Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

:placz: Zaadoptowało go małżeństwo emerytów w pełni sił. Niedawno przeprowadzili się z Krakowa do domu pod Dobczycami. Mają dwie znajdy małe (pieska i sunię). Nie przeraziły ich ani napady autoagresji Monga ani to, że na podczs jazdy zgryzł im całkowicie fotele w nowiutkim samochodzie, jeszcze go pocieszali po tym fakcie...i tulili. Mong będzie szczęśliwy, a ja coraz bardziej uwielbiam wilkowate psy. co jeden to wspanialszy...:loveu: :loveu:





  • Replies 98
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

O kurcze! Jak rozmawiałyśmy, to zrozumiałam że siedzenia pogryzł tzn. dziabnął, a tu się okazuje że zjadł :crazyeye: :evil_lol:
Przecież Ci ludzie to wręcz nierealni są.
To wręcz niesamowite, jestem w szoku. I jeszcze go uspokajali i pocieszali.
Widać Monk trafił na tych jedynych, właściwych, niepowtarzalnych.

:multi: :multi: :cunao: :multi: :multi:

Posted

Monk to wspanialy pies - pracocholik, probowalam sie z nim bawic troche w sobote, ale monk wolal swoj ogon

łobuz pogryzł siedzenia :crazyeye:
MONK to wspanialy psiak!
brawo aga!
:loveu::loveu:

Posted

No zasługa moja żadna. Dziękujmy Pani Hani za takst o Mangu i jego zdjęcie w Dzienniku.:lol: Początkowo byłam przerażona, bo telefonów mało i glównie ludzi niezdecydowanych. ktoś go nawet oglądał w niedzielę (pewna para się umówiła), ale nic z tego nie wyszło. Dopiero telefon od tego pana to był balsam po prostu dla moich psich uszu. Wczoraj ucieliśmy sobie pogawędkę. Państwo dojechali szczęśliwie. Powiedzieli, że sunia dobrze przyjęła Monga, a ich piesek tylko warknał, ale będą przyzwyczajać. Mówił, że sporo zjadł głodomorek i że własnie razem oglądają telewizję, a Monk jest bardzo zainteresowany, co tak tam się rusza... . Pytałam, czy psiak się trochę uspokoił, mówił, że tak. Pies śpi z panem w jego pokoju. Pan uwielbia duże psy, ja jestem bardzo o niego spokojna. :multi: :multi: :multi: :multi:

Posted

Zapomniałam dodać, że tym koszmarem Monga było starszne pogryzienie (jeszcze szyja nie zarosła sierścią) no i nerwica bardzo bardzo nasilona. Ale gdy się mu bajki opowiada i tuli, to zaraz jest lepiej... Cudowny pies.

  • 1 month later...
Posted

Niestety pies wrócił do schroniska. pan bardzo chciał tego uniknąć i bardzo to przeżył. No niestety nie mógł sobie poradzić z psem. i proszę nie wypisujcie, że w czymś jest jego wina !!! Niestety zawiodł pies a rczej choroba psychiczna psa. Pies przedstawiany był w schronisku również na jego oficjalnej stronie jako łagodny jak baranek. Ma on jednak chorobę kojcową, o której pana oczywiscie poinformowano, ale nie powiedziano, że przy tak nerowym zachowaniu psa (ciągłe krecenie się za ogonem, łapanie się za nararządy płciowe) jest to nieuleczalne i niebezpieczne, ponieważ pies w kazdej chwili może zaatakować. Pan w momencie, gdy Mong omal nie rozszarpał jego suczki i atakował wszystko na spacerach (nie wylaczając samochodów) szukał dla niego rady. Dopwiadywał się. Nie wiem dokładnie, ile czasu ale zdeje się około 2 tygoni miał go w domu z ogrodem i wychodził z nim na długie spacery, sadząc, że może minie stres psa i będzie lepiej. Mimo leków na uspokojenie czały czas podawanych tak się nie stało. We wnetrzu pies cały czas latał za ogonem, na zewnątrz polował również na samochody, kilka razy pan ledwie go utrzymał, bo by się rzucił na przechodzace osoby. pana akceptował, ale i tak raz ugryzł. Pan przez pewien czas trzymał go w hotelu, bo tak bardzo nie mógł sobie poradzić z nim. pytal wetów. jego zaufany wet, który zawsze leczył jego psy (pan ma dwie małe znajdy jeszcze) powiedział mu, że pies z takaą chorobą o takich obawach i po traumie związanej z duzym pogryzieniem nie powinien być w ogóle wydany. No coż bardzo bardzo smutnePan przezył ogromna tragedię i ma żal do schroniska i to ogromny, narażono go na ból, koszty.

