Jump to content
Dogomania

Flaire

Members
  • Posts

    13134
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Flaire

  1. Obiecałam kiedyś bardzo dawno, w innym topiku, że napiszę coś na temat szkolenia grupowego vs indywidulanego. Wtedy się nie wyrobiłam, teraz mam troszkę więcej czasu, a ponieważ prowadziłam w swoim życiu szkolenia i indywidualne, i grupowe, więc może mogę na tę kwestię rzucić trochę światła z ciut innej perspektywy. Jako szkoleniowcowi, dużo bardziej opłacają mi się szkolenia indywidualne – po prostu więcej na nich zarabiam, a roboty – mniej. Ale czy rzeczywiście takie indywidualne szkolenie jest lepsze dla klienta? To bardzo zależy, ale dla większości klientów, którym chodzi o podstawy posłuszeństwa, w moim doświadczeniu, indywidualne szkolenie po prostu się nie opłaca, a niemal cała reszta, po kilku indywidualnych lekcjach, też bardziej skorzystałaby ze szkolenia grupowego. Zakładam tu oczywiście, że klienci „odrabiają pracę domową”, czyli szkolą psa indywidualnie poza lekcjami. Więc dyskusja na temat zalet szkolenia indywidualnego czy grupowego jest troszeczkę myląca; ponieważ każdy pies jest szkolony poza lekcjami indywidulanie przez swojego właściciela, w tej dyskusji chodzi o to, czy czas z instruktorem bardziej się opłaca indywidualnie, czy w grupie, jak również czy pies skorzysta jakoś dodatkowo ze szkolenia grupowego. I w tak sformułowanym temacie, moim zdaniem, dla przeciętnego psa z przeciętnym właścicielem, szkolenie grupowe ma bardzo wiele zalet. Dlaczego tak uważam? Prawdą jest, że na szkoleniu indywidualnym więcej czasu poświęcam tej jednej osobie. Ale co to znaczy w praktyce? Ano tyle, że jeżeli ta osoba jest w miarę pojętna, to bardzo szybko potrafię jej wytłumaczyć, o co chodzi, poprawić wszelkie błędy, które popełnia i potem albo zakończyć lekcję po pół godzinie (co mi się, z dojazdem do klienta, nie opłaca – muszę liczyć za godzinę), albo oglądać jak klient ćwiczy z psem pod moim okiem, co jest mu już w zasadzie nie potrzebne. Oczywiście zdarza się doszlifować w takim przypadku jakiś drobny błąd, który nie wyszedł wcześniej, ale ogólnie rzecz biorąc, takie ćwiczenie pod moim okiem, gdy w grę wchodzą naprawdę duże pieniądze, po prostu przeciętnemu klientowi się nie opłaca. Niemniej miałam bogatych klientów, którzy bardzo lubili tak ćwiczyć, bo bez takiego nadzoru nie zmobilizowaliby się do ćwiczenia z psem w ogóle. W takich przypadkach, gdy dostępna kasa przekracza możliwości samozaparcia, indywidualne szkolenie jest super – i dla właściciela, i – szczególnie – dla mnie, bo to naprawdę łatwy kawałek chleba :wink: . Dlaczego nie mogłabym po prostu dodać więcej ćwiczeń do lekcji, raczej niż kończyć po pół godzinie? Ano dlatego, że przeciętny właściciel nie jest w stanie zapamiętać szczegółów szkolenia iluśtam komend – lepiej skoncentrować się na dwóch czy trzech. A i pies szybciej się uczy jeśli uczymy go tylko kilku nowych rzeczy na raz. Z drugiej strony, w grupie, takie ćwiczenie wyuczonych już (przez właściciela) komend pod okiem instruktora wypada dużo taniej, więc jest łatwiejsze do przyjęcia, a