Jump to content
Dogomania

Aneta Nowak

Members
  • Posts

    404
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Aneta Nowak

  1. [quote name='toyota']U nas nie ma podatku i jeszcze czipy są za darmo (na koszt miasta). Ale to nie chodzi o to, co się komu bardziej podoba ;). Chodzi o to, by ludzi skłonić do sterylizacji, by ograniczyć bezdomność psów, pozostawiając jednak wybór właścicielowi. Na ceny sterylek nic nie poradzimy, jest wolny rynek i to weci dyktują ceny. Nie ma możliwości by tym sterować odgórnie ;). Chyba, że gminy będą dofinansowywać, co moim zdaniem byłoby dla budżetu korzystne. U nas miasto płaci 500 zł prywatnemu właścicielowi za msc pobytu bezdomnego psa w schronisku. Gmina płaci 600 zł /msc. Psów jest ponad 400 zł. To są ogromne pieniądze ![/QUOTE] Tak jak nie ma możliwości odgórnie nakazać osobie fizycznej z prywatnym psem jego kastracji/sterylizacji. Zmierzchnica-państwo niekoniecznie powinno dopłacać do chipowania. Jesli byłoby obowiązkowe jak szczepienie na wsciekliznę-to ktoś kto decyduje się na psa wlicza to w koszty..wyprawki,tak to nazwę(wiesz:karma,legowisko,koszt szczepień i..chip).. To nie jest koszt 300-500-1000zł,żeby to dofinansoywać. Nałożyć duży mandat za brak chipa + koszt zachipowania, to ludzie mniej by kombinowali jak to ominąc. Pogadać sobie możemy.. Takie zmiany to również zmiany wielu przepisów i utworzenie nowych,potem jakiś czas na to,żeby do przecietnego Kowalskiego to dotarło (nie każdy Kowalski smiga do weta częściej niż raz w roku na szczepienie,są szczęsliwcy którym psy nie chorują..więc np wywieszenie takich info w lecznicach to też kawał czasu zanim się wszyscy zapoznają)
  2. [quote name='toyota']Chodzi o to, żeby była jakaś furtka dla osób, które jednak nie chcą wysterylizować, nie jestem za wprowadzaniem autorytarnych rządów ;). Chodzi o to, żeby człowiek miał wybór, jednak, żeby sterylizacja była dla niego korzystna. U nas nie ma podatku akurat ;). Ale wiem, że w innych miastach zdaje się np. w Inowrocławiu płaci się aż 80 zł za psa czy nawet jak u Anety Nowak- 100 zł. Zatem zwolnienie z podatku za sterylizowane zwierzę + dofinansowanie za sterylizację od gminy. Okamia - nic nie szkodzi podatek wprowadzić jeśli go nie ma ;). Ja jestem za, pomimo tego, że mam 12 psów i nie ma podatku. Pod warunkiem, że będę zwolniona z opłaty za psy wysterylizowane :). Oczywiście zawsze będą ludzie "poszkodowani", np. tacy którzy nie mogą wysterylizować psa, choćby chcieli, bo np. nie pozwala na to zdrowie tego psa czy jego wiek. Ale idealnych rozwiązań nie ma. W tej chwili też mieszkaniec jednego miasta płaci 100 zł, a u na 0 zł. I to też nie jest przecież sprawiedliwe. Hodowcy, rzecz jasna, nie byliby zwolnieni z podatku, niestety koszt podatku muszą sobie wliczyć w swoją hodowlaną działalność.[/QUOTE] Mi bardzo podoba się w Poznaniu-jesli nic się nie zmieniło. Zachipowany pies był kilka lat temu zwolniony z podatku. I akurat bardziej podoba mi się ta wersja:chipuje(i rejestruję oczywiście) i nie płacę podatku. Na pewno jest to z większą korzyscią dla psa. Co do sterylozowania/kastrowania(głównie o suki mi chodzi),koszta powinny być jednak ciut niższe niż sa obecnie. Kiedyś myślałam,ze muszą być takie ceny,ale jak "wypracowałam" sobie zniżki u weta, to się okazało,ze wcale nie ma konieczności kasowania(u nas np) 500zł za sterylke 18kg suki.
  3. [quote name='farabutto']Twój brak rozumienia zaistniałej sytuacji nie zmienia faktu, że kobieta zapłaciła za towar, w tym przypadku za psa, dobrej jakości. Moim zdaniem jest podstawa do ubiegania się o obniżenia ceny.[/QUOTE] Zrozumienie tej sytuacji jest u mnie większe niż Ci się wydaje,bo obecnie mam taki sam problem. Hodowca nie odpowiada za zdrowie psa sprzedanego przez całe jego życie. Jesli u psa ujawniła się choroba,na którą rodzice nie byli badani,a kupujący zdecydował się na zakup pomimo tego-to w czym problem? A jesli byli badani i choroba mogła wystapić w kolejnym pokoleniu-to kupującemu nikt do głowy broni nie przystawił,sam się na zakup zdecydował. Poza tym-nie na wszystkie choroby genetyczne można przebadac psy..i czasem jakas choroba wychodzi w kolejnym pokoleniu. i na to nikt wpływu niestety nie ma. Więc domaganie się zwrotu kosztów leczenia jest co najmniej nie na miejscu( z naciskiem na "domaganie"). P.S. po roku od kupienia psa obniżenie ceny? Czyli..po 5,7 i 10latach też? Bez przesady.
