Ja dziś nawet do telefonu się nie podniosłam jak brat dzwonił :/ Dopiero jak na WhatsApp'ie zadzwonił, to odebrałam, bo komórka była pod ręką :D
A młody to dziś jeszcze coś wywinął, oprócz tego MonCheri ;) Otóż, od kilku dni, notorycznie zamyka się w łazience na klucz, jak idzie za potrzebą. Prosiłam, żeby tego nie robił, bo kiedyś się zamknie i nie będzie mógł otworzyć i będzie problem. Ale on mądry chłopak, powiedział, że przecież jest dziura dla kota :D Tłumaczyłam dalej, że ma tak nie robić, ale on oczywiście swoje. No i dziś, dla odmiany, poszedł i zamknął się w swoim pokoju :/ A tam zamek chodzi dość ciężko. Tylko po chwili usłyszeliśmy, że płacze, bo nie mógł otworzyć drzwi :( Poszliśmy do góry, klucz w zamku zablokowany. No, nie zupełnie zablokowany, ale właśnie ciężko go czasem obrócić i Theodor nie umiał nic zrobić :/ Powoli, bez nerw, kazałam mu najpierw popchnąć klucz, a potem, patrząc z mojej strony do dziurki od klucza, kazałam mu go obracać tak długo, aż każę mu go wyciągnąć. Jak już udało się go ustawić w poprawnej pozycji i go wyciągnął, to wzięłam klucz z naszych drzwi i otworzyłam :) Młody w płacz, wtulony we mnie, bo się wystraszył. Ale chyba zrozumiał już, że nie ma się zamykać na klucz ;) Dla pewności jednak, klucze z zamków powyciągane :D