Jump to content
Dogomania

bunia2010

Members
  • Posts

    284
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by bunia2010

  1. To też jest śmieszne. DIOZ zapytany o doprowadzenie dzieciaka do próby samobójczej odpowiada, że w sumie to należało się, ale... myli sprawy. Oni już nawet nie pamiętają kogo o co oskarżyli, albo kto targnął się na życie z ich powodu. Arek, o którym oni piszą, to był dorosły człowiek a nie żaden nastolatek z autyzmem. Od jego sprawy minęło 8 lat, tutaj można przeczytać historię: https://gazetawroclawska.pl/obroncy-zwierzat-nazwali-arka-zoofilem-i-zniszczyli-mu-zycie/ar/13354496
  2. Prawda o DIOZ 2.0 Była kiedyś historia, że jakaś dziewczyna pojechała odwiedzić znajomego, który miał zwierzęta. Zupełnie z przypadku na jakimś zdjęciu ją uwieczniono i ogłoszono na stronach DIOZ-u jako "oprawczynię narkomankę" i co tam jeszcze nazmyślali. A dziewczyna nie miała nic wspólnego z żadnymi zwierzętami. Sprawa trafiła do sądu, DIOZ musiał jej zapłacić (co zrobił bardzo chętnie), ale przeprosin już nie wystosował. I to jest tylko jeden z dziesiątek przykładów, gdzie zupełnie przypadkowe osoby dostawały hejtem od DIOZ-u. Może najpierw powinni jednak te zasądzone wyrokiem sądu przeprosiny opublikować, a później żalić się na jakieś brzydkie komentarze z Internetu. Zresztą, język tych wpisów na zdjęciu to przecież nic innego jak ten używany przez fanów DIOZ-u. Może zwyczajnie okienka ktoś pomylił?
  3. Prawda o DIOZ 2.0 A więc to oficjalne: świat stanął na głowie! DIOZ żali się na swoich stronach na... hejt. Organizacja, która wręcz żyje ordynarnymi nagonkami, linczowaniem często przypadkowych i niewinnych osób, narzeka, że ktoś im napisał coś brzydkiego. O ile napisał, a nie, że sami sobie to wysłali na potrzeby instagramowego posta. Kiedy kolejne osoby były doprowadzane do targnięcia się na własne życie, w DIOZ-ie trwała impreza. Wszyscy się cieszyli, gdy udawało się doprowadzać do zwolnień z pracy kolejnych ludzi. Zaszczuwanie lekarzy weterynarii, urzędników czy czasem nawet zwykłych Internautów, którzy napisali jakiś komentarz, trwa w najlepsze od wielu lat. No ale... ...ale teraz to nie. Teraz to zły hejt spadł na biedny DIOZ. Bo raz w ich historii postawił im się ktoś podobnych rozmiarów i ktoś, kogo nie można uciszyć byle postem na Facebooku- Kanał Zero. Ironicznie łączymy się w bólu z DIOZ-em. I idziemy obejrzeć materiały Gimpera, Revo, Nitro, Wardęgi oraz innych twórców internetowych, którzy już zauważyli co to jest DIOZ oraz dlaczego tych oszustów należy zwalczać A ponoć kolejne reportaże są już w przygotowaniu, także... niech sekciarze z diozu nie tracą czujności.
