - który zażywa leki z bardzo nieprzyjemnymi skutkami ubocznymi. Żaden z jego objawów nie zniknął na skutek podawania leków - przeciwnie, objawy nasiliły się. Dlaczego więc nadal bierze leki? Dlatego, że badania statystyczne wykazują, że objawy nasilałyby się szybciej, gdyby leków nie zażywał. Nigdy nie będzie wiedział, czy w jego konkretnym przypadku leki są skuteczne - nie ma jak tego sprawdzić. Ale choroba jest tak poważna, że jeżeli jest jakakolwiek udowodniona szansa, że lek może spowolnić jej rozwój i opóźnić kalectwo i zgon - to warto z niej skorzystać. Nie wiesz, i nigdy nie będziesz wiedziała, jaki byłby stan Czaty, gdybyś leków nie podawała. Nawet przerwanie ich nic nie udowodni. Jedyne, na czym medycyna może się oprzeć w takich przypadkach to statystyki. Pojedyncze przypadki nie znaczą absolutnie nic.
  12. Tam, gdzie ma przpuklinkę :wink: U normalnego pieska, pępek zarasta tak, że nie ma po nim śladu.
  13. Czy "praktycznie zawsze" to "zawsze" czy "prawie zawsze"? Bo "prawie zawsze" to to samo, co "niezawsze". A jeżeli niezawsze, to radzę zacząć naukę od początku i to z inną komendą, bo ta już dla niej coś znaczy, a mianowicie, że może przybiec jak nie ma nic ciekawszego, ale nie musi, jeśli ma. No właśnie, co? Próbowałaś ją wołać "do mnie" i olewa, czy nigdy nie próbowałaś, bo wiesz, że oleje? Jeśli to pierwsze, to jak wyżej - zacznij od początku z inną komendą. A jeśli nigdy Ci tej komendy nie olała, to czytaj dalej.Punkt pierwszy programu to ćwiczyć tylko i wyłącznie na smyczy czy lince, tak żeby NIGDY nie miała okazji olać, i każdorazowo nagradzać obficie słownie, smakołykiem, zabaweczką, tym, co jest najcenniejsze dla Twojego psa. (Niektórzy używają do tego specjalnych, ulubionych smakołyków lub zabawek, których nigdy poza tą komendą nie używają). Początkowo ćwiczysz na małych odległaściach i bez żadnych czynników rozpraszających. I ćwiczysz do znudzenia - nie do momentu kiedy "praktycznie zawsze", tylko "absolutnie zawsze". Dopiero wtedy zaczynasz zwiększać odległości, jak również wprowadzać rozpraszacze (w postaci np. innych członków rodziny, potem innych członków rodziny ze smakołykami czy zabawkami, itd.) Ważne jest, żeby tych dwóch rzeczy nie dodawać w tym samym czasie, tzn. w danym ćwiczeniu, albo dodajesz rozpraszacz, albo zwiększasz dystans, nigdy i jedno, i drugie. W końcu możesz zacząć używać jako rozpraszaczy inne psy. W tym przypadku, nie czekaj, aż psy się bawią (co zresztą, jak sama pisałaś, z linką nie jest praktyczne). Raczej, zawołaj psa do siebie jak tylko inny pies zjawi się w jej polu widzenia - Twój pies jest na lince, drugi pies jest jeszcze daleko, więc możesz wyegzekwować i oczywiście potem wielka pochwała i nagroda. Z biegiem czasu, ale bardzo powoli, zaczynasz odwoływać psa (ciągle na lince) gdy "rozpraszacz" jest coraz bliżej - w końcu, nawet w czasie powitania. To właśnie w tym momencie, gdy wita się z innym psem, przeciętny pies jest najtrudniejszy do odwołania, a możesz go tego nauczyć ciągle na lince. Rezygnujesz z linki dopiero gdy masz całkowitą pewność, że pies Cię posłucha. I używasz komendy wyłącznie w takich sytuacjach. Kiedy w czasie zabawy jest odpowiedni moment do odwołania? Ja na to mam wyrobione wyczucie - dosyć łatwo odróżniam momenty, gdzy pies jest bardzo lub mniej zaangażowany w zabawę. Podkreślam, że to, co tu naszkicoawałam to plan na kilka miesięcy, nie na kilka dni czy tygodni... Powodzenia!
  14. To ja już nic nie rozumiem. Przecież na początku tego topiku pisałaś A teraz piszesz, że nie ma i nigdy nie miała objawów. Więc te szmery to Ci się przesłuchały czy jak? A to zdjęcie? To oczywiście zależy od względnego ryzyka jednego wobec drugiego, a to najlepiej może oszacować specjalista, który widział i leczył wiele podobnych przypadków. W każdym razie, absolutnej odpowiedzi na to pytanie nie znajdziesz, tylko czyjąś opinię opartą o statystyki z właśnych doświadczeń, względnie badań, jeśli takowe były prowadzone na temat podawanych leków.
