Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

No właśnie tak sie zastanawiam jak znależć dobrą szkołę dla psów!!?? Tzn. taką, w której szkoleniowiec nie będzie próbował łamać psiego charakteru, tryb pracy z psem dostosuje do każdego z uczestników w miarę indywidualnie, nikt nie będzie kazał używać kolczatek, dławików, szarpnięć za smycz itp. metod wychowawczych. Taką metodę niestety poznałam w jednej ze szkół we Wrocławiu i wiem z własnego doświadczenia,że to jet najgorsza metoda szkolenia i nigdy już jej nie zastosuję.
W moim wyobrażeniu szkolenie to powinna być zabawa i dla mnie i dla mojego psiura pełna pochwał, smakołyków i pozytywnego wzmocnienia. Natomiast z tego co się orientuję to w większości psich szkółek nadal stosuje się metodę karcenia, poszarpywania, wręcz nawet rzucania psem o ziemię, rzucania w psy różnymi przedmiotami tzw."gonienie psa" - największa głupota. Takimi matodami to psa tylko można zastraszyć natomiast napewno nie osiągnie się celu - czyli pełnej wzajemnej akceptacji i poznania, pies - przewodnik, a co za tym idzie szacunku co w konsekwencji daje efekt posłuszeństwa.
No i co teraz zrobić,żeby znaleźć taką szkołę uczącą tylko na podstawie nagród i pozytywnego wzmocnienia, czy można to jakoś sprawdzić zanim zapisze się na zajęcia ze szczeniakiem??

Posted

Ja najpierw poczytalam troche na temat szkoleniowcow na dogomanii, popytalam i zdecydowalam sie na konkretna szkole. Najpierw poszlam do trenera i mielismy pogadanke, obejrzal sobie psa, powiedzial co i jak ( np. co z niego mniej wiecej wyrosnie za lobuz). Umowilismy sie na pierwsze szkolenie ( zajecia w grupie ok.8 psow) i w pierwszym dniu mielismy okazje poznac jak wyglada praca z psem w tej szkole. Dopiero po tym dniu kto chcial to decydowal czy szkoli a kto chcial mogl odejsc. I nic to nie kosztowalo. Ja chodze na szkolenie juz miesiac i jestem z tego bardzo zadowolona.

Posted

Ja sobie wymyśliłam,że może najpierw pojeżdzę po kilku szkółkach bez psa i z boku jako widz poobserwuję jak wyglądają zajęcia. Najczęściej takie szkółki mają zajęcia w takich miejscach,że mozna sobie będąc na spacerku troszkę poobserwować, przynajmniej takie trzy są w samym Wrocku.
Chyba tak właśnie zrobię!!:roll:

Posted

Też szukam szkoły dla swojego psa we Wrocławiu i nie mam pojecia czym się kierować przy wyborze.
Czy szkoleniowiec musi mieć jakieś uprawnienia? Co decyduje o tym, że jakaś szkoła jest dobra?
A moze indywidualne szkolenie? są drogie( 30zł. za godzine), ale treser skupia się tylko na jednym psie.
Jeżeli w grupie to ile może być maksymalnie psów, aby takie szkolenie miało sens?
Ruda-asiu jeżeli znalazłaś jakąś dobrą szkołe to daj znać, prosze.
Pozdrawiam
Magda