poza tym ma inne zalety, których ćwiczenie samemu nie ma (o nich, poniżej). Na razie podałam względy ekonomiczne. Ale są inne. W moim doświadczeniu, szkolenie grupowe jest lepsze dla przeciętnego psa. Po pierwsze, większość psów bardzo lubi takie szkolenie; przebywanie w towarzystwie wielu psów sprawia im ogromną frajdę. Po drugie, psy uczą się jeden od drugiego, co wie każdy, kto miał na raz więcej niż jednego psa. Po trzecie, szkolenie w „domowych” warunkach każdy pies będzie miał regularnie ze swoim właścicielem (jeśli odrabiają pracę domową, którą zadaję) – na szkoleniu grupowym ważne jest właśnie to, żeby warunki były inne od tych domowych. Po czwarte, szkolenie grupowe daje możność poznania innych właściceli, obserwacji ich pracy z psami i uczenia się na ich błędach – to, moim zdaniem, jest niesłychanie ważne. Niemal każdy, kto na takie szkolenie uczęszczał, może sobie wyobrazić jakiegoś współuczestnika, który, na przykład, ciągle napinał smycz podczas chodzenia przy nodze, albo ciągle powtarzał po dziesięć razy tę samą komendę, którą pies olewał. Samodzielna obserwacja takich błędów u innych często daje dużo lepsze wyniki, niż powtarzanie lub nawet demonstracja przez szkoleniowca, żeby psa prowadzić na luźnej smyczy, czy żeby komend nie powtarzać. Dlatego, jako szkoleniowiec, lubię obserwować grupy, nawet gdy sama niczego nie prowadzę, ani własnego psa nie szkolę (o czym wiedzą Ci, którzy widzieli mnie na Bemowie z Wirtusiem, moim idealnym pieskiem wirtualnym :wink: ). Prawdą jest, że w czasie szkolenia grupowego, uwaga szkoleniowca nie jest skupiona na jednym tylko psie, w związku z czym niektóre błędy mogą być przez jakiś czas niezauważone. I to jest główną wadą szkolenia grupowego, jak i powodem, dla którego uważam, że dla niektórych psów i właścicieli, szkolenie grupowe powinno być poprzedzone przez kilka lekcji indywidualnych. Chodzi tu o psy trudne, kiepsko zsocjalizowane, lub bardzo rozbrykane, głównie w rękach niedoświadczonych właścicieli, którzy nie potrafiliby sobie z nimi poradzić w nowej, stresującej sytuacji, jaką niewątpliwie jest dla każdego psa pierwsza grupowa lekcja. Również niektórzy właściciele nie bardzo potrafią przyjmować instrukcje w grupie, szczególnie w obecności własnego i innych psów – dla takich osób indywidualne lekcje mogą być koniecznością. W końcu, niektórzy klienci zwracają się do szkoleniowca nie po to, żeby nauczyć psa ogólnego posłuszeństwa, ale po to, żeby rozwiązać konkretny problem. W takich przypadkach oczywiście szkolenie grupowe w ogóle nie wchodzi w grę. Ale dla znakomitej większości moich klientów, lekcje grupowe były naprawdę lepszą opcją, i z punktu widzenia kosztów, i z punktu widzenia dobra psa. Podam jeszcze taki argument: W USA, każdy szanujący się szkoleniowiec bierze swoje psy na szkolenia grupowe, przynajmniej od czasu do czasu, poczynając od przedszkola, które większość szkoleniowców uważa za obowiązkowe, ale nie kończąc na nim, a kontynuując przez całe właściwie życie psów. A na indywidulane lekcje ze swoimi psami oczywiście żaden szkoleniowiec się nie zapisuje. Jak