  4. Marta Lichnerowicz jest z Silva Lupus Niesamowite, jak przewrotne bywa życie. Od kilku dni w nielicznych wolnych chwilach – jak zawsze ze słuchawkami na uszach – słucham audiobooka. Tym razem kluczem wyboru był ulubiony lektor i tak trafiłam na klasykę: „Przygody dobrego wojaka Szwejka”. Już pierwsze zdanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że muszę przesłuchać to do końca: „— A to nam zabili Ferdynanda — rzekła posługaczka do pana Szwejka, który opuściwszy przed laty służbę w wojsku, gdy ostatecznie przez lekarską komisję wojskową uznany został za idiotę, utrzymywał się z handlu psami, pokracznymi, nierasowymi kundlami, których rodowody fałszował.” Przyznajcie, że po takim początku trudno się oderwać. Człowiek od razu chce wiedzieć, co będzie dalej. A dalej jest wiele ciekawych fragmentów, jednak jeden z nich – usłyszany wczoraj – w połączeniu z tym, co od kilku dni widzę w internecie, brzmi jak surrealistyczne zderzenie literackiej fikcji sprzed ponad stu lat z głupotą i okrucieństwem współczesnych ludzi. „Nie wiem, czy ci panowie, którzy już w czasie niepodległości przeglądali archiwum policji, zdołali odszyfrować poszczególne pozycje tajnego funduszu dyspozycyjnego policji państwowej, wśród których znajdowały się takie: B… 40 K, F… 50 K, L… 80 K itd., ale mylili się stanowczo, jeśli przypuszczali, że B., F., L. to początkowe litery nazwisk takich panów, którzy za 40, 50 i 80 koron sprzedawali naród czeski czarno-żółtemu orłu. „B” znaczyło bernardyn, „F” — foksterier, a „L” — leonberger. Wszystkie te psy sprowadzał Bretschneider od Szwejka do dyrekcji policji. Były to pokraczne kundle niemające nic wspólnego z jakimikolwiek rasowymi psami, za jakie je Szwejk sprzedawał. Bernardyn był mieszańcem jakiegoś partackiego pudla i podwórzowego kundla, foksterier miał uszy jamnika, był duży jak pies rzeźnicki, a nogi miał takie pałąkowate, jakby właśnie przebył angielską chorobę. Leonberger łbem przypominał kudłaty łeb stajennego pinczera, ogon miał ucięty, był niski jak jamnik, a zadek miał taki goły jak słynne amerykańskie pieski-naguski. Potem przyszedł do Szwejka wywiadowca Kalous i kupił jakiegoś wystraszonego potworka przypominającego hienę cętkowaną, z grzywą szkockiego owczarka, a w rubryce tajnego funduszu dyspozycyjnego znalazła się pozycja: D… 90 K. Ten potworek miał reprezentować doga.” Szwejk psów nie hodował. Zbierał je po wsiach i miastach, czasem odkupywał tylko po to, żeby sprzedać dalej. I tu dochodzimy do sedna. Wielu znacznie sprytniejszych handlarzy psami działa dziś dokładnie tak samo. Po wielkich akcjach zamykania pseudohodowli nie ryzykują już samodzielnej produkcji. Z dnia na dzień zaczęła kwitnąć nowa gałąź petbiznesu – handel psami kupowanymi hurtowo z zagranicznych fabryk szczeniąt. Mechanizm jest prosty. Handlarz kupuje za grosze rasowe psy albo modne „designerskie” mieszanki z fabryki szczeniąt. Wielu skupuje też psy z polskich fabryk – głównie pudelki, maltipoo i podobne instagramowe rasy. W przypadku psów rasowych ogromny handel odbywa się dziś psami z dokumentami FCI z krajów takich jak Serbia czy Ukraina. Piszę „rasowych” w cudzysłowie, ponieważ w Ukrainie już czwarty rok przeglądy hodowlane odbywają się przez kamerkę i internet. Nie ma kontroli warunków hodowli, badań pochodzenia ani realnej weryfikacji. W mojej własnej rasie mogę wskazać kilkanaście psów ze sfałszowanymi rodowodami – z wpisanymi dowolnymi rodzicami, podczas gdy w rzeczywistości pochodzą od zupełnie innych psów. Wiele takich hodowli prowadzi też działalność w Polsce. Psy rozmnażane są tutaj, ale otrzymują ukraińskie dokumenty. Formalnie wygląda to tak, jakby przyjechały z kraju ogarniętego wojną. W rzeczywistości jest to proceder nielegalny, ponieważ w Polsce każda hodowla musi być zarejestrowana w krajowej organizacji kynologicznej. Warunki w takich miejscach bywają różne – od domowych po czysto przemysłowe hodowle, gdzie psy z najwyższych pięter klatek załatwiają potrzeby na te z pięter niżej. W jednej z takich hodowli było ponad sto psów. Dlaczego to się opłaca? Bo taki „hodowca” znacząco obniża koszty produkcji. Nie płaci podatków, nie ma kontroli, nie wykonuje badań DNA, nie płaci za przeglądy hodowlane ani wystawy. Jednocześnie może sprzedawać psy jako „uratowane z Ukrainy”, publikując w internecie starannie wybrane zdjęcia. A w rzeczywistości pies urodził się w piwnicy gdzieś w Polsce. Handlarze skupują też psy z innych krajów – Maroka, Bałkanów czy Serbii – i na sfałszowanych rodowodach bez problemu rejestrują je