Wczoraj miałam kiepski dzień :/ Przyszedł nam rachunek za szpital sprzed 2 miesięcy, za Theodora (to jego zapalenie ucha co miał). Oczywiście zaraz był telefon do ubezpieczenia, z pytaniem o co chodzi?! Jakimś cudem, okazało się, że Theodor nie jest ubezpieczony od półtora roku :szok: Jakim cudem tak się stało, to mogę tylko podejrzewać. Jak się młody urodził, to z automatu dopisaliśmy go do Bogdana. Potem, jak ja byłam na bezrobotnym, to automatycznie, został przypisany do mnie, bo w papierach wpisałam też dziecko. W lipcu 2014 roku wróciłam do pracy i znowu sama musiałam sobie płacić ubezpieczenie. I to wtedy doszło do jakiejś pomyłki, bo Theodora nie dopisali ani do mojego ubezpieczenia, ani ponownie do Bogdana.
Na szczęście już wypełniłam jakieś papiery, które mają ten błąd naprawić. Dziś wysłany został emailem rachunek za szpital i mają go zapłacić. Jednak nikt nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie: jak to się stało, że przez półtora roku dziecko chodziło do pediatry, byliśmy też w szpitalu (z uszami!) i dopiero teraz, po takim czasie przyszedł nam rachunek i wyszło, że dziecko (niby) jest nieubezpieczone?!
Za to dziś, dla odmiany dostałam na konto kasę, której dostać nie powinnam :D Teraz muszę czekać, aż ktoś sobie uzmysłowi, że przelał mi za dużo kasy i zwrócić nadmiar :D