  4. [quote name='magdabroy']Wysterylizowanie mojej suki, to koszt ok.500zł Podatek za nią to 20zł/rok Jak się policzy, to przez 10 lat życia, podatek za psa, to koszt 200zł. No niech ceny pójdą w górę, to np. 300zł. A to i tak dużo mniej niż sterylka. I nie jeden właściciel tak do tego podejdzie ;) Więc raczej to rozwiązanie w niczym nie pomoże :shake: P.S. Żeby nie było nie jasności-popieram sterylizację ;) Ja zawsze miałam i będę mieć suki. Nigdy żadnej nie ciachnęłam. Ale żadna nigdy też nie miała szczeniąt. I choć jestem za sterylizają, to oglądałam kiedyś bardzo szczegółowy program o sterylce i to jest poważna operacja, a nie drobny zabieg jak niektórzy sugerują :roll: Dlatego nie dziwię się, że wielu ludzi nie da pociąć swojego psa ;)[/QUOTE] Fajnie masz,u mnie podatek za pierwszego psa to 100zł, za kolejne 2 po 80,potem dopiero za sztukę 50zł. Ale..jakoś sobie nie wyobrażam,jak miałby wyglądać odgórny nakaz sterylizacji nierasowego psa będącego w prywatnych rekach.
  5. Nie rozumiem na jakiej podstawie miałby ten zwrot kosztów nastąpić tak naprawdę, jesli pies został kupiony rok temu. Kupujesz psa z całym "bagażem" i hodowca nie jest od tego,żeby finansować sprzedane zwierzę (może pomóc,może-jeśli ma ochote-dołozyć się do leczenia...ale nic NIE MUSI). Brzydkie porównanie,ale domaganie się w tym przypadku pieniędzy to jak zwrócenie się do poprzedniego własciciela kupionego rok wczesniej samochodu, żeby zwrócił kasę za..wymianę skrzyni biegów np.
  6. [quote name='CubaLibre']No i jak? Obyło się bez problemów? :)[/QUOTE] Ja jeszcze przed przewożeniem trójki psich bachorów..ale problemów nie przewiduję,choć plan pierwotny=jeden transporter...a plan obecny=3 transportery + duży pies na smyczy.
  7. [quote name='zmierzchnica']Fju - My nie mamy schronu w okolicy nawet. Psy są wyłapywane i jadą do schronu do odległego województwa. Jak oni to robią, że zbierają psy z wielu gmin a mają jakąś stałą ilość, nie wiem. To poważana fundacja, która ten schron ma, więc ciężko się doczepić, mają wolontariuszy i dużo akcji adopcyjnych. Część psów zapewne dostaje witaminkę M. Wiem, że wyadoptowują dużo psów, przynajmniej tak wynika z ich strony. Taa... DT. Aktualnie na DT mamy jednego psa, bo u nas DT praktycznie nie ma. Czasem z sąsiedniego miasta ktoś się zlituje i weźmie, ale oni mają wiele psów w swojej okolicy. Ogromna większość psów do DT nie trafia, leci do schronu. [B]Aneta Nowak - nie byłaś chyba DT, prawda? Piszesz jak klient, który został źle obsłużony w dziale obsługi ;) W dużych miastach jest na pewno inaczej, wierzę w to, są większe wymagania, większe możliwości. U nas często to my wozimy psa do DS, bo dzwonią ludzie, którzy nie mają auta albo nie mogą przyjechać. Szukamy psom domów usilnie, więc stwierdzenie, że potencjalny dom to "sługa" mnie rozbawiło do łez! Ile ja spędziłam wieczorów, czekając na potencjalny dom, który miał zobaczyć psa, ale nie przyjechał i nie dał znać, że ma mnie w D. Ile było załatwiania transportu, karmy, kastracji, by na koniec dowiedzieć się, że "teściowa jednak się nie zgadza". Ile było zwrotów z adopcji, bo "wie pani, my jednak nie jesteśmy gotowi na psa"! Naprawdę uważasz ich za moją służbę? :evil_lol: Zwolniłabym taką w mgnieniu oka :diabloti: Naprawdę nie jest dla Ciebie oczywiste, że dom jednak musi się trochę pofatygować, żeby psa dostać? Ja mogę załatwić transport, karmę, sterylkę, ale gdzie jest granica włażenia w tyłek potencjalnym chętnym? Co dla mnie oznacza, że dom, który ma wiele psów, powinien bardziej się starać? Ano, na przykład wziąć to swoje radosne stadko ze mną i z moim tymczasem, którego chce, na spacer. Nawet na kilka spacerów. Wykazać, że w razie WU, ma gdzie swoje psy umieścić albo ma kogoś, kto się nimi zajmuje. Bo ja jednego psa tymczasowo wezmę na czas szpitala kogoś, ale stada już nie. Zresztą, zaprosić do siebie, pokazać psy, to widać, czy zwierzaki są w miarę karne i zadbane :) Bo do radosnego rozgardiaszu, gdzie nikt nad psami nie panuje, kolejnego psa bym nie oddała, choćby miłość lała się z sufitu i wlatywała wprost do serca dziurkami z nosa. Był przypadek na dogo, że pani chciała adoptować chyba 5 psa, a miała psy niewychowane, w tym agresywnego wobec ludzi owczarka. Dziwi Cię, że nie dostała psa? :p No i cóż, to fakt - DT to nie jest instytucja objęta żadnym prawem. Jeżeli po prostu komuś, kto ma psa na DT, wydaje się, że jesteś nieodpowiednim domem z jakiegoś dziwnego powodu - ma prawo Ci tego psa nie oddać. Możesz nazywać to jak chcesz - chamstwem, arogancją... Ale