myślicie, dlaczego tak jest? I jeszcze jeden przykład: psy pracujące, policyjne, ratownicze, szkolnone na przewodników, poza ćwiczeniami indywidualnymi, również trenują w grupie. Dlaczego? Podsumowując, moim zdaniem każdemu psu należy się szkolenie grupowe – i to przez całe właściwie życie – i dlatego wszystkie moje psy na takowe uczęszczały (a Misia nadal uczęszcza). Kilka indywidualnych lekcji może być przydatnych w konkretnych przypadkach, ale jako dodatek do, nie zamiast, szkolenia grupowego. I jeszcze kilka uwag na temat konkretnych dyskutowanych tutaj tematów. Po pierwsze, kto powiedział, że na szkoleniu grupowym nie można uczyć chodzenia na luźnej smyczy, tylko przy nodze??? Ja właśnie zaczynałam lekcje grupowe od chodzenia na luźnej smyczy (polecam tu opis amerykańskiego programu CGC – Canine Good Citizen – dostępnego chyba na stronach Ovari – tego programu właśnie ostatnio uczyłam). Po drugie, związkowe szkolenia w Warszawie rzeczywiście są prowadzone pod egzamin PT (czyli np. nauki chodzenia na luźnej smyczy nie ma w programie), ale na pewno nie dotyczy to wszystkich szkoleń grupowych, więc ta konkretna krytyka nie dotyczy różnicy pomiędzy szkoleniami grupowymi a indywidualnymi, a raczej różnicy pomiędzy szkoleniami, których celem jest przygotowanie do egzaminu, a innymi, które takiego celu nie mają. A po trzecie, jest dużo więcej powodów wymagania od psa precyzji w wykonywaniu komend niż zamiar startowania w zawodach... Powody są podobne do tych, dla których od dzieci wymaga się starannego piśmiennictwa bez względu na to, czy zamierzają się zajmować profesjonalnie kaligrafią. Kyane, zgadzam się z Tobą w zupełności, że w Twoim przypadku, kilka indywidualnych lekcji poprzedzających szkolenie grupowe byłoby przydatnych. Natomiast myślę, że Atrey i tak bardzo dużo skorzystał z lekcji grupowych i mógłby skorzystać jeszcze więcej, gdyby nie Twój nieszczęśliwy wypadek. BeataG, Emila nie znam, więc trudno mi się wypowiadać, czy szkolenie grupowe, wśród innych szkolących się psów, by mu coś dało. Mogę tylko powiedzieć, że niedawno słyszałam od kogoś, kto poznał Emila w Związku, że strasznie się rwał do innego psa... Padło nawet słowo „nieopanowany”. Ale podkreślam, że nie są to moje osobiste obserwacje, bo ja Was nie znam, a z tego, co piszesz, nie masz z nim problemów. Podałam Wam moje opinie na temat kilku zalet szkolenia grupowego, oparte na wielu latach uczestnictwa i prowadzenia szkoleń i grupowych, i indywidualnych. Ewidentnie nie wszyscy się z moimi opiniami zgadzają - ok, to tylko opinie i każdy ma prawo do swoich. A ja na koniec muszę przyznać, że dla mnie, szkolenie jest i od lat było niejako „stylem życia”, sposobem na intensywne spędzanie czasu z moim psem, który obie bardzo lubimy. Znam kilka innych osób tu, w Warszawie, niektórych ze szkoleń związkowych, innych z Cave Canem, które podchodzą do szkolenia chyba w podobny sposób. Spotykamy się na kilka godzin w każdy weekend, witamy znajome pieski, dzielimy się doświadczeniami z minionego tygodnia. I tej roli, szkolenie indywidualne na pewno grupowego zastąpić nie może.
  2. Flaire

