-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Figunia
-
Chora, cierpiąca jamniczka szczęśliwa we własnym domu! Dziękujemy!
Figunia replied to caromina's topic in Już w nowym domu
Z niepokojem zaglądam do Was, dziewczyny. Oby wyniki były dobre. A jeśli nie za bardzo, to choć żeby leczenie już było skuteczne, żebyście mogły Obie odetchnąć. -
Cicho u Leonka. A może jest już poza schronem????
-
Oj tak, to prawie tak, jak z dzieckiem. Nie zawsze można po dobroci (choć tak być powinno). Lonusia dostała dzisiaj ostatni raz antybiotyk. Kochany doktor nic nie wziął za te zastrzyki, a jeszcze poproszony o obejrzenie brzusia stwierdził, że w jednym miejscu jest zbyt różowy, popsikał cały szew lekiem (sreberko). Zdjęcie szwów zalecił dr Szczypka za 10-14 dni od operacji. Myślę, że odczekam te 14 dni, bo nie sądzę by wszystko było ładnie zagojone do przyszłej niedzieli. Mam nadzieję, że doktor Szczypka na zdjęcie szwów swojej pacjentki już znajdzie czas bez problemu...no i będę prosić o pobranie krwi do badań - sam to sugeruje. Tylko nie wiem, w jakich godzinach doktor pobiera krew i czy będę musiała sama ją zawieźć do laboratorium, czy robi to doktor. Po zastrzyku robiłyśmy zakupy (nareszcie...) a potem powrót przez park. Lonia tak cieszyła się słońcem,trawką, oczywiście od razu chciała bawić się kamykami ale nie pozwoliłam, bo kopiąc ziemię, mogłaby zabrudzić brzuszek. Widać było, jak bardzo brakowało jej spacerów i zabawy.
-
Strasznie mi wstyd, ale w nocy tak się na nią wydarłam, że hej... Zbudziło mnie jej ciamkanie, no i nerwy mi puściły - wylazła jędza baba ze mnie...nawet kilka razy walnęłam ręką w miejsce obok jej tyłeczka - krzycząc, że nie wolno się lizać...Za chwilę okazało się, że ubranko było na miejscu, a lizała nóżkę, może też brzuszek, ale przez materiał...Jedyny plus w tym wszystkim, że już leżałą jak trusia i do rana nie było żadnych pobudek... Jeszcze rano Lonia była nieco na mnie obrażona i patrzyła podejrzliwie, ale szybko jej przeszło. Czuje się coraz lepiej. Niedawno przez kilka minut bawiłyśmy się piłeczką... Sama wyszukała ją w kącie, dotknęła noskiem kręcąc ogonkiem, a na moje "przynieś piłeczkę", przydreptała z nią i kilka razy pozwoliła ją zabrać i rzucić. Mam nadzieję, że już będzie szło "ku dobremu"...zwłaszcza w nocy... Aniu, wiem, co czujesz. Wszystko jeszcze wciąż przed Wami. To zadręczanie się i martwienie jest jak jaka wymyślna tortura...Bo choć wiemy, że trzeba myśleć pozytywnie, jednak niesposób pozbyć się natrętnych myśli, obaw, wątpliwości... Oby już było po operacji, udanej, przynoszącej ulgę i zdrowie Jasieńce. Wierzę, że będzie dobrze. Uda się tak, jak udało się (bo chyba można już tak powiedzieć) Loni.
-
Ciocie, właśnie wkurzona maksymalnie przez to małe stworzonko wzięłam się za szycie. Jak radzi Anulka, poświęciłam swój podkoszulek i Lonia już zabezpieczona. Tam, gdzie są otwory na nóżki, doszyłam nogawki zwężające się do dołu i już nie ma siły, by przez nie dostała się do brzuszka. Gorzej od strony tyłeczka, bo tam musi być otwarte, ale teraz na noc bezlitośnie ją owinę bandażem. Wiem, że ją swędzi, dlatego chce lizać, ale co zrobić, musi jeszcze kilka dni się pomęczyć...
-
Poker - dobrze byłoby w takim razie, by przy okazji ściągania szwów, doktor pobrał też krew. O ile to możliwe. Na ściągnięcie szwów zapewne trzeba się umówić, wtedy wypytam o wszystko. Byłoby super, żeby za jednym podejściem załatwić dwie tak ważne ,a stresujące sunię sprawy. b-b - dobry pomysł. Żebym jeszcze miała możliwość wyjścia z dom u na zakupy...Ale jutro już planuję wziąć ją pod pachę i przy okazji zastrzyku, zrobić po drodze zakupy. Będę patrzeć za pajacykiem też.