w polskich organizacjach kynologicznych. Zdarzają się sytuacje absurdalne. Na przykład mastif tybetański z rodowodem pełnym pinczerów. Takie psy są później sprzedawane dalej i rozmnażane w kolejnych krajach. FCI? Nie reaguje. Ogromnym biznesem stał się również handel psami kopiowanymi – dobermanami, cane corso czy bokserami. Psy kupowane są w krajach, gdzie kopiowanie uszu i ogonów jest legalne, a następnie sprzedawane w Polsce z ogromną marżą. Czy to się opłaca? Kilka dni temu trafiły w moje ręce dokumenty jednej z hodowli owczarków szkockich. Pod przysięgą hodowca zeznał, że hodowla utrzymuje pięcioosobową rodzinę. W dokumentach wskazano produkcję około 60–70 szczeniąt rocznie, a przychód sięga około 275 tysięcy złotych. Jeśli pośrednik odejmie koszty utrzymania suk i odchowu, może zarobić znacznie więcej – praktycznie bez ryzyka. Nie ma się więc co dziwić, że producenci, pośrednicy i handlarze z jednej czy drugiej organizacji wykorzystują tę możliwość zarobku. Tak właśnie działa rynek. Ale ten rynek napędzają przede wszystkim nabywcy. To ludzie, którzy pod postem jakiejś organizacji zobaczą ogłoszenie o rasowym psie i już następnego dnia jadą po „okazję”. To ludzie w podróbkach markowych ubrań kupionych na all inclusive w Turcji, którzy chcą mieć „rasowego pieska” do zdjęć. To też Ryśki z budów Europy wracający na weekend do Polski, którzy kupują „rasowego psa dla swojej dziuni”. Bo pies jest dziś towarem i jeszcze długo nim będzie. Tak długo, jak organizacje lobbujące w Sejmie nie zrozumieją jednej prostej rzeczy: pies nie jest dobrem pierwszej potrzeby. Posiadanie psa powinno być świadomym i kosztownym przywilejem, a nie czymś, do czego państwo dopłaca. Jeśli chcesz jeździć samochodem – musisz zdać prawo jazdy, zarejestrować pojazd i co roku przechodzić przegląd techniczny. Samochód, nawet taki za 500 zł, traktujemy jako luksus wymagający kontroli. Pies – żywe i czujące zwierzę – nie wymaga od właściciela praktycznie niczego. Dlatego nawet jeśli zaostrzymy przepisy hodowlane w Unii Europejskiej, nadal będziemy mieli rzekę psów płynącą z fabryk szczeniąt z krajów, gdzie kontroli nie ma żadnej. A współcześni Szwejkowie nadal będą sprzedawać „potworka przypominającego hienę cętkowaną z grzywą szkockiego owczarka”. I twierdzić, że to rasowy dog.
  5. EVA MINGE Są ludzie o sercach, odwadze i zasięgach jak @dodaqueen . Brawo Dorota . Wielu po tej akcji zrozumiało dlaczego lubimy się z Dodą . Obserwuje temat akcji schroniska i postanowiłam wbić się na fale medialną . Nie dla poklasku i splendoru, bo znajdziecie na moim Ig liczne publikacje jak staram się pomóc . Zwłaszcza dla Adoptuj Psiaka - Polska Organizacja Pomocy Zwierzętom. Przytulisko w Nowej Soli obok mojej Zielonej Góry, to jedno z tych miejsc, które społecznie w ramach wolontariatu prowadzą ludzie dobrej woli o sercach jak brama do nieba. I nie ma tu żadnej patologii , państwowych pieniędzy i pasibrzuchów, którzy wyżerają z psich misek sadowiąc się w ciepłym urzędniczym fotelu. Jak sami nie zawalczą tak nikt im nie da. Przytulisko zajmuje się min odbieraniem interwencyjnym zwierząt z tragicznych warunków oraz patohodowli . Te ostatnie to dramat wspierany często przez organy kontrolne. Osobiście byłam na interwencji gdzie dramat zwierząt wrzuciłam 29 kwietnia oznaczając media aby wsparły akcję tylko nagłaśniając, że mamy do adopcji kilkadziesiąt psów z obozu jenieckiego dosłownie . Cisza . Później wielokrotnie prosiłam różne „zaprzyjaźnione „ gwiazdy o wsparcie przytuliska w różnej formie …poza @dodaqueen cisza . Zasięgi kosztują ktoś mi odpowiedział …nie pierwszy raz . @marcinrozalrozalski kilkakrotnie o tym u siebie pisał . W końcu wzięłam się na sposób i zaczęłam tuż przed świętami wysyłać wiadomości do moich znajomych na Whatsap . Zbiórka dotyczyła założenia prądu , wybudowania pomieszczenia socjalnego i kilku innych bardzo ważnych przed zimą tematów . Wśród moich znajomych kilku naprawdę zamożnych, napisało, że oczywiście zaraz zrobią wpłatę, ba byli tacy, którzy napisali ile wpłacili . Tyle, że zbiórki są proste w prześledzeniu, że gdyby było wpłacone, to byłoby zauważone jak w przypadku @adam_kostka_offiziell . Wiele rzeczy udało nam się załatwić z własnych zasobów czy kontaktów ale to miejsce potrzebuje stałego wsparcia choćby w postaci jedzenia , dobrego jedzenia . Akcja schroniska trwa ale pamiętajcie, że poza Sobolewem są tysiące schronisk. W tych podlegających władzy muszą znaleźć się środki. W tych społecznych musimy pomóc my . Takie zrywy nie mogą być jednorazowe .
