Jump to content
Dogomania

Klub utalentowanych dogomaniaków = Wiersze,opowiadania


Recommended Posts

Guest Kamcia_14
Posted

Barbara Borzymowska
"PSIA DUSZA"


To tylko pies, tak mówisz, tylko pies...
A ja ci powiem, że pies to czasem więcej jest niż człowiek.
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz, psia dusza większa jest od psa.
My mamy dusze kieszonkowe...
Maleńka dusza, wielki człowiek.
Psia dusza się nie mieści w psie.
A kiedy się uśmiechasz do niej, ona się huśta na ogonie.
A kiedy się pożegnać trzeba i psu czas iść do psiego nieba,
To niedaleko pies wyrusza, przecież przy tobie jest psie niebo,
Z tobą zostaje jego dusza.

Iwan Turgieniew "Pies"


Jesteśmy w pokoju we dwoje: mój pies i ja. Za oknami wyje zawierucha.
Pies siedzi przedemną i patrzy mi prosto w oczy.
I ja także patrze mu w oczy.
Jak gdyby chciał mi coś powiedzieć.
Jest niemową, nie ma słów, sam siebie nie rozumie, ale ja go rozumiem.
Rozumiem, że w danej chwili i jego i mnie ozywia to samo uczucia, że między nami nie ma żadnej różnicy...
Jesteśmy identyczni, w każdym z nas oby pali się i świeci ten sam chwiejny pomyk.
Śmierć przyleci, zamachnie się swym zimnym, szerokim skrzydłem...
I nadejdzie kres wszystkiego.
Kto potem dojdzie, jaki płomyk palił się w każdym z nas.
O nie. To nie zwierzę i człowiek spoglądają na siebie
To dwie pary jednakowych oczu nie mogą się od siebie oderwać.
I w kazdej z tych par, w zwierzęcej i ludzkiej- jedno życie tuli się lękliwie do drugiego...

Posted

Don Clark
Szczeniaki na sprzedaż

Właściciel sklepu przytwierdził nad wejściem tabliczkę z napisem: "Szczeniaki na sprzedaż". Takie ogłoszenia zazwyczaj przyciągają dzieci, toteż niebawem w sklepie pojawił się mały chłopiec.

- Po ile pan sprzedaje swoje szczeniaki? - zapytał.

- Tak po 30 do 50 dolarów - odparł właściciel.

Chłopczyk sięgnął do kieszeni i wydobył z niej kilka drobnych monet.

- Mam 2 dolary i 37 centów - powiedział. - Czy mógłbym zobaczyć te pieski, proszę pana?

Sprzedawca uśmiechnął się i zagwizdał. Z budy wyszła Lady. Truchtem pobiegła przez sklep, a za nią potoczyło się pięć malusieńkich, drobniuteńkich kuleczek. Jedno ze szczeniąt wyraźnie zostawało w tyle. Chłopiec natychmiast wskazał na nie nadążającego za resztą, kulejącego psiaka i spytał:

- Co mu się stało?

Właściciel wyjaśnił mu, że badał go już weterynarz i okazało się, że psiak ma niewłaściwą budowę biodra. Zawsze już będzie kulał, na zawsze pozostanie kaleką.

Chłopiec zapalił się natychmiast.

- Właśnie tego szczeniaka chciałbym kupić! - oznajmił.

- Nie, nie. To niemożliwe, byś chciał kupić tego pieska - odparł sprzedawca. - Jeśli naprawdę ci na nim zależy, po prostu ci go dam.

Chłopczyk wyglądał na poważnie zdenerwowanego. Spojrzał właścicielowi prosto w oczy i wskazując palcem, odezwał się:

- Nie chcę, żeby pan mi go dawał. Ten piesek jest wart co do grosza tyle samo co pozostałe szczeniaki i zapłacę za niego całą sumę. Właściwie, to zapłacę panu teraz tylko 2 dolary i 37 centów, lecz co miesiąc będę przynosił 50 centów, dopóki go nie spłacę.

Sprzedawca zaoponował:

- Ależ ty nie możesz chcieć takiego psa. On nigdy nie będzie mógł biegać, skakać, bawić się z tobą tak, jak inne szczeniaki.

Chłopczyk schylił się i podwinął lewą nogawkę spodni, odsłaniając kaleką nogę, wspieraną dużą metalową klamrą. Spojrzał na właściciela sklepu i odparł cicho:

- Cóż, ja sam dobrze nie biegam, a ten szczeniak potrzebuje kogoś, kto to zrozumie!

Guest Kamcia_14
Posted

Bardzo smutne sa te opwiadania...
Mazeby cos weselszego??Poszukam w internecie...