-
Dziękuję kochane Dziewczyny! Jednak ze spaniem nadal nie jest dobrze...tzn. pomimo zabezpieczeń, Lonia jak ten prestidigitator potrafi się z nich uwolnić, a czeka z tym do chwili, kiedy zasnę...Ona jest niesamowita, jak czuwam, by przyłapać ją i zobaczyć JAK ONA TO ROBI, to leży jak niewiniątko i udaje że śpi... Ale trochę udało się pospać. Szew też "trochę" jakby bardziej różowy jest. ..nie wiem, czy to efekt lizania, czy tak ma być... Doktor Szczypka sugeruje, by zrobić kolejne badania krwi. Słuszne to oczywiście, tylko mnie się już kolana uginają...Znowu będę ją narażać na stres...Dopiero co jej obiecałam, że już nigdy, nigdy...a przynajmniej nie w najbliższym czasie..., a tu jutro na zastrzyk, niedługo ściąganie szwów, a potem pobieranie krwi. Aniu, myślę o Tobie i Jasi. Termin operacji coraz bliżej, domyślam się, co przeżywasz...To czekanie jest również okropne. Oby już było po operacji usunięcia guza, by Jasia jeszcze długie lata żyła szczęśliwie i spokojnie. Trzymam kciuki już dzisiaj!
-
Toguniu, czy to znaczy, że nic się nie stanie, jak bedzie się wylizywać? Bo może nie każda sunia tak się wylizuje...Lonię wciąż muszę upominać a jak się tylko odwrócę, to z miejsca to wykorzystuje. Oby było tak, jak piszesz, że to nie grozi katastrofą (choć na pewno lepiej, by tego nie robiła). Agat21 - jejku, aż zaczęłam się zastanawiać, co takiego zrobiłam...ale dziękuję za tak miłe podsumowanie... Każdy normalny człowiek któremu na drodze stanęłoby to psiątko, zrobiłby to samo. A może nawet więcej,lepiej i madrzej...
-
b-b - próbowałam wkleić tak, jak pokazujesz, ale ze strony Dogo miałam komunikat o braku uprawnień... Wiem, coś robię źle, ale wciąż brak mi czasu by na spokojnie usiąść i trochę się z tym "pobawić". Anulka - mam kołnierz po Figusi, ale na tą kruszynkę z pewnością byłby za wielki. Kombinuję nowe ubranko, w którym nie będzie mogła dostać się z jęzorem tam, gdzie nie trzeba. Spróbuję też za radą Poker zabandażować brzusia. Kolejna zarwana noc to już będzie katastrofa, dziś już chodzę jak pijana... Napisałam przed chwilą maila do doktora Szczypki z pytaniem co sądzi o podaniu Loni Hepatilu (co sugeruje inny wet). Byłam pewna, że mail odczyta dopiero jutro, zwłaszcza, że pisany był na Przychodnię, ale już dostaam odpowiedź, że mogę podać, bo to bezpieczny lek. Przy okazji doktor pyta czy robiłam Loni badania i czy mogłabym Mu przesłać, jesli tak. Odpisałam, że przesłać nie mogę, ale podałam te parametry, gdzie były przekroczenia normy. I tak doktorowi niechcąco zakłócam niedzielny wypoczynek...
-
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/c554846209ea15d4.html http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/f62ac3167065cc87.html http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/5433a5a3fc1864b9.html http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/887da4dbfb714bb6.html Przepraszam, że zdjęcia odwrócone. Dużo nauki jeszcze przede mną, ech...
-
Kruszynka daje nieźle popalić. Nie wiem, czy spałam raptem 4 godziny, chyba nie...Co chwilę budziłam się i walczyłam o zostawienie brzusia w spokoju...Dzisiaj chyba zawiążę ją w jakim worku i tylko główka będzie wystawać albo zrobię inną krzywdę... Jestem już b. zmęczona tymi białymi nocami. Jak przy niemowlaczku...Czy ja wyglądam na młodą mamę???? A poza tym jest chyba dobrze(odpukać!). Niedawno wróciłyśmy ze spacerku (raczej tylko wyjścia na siku) i mała puściła się w powrotna stronę biegiem...Poza tym, że bardzo marznie (rano miała na sobie sweterek i płaszczyk a i tak się trzęsła) i jak tylko się załatwi, chce zaraz, natychmiast do domu, to widać, że wraca do formy. Apetyt ma jak wcześniej, czyli normalny (wciąż jej za mało...). Żeby tylko tak się wciąż nie dobierała do brzusia, byłoby cudownie. Dosłownie nic nie mogę zrobić. Zmarzluch chowa się pod kocykiem, kołderką, odkrywam ją by widzieć tylko łepetynkę, ale często zwija się w rogalik, leży i wygląda, że śpi. Bywa jednak, że podchodzę bliżej i widzę, że coś tam jakby za bardzo jej główka się rusza - no i b. często jest właśnie tak, że liże się przez otwór w fartuszku. Teraz mam ją na kolanach w kocyku.Gdyby nie to, pisząc ten post, biegałabym do nie z 10 razy... Jednak najważniejsze, że wraca do zdrowia i sił. I oby tak nadal!