tak w świetle prawa, pies na DT to pies należący do tego DT i to on nim dysponuje. Zaraz mi to wyciągniesz, że ja tak zawsze robię :evil_lol: NIE UWAŻAM, że to dobrze, że DT nie oddaje psa, BO NIE, bo kogoś nie polubiło. Sama oddaję psy w warunki wystarczająco dobre, bo tutaj na wsiach nie ma "świetnych". Ale wiem, że są DT z wygórowanymi wymaganiami - czasami taka osoba po prostu ma w głowie kodeks "oddaję psa tylko młodym, oddaję psa tylko komuś kto ma mniej niż 3 psy i tak dalej". Po prostu nie spełniasz takich warunków i nie dostajesz psa, mimo że TY WIESZ, że jesteś w porządku i w to nie wątpię. Po prostu trzeba szukać dalej odpowiedniego psa i nie walczyć z tym jednym DT, które Ci psa oddać nie chce. ulv - to jest makabra, co opisujesz, chociaż wiedziałam już o tym wcześniej. Ręce opadają, bo nie wiadomo już, jak ratować psy, co robić, żeby coś zmienić. A że za psami stoi gruba kasa to wiadomo nie od dziś, np mieliśmy pomysł, żeby postawić w mieście z dwa kojce z budami na znajdowane psy. Mielibyśmy trochę czasu, żeby szukać im domu, zanim tafią do schronu. Hm.. Powiedzmy, że dowiedzieliśmy się, że sanepid się przyczepi :diabloti: Jeszcze nie wiadomo gdzie, jak i za czyją kasę mielibyśmy te kojce postawić, ale się przyczepi..:evil_lol: Staramy się działać lokalnie, bo jak wybiegam myślą gdzieś dalej - do ogólnej sytuacji psów w PL - to mnie mrozi i trochę się odechciewa wszystkiego.. Byłam DT przez 4 lata, Zmierzchnica. "Klientem" nigdy nie byłam-psy kupuję( po jednym nieudanym egzemplarzu ze schronu). P.S. A co do tego "bardziej starania się" - to ...jak wygląda w takim razie zwykłe staranie się? (bo ja nie wydawałam psa,gdy dzieciak był rozpuszczony do granic..a co dopiero pies). A wymagania/starania jakie Ty wypisałaś są ..normalne-nawet gdy DS nie ma jeszcze żadnego psa(spacer z tymczasem na Twoim terenie,potem na terenie DS..itd itp).
  8. Zmierzchnica-umiem czytać..co więcej..czytam uważnie. I ze zrozumieniem. Aneta Nowak - jak dla mnie to nic dziwnego ;-) Jakbym miała wyadoptować jakiegoś wychuchanego przeze mnie psa, którego miałam na DT przez jakiś czas, to niechętnie bym go oddała tam, gdzie jest już stado psów. Po pierwsze, stado jest już sforą o określonych zasadach i nie wiedziałabym, jak ten mój zostałby przyjęty. Spodziewałabym się zwrotu z adopcji, bo jednak psy się nie zgodziły. Po drugie, taka osoba jest finansowo ograniczona, więc gdyby ten mój zachorował, to miałby mniejsze szanse na dobrą i właściwą opiekę. Po trzecie, w przypadku niedomagania takiej osoby która zaadoptuje psa do swojej sfory, prawdopodobieństwo, że pies do mnie wróci jest większe. Jeśli niedomaga i choruje osoba, która ma jednego psa, to sobie z tym psem jakoś radzi mimo chorób. Ale jak ma już stado, to wiadomo, że część będzie musiała zniknąć. Nie twierdzę, że tak jest zawsze! ;-) Tylko to byłyby moje wątpliwości. I na pewno osoba, która chciałaby psa ode mnie do swojego stada, musiałaby się bardziej postarać i wykazać ;-) Sama mam stadko i rozumiałabym, gdyby mi się zachciało 5 psa, gdyby ktoś był niechętny żeby mi psa oddać. Postarać się bardziej,czyli jak..PITa pokazać? Nagrać kamerą tydzień/miesiąc z życia stada? Wyjaśnisz mi,co u Ciebie oznacza "bardziej się postarać"? Co do ograniczenia finansowego to ja przepraszam - ale naprawdę rzadko się zdarza,żeby nagle poważnie zaniemogło całe stado...a nawet jeśli, to( może to niezyciowe)-jeśli mam kilka psów to oczywistym jest że mam stały dochód..i biorę pożyczkę,jeśli naprawdę zaistnieje taka potrzeba(pomijam fakt "kredytu" u "swojego" weta). Więc co oznacza "bardziej się postarać"? Co do tego,po co co komu czarty,piąty..ósmy pies..tu znowu kwestia podejścia indywidualnego,prawda? Ty,jako DT,jesteś niejako zobowiązana do dowiedzenia się tego. Jesli chciałabym sobie dopowiedzieć to co niepisane to ..z Twoich...i kilku innych osób wypowiedzi wyciągnełabym jeden wniosek:Tyś panem,ja sługą. Z góry zakładanie,że dany potencjalny dom stały jest nieodpowiedzialny/psy czy pies to zachcianka..na którą często/gęsto domu nie stać,wiedza o psach zerowa lub minimalna,kwestii sytuacji finansowej DS nie ruszam(bo jakże to sprawdzić,prawda? Przecież nie prośbą o zaswiadczenie o zarobkach ;) ). I nie piszę tego złośliwie,ironicznie itd. Co do usypiania zwierząt -zgadzam się całkowicie z Vectrą. Każdy nie uśpiony szczeniak urodzony przez bezdomną sukę zabiera dom psu już będącemu w schronisku lub na DT. Ślepe mioty(jesli nie było możliwości wykonania sterylki aborcyjnej) powinny być usypiane.