Posted

:-( Aga - nie da się tego jakoś wyleczyć?? Teraz, kiedy Mong wrócił do schronu - nie będzie miał żadnych szans.. Strasznie przykre :-( Jak on się musi okropnie czuć.. :sadCyber:

Posted

Fatalna sytuacja :-( , biedny psiak:placz: , ale myślę , że najważniejsze , że nikomu nic się nie stalo !
i faktycznie Mong nie nadaje się do adopcji w tej sytuacji :shake:

Posted

Mong nie nadaje sie do adopcji ani ej, ani w innej sytuacji. Nie kazdy pies jest adoptowalny, a czyzby w schronisku nie bylo psow bezproblemowych, ktore trafily do niego niedawno, maja jeszcze normalna psychike i wszystkie szanse, zeby sie zaadoptowac w nowym srodowisku;
M+L

Guest Mrzewinska
Posted

Pan, ktory go adoptowal, zostal ugryziony, przezyl koszmarny tydzien, poniosl nieliche koszty - NIC SIE NIE STALO????

Nie znam przypadku wyleczenia psa maniakalnie krecacego sie za ogonem, nawet przy kreceniu zdarzajacym sie sporadycznie tez jest to bardzo trudne.
No to moze jednak ktos w azylu zdecyduje, ze lepiej, aby ten pies zostal bezbolesnie zabity, niz zeby mial cierpiec dalej????

Czlowiek, ktory chcial dac szanse psu, ucierpial, pies nie jest nigdy niczemu winien, bo ani nie decyduje za siebie ani nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji, ale moze ktos w schronisku bylby wreszcie odpowiedzialny za wydawanie psa nie nadajacego sie do adopcji????

Czy naprawde w schronisku latwiejszych psow nie ma????

Zofia

Posted

Bardzo mi zal psa, ale jeszcze bardziej pana w tej sytuacji,. On mimo to pokochał tego psa, a musiał go oddać, głos mu się łamał w słuchawce, gdy mówil o Mongu. To straszne...mam pytanie, gdzie można poczytac o tej chorobie?

Posted

[quote name='Mrzewinska']Pan, ktory go adoptowal, zostal ugryziony, przezyl koszmarny tydzien, poniosl nieliche koszty - NIC SIE NIE STALO????


Zofio , oczywiście , że się stalo , ale zawsze biorąc psa ze schroniska , o nieznanej przeszlości ponosimy ryzyko i myślę , że ono jest przewidywane przez nowego wlaściciela .
Natomiast pisząc , że nic się nie stalo , mialam na myśli np. sytuację , że pies rzuca się na dziecko na ulicy , albo zagryza kundelka sąsiadów itp.

Niestety nie każdy pies ze schroniska nadaje się do adopcji :shake:

Posted

Ten pies, cokolwiek sie podziało, nie powinien wracać do schroniska, wszyscy o tym wiemy.
Jak obejrzałam zdjęcia zaczęłam kojarzyć tego psa, stał w pierwszym lub drugim boksie, zdaje sie na sukach, sam. Kręcił się za ogonem, ale... jeżeli dało mu się cokolwiek do roboty: piłkę, zabawkę - miał w boksie. Zaczynała się zajmować zabawką. Podchodziłam wtedy do krat. Nie wykazywał cienia agresji do mnie. Nie wykazywała też agresji "przez płot" czyli do psów obok. Wiem, że na hotelu jak się "zajął" gryzieniem kości nie interesował się swoimi ogonami czy jądrami.
Dlaczego mimo tych pogryzień przez inne psy i jego psów on nie zostal wykastrowany?????????
Ten pies został skazany po raz drugi, tym razem dożywotnio i to dosłownie. A to nie powinno tak być.

Guest Mrzewinska
Posted

Ryzyko jest zawsze, takze gdy kupuje sie za ciezkie pieniadze psa w najlepszej hodowli - ale na litosc, jesli wydaje sie psa azylowego z tak powaznym schorzeniem, to juz nie jest normalne ryzyko, a pewnosc, ze adopcja skonczy sie zle!!!
I w schronisku,w i hotelu wiedziano, ze pies kreci sie maniakalnie za ogonem. Wet. tego pana wiedzial, ze taki pies nie powinien byc wydany.
A jednak zostal wydany.

Ja rozumiem, ze litosc nad chorym zwierzeciem moze przeslonic racjonalne racje, ale moze okazmy na wyrost troche litosci i dla czlowieka, ktory dostanie nieuleczalnie chore zwierze. A przede wszystkim dla tych zwierzat, ktore w azylu czekaja - jeszcze zdrowe, jeszcze bez straszliwych urazow, jeszcze normalne w kontakcie z czlowiekiem. Poki dla nich nie bedzie za pozno.