Posted

Dla niedoświadczonego psiarza problem całkiem spory. Czym się ja kierowałam? Pojęcie teoretyczne miałam. To podstawa, żeby wiedzieć, na co patrzyć i o co pytać. Drugim krokiem było pojeżdzenie i poobserwowanie, jak wygląda praca z psiakami, wybierając najpierw te szkoły, które reklamowały się, że pracują metodami pozytywnymi. Na co zwracałam uwagę:
- na kontakt szkoleniowca z właścicielem; pamiętajmy, że na szkoleniu najwięcej powinien nauczyć się nie pies, a człowiek. Jeśli szkoleniowie będzie objaśniał tylko techniczną stronę komend, bez wyjaśniania ich psychicznego oddziaływania, niewiele z tego szkolenia będzie; być może pies nauczy się wykonywać komendy a człowiek je wydawać, ale będzie to czysta mechanika, bez żadnego porozumienia między człowiekiem a psem. (szkolenie, zwłaszcza PT1, powinno nie tylko nauczyć komend, ale przede wszystkim pozwolić czlowiekowi i psu na nawiązaniu specyficznego porozumienia, stworzeniu PARY)
- na atmosferę; co z tego, jeśli trener najlepiej nawet będzie chciał wyszkolić psa, jak właściciel będzie go uważał za nieokrzesanego głupka, jednocześnie przy tym podświadomie chociażby lekceważąc i udawając przed nim, "żeby sobie nie pomyślał"? No i czy zapytałbyś się o radę człowieka, którego po prostu nie lubisz? Ciężko to przychodzi...
- na technikę; krzyczenie na psa, szarpanie, stosowanie kolczatki, dławika itd. jest dla mnie dyskwalifikujące.
- na indywidualne podejście do tempa szkolenia - wiem, że to trudny temat, bo trudno, żeby jeden trener robił jednocześnie 8 różnych rzeczy z 8-ma psami; chodzi o to, że jeden pies uczy się wolniej, drugi w tym samym czasie się nudzi, jeden pies szybko załapie siad, drugi "wyhamuje" dopiero na zostań.rownanie wszystkich do jednego tempa jest deprymujące, bo większość albo się nudzi, albo nie może nadąrzyć. Dobry trener sobie z tym radzi.
- na czas jednych zajęć i na częstotliwość przerw w ich trakcie - spróbujcie czegoś nauczyć znudzonego psa...
- na znajomość trenera podstaw psiej mowyciała i behawioryzmu - pies może być doskonale wyszkolony technicznie, ale uważac, że... to właściciel jego powinien słuchać... Częstym objawem tego jest sytuacja, że pies umie, ale czy zrobi - oto jest pytanie...
- na zakres szkolenia - jakich komend uczy, czy są dla mnie użyteczne?
-opinię o szkoleniu jego "absolwentów" i nie tylko; na ogół jest tak, ze dobra szkoła cieszy się dobrą sławą, a zła złą. dobrym sposbem zaciągnięcia takiej opini są psie fora.
- jest jeszcze kwestia ceny, czasu kursu, terminów spotkań, miejsca i dojazdu do niego...
Szkoleniowiec powinien też brać pod uwagę nasze indywidualizmy, np. siad nie musi być na "siad", może być na "kicaj" - o tym powinien móc decydować właściciel, choć powinien być świadom, że chcąc w przyszłości np. startować w obedience powinien raczej trzymać sięstandardowych metod...
Pozdrawiam i życzę trafnego wyboru!

Posted

Dzięki za rady, umówiłam się już z indywidualnym trenerem , zobaczymy co z tego wyjdzie.
Poradził mi abym kupiła obroże samozaciskową, to jest to samo co dławik?
Mój pies owczarek niemiecki, mimo iż ma dopiero 7 miesięcy potwornie szarpie. Nic nie pomaga zmiana trasy spaceru, zawsze jak idziemy do parku dyndam na końcu smyczy.
Sprawa szkolenia jest raczej pilna, bo on jest coraz starszy i mocniejszy.
Pozdrawiam
Magda

Posted

ruda_asia napisał(a):
Ja sobie wymyśliłam,że może najpierw pojeżdzę po kilku szkółkach bez psa i z boku jako widz poobserwuję jak wyglądają zajęcia. Najczęściej takie szkółki mają zajęcia w takich miejscach,że mozna sobie będąc na spacerku troszkę poobserwować, przynajmniej takie trzy są w samym Wrocku.
Chyba tak właśnie zrobię!!:roll:


Ruda zamiast podgladać gdzies z daleka możesz poprosić instruktora czy mogłabyć przyjrzeć sie jak wyglądaja jego zajecia, będziesz wtedy miała mozliwosć porozmawiania z instruktorem i dowiedzenia sie wiecej rzeczy które przydadzą Ci sie do podjecia decyzji. Nikt nie powinien Ci odmówić.

Magda obroża samozaciskowa to to samo co dławik. I praktycznie już się nie stosuje zapięcie na zacisk przy szkoleniu.

Posted

[quote name='maagdaa']Poradził mi abym kupiła obroże samozaciskową, to jest to samo co dławik?
Tak, to to samo. W tym momencie moja współpraca z tym trenerem dobiegłaby końca.