  9. No właśnie o to w sumie pytam-jak to jest,ze na Dt idzie kilka(a 3 to nie kilka) psów..a już do DS taki pies nie może dołączyć do stada,bo...mam już psy. Chyba logicznym jest,że po pierwsze: nie zaryzykuję konfliktów w dotychczsowym stadzie na rzecz nowego psa a po drugie: to chyba od sprawdzenia warunków,czystości,metrażu i średnich zarobków z ostatniego roku sa te słynne wizyty PA(przedadopcyjne-to taki skrót chyba),nie? A czemu o to pytam? A bo była jakiś czas temu sytuacja:pies do adopcji (tu akurat z fundacji),jak najbardziej dogaduje się z innymi psami, dom chętny ma trzy psy,równie chętne do innych psów-i odmowa..bo za dużo psów. Nawet tej PA nie było.(tragedia się nie stała-poszliśmy do schroniska,z którego były te trzy psy i bez większych ceregieli znajomy dostał czwartego. A kierowniczka schroniska to hetera-magluje chętnych razem z wolontariuszami). Więc :jaka jest różnica między zapionym na maksa DT ..a chętnym DS ,który ma już psy?
  10. "... jak dla mnie to nic dziwnego ;-) Jakbym miała wyadoptować jakiegoś wychuchanego przeze mnie psa, którego miałam na DT przez jakiś czas, to niechętnie bym go oddała tam, gdzie jest już stado psów. Po pierwsze, stado jest już sforą o określonych zasadach i nie wiedziałabym, jak ten mój zostałby przyjęty. Spodziewałabym się zwrotu z adopcji, bo jednak psy się nie zgodziły. Po drugie, taka osoba jest finansowo ograniczona, więc gdyby ten mój zachorował, to miałby mniejsze szanse na dobrą i właściwą opiekę. Po trzecie, w przypadku niedomagania takiej osoby która zaadoptuje psa do swojej sfory, prawdopodobieństwo, że pies do mnie wróci jest większe. Jeśli niedomaga i choruje osoba, która ma jednego psa, to sobie z tym psem jakoś radzi mimo chorób. Ale jak ma już stado, to wiadomo, że część będzie musiała zniknąć. Nie twierdzę, że tak jest zawsze! ;-) Tylko to byłyby moje wątpliwości. I na pewno osoba, która chciałaby psa ode mnie do swojego stada, musiałaby się bardziej postarać i wykazać ;-) Sama mam stadko i rozumiałabym, gdyby mi się zachciało 5 psa, gdyby ktoś był niechętny żeby mi psa oddać." - no cóż,to mi chyba wystarczy za odpowiedź :D. Rozumiem,że gdybyś dostała do stada 5 psa z adopcji to w razie problemów "miałby mniejsze szanse na dobrą i właściwą opiekę" :D...No cóż... Vectra-owszem że trzeba wybrać , tylko mówimy o zupełnie czymś innym. spoko , tam gdzie smród , bród i tatałajstwo , to wiadomo że i jedynaka się nie wyda ale tu raczej w wytycznych wyadoptowujących , jest wzmianka , że do domu z psami się nie wydaje i już. Co innego jak pies się nie nadaje do psów , bo sa i takie. Ale zakładamy , że pies stadny i układny Teoretycznie , piękny gordonek , kochasz od pierwszego wejrzenia. Masz czysty , zadbany dom , psy ułożone , warunki , wiedzę , doświadczenie psa nie dostaniesz , bo masz już 3 psy tu o takiej patologii rozmawiamy.- Ano własnie o takiej sytuacji mówię...A nie o syfie,brudzie i pustych butelkach po tanim winie pod stołem.
  11. To może zapytam o coś-w kontekście tematu głównego i dużej ilości zwierząt na Dt..Dlaczego w takim razie jest taki duży problem z adoptowaniem psa,kiedy w chętnym domu jest ich już kilka? (pytanie-z autopsji znana sytuacja).
  12. klaki-zadzwoń po prostu na infolinię Intercity-tam Ci dokładnie wszystko powiedzą,jak będziesz zadawała konkretne pytania. Wytłumaczą Ci również interpretację każdego przepisu,który ma dla Ciebie dwojakie znaczenie. I na podstawie takich informacji przewozisz psa. Dzwoń do centrali.
  13. [quote name='klaki91']SUper, koniecznie daj znać :) i możesz się też zapytać konduktora co w sytuacji gdybyś wiozła w kennelu kilka dorosłych średnich psów np. 3 beagle, żadnego poza kennelem :) czy wtedy wystarczy to 5 zł za nadbagaż czy jednak jakąś inną opłatę trzeba uiścić :)[/QUOTE] Zapytać mogę,ale jak napisała lilacly-tak własnie będzie odpowiedź-wystarczy bilet bagażowy (sama tak woziłam). Troszkę inna kwestia-bo ktoś tu wcześniej wspomniał,że ktoś inny wiózł pieska na kolankach i konduktor się nie doczepił. Naprawdę-jak już ktoś ma przemożną chęć wyciągnięcia małego psa z transportera to powinien się liczyć z tym,że może trafić na konduktora w stylu(ja tak miąłam) : "jaki śliczny szczeniaczek.No cudo wspaniałe :)-bilet dla psa jest? Nie?(transporter stał na półce nad siedzeniem) Mandat."-i tak oberwał KAŻDY pasażer(po wystawie warszawskiej wracałam),który biletu na psa nie miał a pies nie był w transporterze/klatce. Także polecam-jak słyszymy/widzimy konduktora-schować psa czym prędzej do transportera..Mandat jest dość wysoki,nie wiem ile teraz,ale 2,5roku temu coś 140zł płaciłam. I nie było dyskusji-że dokupię bilet u konduktora.