  6. Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce Głos Związku Kynologicznego w Polsce wybrzmiał dziś w Sejmie! Popieramy obowiązkowe chipowanie (KROPiK), ale walczymy o pełne bezpieczeństwo danych właścicieli psów. Od lat prowadzimy własne bazy danych i wiemy, jak skuteczne jest chipowanie w szybkim odnajdywaniu zaginionych zwierząt. Czas na systemowe rozwiązania na skalę ogólnopolską! Chcesz dowiedzieć się więcej? Śledź nasze aktualności!
  7. Ekopatologia Taka sytuacja: Chyba się nie uda kochaczom prozwierzątkowym, bywalcom sejmowych salonów, zablokować KROPiKa. A takie płomienne apele były, u Kuźmińskiego nawet osobiście stawił się Prezes "Safe Animals"
  8. Małgorzata Irena Wojtanowska · Mamy w Polsce milion bezdomnych psów.... 1.000.000 A ja mam wrażenie, że większość osób myśli iż 3 organizacje w kraju które zgarniają miliony ogarnie Wam ten milion psów... Jest zwykły wiejski burek, to jak się krew nie leje jest zero reakcji i nikt go nie chce... Jak piesek się robi medialny i zasięgi rosną zaczyna się oznaczanie w postach Dioz Judyta Ada (ten to już nikomu nie pomoże bo jest zajęty ściąganiem rasowych piesków z Białorusi, bo te szybciej znajdują domy i lepiej otwierają portfele) Jak jest pies widocznie kaleki to każda organizacja jak na mojego krzywego nagle miała miejsce Judytowanie i diozowanie w komentarzach to jedno, ale ile osób realnie próbowało do nich zadzwonić i poprosić o pomoc dla psa lub kota Dzisiaj powiedzą że nie mają miejsc, a jutro na relacjach na rasowe pieski z likwidacji pseudo już się miejsca znajdują... Jak będziecie mieć psa w potrzebie, na waszych terenach, w waszym mieście to kto wam realnie pomoże ? Może Ada Judyta i dioz jeżdżą do was dokarmiać bezdomne koty Może się zastanowicie kto u Was na terenie dokarmia i sterylizuje bezdomne koty Jak zajrzyjcie na sprawozdania roczne Ady Judyty Dioz na kontach leżą miliony, a zadzwońcie i poproście o opłacenie sterylizacji jednego bezdomnego kota za 200 zł. Tak dziewczyny z małego stowarzyszenia pisały... z milionerów liderów 1.5 % nikt nie odpowiedział ... Wy wpłacający milionerom, oznaczający w komentarzach osobiście odbicie się od ściany jak poprosicie o pomoc, może coś do Was dotrze. Nie patrzcie na to co wielkie medialne, tylko na to co jest dookoła Was .... Cudze chwalicie a swego nie znacie .... Dlaczego jak jest błaganie w postach o wykastrowanie wiejskiej suki która rodzi co pół roku nigdy się nie odezwie Ada dioz Judyta zapłacimy za to płaci fundacja Psom na Pomoc czyli Karina Świtała i @Fundacja Trop z Warszawy czyli Tomasz Koper ... Co oni mogą pomagać na terenie całego kraju a milionerzy zbiednieją Już Powszechna Sterylizacja napisze w komentarzach że opłacą zabieg... Zdjęcie wrednej pyskatej baby dla uwagi.... Takiej która ma już dość tej bezdomności i ma marzenie mieć w domu 5 psów tylko na chwilę obecną sumienie mi na 5 nie pozwala... Zastanówcie się jak szukacie pomocy kto Wam pomoże czy ci którym wy pomagacie wpłatami pod wpływem ckliwych filmików ? Czy wasze małe lokalne biedne organizacje ciągnące na długach, kto wam przyjmie kota ? Już pomijam fakt, że większość wpłacających medialnym fundacjom ma gdzieś co się dzieje z tymi zwierzętami po odbiorach ważna jest chwila odbioru blik zbiórka a później cisza...