Mój pies owczarek niemiecki, mimo iż ma dopiero 7 miesięcy potwornie szarpie. Nic nie pomaga zmiana trasy spaceru, zawsze jak idziemy do parku dyndam na końcu smyczy.
Sprawa szkolenia jest raczej pilna, bo on jest coraz starszy i mocniejszy.

Przy nauce chodzenia na smyczy bardzo pomocny jest klikier. Weź garść smakołyków, klikier i zarezerwuj sobie więcej czasu. Wyjdź z psem, ale na nowych zasadach. Ty idziesz tylko, jak pies nie ciągnie. Jeśli nie przestaje ciągnąc, mimo, że nie idziesz za nim, odwracasz się i idziesz... w drugą stronę. Pies z całą pewnością poluzuje smycz, żeby zmienić kierunek. Wtedy klik/smakołyk. I ruszasz, ale tylko do momentu naciągnięcia smyczy. I tak do znudzenia... psa. Za każdym razem zluzowznia smyczy choćby na moment - klik/smakołyk. Za pierwszym razem "dystansu" raczej nie zrobisz. Ale psiak szybko powinien załapać, że albo idzie na Twoich warunkach, albo wcale. Nie ucz od razu chodzenia przy nodze, na to przyjdie czas, nie wszystko na raz. Jak wyczujesz, że pies zaczyna rozumieć, o co Ci chodzi, możesz zacząć wprowadzać komendę, np. idź. Jest jeszcze jedna ważna rzecz w tej metodzie. Jak raz zaczniesz, musisz być konsekwentna. Więc jeśli nie będziesz miała czasu, załuż psu np. szelki, coś, co będzie wyraźnym sygnałem, że teraz wolno mu ciągnąć. Później będziesz mogła to wykorzystać, np. w canicrossie... Pozdrawiam.

Posted

a jak to sie ma do zalatwiania sie psa?? Bo moj w momencie gdy chce sie zalatwic to bardzo dlugo szukai wacha i sie kreci dookola w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca i nie zawsze TO odpowiednie miejsce jest na odleglosc smyczy (mamy skorzana 1,8m). Dlatego zawsze mam problem gdy chce go uczyc chodzenia na luznej smyczy

Posted

martulka22 napisał(a):
a jak to sie ma do zalatwiania sie psa?? Bo moj w momencie gdy chce sie zalatwic to bardzo dlugo szukai wacha i sie kreci dookola w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca i nie zawsze TO odpowiednie miejsce jest na odleglosc smyczy (mamy skorzana 1,8m). Dlatego zawsze mam problem gdy chce go uczyc chodzenia na luznej smyczy

Znam ten problem bardzo dobrze. Dlatego właśnie wprowadziłam w życie zasadę, o której piszę. Moja Tka potrafiła przez godzinę nie znaleźć sobie "odpowiedniego" miejsca. było to szczególnie kłopotliwe rano, kiedy ze względu na pracę nie mogłam pozwolić sobie na wielogodzinne spacery. Odkąd przestałam spuszczać ze smyczy, dopóki się nie załatwią, problem zniknął. Wiedzą, że nie ma zabawy, dopóki nie ma kupki i siusiu. A długość smyczy wcale nie jest przeszkodą. Na początku możesz spacerować, z czasem pies dojdzie do takiej "wprawy", że będzie umiał znaleźć stosowne miejsce w promieniu kilku kroków. A Tobie będzie łatwiej posprzątać...

Posted

No właśnie ja też sobie nie wyobrażam szkolenia psa na dławiku, poszarpywania nim, itp. metod wychowawczych - już raz przerobiłam takie psie przedszkole, niestety:mad:.
Teraz przy kolejnym psie jakiego będę miała napewno nie pozwolę aby w ten sposób próbowano szkolić psa, aktualnie dla mnie osobiście jedyną metodą jest pozytywne wzmocnienie!!;)
A ile szkół tyle metod i tyleż samo opinii, no i jak tu wybrać:niewiem:

Posted

Jezu, nie demonizujcie dawika, czy kolczatki :roll: Nie taki diabeł straszny, przy ich umiejętnym użyciu psy błyskawicznie ucza się chodzenia na luźnej smyczy. Mają tę przewagę nad metodą pozytywnego wzmacniania, że każdy jeden spacer jest sesją szkoleniową.