Okej. To czekam :razz:.

Rybciu bardzo ładne opowiadanie . I takie wzruszające :placz:. Albo ja jakaś wrażliwa.

A dziewczyny może same piszecie jakieś ładne opowiadanie i chcecie się nimi pochwalić ?

Posted

Czarek Historia prawdziwa
Urodziłem się w dziwnej rodzinie, moja mama umarła zaraz po wydaniu na świat taty wogóle nie znałem. Było nas osiem ale tylko na początku po moją siostre która urodziła się bez ogonka przyszla pani z dziewczynka wahała się między mną albo nią lecz wybrała ją, a ja już traciłem wszelkie nadzieje na życie ponieważ nasz "właściciel" postanowił w inny sposób nas się pozbyć zostawił sobie dwóch moich braci a reszte...:-( widziałem jak wzioł mojego brata i przytrzymywał do ziemi aż wkońcu głowa się poturlała odcioł mu ją jak mógł to był mój braciszek do którego się przytulałem.
Nagle podszedł do mnie i mnie chwycił juz wiedziałem co ze mną będzie skamlałem aż nagle przyjechała ta sama pani co wzieła moją siostrzyczkę i powiedziała "stop tej brutalności daj mi tego pieska" uratowała mnie i wzieła do siebie. Miałem być dla jakiegoś pana któremu moja siostrzyczka się spodobała ale.. zostałem u nich i nie byłem sam do psot i zabaw miałem siostre "Zuzie" a mnie nazwali Czarek było nam cudownie psociliśmy a pomysłodawczynią zawsze była siorka.
Pamiętam jak raz wytarzaliśmy się w farbie ja byłem różowy a moja siorka czerwona hehe.
Niestety moja siora po roku czasie została brutalnie potrącona przez samochód widziałem jak moje państwo płakało wraz ze mną. Z moją rodziną przeżyłem 14 pięknych lat, córka mojej pani wyszła za mąż urodziła córeczkę a ja się bardzo cieszyłem. Niestety w 2006 roku umarła moja pani nie mogłem tego przeboleć, przestałem jeść życie mi zbrzydło i mimo że młodsza córka mojej pani starała się przywrócić sens życia i zawsze była ze mną ja tęskniłem i dwa tygodnie potem miałem ciężką noc wszystko mnie bolało pani przy mniie trwała nawet na rękach zaniosła mnie do dziwnego pana na którego ludzie wołają weterynarz, ale usłyszałem głos "on już jest stary" a potem "gdzie go pani leczy?" na odp. mojej pani że w innej lecznicy on odpowiedział to niech pani tam idzie" Nie rozumiałem dlaczego o co chodzi a pani wróciła ze mną do domu i spałem z nią w łóżku czułem się bezpieczny bo ona leżała i nie spała. rankiem wiedziałem że to koniec moich dni więc polizałem panią pożegnałem się z panem (jej bratem) i oddaliłem się żegnając się z moim domem do kuchni by sam zamknąć oczy na wieki i spotkać się z moją ukochaną pańcią w niebie...

Posted

Znalazłam:

Schronisko...


Dwa długie budynki, przybudówka, kuchnia i KRATY, metry, kilometry krat, siatek. Metalowe pręty, niestrudzenie czuwające. Żelazne boksy, skrzypiące drzwi, betonowa podłoga wiecznie wilgotna i My.

My - zwierzęta schroniska, niechciane, odrzucone, bite i katowane, jest nas dużo, jesteśmy różni, mali, duzi, włochaci, ale łączy nas jedno - My Nadal Kochamy...

Pies to stworzenie dziwne, nikt nie kocha człowieka równie mocno jak pies, kocha bezgranicznie, nie stawia wymagań, nawet pobite, umierające w rowie - Kocha. Potrafi zapomnieć, wybaczyć najgorsze okropieństwa, bo kocha... Najgorsze dla takiego stworzenia to zdrada, psie serce wytrzyma dużo, nie zrozumie, nawet po wielu latach za Kratami.

Jestem takim zdradzonym, przez trzy lata miałem dom, własne posłanie, ogród i Dużego, którego kochałem, Duży długo pracował, ale po pracy był czas tylko dla nas. Coś się jednak zmieniło, Duży siedział dłużej w pracy, mniej w domu. Pewnego dnia przyprowadził do domu innego człowieka, "zobacz Remi, to Agnieszka, moja dziewczyna..."
Nie wiedziałem co to znaczy, ale z oczu tej Dużej biła wrogość, ona nie była zwierzolubna.
Od czasu pierwszego spotkania już nic nie było jak dawniej, z czasem Duża wprowadziła się na stałe i na każdym kroku pokazywała mi, że jestem tu niepotrzebny. Widział to mój Duży i coraz częściej chodził smutny.
Wieczorami słychać było kłótnie w ich pokoju, ja tam nie miałem wstępu, Ona nie chciała.