  15. Doradzę, ale jak wrócę, bo teraz muszę iść pomóc komuś szkolić psa :wink: .
  16. Dawno tu nie było żadnych zdjęć moich szczeniaków, a kilka dni temu dostałam całą furę zdjęc Apci od Leny i Rafała, więc pozwolę sobie jedno tutaj wstawić. Zobaczcie, jaki dorosły szczeniak:
  17. Ja tylko raz w życiu miałam psa, na którego takie uciekanie działało - reszta się nie przejmowała, że pańci nie ma na widoku. Airedale jako rasa są bardzo niezależne i pewne siebie i rzadko któremu przyjdzie do głowy, że trzeba się pańci trzymać - bo i po co? Takie psy uczy się przychodzenia na zawołanie początkowo na smyczy, potem, w miarę postępów, na coraz dłuższej lince, potem ewentualnie luzem (początkowo ciągnące linkę, potem nie) w niedużych ogrodzonych miejscach, gdzie można tę komendę wyegzekwować. Kończy się z reguły na tym, że pies jest nauczony przychodzić, jak jest stosunkowo niedaleko właściciela, ale może ignorować zawołania, gdy właściciel jest dalej (bo tego nigdy nie był nauczony). Ale już z tym można sobie poradzić: po prostu w czasie spacerów wołać psa na tyle często, żeby nigdy nie znajdował się poza granicą oszaru, z którego na pewno przyjdzie. Rybka, nie wiem, czy Twoja Suzi jest właśnie takim psem (bo oczywiście pewność siebie i niezależność nie są ograniczone do Airedali i nawet psy ras, u których nie jest to typowe mogą takie być), ale jeśli tak, to ja bym radziła rozpocząć naukę od nowa, wybierając nową komendę, której jeszcze nie "zepsułaś" używając jej bezskutecznie. No i zacząć naukę na smyczy - radzę zrobić z tego formalne ćwiczenie, żeby było dla psa jasne, kiedy je wykonał. A więc, na przykład, niech ćwiczenie kończy się tym, że pies siedzi przed Tobą, a Ty schylasz się i łapiesz go za obroże. Dopiero jak go trzymasz za obrożę (sygnalizując koniec ćwiczenia), chwalisz go i nagradzasz. Początkowo rób te przywołania krótkie, na smyczy, cofając się w miarę, jak pies się zbliża, aby go zachęcić do przyjścia i wydając komendę "siad" gdy jest prad Tobą. W miarę jak pies robi się w tym doskonały, przedłuż odległość, z któej przychodzi używając linki i cofając się bardziej energicznie. Nawet nie próbuj bez smyczy czy linki - bo jeśli raz użyjesz tę komendę, a pies nieposłucha, to on już będzie pamiętał, że nie musi słuchać. To jest wszystko w wielkim skrócie i nie wiem, czy da się coś z tego zrozumieć...
  18. Żeńska :wink: . A w każdym razie, mieszana!
  19. INA, rozmawiałam właśnie z Elizą i ona mówi, że cały wczorajszy wieczór próbowała do Ciebie dzwonić, ale komórka, na którą dzwoniła odzywała się jakby stale była zajęta.W każdym razie w środę urodziło się 13 szczeniąt, chyb 5 chłopców i 8 dziewczynek.
  20. Zdrowemu psu wet kazała dawać aspirynę??? :o :o :o A po co?Ostrożnie z tą aspiryną. Po pierwsze,".5 tabletki aspiryny takiej jak dla ludzi" to bardzo nieprecyzyjna dawka, bo różne tabletki aspiryny dla ludzi mają różne ilości leku. Po drugie, pół tabletki dla 40 kilogramowego psa to zupełnie co innego, niż pół tabletki dla 2 kilogramowego yorka. Po trzecie, aspiryna jest źle tolerowana przez szczeniaki i nie powinna być podawana młodym psom. Po czwarte, aspiryna może być niebezpieczna dla żołądka, szczególnie jeśli jest podawana regularnie. Aspiryna to prawdziwy lek i nie powinna być lekceważona. Jest lekiem przeciwbólowym i przeciwzapalnym; dodatkowo, zapobiega krzepnięciu, więc czasami również jest podawana ażeby zapobiec powstawaniu skrzepów. U ludzi z chorobami krążenia może być więc podawana profilaktycznie w tym celu; u zwierząt nie słyszałam o takim zastosowaniu. Natomiast zwierzę, któremu jest podawana aspiryna nie powinno być więc operowane, bo aspiryna zwiększa przawdopodobieństwo komplikacji związanych z krwawieniem. Podsumowując, aspiryna nie ma żadnych stwierdzonych właściwości podnoszenia odporności na przeziębienia i nie powinna być w tym celu podawana zwierzętom profilaktycznie.
  21. Ale to miała być flacha z mamusinym mlekiem chyba. A jak to mamusine mleko jest dostarczane to już chyba nie ma wielkiego znaczenia? Ja się na tym nie znam, wiem tylko, że w USA teraz przestawiają na butelkę (z mamusinym mlekiem) wcześnie, żeby tatuś mógł pomagać w karmieniach, szczególnie tych w środku nocy :wink: .
  22. Łomatko, ja się zawsze śmiałam, że ludziska w USA, jak tylko im się pierwsze dziecko rodzi, od razu kupują minivana, ale widzę, że u Ciebie potrzeba vana bez mini!!!A tak ogólnie, PATI, to dzielna jesteś :D .
  23. A czym karmisz psa? Jeśli karmisz go karmą dla szczeniąt, to raczej dowapniać nie powinieneś (organizm wymaga witaminy D aby przyswajać wapń, więc pewnie dlatego ją podajesz). Więc zakładam, że mu gotujesz?
  24. A co to za bestyjka? Czy Ty masz córeczkę Luśki, tę, która miała szczeniaki w tym samym czasie, co Misia (która już ma znów cieczkę)?
  25. A jeszcze jedna rzecz, którą znajdziecie już na tej stronce, to lista startowa!
×
×
  • Create New...