    czkawka??

    Może mieć czkawkę i robaki, może mieć robaki bez czkawki, jak również czkawkę bez robaków. :D Dorosłym psom też, oczywiście, zdarza się czkawka, ale z reguły rzadziej, niż szczeniakom. No i oczywiście są psy, które prawie nigdy nie dostają czkawki, ani jako szczeniaki, ani jako dorosłe.
  3. Tylko na tym zdjęciu, Api do hodowcy, babci Flaire, a nie do właściciela, jest podobna. Ale to nic; teraz upodabnia się do właścicieli. To zdjęcie z rozwianymi uszami to cały Rafał. :wink:
  4. A u nas na obozie, właśnie Kasia z Russa prowadizła dla nas seminarium agility (to był pierwszy raz, kiedy kogoś z Russa poznałam osobiście). Moim zdaniem, seminarium prowadzone było znakomicie.
  5. Gosiu, a tak z ciekawości, to po co mu kły? Ja bym raczej myślała, że trzonowce najważniejsze... :niewiem:
  6. Podpisuję się pod wszystkim, co napisała Gosia. Więc dlaczego pisałam, że zrobiłabym zdjęcia? Ano bo ja lubię wiedzieć, co się dzieje. Ale również troszkę przenoszę z doświadczenia z ludźmi: mojemu bratu niemal wszystkie stałe zęby rosły poziomo... W wieku 13 lat miał jeszcze pełno mleczaków, które potem jakiś dentysta wyrwał (bez uprzedniego zdjęcia). Wszystko skończyło się dobrze; co prawda to wyrwanie nie pomogło wyciąć się stałym zębom, bo one rosły w złym kierunku, ale przynajmniej stałe zęby były i przy pomocy aparatu i nie pamiętam już czego w końcu braciszek ma normalne uzębienie. Ale wtedy właśnie, przed wyrywaniem czegokolwiek, zdjęcie powinno było być zrobione, bo gdyby stałych nie byłó, to braciszek mógłby sobie jeszcze przez długi czas gryźć mleczakami, a tak to musiał przez długi czas bezzębny sobie radzić (u niego były to głównie trzonowce). Tak że ja bm pewnie prześwietliła, żeby wiedzieć, czy mam na co czekać.
  7. Mój pies też dostawał chemię, ale było to bardzo dawno temu. Teraz uważa się, że dla psów, chemia z reguły daje bardzo kiepskie wyniki (tzn. bardzo rzadko uzyskuje się znaczącą poprawę).
  8. aga_, formularzy dostępnych w necie jest na tuziny, również na dogomanii, tutaj. Teraz tylko wydrukować, wypełnić, zeskanować i posłać.aga_, jaki Ty masz system operacyjny? A modem masz? Bo np. Win XP po prostu ma software faxowy wbudowany - nic nie trzeba instalować, o ile dobrze pamiętam.
  9. Jeszcze jeden pomysł: sciągnij formularz z internetu, wypełni, zeskanuj i prześlij im mailem. A jutro zadzwoń, że chcesz potwierdzić, czy dostali.
  10. Formularz możesz łatwo sciągnąć z netu... A fax pewnie masz w kompie, jeśli masz modem... Jutro powinno się dać, ale dzisiaj byłoby bezpieczniej.
  11. aga_, nie czekaj, tylko w tej chwili prześlij im zgłoszenie na fax!
  12. Hihi, a ja dostałam od Sajko zdjątko eksterierowe Cziki. Całkiem całkiem, choć coś tam z pycholem jeszcze się niedobrego dzieje i piersiki musimy podtrymować. No i Ty musisz łapy "uschludnić". Ale raczej wszystko na dobrej drodze i pozycja też całkiem niezła.
  13. Wind, myślę, że dobrze zdiagnozowałaś problemy "żołądkowe" agi_... Naomiast po Czice tego bym się nie spodziewała! Mam nadzieję, że maleńkiej Apuni nie nauczyła pijaństwa, bo dużo czasu razem spędzały!
  14. Flaire

    czkawka??

    Mniej więcej jak pies przestaje być szczniakiem :wink: :wink: :lol: :lol:
  15. Ja, tak jak coztego, radziłabym prześwieltlić, żeby zobaczyć, co tam się dzieje. Zawsze myślałam, że mleczaki wypadają pod wpływem rozwijających się pod spodem zębów stałych, a jeśli po spodem nie ma zębów stałych, to raczej się trzymają. Tak przynajmniej jest u ludzi... Jeśli u psów jest tak samo, to fakt, że mleczaki wypadły wskazywałby na to, że coś się tam dzieje. Ale może u psów jest inaczej.
  16. aga_, piszę Ci priwa.
  17. aga_, czyli po tych pierwszych wymiotach dalej coś się działo? Biedna Czika :( . A dr Ciupa chyba zostanie mianowany oficjalnym wetem CAVANO Dream Team :wink: . Ma już na swoim koncie leczenie Misi, Api (niejako zanim jeszcze była Apunią :wink: ), Majki, Leona, Mońki i teraz Cziki!
  18. Więc właśnie zadzwoniłam na ten "właściwy" i rzeczywiście działa, bo rozmawiałam z Elką, która powiedziała mi, że dla innych działają obydwa. :niewiem:
  19. Sajko, problem w tym, że ten numer który mamy był sprawdzany przez Elkę i ona twierdzi, że to jest ten aktualny numer i że "nikt" inny nie ma z tym problemu.Wind, ostatnie trzy cyfry tego numeru, który mam to 789.
  20. Nie wiem, czy nowy, czy stary, ale ten sam, na który z powodzeniem dzwoni Sajko, ten sam, z którego "przywołuje" mnie Elka i ten sam, o którym Elka twierdzi, że nikt inny nie ma z nim problemu.
  21. Rozmawiałam z Mokką, która powiedziała, że Elka chciała najpóźniej dzisiaj następujące dane od każdego psa: Jak nazywa się pies Jak nazywa się przewodnik Ile pies ma w kłębie Datę urodzenia psa To chyba wszystko. Ja od jakiegoś miesiąca nie mogę się połączyć z Elką ani z domowego, ani z komórkowego telefonu ("Nie ma takiego numeru"). Próbowałam wysłać jej SMSa, ale dostałam wiadomość "Odrzucony". Mokka też nie może się z nią połączyć, ale inni (np. Sajko) podobno mogą, więc poprosiłam właśnie Sajko o przekazanie Elce moich danych. Czy ktoś spotkał się kiedyś z takim zjawiskiem, że nie może się dodzwonić, z dwóch różnych telefonów, do danego numeru, podczas gdy inni mogą? Ja jestem w polskiej telekomunikacji mało doświadczona, więc może ktoś mi poradzi, z której strony z takim czymś walczyć?
  22. Flaire