W piątki zawsze wyjeżdżaliśmy z Dużym za miasto, mogłem biegać, bawić się, być wolnym jak ptaki.
W ten piątek również mieliśmy pojechać, przyszedłem przypomnieć Dużemu, że już czas, Duży pozbierał parę rzeczy i wsiedliśmy do samochodu, nie wiedziałem po co Duży zabrał moją książeczkę, smycz i kaganiec, przecież zawsze siedziałem cichutko w samochodzie.

- Dziś nie jedziemy za miasto, Remi - powiedział.
Patrzyłem na niego uważnie, może znalazł lepsze miejsce na piątkowe gonitwy?
Podróż była znacznie dłuższa, gdy już łeb zaczął kołysać się na boki, Duży ostro skręcił i stanął przed dziwnie wyglądającą, zieloną bramą.
Kazał mi wysiąść, gdzie tu można pobiegać, myślałem, nie ma trawy, nie ma drzew, tylko goła, zdeptana ziemia sucha jak wiór.
Weszliśmy razem do pierwszego pomieszczenia, długi korytarz a na końcu Biuro czyli biurko zawalone papierami, wazonik z kwiatkiem a za tym wszystkim siedziała kobieta.
- Witam Panią - zaczął mój Duży.
Dzwoniłem do Pani wczoraj i tak jak się umówiliśmy, dziś jestem, to Remi o którym mówiłem, ma trzy lata, wygląda groźnie ale to spokojny i miły psiak, mam nadzieje, że nie będzie sprawiał kłopotów, tutaj są jego rzeczy.
Duży oddał tej kobiecie smycz z kagańcem i książeczkę, obserwowałem to wszystko nie wiedząc co się dzieje, czy my gdzieś jedziemy?
Kobieta odłożyła rzeczy i podeszła do mnie, przykucnęła.
- Witaj piesku, jesteś pięknym, młodym wilczurem, może szybko znajdziesz dom.
Jaki dom!
Ja mam SWÓJ dom, mam SWOJEGO Dużego, nie chce drugiego!
Ale kobieta już trzymała w ręce smycz, Duży wychodził.
Musiałem usiąść, co się dzieje, gdzie on idzie, czemu idzie SAM?
- Nie powiedział Pan, czemu go oddaje - rzuciła kobieta.
Duży stanął, zamyślił się i odparł - wyjeżdżam i nie mogę go zabrać.
Wyszedł.

I tak skończyło się życie psa domowego a zaczęło nowe, trudniejsze - życie psa schroniskowego.

Zostałem odprowadzony z Biura i wpuszczony do pomieszczenia, które składało się z krat, siatki i dziury w ścianie, później dowiedziałem się, że te pomieszczenia nazywane są przez pracowników boksami, My nazywamy je Nadzieją...

W boksie byłem sam, dzień w dzień czekałem na swojego Dużego, przecież on wróci, pojechał, ale wróci.
Dni przerodziły się w tygodnie, tygodnie w miesiące a on nie wracał.
W tym czasie do boksu obok wpuszczono starego psa, był to nieduży, włochaty kundel, czarny jak smoła, ale pysk już miał siwy.

Od razu po wpuszczeniu poszedł do kojca spać i tyle go widziałem.
Nocami wyłem, długo i głośno, może Duży usłyszy i szybciej wróci...
Wyłem tak też tej nocy.
- Zamknij się wreszcie po łeb mi pęka! - przerwał mi Czarny.
- Ale ja wołam swojego Dużego, usłyszy i przyjedzie - odparłem.
- Nikt nie przyjedzie, trafiłeś tu bo on cię ZDRADZIŁ - warknął Czarny.
- Jak to zdradził, czemu, nie wierze! - wypiszczałem.
- Może sobie nie wierzyć, ja myślałem podobnie kiedy tu trafiłem, z czasem i ty zapomnisz - powiedział.
- Nie możesz tam mówić, twój Duży przyjedzie po ciebie, na pewno - odparłem podchodząc bliżej krat.
- Myślisz, że po 10 latach przypomni mu się? - zapytał Czarny i wrócił do kojca.
Jeszcze długo stałem jak porażony, o brzasku zawyłem, długo i przeciągle, nie wołałem już Dużego.

  • 2 years later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...