  14. Klaki 91,za 3 tyg moge Ci powiedzieć jak to dokładnie jest. Będę wiozła pociągami(kilkoma) na trasie 650km w sumie trzy szczeniaki i jedno ogromne dorosłe bydlę. Szczeniaki będą w dużym kenelu i akurat nie mam zamiaru chować ich pod kocykiem.
  15. [COLOR=#000000]"Warto popadać w skrajność bo jeśli rozumieć te przepisy w taki sposób, że płaci się za nadbagaż a za psa już nie to czemu by nie przewozić za darmo, tylko płacąc za nadbagaż np. bernardyna w kennel klatce? [/COLOR];-)"-tylko wiesz, tak naprawdę, jak wybieramy się gdzieś z psem(czy to małym czy dużym) to koszt biletu dla psa czy biletu za dodatkowy bagaż jest...niewielki,zwłaszcza w porównaniu z kosztami ogólnymi podróży i celem tejże. I tak naprawdę, czytając na różnych forach podobne tematy,nie mogę zrozumieć,czemu gro osób ma opory przed kupnem biletu.. Wszak wszędzie się trąbi:pies to wydatki na weta,dobrą karmę etc...Podróż środkami komunikacji to też koszta..To tylko takie tam luźne przemyślenia.
  16. [quote name='klaki91'][FONT=century gothic][SIZE=2]Ja się wtrącę co do kwestii transportera i kilku zwierząt w nim. Jasne- wszystko zależy od konduktora i reszty pasażerów. Jednak sugerowanie, że można przewozić kilka sporych psów w ramach bagażu (czy- "nadbagażu") bo wciśniętych do jednego transportera/torby moim zdaniem nie ma żadnego oparcia w przepisach i regulaminie (sprawdziłam na razie tylko TLK Intercity). Jeśli ktoś ma jakąś podstawę prawną a nie jedynie swoje doświadczenia to prosiłabym o podrzucenie, z chęcią się zapoznam :) Ja znalazłam w każdym bądź razie coś takiego tu: [URL]http://intercity.pl/pl/dokumenty/Przepisy i taryfy/BIP/RPO-IC - tekst ujednolicony zmiana 4 cz. bez wzorów.pdf[/URL] § 26 [/SIZE][/FONT][FONT=sans-serif][FONT=century gothic][SIZE=2]Przewóz zwierząt [/SIZE][/FONT][/FONT] [FONT=sans-serif][FONT=century gothic][SIZE=2]1. Podróżny może przewieźć pod swoją opieką bezpłatnie, w ramach bagażu podręcznego –małe zwierzęta domowe (w tym psy), jeżeli nie są one uciążliwe dla współpodróżnych (np. z powodu hałasu, zapachu itp.). Przewożone zwierzęta powinny być umieszczone w odpowiednich pojemnikach (klatkach, pudłach, koszach itp.), zabezpieczających przed wyrządzeniem szkody osobom lub mieniu i umieszczone w miejscu przeznaczonym na bagaż podręczny. Podczas przewozu zwierzęta powinny pozostawać w pojemnikach, w których zostały umieszczone. [/SIZE][/FONT][FONT=century gothic][SIZE=2] [/SIZE][/FONT][/FONT] [FONT=sans-serif][SIZE=2][B] [FONT=century gothic]Myślę, że z tego przepisu jasno wynika, że podróżny może przewozić w ramach bagażu podręczonego jedynie małe psy. I te małe psy mogą występować w większej ilości tylko wtedy gdy będą umieszczone w odpowiednim pojemniku. Pojemnik ten powinien być umieszczony nad/pod siedzeniami, w miejscu przeznaczonym na bagaż podręczny. Chyba nikt nie sądzi że da radę tam wsadzić kilka psów wielkości border collie ;)). Z kolei do większych oraz małych ale przewożonych poza pojemnikiem w moim odczuciu odnosi się pkt [SIZE=2]3[/SIZE]:[/FONT][/B][/SIZE][FONT=century gothic][SIZE=2] [/SIZE][/FONT][/FONT] [FONT=sans-serif][FONT=century gothic][SIZE=2]3.Pełnoletni podróżny może przewieźć odpłatnie, pod swoją opieką jednego psa, który nie jest umieszczony w pojemniku pod warunkiem, że: [/SIZE][/FONT][/FONT] [FONT=sans-serif][FONT=century gothic][SIZE=2]1)pies jest trzymany na smyczy i ma założony kaganiec, z zastrzeżeniem ust. 2; [/SIZE][/FONT][/FONT] [FONT=sans-serif][FONT=century gothic][SIZE=2]2)posiada ważny bilet na przewóz psa (z adnotacją „Pies”), z wyjątkiem psów przewodników oraz aktualne zaświadczenie o szczepieniu psa przeciwko wściekliźnie [/SIZE][/FONT][/FONT] [FONT=century gothic][SIZE=2][B] Z tego z kolei moim zdaniem wynika, że psy większe od małych nawet jeśli są umieszczone w pojemniku to nie łapią się na pkt 1 gdyż w pojemnikach, w celu skorzystania z ulgi (którą jest nie tylko [SIZE=2]bezpłatny przewóz ale także możliwość przewozu przez jedną osob[SIZE=2]ę[/SIZE] kilku zwierzaków)[/SIZE], [SIZE=2]powinno się [/SIZE]przewozić jedynie małe zwierzęta domowe (a mały pies to nie taki który waży 20 kg ;)), a pojemniki te powinny być umies[SIZE=2]zczone nad siedzeniami czy w innych miejscach [SIZE=2]przeznaocznych na bagaż[/SIZE]. [/SIZE] [SIZE=2]I[/SIZE]nnymi słowy w większej ilości bezpłatnie i [SIZE=2]samodzielnie bez pomocy innych [SIZE=2]"dorosłych osób"[/SIZE][/SIZE] można przewozić jedynie małe psy (umieszczone w