  9. Kasia Katarzyna POZNAŃSKI DIOZ? TO RACZEJ FRANCZYZA BEZPRAWIA. Ostatni reportaż Kanału Zero o DIOZ pokazał światu system, w którym zwierzę jest tylko narzędziem do robienia zasięgów i pieniędzy. Patrząc na moje doświadczenia z Poznańską Ochroną Zwierząt (POZ), widzę, że mamy do czynienia z pilnym uczniem tej samej szkoły manipulacji. Nie mają jeszcze takich milionów, ale metody kopiują 1:1. Oto jak działa "model biznesowy" POZ na przykładzie mojej Kawy: 1. NAJPIERW ZBIÓRKA, POTEM FAKTY Fundacja przyznaje wprost: nie przedstawią teraz badań psa, bo... dopiero czekają na dokumentację od właścicieli. Ale zbiórkę już uruchomili. Uzasadnienie? „Bo nie mamy dotacji, a pies wymaga opieki”. Mechanizm: Wykorzystać emocje, zebrać pieniądze, a stanem faktycznym i diagnozą przejmować się później. 2. KREOWANIE "OPRAWCY" I PUBLICZNY LINCZ Zanim prokuratura w ogóle zajęła się sprawą, POZ już wydał wyrok. Nazywają nas publicznie „oprawcami” i kategorycznie odrzucają argument o wieku psa, pisząc: „STAROŚĆ PSA NIE POWODUJE WYCHUDZENIA!”. Fakt: Prokuratura Okręgowa w Poznaniu po zbadaniu sprawy uznała, że nie ma podstaw do stawiania mi zarzutów i podtrzymała decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa o znęcanie się. Ich "internetowa diagnoza" legła w gruzach. 3. UCISZANIE NIEWYGODNYCH PYTAŃ Każdy, kto pyta o konkrety jest natychmiast uciszany i stygmatyzowany jako „znajomy właścicieli”. Mechanizm: Budowanie bańki wyznawców, którzy mają wpłacać, a nie pytać o dowody czy logikę działań 4. POGARDA DLA WYROKÓW SĄDÓW I PROKURATURY Aleksandra Śniecikowska na Facebooku nazywa moją walkę o psa „histerią” i otwarcie przyznaje, że pies jest u nich, bo „zamienił budę na kanapę”. Robi to, mimo braku podstaw do interwencyjnego odbioru psa i prawomocnym postanowieniu o zabezpieczeniu, które nakazuje ZWROT PSA. POZ to „Poznański DIOZ” w wersji mikro. Ta sama bezczelność, to samo lekceważenie prawa i to samo cyniczne okłamywanie internautów. Prawda i prawo są po mojej stronie, co potwierdza czarno na białym pismo z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
  10. OficjalneZero Jak reagowali fani DIOZ, kiedy były wolontariusz publicznie mówił o nieprawidłowościach w jakie zachodzą w tej organizacji? Stanisław Ruta opowiada o groźbach jakie otrzymywał. https://fb.watch/FOeW1df43Q/
  11. 2 historie 1. Właścicielka suczki merle ze zdj nr 1 szuka psa do krycia. Tak zwany " rodowod" na fotce nr 2. SUCZKA MA 11 MIESIECY !! Jednak zdaniem tej Pani jest dojrzała do krycia! Proszę bardzo, nawet profil DNA jej już robi !! Warto przyjrzeć sie " organizacji" ktora firmuje takie bogacenie sie kosztem zwierząt. " Towarzystwo Kynologiczne" ma stronę na Facebooku i 42 obserwujących... Niżej trochę opinii o tym znakomitym " stowarzyszeniu ". 2. Inna historia, kto wydaje papiery ? Tego nie wiemy. Już w drodze " super miocik" merle po rodzicach ponoć czekoladowe merle i izabela ! Izabela wygląda też na merle, ale pewno sie nie znam... Jesli nawet nie są to 2 merle ( łączenie merle plus merle to potomstwo z poważnymi uszkodzeniami wzroku i słuchu !), to masc izabelowata niesie ryzyko choroby skóry ( CDA) Na ostatniej fotce miocik w tejże samej " hodowli " : szczenieta blue i izabela, oba kolory z ryzykiem CDA. Jesli zachorowaliscie na gwałtowną merlomanię, to pamiętajcie, że kupując szczeniaka byle gdzie ( czyli nie w ZKwP) finansujecie wykorzystywanie zwierząt. A jak wynika z jednej z opinii, nie bedzie Was to wcale tanio kosztować! ( tu 12 tysięcy złotych ) !