Zofia

Posted

Wszyscy róznie to formułując chcemy powiedziec to samo. Człowiek jest najwazniejszy. Trzeba ograniczać ryzyko do minimum. Wszyscy o to się staramy.
Są jednak różne przypadki. Samookaleczanie się psów w schroniskach jest, może nie częste, ale spotykane, ostatnio pies (z łapą) po zmianie warunków i kontakcie z człowiekiem "zresocjalizował się" a były to początki choroby.
Ale inną sprawa jest powrót tego psa do schroniska. WSzyscy wiemy iż przez kolejne kilka lat będziestał w kojcu, i daj boże sam, to jest najgorsza zbrodnia wobec tego psa. Ból psychiczny, który każe mu kaleczyć siebie zadjąc sobie ból fizyczny. Nie jest to "litość nad chorym zwierzęciem przysłaniająca racjonalne rację" jest to okrucieństwo wobec tego psa.

Guest Mrzewinska
Posted

A kto jest wladny zadecydowac o bezbolesnym zabiciu tego psa?

Zofia

Posted

pan napawdę zrobił wszystko, co mógł dla tego psa. nie było tak, że oodał go od razu. pies byl u niego około 2 tygodni, a jednak mimo miłości, spokoju, spacerów, leków, dobrej kuchni, braku stresów było tylko coraz gorzej. ja oczywiście nie jestem lekarzem a ni specjalistą od zachowan jak pani Zofia Mrzewińska, ale podpisuje się pod tym, co ona powiedziała.

Posted

[quote name='Mrzewinska']A kto jest wladny zadecydowac o bezbolesnym zabiciu tego psa?

Z tego co wiem tylko schronisko. i wiem, że własciciel bolejący nad tragedia tego psa chciałby żeby on już nie cierpiał i żeby nie doszło do jakiejs tragedii w przyszłości.

Posted

Mrzewinska napisał(a):
A kto jest wladny zadecydowac o bezbolesnym zabiciu tego psa?

Zofia


Psi psycholog po kilkakrotnym widzeniu i "badaniu" reakcji psa.

A moje pytanie: Kto jest władny zdecydować o dalszym życiu tego psa i kto może na to patrzeć.
Oczywiście można "mieć nadzieję", wybaczcie mój sarkazm, że pies sam się wykrwawi na śmierć.

Guest Mrzewinska
Posted

Opinia weta to za malo??? Historia nieudanej adopcji to za malo???
A kto, jesli mozna prosic o taka informacje (ew. na priv.), pelni role psiego psychologa w krakowskim azylu?

Zofia

Posted

AgaG napisał(a):
pan napawdę zrobił wszystko, co mógł dla tego psa. nie było tak, że oodał go od razu. pies byl u niego około 2 tygodni, a jednak mimo miłości, spokoju, spacerów, leków, dobrej kuchni, braku stresów było tylko coraz gorzej. ja oczywiście nie jestem lekarzem a ni specjalistą od zachowan jak pani Zofia Mrzewińska, ale podpisuje się pod tym, co ona powiedziała.


Ago tu nikt nie ma pretensji o czynnik ludzki w odniesieniu do zachowań tego nieszczęsnika. Wszystkie osoby starały się aby mu pomóc. Chodzi o to aby uniknąć takich nieszczęść i psich i ludzkich, od razu na początku. Ten pies powinien zostać zdiagnozowany (na gruncie neutralnym) przez psychologa i albo przygotowana "recepta" albo eutanazja.
My nie wiemy, jak długo był w schronisku, czy od początku miał te objawy. Czy on był agresorem czy ofiarą we wspólnych boksach. I sie tego pewnie nie dowiemy. Ale na dzień dzisiejszy, stan tego psa i brak jakiejkolwiek możliwości współpracy z psychologiem...

Posted

Mrzewinska napisał(a):
Opinia weta to za malo??? Historia nieudanej adopcji to za malo???
A kto, jesli mozna prosic o taka informacje (ew. na priv.), pelni role psiego psychologa w krakowskim azylu?

Zofia


W krakowskim azylu NIE MA PSIEGO PSYCHOLOGA i w tym problem. A od strony medycznej pies jest w kondycji zadawalającej (jak na schronisko). I własnie weci nie widzą powodu aby psa poddać eutanazji. Wg starej metody: "pomęczy się i sam zdechnie".

Guest Mrzewinska
Posted

To moze - zamiast psychologa psiego - wystarczylyby opinie dwoch wetow spoza schroniska - dwie odpowiedzi na proste pytanie - czy pies krecacy sie mianiakalnie w kolko za ogonem nadaje sie do wyleczenia i jak.
A kierownictwo schroniska nie ma prawa decyzji??? To co, takiego psa najlepiej wrzucic do boksu z wiekszym i bardziej agresywnym i umyc rece???

Zofia

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...