Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 338
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

  • 2 weeks later...
  • 2 weeks later...
Posted

A dziekować, dziekować za dobre słowa.

Wybaczcie, że tak długo nie pisałam. Trochę się jednak działo. Saboszczaka zaczynamy szkolić klikerowo, a na wiosnę - agility. Komendy, na które reaguje to "noga", "siad" i "leżeć". Pracujemy nad "równaj" - ale dla psiaka z ADHD (a przynajmniej tak podejrzewam :p), to trzeba trochę cierpliwości. Mordka jej się cieszy z wszystkiego i do wszystkiego.

Podróżuje bez problemów samochodem i pociągiem. Barki uważa za duże kaczki i je obszczekuje. Koty kocha, choć Matyldę, z zazdrości chyba, kilka razy uszczypnęła.

O północy w Wigilię, mimo licznych nacisków nie powiedziała nic. Lecz w końcu jak to bojaźliwa piękność, to może w przyszłym roku się przełamie. Wystrzałów na Sylwestra sie nie bała - choć łypała z legowiska mniej więcej z mina "ale o co chodzi?".

Miała trochę problemów zdrowotnych (szczególnie ze stawami i "suczkowymi" sprawami). Teraz już jest w miarę wszystko okij. Za trzy miesiące sterylizacja - bo nie ma na co czekać.

Wszystkiego naj naj naj w Nowym Roku :multi:

  • 1 month later...
  • 2 months later...
  • 4 months later...
  • 2 weeks later...
  • 5 months later...
Posted

Okazało się, że ma poważną dysplazję obu bioder i zwyrodnienia w kolanach. Lekarze nie potrafią orzec czy stało się to z powodu przewlekłych zapaleń bioder (przez na przykład leżenie na betonie w schronisku) czy były to wady wrodzone. Na pierwszy ogień poszło lewe biodro, choć było w lepszym stanie. Po prostu pewnego dnia wyrwała do kaczek na czterech, a jak ją zawołałam, to już wróciła na trzech.

Operację miała robioną na dzień przed Wigilią (był to jedyny okres, kiedy siedziałam w domu i mogłam jej zapewnić odpowiednią opiekę). Tak więc święta miałam pod znakiem psa w gipsie (bidula miała całą łapę łącznie z biodrem), kota i choinki pełnej bombek. Zabawa na całego. Już na drugi dzień młoda zaczęła z gipsem szaleć. Z kolei na sylwestra wystąpiła już bez niego, ale za to z depilacją bikini. Wygolili ją nieźle. Potem ja ją jeszcze troszkę ostrzygłam, bo gdzieniegdzie zostały na sierści lekarstwa stosowane przy operacji, których nie dało się zmyć. A wody lać nie mogłam hektolitrami. Także pies ma fryzurę stopniowaną na emo.

Saba ma teraz ksywę Sabotaż bo aż dwa razy wyrywała sobie szwy. A pilnowana była naprawdę - słowo. Jak założyliśmy jej kołnierz, to wlazła w szafę, więc nie miałam serca "kalece" jeszcze bardziej utrudniać życia. Weterynarze więc już z uśmiechem witali nas w gabinecie. Ostatecznym rozwiązaniem okazały się różowe kalesonki w turkusowe kwiatki dla pięciolatki. Saba dzięki nim nie miała dostępu do szwów.

Teraz dostaje karmę dla psów pracujących (zawiera dużo składników na stawy) i przechodzi kurację z małżami. Jak się zapomina używa czterech łap na przykład jak skacze do kija czy bawi się z innymi psami. Na co dzień jednak bierze nas na litość ten "trójłap".

  • 5 months later...
  • 2 months later...
  • 11 months later...
Posted

Po ciszy prawie burza. :) Prawie rok minął od ostatniego wpisu. Sabotaż jest kochanym psem. Jak na razie czekamy ze sterylizacją, gdyż weterynarze z kolei wstrzymują się z decyzją o operacji drugiego stawu biodrowego. Nie chcemy jej fundować dwóch operacji w roku. Dzięki dekapitacji nie pozwala na siebie wskakiwać innym psom, wręcz je odgania z zębami, w newralgicznym czasie, więc operacja okazała się być przy okazji środkiem antykoncepcyjnym. Jeśli nic się nie będzie działo z biodrem, sterylizacja czeka ją zapewne w okolicach znowu Bożego Narodzenia.
Na urlopie byli my na Mazurach. Tam Sabotaż zwiedził wilczy szaniec :) i inne bunkry, najadła się ryb i pływała w jeziorze Mamry. Złapała też kleszcza w powiece - masakra, mimo Frontline'u. Niestety cały nie wylazł, więc miała smarowane spirytusem by się pogoiło. Oczywiście wizyta u weterynarz z Węgorzewa została zaliczona. Po raz pierwszy chyba widziała krowy - koniecznie się chciała z nimi poganiać. Niestey one nie były w nastroju. No i wleciała w elektrycznego pastucha - nasza wina, bo się nie dopytałam gospodyni czy takie jeszcze w okolicy są. Okazało się, że tak. Sama w niego wlazlam i fryzura mi się napuszyła do końca dnia. Byliśmy również z nią na Grunwaldzie. Ogólnie nie polecam - ja tam musiałam być ze względów zawodowych.
Zaopiekowała się również małym kotkiem, którego wzięła moja mama. Traktowała go niemal jak swojego szczeniaka. No i Maniek teraz myśli, że jest psem, bo np. jak ktoś wchodzi to podbiega do drzwi i mruczy i takie tam. Z Matynią stosunki poprawne zostały zachowane.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...