Jump to content
Dogomania

Jeden pies martwy, drugi odebrany wariatce już w nowym domu..


Recommended Posts

Posted

dorota1 napisał(a):

Nowe spostrzeżenia co do Mili są takie, że im dłużej jest z nami, tym gorzej znosi nawet parodniową rozłąkę. We wrześniu byliśmy z mężem na dosłownie czterodniowej wycieczce, a Mila została w swoim własnym domu, z ludźmi których zna i kocha i była podobno okropna. Cały czas w nerwach ( a u niej objawa się to ciągłym dyszeniem i w związku z tym piciem, stąd konieczność wychodzenia nawet co godzinę). Zdarzało się jej nawet zesikać w domu.
Po naszym powrocie jeszcze przez dłuższy czas dochodziła do siebie. Wniosek na przyszłość taki, że już bez Milusi nie możemy się nigdzie ruszyć;)

tak, strasznie przywiazane te nasze psiaki do nas :p Milusia przezywala strasznie - to dyszenie to prawie jak palpitacje serca :shake:
Norka zostawilismy kiedys z nasza mama, ktora zna, dom zna, bywamy stale u siebie. niby taki twardziel, a dwa razy nasikal w domu na pelargonie :roll:

  • 4 weeks later...
Posted

Gruczoł znów pęknął i to podczas gojenia. Bylismy u naszej pani doktor, Milusia dostała nowe leki, ale jutro ponowna wizyta u chirurga, no i decyzja. Obawiam się jednak, że operacja nas nie ominie:-( To już trwa zbyt długo.

Posted

o kurcze. :shake:
trzymam kciuki. :painting: zawsze sie denerwuje, nawet przed rutynowa wizyta u weterynarza, a tu coś takiego :shake: trzymajcie się!! :kciuki:

Posted

Jotpeg, karusiap, dzięki za wsparcie.:lol: Chodzimy od początku do Krakvetu ( z małymi przerwami, bo musimy tam przejechać przez pół Krakowa i próbowałam w dwóch innych gabinetach blisko nas, ale bylo totalne rozczarowanie i wróciliśmy juz na stałe do Krakvetu). Zazwyczaj do dr Motyki (jest naprawdę świetna), ale operację jakby co będzie robił dr Orzeł. Ktoś mi powiedział, że dobrze, że znalazłam weterynarza, który podejmie się tej operacji, bo nie każdy się na przeprowadzenie takiego zabiegu odważy.

Jutro po południu już coś będę wiedziała, to napiszę.

Posted

[quote name='jotpeg']wynika z tego, ze jestescie w dobrych rekach :thumbs:
chyba nikt inny by tego lepiej nie zrobil.
trzymam kciuki.[/QUOTE]

Dzięki za kciuki.:lol:
Dziś dr Orzeł zdecydował, że czekamy jeszcze dwa tygodnie, bo na razie jest to świeża sprawa i trzeba, żeby się wszystko zagoiło. Potem zobaczymy, czy gruczoł podejmie prawidłową pracę. Ale raczej powinnam się nastawić, że zabieg będzie konieczny.

  • 2 weeks later...
Posted

Dzisiaj mamy rocznicę.:lol: To już 4 lata jak Mila jest z nami.:loveu: I na ten dzień dobre wiadomosci. Termin u chirurga mamy ustalony dopiero na najbliższy czwartek, ale dzis bylismy u dr Motyki, bo Mila wczoraj zaczęła saneczkować, popatrzyłam pod ogon i się przestraszyłam, bo ten prawy gruczoł był tak zgrubiały, że było to widać gołym okiem. Nie chciałam czekać do czwartku i pojechalismy dzisiaj. I co się okazało! Gruczoł dobrze pracuje, a co najważniejsze dał się normalnie opróżnić i na ten moment jest wszystko w porządku.:lol:
W czwartek mamy być jednak u dr Orła, żeby ostatecznie zdecydował co dalej, ale wobec powyższego jestem dobrej mysli.
Wasze kciuki pomogły. Bardzo dziękujemy:loveu::loveu::loveu:

Posted

No to jak rocznica, to musi być i toast!
Za kolejne wspaniałe lata wygranego życia Mili, za zdrówko, żeby dopisywało i za same pomysle nowiny i przepiękne zdjęcia przywodzące na myśl spokój i harmonię! Całuję Was mocnoi!

Posted

Jagienka napisał(a):
No to jak rocznica, to musi być i toast!
Za kolejne wspaniałe lata wygranego życia Mili, za zdrówko, żeby dopisywało i za same pomysle nowiny i przepiękne zdjęcia przywodzące na myśl spokój i harmonię! Całuję Was mocnoi!


Ogromnie dziękujemy za miłe słowa:loveu::lol:

Posted

jotpeg napisał(a):
:cunao::cunao:
4 lata!!! pomyślności!!!
ileż nam dają nasze ukochane zwierzaki!
:laola::laola:


Dzięki za życzenia.:lol:

Oj to prawda! Życie bez zwierzaka jest dużo bardziej smutne. Zwierzak to wielki obowiązek, ale i wielka RADOŚĆ:loveu::loveu::loveu:

Posted



Zdrowych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia, wspaniałej rodzinnej atmosfery i udanego odpoczynku od codzienności życzymy Wszystkim odwiedzającym nasz wątek Dorota i Mila

Posted

Lemoniada napisał(a):
Gratuluję czwartej rocznicy i życzę jeszcze wielu takich! Milunia zasłużyła na Was, a Wy zasłużyliście na Milę :)


Dziękujemy:lol::loveu:

Bardzo się cieszę, że Mila już zdrowa i gruczoł się uspokoił. Na razie zabieg nam nie grozi, ale przez jakiś czas musimy chodzić do kontroli co trzy tygodnie.