-
Jak miło się czyta takie relacje! Oczywiście pomijając ból rozstania... Naprawdę Pokerku masz szczęśliwe ręce do adopcji. Zazdroszczę...ale tak pozytywnie...
-
Drogie Ciocie, trochę pieniędzy przepadło, wiadomo, bo choć bilet na samolot z tanich linii, to autobus z lotniska do centrum Sztokholmu, kosztuje już znacznie więcej. Jednak zabrakło tych choćby 3, 4 dni (bez psa) bym mogła spokojnie załatwić wszystkie sprawy. W końcu zostawiam mieszkanie na 5 m-cy, no i jakieś prezenty też chciałam kupić ,a że córka uwielbia polskie jedzonko, sobotę powinnam była poświęcić na zakupy, bo np. chlebek trzeba kupić w przeddzień... A Lonia to mały cygan i kombinator. Wystarczy się odwrócić i już dobiera się do brzusia. Nie można spuścić jej z oczu. No i okazało się, że fartuszek niestety nie spełnia zadania. Ona ma tak cienkie nóżki, że ściągacze są za szerokie, spokojnie wsadza tam swój cienki pysio i liże się w najlepsze. U Pani Agnieszki byłaby od poniedziałku sama przez jakieś 4 godziny, więc trzeba by myśleć o jakimś dodatkowym zabezpieczeniu. Już pomijam sprawę uczuć. Ale całkiem inaczej oddaje się psa, któremu nic nie dolega i nie ma oporów przed innymi ludźmi, do wszystkich się cieszy lub choćby jest przyjaźnie nastawiony. A oddawać stareńkie stworzonko, ktore tak mi zaufało i wciąż upewnia, czy jestem obok - kiedy jest słabiutkie, biedne - no nie mogę... Ale numer, nie mogę wkleić posta. Na dole jest tylko "zapisywanie posta" bez opcji "Wyślij"... Teraz już jest dobrze...chyba...
-
Sniezka odeszla za TM..nawet niebo po niej płakało.
Figunia replied to giselle4's topic in Już w nowym domu
Czas pędzi, mijają tygodnie, miesiące. Zostaje pamięć, smutek ale i nadzieja, że Sunia biega radośnie gdzieś tam w Psim Raju... -
Jesteśmy już po zastrzyku. Na szczęście wet który jest blisko mnie nie zrobił niespodzianki i przyjmował do 13-tej. Anica- piękne podziękowania dla Ciebie za oferowaną pomoc.!!! Już byłam spokojna, że w razie czego, dzwonię do Ciebie. Też będę chciała nauczyć się robienia zastrzyków. Tak słyszalam, że to żadna filozofia, a ileż kłopotów mniej. Jeszcze raz DZIĘKUJĘ kochana za chęć pomocy!!!! W tą drugą noc malutka zrobiła mi niespodziankę. Obudziłam się (często się budzę w nocy i sprawdzam, czy z nią wszysko w porządku) i mialam spać dalej, ale coś mi się nie spodobało...dotykam ją, glaszczę i nagle olśnienie - nie ma fartuszka. Otrzeźwiałam momentalnie. Ta glizda ściągnęła sobie właśnie fartuszek i chyba dobierała się do dalszej "rozbiórki". Miała jeszcze na sobie "majty" w ktore zapakował ją wet po operacji. Coś b. miękkiego, jak wata, z opatrunkiem, opakowane bandażem. No i te majty już były prawie ściągnięte. Wszystko poprawiłam, załozyłam, zawiązałam i nie wiem kiedy usnęłam ( odsypialam kilka marnie przespanych nocy), nad ranem znowu coś mnie budzi - panienka leży golutka, bez niczego... Nie widziałam, by się wylizywala, chyba tylko ściągnęła z siebie wszystko albo też znowu obudziłam się w porę, bo niczego sobie nie zrobiła. Wet powiedział, że szew jest w porządku, suchy, bez wycieków - nie mogę jej jednak na moment spuścić z oczu, taka zdolna z niej bestyja jest. Wet zaproponował, by dawać jej Hepatil na tą chorą wątrobę. Nie wiem tylko, jak teraz pogodzić wszystkie te leki, Oprócz