pojemnikach) a te większe można sobie wieźć w dużym transporterze, ale nie sprawi to że będziemy płacić za nie [SIZE=2]jak za nadbagaż i [/SIZE]unikniemy płacenia za bilety. [SIZE=2]N[/SIZE]o i do każdego takiego psa potrzebny jest jeden ludź, bo z ulgi w postaci [SIZE=2]bezpłatneg[SIZE=2]o [/SIZE]przewozu pod opieką tylko jednej osoby korzystają jedynie małe zwierzęta domowe (w tym małe psy) przewożone w ramach bagażu podręcznego[/SIZE]. W przy[SIZE=2]padku [SIZE=2]tych większych pewnie by i wpadła[/SIZE][/SIZE] opłata za nadbagaż bo taki spory transporter zajmuje dużo miejsca ;) Dopuszczalny jest jak najbardziej przewóz [SIZE=2]jednego psa poza [SIZE=2]pojemnikiem i kilku w odp[SIZE=2]owiednim transporterze, ale tylko w konfiguracji: mały+kilka małych albo duży[SIZE=2]+kilka małych.[/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE][/B] Czyli na przykład zestaw [SIZE=2]3 yorki i bernardyn może sobie jeździć z jednym człowiekiem pod warunkiem że yorki są w transporterze który mieści się nad siedzeniami/pod siedzeniami a bernardyn ma kaganiec, smycz i [SIZE=2]świadectwo szczepienia. Ale już zestaw 2 bernardyny- jeden w materiałowej klatce (bilet za dodatkowy bagaż) a drugi na sm[SIZE=2]yczy i w kagańcu (bilet na psa) n[SIZE=2]ie przejdzie- za oba trzeba będzie p[SIZE=2]łacić [SIZE=2]+ jeszcze za nadbagaż jak się klatki nie złoży + możliwość wywalenia z[SIZE=2] uwagi na brak smyczy i kagańca u pierwsze[SIZE=2]go[/SIZE] bernardyna + konieczność zorganizowania drugiej dorosłej osoby do przewiezienia [SIZE=2]pierwszego zaklatkowanego bernardyna[/SIZE] [SIZE=2]:) Jakby ktoś chciał wieźć 20 yorków (zakładając że nie byłyby hałaśliwe, smrodzące[SIZE=2] itd) [SIZE=2]w jednym ale dużym transporterze,który za nic nie łapałby się w ramy bagażu podręcznego to moim zdaniem również nie do[SIZE=2]tyczyłby go[/SIZE] pkt 1, a to nie oznacza że płaciłby jedynie za nadbagaż[SIZE=2], lecz [/SIZE]po prostu nie mógłby całej [SIZE=2]gromady przewieźć [SIZE=2]w pojedynkę. Jeśliby się uparł na przewożenie ich w jednym dużym transporterze to [SIZE=2]musiałby uiścić opłatę za nadbagaż, wykupić bilet[SIZE=2] na każdego yorka i zorganizować dla każdego z tych psów [SIZE=2]dorosłego opiekuna, smycz, kaganiec i świadectwo szczepienia.[/SIZE][/SIZE][/SIZE] Nie ma też możliwości przewiezienia dwóch y[SIZE=2]orków przez jedną osob[SIZE=2]ę, chyba że jeden z nich umieszczony jest w odpowiednim [SIZE=2]pojemniku. Moim zdaniem gdy wiezie się jednego psa, np. bernardyna, to nawet jeśli jest on w klatce kon[SIZE=2]ieczn[SIZE=2]e jest opłacenie nie tylko bil[SIZE=2]etu na przewóz psa, ale także uiszczenie opłaty za dodatkowy bagaż w postaci rozłożonej klatki.[/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE] [/SIZE][/SIZE] Ja tak bym to interpretowała[SIZE=2], ciekawa jestem jakie są wasze pomysły [/SIZE][/SIZE][/FONT]:cool1: tylko prosiłabym w oparciu o regulamin i przepisy a nie własne doświadczenia bo ja też miewałam przeróżne :)[/QUOTE] Poszukaj jeszcze w wolnym czasie co dokładnie(gabaryty,ilość) podlega pod bilet na nadbagaż. Chodzi o to,że na dużą klatkę/torbę transportową/transporter materiałowy itp,który nie mieści się na miejscu na bagaż podręczny można(a nawet nalezy) kupić bilet na bagaż-i tak mówisz w kasie "bilet na bagaż"..i tak jak "bilet dla psa" napisane na papierku,tak "bilet bagażowy"(kiedyś było,nie wiem jak teraz) jest napisane. "małe zwierzęta domowe-w tym psy...Ano to można rozumieć dwojako..Bo pies ogólnie zwierzęciem domowym jest?Jest :)..A czy mały..to już od osobnika zależy.. Poza tym nie wpadajmy może w skrajności..Nikt raczej nie będzie bernardyna w klatce wiózł a drugiego na smyczy..a jesli już to niezmiernie rzadko,choćby ze względu na rozmiary korytarzy w pociągach(nie mówie o pociągach osobowych). Ale na własne oczy widziałam kiedyś Panią po międzynarodówce w Katowicach wracającą pociągiem(sama szczyla wiozłam wtedy),która miała olbrzymią kennel klatkę..na wózeczku(coby ciągnąć) a w niej 7 przepięknych shih tzu..I miała własnie bilet na..dodatkowy,niewymiarowy bagaż. A psiaki nie były jakoś specjalnie ukrywane przed wzrokiem konduktorów(zresztą ten akurat pociąg pełen był własnie takich klatek z psami,bo kupa ludzi z wystawy nim wracała do domów). Zmierzchnica..współpasażerowie w przedziale muszą wyrazić zgodę na podróż z psem.Jesli takowej nie wyrażą-konduktor jako przedstawiciel firmy,która sprzedała Ci(Wam) bilet..ma Wam znaleźć inne miejsce siedzące.