A juz rada

Więc jeśli nie będziesz miała czasu, załuż psu np. szelki, coś, co będzie wyraźnym sygnałem, że teraz wolno mu ciągnąć.

dana osobie, która ma dużego silnego psa jest... humorystyczna... ;)
Jasne, można poza szkoleniem założyc psu kantar, ale kantar nie nauczy psa niczego poza tym, że nie opłaca się ciągnąć... w kantarze na pysku. Dla mnie byłaby to strata czasu, który w przypadku użycia łańcuszka, czy kolczatki poświęcony byłby nauce.

Posted

asher napisał(a):
przy ich umiejętnym użyciu psy błyskawicznie ucza się chodzenia na luźnej smyczy. Mają tę przewagę nad metodą pozytywnego wzmacniania, że każdy jeden spacer jest sesją szkoleniową.

(...) Dla mnie byłaby to strata czasu, który w przypadku użycia łańcuszka, czy kolczatki poświęcony byłby nauce.

Każdy jeden spacer może być sesją pod warunkiem umiejętnego użycia. A mało jest osób, które potrafią umiejętnie używać tych narzędzi... :roll: Nieumiejętne stosowanie kolczatki czy dławika i używanie ich na każdym spacerze, w najlepszym razie, nauczy psa jedynie tego, że w kolczatce (dławiku) nie opłaca się ciągnąć. Z dwojga złego, wolę kantar :razz:
Przy pewnej dawce dobrej woli można nauczyć psa nieciągnięcia bez kolczatki czy dławika, również przy pozytywnym wzmacnianiu każdy spacer moze być sesją szkoleniową :cool3:

Posted

coztego napisał(a):
Przy pewnej dawce dobrej woli można nauczyć psa nieciągnięcia bez kolczatki czy dławika, również przy pozytywnym wzmacnianiu każdy spacer moze być sesją szkoleniową :cool3:
Coztego, gorąco polecam szkolenie metodą pozytywną, 7 miesięcznego owczarka niemieckiego zimą :lol:
Próbowałas kiedyś pozytywnej metody z dużym, silnym psem? Jak myślisz, ile czasu upłynie, zanim przewodnik nabawi się urazu łokcia/nagarstka/barku (niepotrzebne skreślić)?

Ja, kiedy przypałętała się Sabina miałam szczytne zamiary nauczenia jej chodzenia na luźnej smyczy bez silnej awersji. Skapitulowałam, jak zaryłam zębami po lodzie :evil_lol:

A własciwe używanie kolcztaki, czy dławika to naprawdę żadna filozofia :roll: Osoba, która o tym tutaj napisała ma pracowac z trenerem. Sądzisz, że on nie nauczy jej, jak posługiwac się dławikiem?

Posted

Pozwólcie, że dodam coś od siebie.

Mam 15-miesięcznego owczarka podhalańskiego - ani dławik, ani kolczatka na niego nie działały - powodowały jedynie ból u psa i utratę zaufania do mnie, jako do przewodnika. Od kiedy używam haltera (przy wadze i sile psa, na razie, niezbędnego) i chodzimy na szkolenie klikerowe, pies potrafi chodzić na luźnej smyczy. Halter służy jeszcze jako asekuracja.

To tyle na ten temat.

I rzeczywiście każdy spacer jest sesją szkoleniową - trudno co prawda przy tej pogodzie operować klikerem, smakołykami - ręce marzną :placz: , ale da się.

Danka

Posted

da-NUTKO, oczywiście psy są różne.
Ale szczerze mówiąc nie spotkałam się, by przy właściwym użyciu kolczatki, czy dławika pies starcił do przewodnika zaufanie, a widziałam różne psy szkolone tą metodą, również bardzo słabe psychicznie :niewiem:

A przy użyciu kolczatki też ręce marzną, bo w tej metodzie, jak zresztą w każdej innej - najważniejsze są pochwały i nagrody.

Ja nikogo nie namawiam, żeby uczył psa własnie w ten sposób. Ale nie zgadzam się z podejściem, że szkoleniowiec stosujący kolczatkę, czy dławik, to zły szkoleniowiec i trzeba go unikać, jak ognia :roll:

ps. da-NUTKO, jakim sposobem każdy wasz spacer jest sesją szkoleniową, skoro używasz haltera?