  12. Prawda o DIOZ 2.0 Drodzy obserwujący. Przez te wszystkie lata wielokrotnie pisaliście nam, żeby nagłaśniać oszustwa DIOZ-u. I tak też robiliśmy. Chałupniczymi metodami, z partyzanckim zacięciem, opisywaliśmy kolejne przypadki krzywdzenia ludzi i ich zwierząt przez dolnośląskich szeryfów. Finałem tego jest materiał poniżej. Bardziej dogłębnego zajęcia się tematem już może nie być, więc prosimy o udostępnienie. Szczególnie, że sam film jest zdemonetyzowany, a co za tym idzie będzie miał mniejszą oglądalność. Pomagaliśmy w tworzeniu reportaży dla TVP i TVN, dostarczaliśmy informacji twórcom YT, których nagrania odbijały się szerokim echem. Aż dotarliśmy do miejsca, w którym największe obecnie medium w Polsce zaczęło naświetlać co dzieje się w Pietrzykowie i Wojtyszkach. Przekażcie znajomym, wyślijcie w swojej rodzinnej grupie na WhatsUp-ie, dołączcie do maila z podziękowaniem za zaproszenie na chrzciny bratanka. Niech się niesie, niech jak najwięcej ludzi obejrzy! Dziękujemy! Prawda o DIOZ 2.0
  13. Oliwia Sobieraj W ostatnich tygodniach środowisko kynologiczne i internet zalewa fala hejtu na klatki kennelowe... jedyne o czym teraz myślę to o tym do czego zmierza psi świat i co ludzie robią z psów? Serio?.... Klatka to więzienie, kara, ograniczanie psa, a nawet forma przemocy? Takie opinie najczęściej wygłaszają osoby, które nigdy nie pracowały z psami ani po przejściach ani w hodowli ani rasami użytkowymi czy psami sportowymi i w ogóle wiedzy mają mało o psach, a jedyne co mają to swoją ideologię. To będzie długi artykuł. Na zdjęciu macie moją suczkę Rosę ze swoimi szczeniętami na luzie odpoczywającymi w klatce, więc jako osoba, która hoduje, jako zawodnik oraz właściciel psów sportowych i świadomy opiekun chyba nie będę mówić, że w ogóle jej używam A teraz do sedna. Największy mit internetu, pseudobehawiorystów oraz pseudotrenerów i najczęściej powtarzany argument brzmi: pies powinien mieć wolność. Tylko że prawdziwa stabilność psa nie polega na braku zasad. Polega na umiejętności funkcjonowania w różnych sytuacjach. Dobrze wprowadzona klatka jest jedną z najważniejszych umiejętności w życiu psa. Pies nie jest człowiekiem. Pies jest zwierzęciem, którego przodkowie żyli w norach i naturalnych schronieniach. Dla psa ciasna, bezpieczna przestrzeń to nie kara tylko bezpieczna kryjówka, w której może się wyciszyć, odciąć od bodźców i odpocząć. Prawidłowo nauczony pies sam szuka klatki, kiedy chce spokoju (i moje psy również tak robią nawet kiedy nie są w niej zamykane i mają wybór). Klatka nie powinna stać w centrum chaosu domu. Najlepiej, gdy jest ustawiona w spokojnym miejscu i częściowo zasłonięta, tak aby pies miał wrażenie nory jako zamkniętej, bezpiecznej przestrzeni. Są też sytuacje, kiedy pies MUSI być zamknięty w ograniczonej przestrzeni: transport, hotel dla psów, zawody, klinika weterynaryjna, rekonwalescencja po zabiegu i wiele innych takich jak konflikt w stadzie i niemożność zostawienia stada razem bez kontroli. Jeśli pies nigdy nie był uczony klatki, taka sytuacja jest dla niego ogromnym stresem. Paniczne drapanie, próby ucieczki, wycie, autoagresja... to bardzo częste scenariusze. Natomiast pies, który zna klatkę, traktuje ją jak znane, bezpieczne miejsce. Nawet w obcym otoczeniu. A klatka kennelowa w