  17. [quote name='evel']No właśnie regulamin jest bardzo nieprecyzyjny, bo nie wiadomo w końcu, czy można wozić psy w kagańcach i z książeczką, czy to zapis jedynie dla psów przewodników. W sumie masz rację - przed ewentualnym następnym razem zadzwonię do centrali. Facet najpierw spytał, jaki to pies. Zakładam, że spodziewał się joreczka o wadze maks 1,2kg :evil_lol: a tu na niego spojrzała moja czarna kulka i zamachała ogonkiem - zwykle taki widok rozczula nawet bandę dresów :evil_lol: To facio stwierdził nagle, że nieeeee, że on ostatnio miesiąc czasu wyskubywał fotele z sierści jak zabrał psa! Na moje uwagi, że a. pies będzie w kocu, b. pies NIE BĘDZIE siedział na siedzeniu, c. pies BĘDZIE siedział w nogach na podłodze, powtarzał w kółko to samo, jakby mu się płyta zacięła. No cóż, nie chciał zarobić to nie, co ja mogę ;)[/QUOTE] Nie chciał,tak jak myślałam,przez swoje widzimisię. Przepisy dot. psów przewodników są określone jano(poprzez słowo "przewodnik" :D). A co Ty możesz? Możesz mieć w komórce właśnie tel do centrali..Dzwonisz przy Panu kierowcy,pytasz,czy psa mozesz przewieźć,słyszysz: TAK(bo dzwoniłaś wczesniej)..i patrzysz na Pana z uśmiechem mówiąc do tel: Taaak? A Pan Kierowca takiego a takiego kursu mówi,że..absolutnie nie moge z psem jechać :D.. Uwierz-wzrok kierowcy Cię zabije,ale dojedziesz do celu :D.
  18. Traktuj jako pseudozwiązek powstały tylko dlatego,że nowelizacja zakazała sprzedaży zwierząt bez rodo.
  19. Evel, najlepiej przed podróżą PKSem sprawdzić regulamin przewoźnika,potem zadzwonić na centrale i dopytać.Jesli regulamin zezwala na przewoz psów i potwierdzą ci to telefonicznie,a pies ma kaganiec i ksiazeczke ze szczepieniem,jest czysty i nie rzuca sie kazdemu do gardla...to kierowca moze sobie nie chciec,ale ma psa przewieźć.
  20. [quote name='zmierzchnica']Naprawdę są takie transportery? I naprawdę nikt się nie czepia?:evil_lol: Bo mi by zależało na jechaniu tylko 40 minut pociągiem.. Tylko targanie potem tego transportera przez całe miasto to też musi być zabawne ;) Kurczę, ten przepis jest strasznie głupi.[/QUOTE] Na taki wielki transporter to kup bilet na nadbagaż i masz to odbyte.. A przepis nie jest wcale głupi..Bo dla współpasażerów bez psów jednak taki transporter w którym psiaki siedzą-jest mniej kłopotliwy niż sfora n 3-5dużych sztuk na smyczy.. W samochodzie też rozsądny człowiek,wiozący kilka psów,jakoś je zabezpiecza,a nie wiezie luzem na siedzeniu
  21. Raczej tak,dla psa na smyczy kupujesz bilet,a ten w transporterze to..bagaż..a w bagaż konduktor nie zagląda. Jeśdziłam niedawno z trzema w jednym transporterze plus jeden duży na smyczy..i ani w pociągu ani w PKSie problemów nie miałam żadnych-chociaż te w transporterze było słychać,bo sie deptały nawzajem i warczały na siebie :D.Tylko z transportera żadnego nie wyciągałam na całej trasie(bagaż to bagaż).
  22. Nie ma..dziecko przewidziane w połowie grudnia..a jak to wszystko wyjdzie-okaże się :). Własnie wróciluśmy z dwudniowej wyprawy na wieś do mojej Mamy i jej psów-z moją trójką łysych :d
  23. [quote name='Czekunia']Ja mam tylko jedną prośbę - pisz trochę bardziej"przejrzyście"... Naprawdę ciężko się czyta Twoje posty i muszę mocno wysilać mózgownicę, żeby zrozumieć, co autor miał na myśli;).[/QUOTE] Przepraszam,pisałam na tablecie. Zawsze staram się używać jednak polskich znaków i nie robić literówek-ale na tablecie nie mam po prostu cierpliwości.