Posted

asher napisał(a):

Próbowałas kiedyś pozytywnej metody z dużym, silnym psem?

Kreska może nie jest owczarkiem, ale siły ma sporo... :razz: Nie uczyłam większego psa od niej, ale znam mnóstwo psów, które na kolczatce ciągną jak szalone i w głębokim poważaniu mają kolce wbijające im się w gardło. :niewiem: A nie widziałam żadnego psa, który ciągnąłby w halterze :cool3:
Ale nie zgadzam się z podejściem, że szkoleniowiec stosujący kolczatkę, czy dławik, to zły szkoleniowiec i trzeba go unikać, jak ognia

Mnie nie podoba się to, że szkoleniowiec jeszcze nawet psa nie widział, a już zaleca kupienie dławika. :niewiem: Ja bym do niego nie poszła, ale co kto lubi ;)

Posted

coztego napisał(a):
znam mnóstwo psów, które na kolczatce ciągną jak szalone i w głębokim poważaniu mają kolce wbijające im się w gardło. :niewiem: A nie widziałam żadnego psa, który ciągnąłby w halterze :cool3:
Ale my rozmawiamy o szkoleniu, a nie o wyprowadzaniu psa na spacerki.

To, że widzisz psy, które ciągną na kolczatkach nie oznacza, że metoda jest zła, tylko, że pies jest niewyszkolony. Ja znam mnostwo psów, które ciągną, mimo, że nie mają kolczatki. I nie jest to dowód na przydatnośc kolczatki, tylko też na to, że te psy nie są szkolone.

coztego napisał(a):
Mnie nie podoba się to, że szkoleniowiec jeszcze nawet psa nie widział, a już zaleca kupienie dławika. :niewiem: Ja bym do niego nie poszła, ale co kto lubi ;-)

A poszłabyś do takiego, który jeszcze nie widząc psa, oznajmia, że on dławikiem nie szkoli? ;)

Posted

asher napisał(a):
Ale my rozmawiamy o szkoleniu, a nie o wyprowadzaniu psa na spacerki.

Pisałaś, ze każdy spacer w kolczatce czy dławiku jest sesją szkoleniową :hmmmm: Z własnego doświadczenia wiem, że łatwo popełniać błędy w użyciu sprzętu szkoleniowego, nawet jeśli ktoś mądry nam pokaże jak to się robi :razz: Dlatego wolę metody łagodniejsze. :cool1:
A poszłabyś do takiego, który jeszcze nie widząc psa, oznajmia, że on dławikiem nie szkoli? ;)

Tak, i myślę, że dostrzegasz różnicę ;) Nawet się do takiego wybieram :)

Posted

coztego napisał(a):
Pisałaś, ze każdy spacer w kolczatce czy dławiku jest sesją szkoleniową :hmmmm:

Owszem, pod warunkiem, że psa się faktycznie SZKOLI, a nie uważa, że obroża odwali szkolenie za nas... Tylko halter "odwala szkolenie" za przewodnika, dlatego też tak go nie lubię ;) Bo to pseudoszkolenie.

coztego napisał(a):
Tak, i myślę, że dostrzegasz różnicę ;)
Nie dostrzegam róznicy :niewiem:

Posted

asher napisał(a):
Owszem, pod warunkiem, że psa się faktycznie SZKOLI, a nie uważa, że obroża odwali szkolenie za nas... Tylko halter "odwala szkolenie" za przewodnika, dlatego też tak go nie lubię ;) Bo to pseudoszkolenie.

Może odwalać, moze tylko pomagać, to już zależy od przewodnika. Tu akurat niczym się nie różni od kolczatki... Ja nie używam haltera, bo znam siebie i bałabym się, że oleję naukę, skoro problem jest rozwiązany. A tak, mogę dumnie chodzić z suką na luźnej smyczy w szelkach ;)
Nie dostrzegam róznicy :niewiem:

Znam szkoleniowców, którzy nie używają takich narzędzi jak dławik czy kolczatka i mają dobre wyniki. Więc jeśli ktoś na wstępie mówi mi, że nie używa to nie widzę powodów, żeby go skreślić. :niewiem:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...