    dysplazja

    Rozumiem, ale pytanie jest, co to znaczy "robiły"? Czy to samo zdjęcie było oceniane w Polsce na C/D, a w Niemczech na A/B, czy też w Niemczech miały również robione kolejne zdjęcie? Bo jeżeli to samo zdjęcie, to masz rację, że w Polsce bardziej restrykcyjnie. Ale jeżeli te oceny były na podstawie różnych zdjęć, a szczególnie - polska ocena na podstawie zdjęcia polskiego, a niemiecka - niemieckiego, to może to być znów kwestia lepszej techonologii zdjęć w Niemczech, tak jak to miało miejsce w przypadku w USA, o którym pisałam.
  23. A ja zapomniałam pogratulować Wind, a teraz i Tobie, blaira, udanych egzaminów! Ogromne gratulacje! A co do Płocka, to chyba Elka wszystkich zgłasza, ale pewności nie mam. Mokka chyba wie, to może się jutro wypowie.
  24. :o :o :o Porównaj z ludzkim katarem (takim również spowodowanym podobnym wirusem). Niektóre katary pogarszają się przez dwa dni zanim się poprawią, a inne - przez tydzień. Wirusowy kaszel kenelowy trwa z reguły ok. 2 tygodnie, więc w dwa dni nic by się nie poprawiło, bez względu na to, co byś podawała.Oczywiście ja nie twierdzę, że objawy u Twojego psa (którego nawet na oczy nie widziałam) były spowodowane przez wirusa, więc to, co napisałam powyżej to tylko odpowiedź na stwierdzenie, że gdyby to był wirus to w dwa dni by się poprawił. Niekoniecznie. Wiele chorób wirusowych, w tym kaszel kenelowy, ma przebieg dłuższy, niż dwa dni. NB, wiem, że zaraz tu ktoś na mnie nakrzyczy, ale chyba warto wiedzieć, że na zachodzie (konkretnie w USA), o podawaniu wapna w takich przypadkach w ogóle nikt nie słyszał, skuteczność witaminy C (czyli głównego składnika rutinoskorbinu) jest co najmniej kontrowersyjna (badania raczej tej skuteczności zaprzeczają, ale i tak wiele osób wierzy, że pomaga :wink: ), a polopiryna pomaga na samopoczucie, ale raczej przedłuża, nie skraca, przebieg choroby (bo obniża temperaturę, a podwyższona temperatura jest jedną z metod, którymi organizm zwalcza wirusa). Czyli co kraj, to obyczaj.
  25. Już jestem, tylko tyle mam wrażeń, że nawet nie wiem, od czego zacząć! Chyba najbardziej cieszę się, że miałam możliwość na spędzenie czasu z moją "wnusią", misiną córeczką Api i jej Państwem, Leną i Rafałem. Lena nauczyła Api już niemal wszystkich "przedszkolnych" komend i Api pięknie siada, waruje, staje (to chyba narazie tylko z naprowadzeniem) i przewraca się na plecki. A w czasie obozu, Api nauczyła się pięknie biegać za Rafałem po torze agility i zrobiła ogromne postępy w chodzeniu na smyczy bez ciągnięcia. A więc oto Api na torze agility: A tutaj, zrobione jeszcze przed obozem, zdjęcie moje z Api, na którym wyraźnie widać rodzinne podobieństwo. Mam nadzieję, że Rafał nie obrazi się, że go z tego zdjęcia brutalnie wycięłam... ale podobieństwo w wyrazach pysków staje się najbardziej wyraźne, gdy zdjęcie jest właśnie tak wykadrowane :wink: :
×
×
  • Create New...