  • 1 month later...
Posted

Wróciliśmy właśnie z gór. Mało nas tam nie zasypało.;) Wreszcie mamy trochę zdjęć:

Na tym robionym w domu, Mila zdaje się mówić: "zabieraj tą lampę błyskową":cool3:



A tu Mila na śniegu:




Tutaj widać głównie zimę w całej okazałości, bo Mila pokazała tą część ciała, którą najczęściej pokazuje przy fotografowaniu jej:;)



A na koniec niespodzianka: prawie środek zimy, tony śniegu, a na drzewie....:crazyeye:, zobaczcie sami:

Posted

dorota1 napisał(a):
Tutaj widać głównie zimę w całej okazałości, bo Mila pokazała tą część ciała, którą najczęściej pokazuje przy fotografowaniu jej:;)



Być może uważa kitę za swoją największą ozdobę :) Wiewiórka jest super!

  • 7 months later...
Posted

Bardzo długo nas tu nie było, a u nas dużo zmian. Po wakacjach Miluni przybyła koleżanka.:lol: Młoda sunia, którą wypatrzyłam na wsi, gdzie spędzałam wakacje (Jotpeg wie, jakie miejsce mam na mysli). Własciciele najpierw mieli ją w domu, a gdy urosła na tyle, że nie uciekła między słupkami z boksu, umiescili ją tam wraz z kolegą. Na efekty nie trzeba było długo czekać, po pierwszej cieczce sunia urodziła szczeniaki, co bardzo zaskoczyło jej włascicieli (nawet nie zauważyli,że sunia jest w ciąży, zobaczyli dopiero, że są pieski). Pieski prawdopodobnie zostały utopione.
Bardzo chciałam tej suni pomóc i oprócz dokarmiania jej i tego drugiego psa (były bardzo zabiedzone, fatalna szara i szorstka siersć), byłam gotowa sfinansować jej sterylizację. Jednak im dłużej się nimi zajmowałam, zobaczyłam, że sunia to wielka przylepa i pieszczocha, najpierw bała się dotyku, a potem sama upominała i to bardzo nachalnie o pieszczoty, nie umiała chodzić na smyczy, bała się wszystkiego, ale błyskawicznie się uczyła. Oboje wraz z kolegą uwielbiali spacery na jakie je wyprowadzałam. I nawet nie wiem kiedy pokochałam sunię, a ona mnie. Zrozumiałam, że taki kanapkowy piesek nie może zostać w boksie i zaczęłam jej szukać domu (własciciele byli chętni ją oddać). Udało mi się znaleźć jej dom z ogrodem niedaleko Krakowa u mojej koleżanki, która niedawno straciła pieska. Piesek sypiał u nich na kanapie i był bardzo kochany, więc myslałam, że to będzie dobry dom dla Pusi (takie ma imię). Pusia miała do nich trafić pod koniec wakacji i umówilismy się, że my ją im przywieziemy, a ja będę ją w międzyczasie uczyła bycia w domu.
Sunia bardzo szybko nauczyła się leżeć na wersalce, będąc w domu była bardzo szczęsliwa, biegała za swoim ogonem, bawiła się piłeczką. Mila traktowała ją dosć obojętnie, chociaż widać było, że jest zazdrosna i niezbyt szczęsliwa, natomiast Pusia zaczynała być zazdrosna o Milę, wpychała się między nią, a mnie, aby tylko ją głaskać. Myslałam wtedy, że nie mogą być razem i każda musi być jedynaczką.
Przed wyjazdem z wakacji zadbałam też o tego drugiego psa (Misia), zostawiłam mu obrożę, smycz i dwa worki karmy, prosząc by go wypuszczali z tego boksu, żeby mógł codziennie pobiegać.
Pojechalismy z Pusią do jej przyszłego domu, a tam niemiła niespodzianka. Łagodna i ufna do tej pory sunia, zaczęła szczekać i warczeć na przyszłych włascicieli, nie odstępowała mnie na krok. Zostawiłam ją tam, bo rozum mi mówił, że nie możemy mieć drugiego psa. Całą noc jednak nie spałam i przepłakałam za Pusią, a kiedy wieczorem zadzwoniłam i dowiedziałam się, że jest agresywna, nie da się pogłaskać, pilnuje fotela na którym ja siedziałam, pojechałam i ją zabrałam. Początkowo chciałam by ona stopniowo się do nich przyzwyczajała, tym bardziej, że oni nadal ją chcieli i nawet za dwa dni pojechałam do nich z Pusią, ale wtedy podjęłam ostateczną decyzję, że sunia zostanie u nas. Okazało się, że oni nie mieli zamiaru pozwalać jej spać na kanapie, tak jak poprzedniemu psu, zrobili jej budę w ogrodzie, bo tam miała przebywać, podczas ich nieobecnosci (bardzo mnie to zaniepokoiło), poza tym goniła dwa koty i zrozumiałam, że jak jej to nie przejdzie, to będzie wyrzucana do ogrodu, a mnie bynajmniej nie o taki dom chodziło dla cudnej, przytulastej suni. Musiałam jednak u siebie w domu też stoczyć boje, bo rodzina nie chciała drugiego psa.
Jak Pusia "kupiła" sobie mojego męża i jakie są z nią problemy oraz o jej relacjach z Milunią, napiszę później przy okazji wklejania zdjęć, bo jestem w pracy i nie bardzo mam czas na długie pisanie.;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...