kropelek na serce, które dostaje w podstawowym posiłku (obiedzie), daję jeszcze 2 x dz. tabl. p/bólowe, ostropest, mielone siemię lniane i pestki moreli. Mam nadzieję, że siemię lniane nie będzie "kłócić" się z lekiem na serce, a hepatil z ostropestem... Aniu - doktor powiedział coś w tym stylu (bo dokładnie nie powtórzę), że kłopoty z krzepliwością krwi i żółtaczka (miała żółte błony...??? - oj, mam luki w pamięci, ale na pewno Poker wszystko sprostuje) wskazują na chorą wątrobę. Powiedziałam, że badania krwi robione w czerwcu, wykazaly podwyższone parametry wątrobowe i tylko pokiwał głową... Jeszcze napiszę, że jutro nie lecę. Zostaję z Lonią, aż wróci do formy. Musi być zdrowa i silna. Córka już wiem i Pani Agnieszka też. Za 10 dni ściągane będą szwy i wtedy zobaczymy ...jak będzie wszystko ok, to będę myśleć o locie.
-
Ciocie kochane dziękuję za to, że tak serdecznie kibicujecie Loni w jej dochodzeniu do siebie! Jutro niestety znowu się malusia zastresuje, bo musimy podać antybiotyk (zastrzyk). Szkoda, że nie umiem sama tego zrobić, choć w sumie to nie wiem, czy bez dodatkowej pary rąk, dałabym sobie z nią radę. Będę się starała złapać weta, który jest dość blisko mnie, ale ponieważ często gabinet jest zamknięty (zwłaszcza, gdy mam ważną sprawę), obawiam się, że będzie trochę nerwów z szukaniem czynnego gabinetu - bo to sobota. I to bieganie, szukanie weta z świeżo operowanym psem na rękach nieco mnie przeraża...
-
Malunia była po raz drugi i znowu ładnie się spisala. Wszystko zrobione jak należy! Potem czekala z niecierpliwością na miseczkę z jedzonkiem ale pod koniec, kiedy wyjadała ostatnie kąski nagle odeszła. Mymlała coś w buzi i wypadały z niej kawałeczki mięska, ziarnka ryżu. Nigdy dotąd nie zostawiła w miseczce ani ździebełka, więc trochę mnie to martwi. Czy ją coś w pysiu zabolało? To było samo posiekane mięso i troszkę ryżu, nawet chrząstek jej nie daję. Oby nie kolejny zębol do usunięcia... Teraz śpi schowana pod kołderką. Jeszcze dodam, że o ile rano było takie słabiutkie machanie ogonkiem, to teraz po powrocie ze spacerku (raczej tylko wyniesieniu na trawkę), kiedy wrociłyśmy do domu, ogonek machał jak śmigiełko. Boziu, jak to cieszy...
-
Anulko, jest coraz lepiej. Pierwsza noc to wiadomo, ciężko jest, jak zwierzaczek taki obolały, nieprzytomny. Już nie chcę nawet do tego wracać. Jest w tej chwili po tabletce i śpi. Co jakiś czas podnosi łebek, sprawdza chyba czy jestem, i śpi dalej. Tabletka działa. A doktor przepisał scanodyl. Na trawkę niebawem idziemy po raz drugi. Telefon do weta wciąż pod ręką. Wczoraj byłam bliska tego, by dzwonić, na szczęście Poker mnie uspokoiła, że Lonia ma prawo tak się zachowywać (nie mogła utrzymać się na nóżkach późnym wieczorem, kiedy wydawało mi się, że powinno już być ciut lepiej). Jeszcze nie cieszę się, nie wiwatuję ale nadzieja, że Krasnal powolutku wróci do formy i jeszcze pożyje dłuuuugo w zdrowiu jest coraz większa. Tylko trzeba ją leczyć. I chore serduszko (widać jeden lek ktory dostaje, to jeszcze za mało) i z uwagi na dość zaawansowany wiek - wzmacniać cały organizm babuni, a zwłaszcza niezbyt wydolną wątrobę. Widzę, że edytowalaś post, ale już nie będę niczego kasować. Tak, Dogo mocno "nawala" z tym wklejaniem postów, też to zauważyłam.