  24. [quote name='Delph']Jakbp pytał, co z tym terierkiem, ksto tutaj dałam za przykład (nikt się nie garnął do pomocy), to żyje ma się nieźle. Od tamtej pory nie atakuje, Pan już nie musi jeździć na szycie dłoni, a domownicy mogą poruszać się po mieszkaniu bez strachu (bali się iść np. w nocy na siku i leżeli drętwo w łóżkach zaciskając nogi). Nawet można przypiąć mu smycz do obroży bez obawy o własne zdrowie, co wcześniej było nie do pomyślenia. Pies chodził z przypiętą linką non stop. Tylko Pan ma już zakaz dawania psu smakołyków, bo właśnie robi to tak, że pies całkowicie traci do niego szacunek :diabloti: I co, mój tz skrzywdził psa? Potraktował go nieludzko? Pewnie toz powinien nam teraz odebrać wszystkie zwierzęta :diabloti: Lepiej było wtedy psiaka przed lecznicą olać i pozwolić uśpić. Zaznaczę, dla spokoju sumienia, że mój tz urodził się w hodowli terierów (jak to brzmi) i nie raz i nie dwa miał do czynienia z takim turbo skrzatem, co to mu trzeba przemówić do rozsądku, bo wpada w terierowy amok z użyciem zębów ;) Tylko jego psy nie startowały do ludzi, chyba że im ktoś "słaby charakterologicznie ;)" chciał przeszkodzić w "zabawie". Więc: nie róbcie tego w domu (szkoda że nie można na dogo zrobić jeżdżącego na dole paska). Ja na przykład łap do takich psów pchać nie zamierzam.[/QUOTE] Nie,na pewno zle smaka podawal. Jeszcze jedno do laski od galeryjki-nie wiem jak ty,ale ja jakos nie lubie "kupowac" sobie czy to szczeniak czy psa doroslego karmieniem z reki,jesli nie ma ku temu wyraznych wskazan. Żarcie w misce w porze posilku,a nie z łapy na zawołanie.analogicznie do przykladu dzieckiem-nie musze karac psa biciem.a wychowywanie dziecka i psa-to porownanie-jest dla mnie osobiscie lekko...nieprawidlowe..dla mnie czlowiek to czlowiek,a pies to...pies.wiem,wiem-pies na poziomie dwulatka-tyle,ze dwulatkowi nie dajesz cukierka za kazdym razem jak cos dobrze zrobi,pieciolatkowi i starszemu tez nie.wiec takie porownania sa dla mnie chybione.
  25. [quote name='evel']Laska, wstrzymaj konie, bo trochę nie pod ten adres wylewasz swoje żale - daleeeeeko mi do 100% pozytywnego szkolenia psów, wystarczy sobie zerknąć na mojego bloga czy do galeryjki, gdzie opisuję swoje codzienne życie z psem/psami :) Co do pogrubionego - owszem, nagradzanie smakołykami może być błędnie stosowane. A to choćby dlatego, że pies może mieć je w pompie, albo dlatego, że to żadna motywacja i wolałby co innego (choćby łup, czy socjal), albo również dlatego, że właściciel nie potrafi ich użyć i zejść ze 100% nagradzania podczas [B]nauki[/B] do niższych wartości w życiu codziennym, tzn. tylko "dawek przypominających", albo tedziwnego?rafi uwarunkować markerów dobrego zachowania i przenieść nagradzania na inne płaszczyzny a nie tylko na żarcie. Osobiście znam mnóstwo psów, które zrobią wszystko jak wiedzą, że pańcio ma ciastka, a jak pańcio ciastek nie ma to mają go tak głęboko w d..., że trudno sobie wyobrazić. I to jest BŁĘDNE stosowanie pozytywnych technik, bo człowiek chciałby przecież dobrze i mile dla pieska, a piesek ma wylane na starania :) I "obecność pani behawiorystki" mnie nie przekonuje w ogóle. W czasach, kiedy tym tytułem posługiwać się może pani Zosia z trzeciego piętra, która ukończyła kurs korespondencyjny to wiesz ;) Dla mnie osobiście [B]dobry trener [/B]to ktoś, kto NIGDY nie zamyka się na jedną metodę szkolenia tylko metodę dobiera do psa (a nie: ma pani dwa psy, to zrobimy to samo z dwoma, po co komplikować życie) - aha, smaki nie działają, to próbujemy psa nakręcić na łup, albo może lepiej będzie mu się uczyło na pochwały i ogólny cyrk i entuzjazm właściciela, pieszczoty? A może nagrody środowiskowe? A może jeszcze coś innego? Świat nie kończy się na MP i TD. To tak jakbyś dziecko chciała wychowywać albo kupując mu jakiś mega wypasiony prezent na plus, a na minus prała mu tyłek tak, żeby nie mogło usiąść przez tydzień. A co z całą resztą możliwości? :cool3: I wyjaśniająco do "metod Millana" - to nic odkrywczego, metody takie, jakie on pokazuje, są stosowane przez ludzi szkolących psy od lat, więc Ameryki pan Meksykanin nie odkrył, więc nie wiem, jak można mówić o [B]jego[/B] metodach :)[/QUOTE] Kilka razy napisalamze stosuje to co medialnie rozpropagowal Cm,a nie jego.To raz. Dwa-nie pracowalam z behaworystka,bo psiak mial problem w stylu-klapne se zabkami na pania. I razem ze mna i behawiorysta byl DOBRY trener. Drugi pies byl przy okazjii wprowadzony na smaka,bo MUSIAL BYC PRZY pracy z psem glownym. I powtorze,LASKA-na psie lekliwym z duzymi problemami-METODA ZDALA EGZANIM.na drugim,calkowicie normalnym,ktory juz byl poduczony wielu rzeczy-mp spowodowala..oglupienie,uwstecznienie,gluchote wybiorcza-wybierz co chcesz.Nie sprawdzila sie na knypie,nie miala zastosowania przy ascie,suce kundlicy i kilku innych stabilnych psach. Co w tym dziwnego.
×
×
  • Create New...