wychowaniu szczeniąt? To też temat, który w internecie jest kompletnie wypaczony. Klatka zaczyna się w dobrej hodowli. Dobrzy hodowcy zaczynają pracę z klatką bardzo wcześnie, bo szczeniaki od początku uczą się, że ograniczona przestrzeń nie jest niczym złym. Szczenięta bardzo szybko zaczynają traktować klatkę jak bezpieczną kryjówkę, miejsce snu i miejsce wyciszenia. To ogromnie pomaga w późniejszym życiu psa. Szczeniak, który zna klatkę, dużo łatwiej adaptuje się do nowego domu, podróży czy kliniki weterynaryjnej, zawodów, wystaw. To nie jest ograniczenie szczeniaka. To jest budowanie stabilności psychicznej od początku życia, bo za stabilność też w dużej mierze odpowiada hodowca nie tylko przez odpowiedni dobór genów. Szczeniaki też uczą się regulacji emocji. Jednym z największych problemów współczesnych psów jest przebodźcowanie. Ciągła stymulacja. Ciągłe zajmowanie psa. Ciągle, że coś się dzieje. Efekt to szczeniak, który nie potrafi się wyciszyć, reaguje na każdy bodziec, ma problemy z frustracją i nie umie odpoczywać. Klatka uczy szczeniaka czegoś bardzo ważnego: że odpoczynek jest normalną częścią życia. To fundament stabilnej psychiki psa czy pracującego czy też nie. Jest jeszcze jeden bardzo ważny aspekt, o którym często się zapomina, kiedy mówi się o klatkach kennelowych to podróżowanie z psem. Pies, który swobodnie porusza się po aucie, nie tylko rozprasza kierowcę, ale przede wszystkim narażony jest na niebezpieczeństwo w razie wypadku lub gwałtownego hamowania. Dla odpowiedzialnego opiekuna standardem jest transport psa w klatce i dla psa nauczonego klatki podróż jest po prostu kolejną sytuacją, w której może się położyć i odpocząć. Klatka transportowa działa dla psa jak bezpieczna kapsuła. Ograniczona przestrzeń stabilizuje ciało psa podczas jazdy i pomaga mu się wyciszyć. Warto też pamiętać o jeszcze jednej rzeczy: w przypadku kolizji lub wypadku pies, który biega luzem po samochodzie, może zostać poważnie ranny, wyrzucony z auta albo w panice uciec na drogę czy zginąć. Pies w solidnej klatce transportowej ma znacznie większą szansę wyjść z takiej sytuacji bezpiecznie. Klinika weterynaryjna to kolejna sprawa, o której przeciwnicy klatek zupełnie nie myślą. W przypadku operacji, hospitalizacji czy nawet kilkugodzinnej obserwacji pies zawsze trafia do klatki. Jeżeli pies nigdy wcześniej jej nie znał, w klinice przeżywa ogromny stres. Często dochodzi do szarpania się z kratami, niszczenia opatrunków, pogorszenia stanu zdrowia tylko dlatego, że pies nie radzi sobie psychicznie z zamknięciem. Pies nauczony klatki wchodzi, kładzie się i odpoczywa. To realnie pomaga w leczeniu. Jeszcze kwestia taka jak zawody, wystawy i psy sportowe, wystawowe. W świecie psów wystawowych czy sportowych klatka jest podstawą. Jeśli nie nauczymy psa wyłączać się i odpoczywać, bardzo łatwo o przebodźcowanie, frustrację i problemy z kontrolą emocji. Klatka pomaga psu zrozumieć prostą zasadę: tu pracujemy, a tu odpoczywamy. Pies, który umie odpoczywać, pracuje lepiej i wystawia się lepiej. Każdy, kto bywa na zawodach czy wystawach wie jak to wygląda. Pies nie pracuje/nie wystawia się cały czas. Większość dnia to czekanie na start. Najlepszym miejscem dla psa jest wtedy właśnie klatka, bo daje spokój, brak bodźców, oszczędzanie energii i stabilność emocjonalną. Pies, który potrafi spokojnie leżeć w klatce między startami, jest w dużo lepszej kondycji psychicznej niż pies kręcący się godzinami na smyczy wśród hałasu i innych psów. Klatka staje się problemem tylko wtedy, kiedy jest używana źle. Jeżeli ktoś zamyka psa na wiele godzin bez ruchu, używa klatki jako kary czy izoluje psa zamiast go trenować. Wtedy oczywiście będzie to złe. Ale to nie jest problem klatki. To jest problem człowieka. Prawidłowo wprowadzona klatka jest dobrowolnym miejscem psa, kojarzy się z odpoczynkiem i daje psu poczucie bezpieczeństwa. Wiele dobrze prowadzonych psów idzie do niej samo, nawet kiedy drzwi są otwarte. Klatka uczy psa bardzo ważnej rzeczy - regulacji pobudzenia. Nie każdy moment w życiu psa jest momentem na działanie. Czasami trzeba po prostu odpocząć. Psy, które nigdy nie uczą się tej umiejętności, często nie potrafią się wyciszyć, chodzą za człowiekiem krok w krok, reagują na każdy bodziec, mają problemy z frustracją i są chronicznie przebodźcowane i paradoksalnie to właśnie takie psy najczęściej mają problemy behawioralne. Brak nauki klatki też ma konsekwencje. Odradzanie klatki bez oferowania alternatywy to bardzo krótkowzroczne podejście. Bo życie prędzej czy później i tak stawia psa w sytuacji, gdzie ograniczona przestrzeń jest konieczna. Transporter. Klatka w klinice. Hotel dla psów. Zawody. Rekonwalescencja po operacji. Kolejny pies w stadzie, z którym jest konflikt i nie można zostawiać psów samych razem bez kontroli. Jeśli pies nie zna tej formy odpoczynku, każda z tych sytuacji staje się ogromnym stresem. Dlatego zamiast demonizować klatkę, warto nauczyć się jak jej używać mądrze. Bo klatka kennelowa nie jest narzędziem kontroli psa. Jest narzędziem budowania stabilności, bezpieczeństwa i równowagi. A dobrze prowadzony pies powinien umieć nie tylko pracować. Powinien też umieć odpoczywać.
  14. Ekopatologia Użytkownicy TikToka tym razem Karol porozmawia z Elą ... Będą całkiem fajne wątki, te które nie weszły (bo nie zdążyły) u Szalonego. A to nie koniec, bowiem w przyszłym tygodniu, emisja na którą wszyscy czekacie, ale o tym szaaa (peesik: będzie się działo). Tymczasem 20.00 wpadajcie do Karola na TikTok. https://vm.tiktok.com/ZN9dyTCv1r6RU-zZuim/
  15. Kasia Nowacka jest z Martą Dcht Historia Kobisia z DIOZ Kobiś trafił do Diozu po śmierci swojej właścicielki. Szybko znalazła się Dobra Dusza chętna, by podarować mu stały dom, bo miał już trzy Niestety okazało się, że Kobiś ma kaszel kenelowy i trzeba poczekać na adopcję. Po dwóch tygodniach Dioz poinformował, iż szczęśliwy dzień Adopcji właśnie nadszedł i Kobiś jest już zdrowy. No i tu się zaczyna cały schemat załatwiania takich przykrych sytuacji przez osoby niestabilne emocjonalnie, które prowadzą Polskie Psie Auschwitz 8 stycznia Ucieszona zdrowiem Kobisia nowa Właścicielka wreszcie zabiera go do domku Już w momencie odbioru zauważyła, że pies wciąż mocno kaszle. Ale zaufała Diozowi w to, że pies jest już wyleczony. W trakcie podróży i po przyjeździe do domu kaszel nasilał się jeszcze mocniej na tyle, by zaczęło to niepokoić Właścicielkę Kobiś dusił się, leżał przy misce, pił ogromne ilości wody, bardzo często oddawał mocz — w tym mocz o wyraźnie ciemnym zabarwieniu, miał gorący nos, język i nie odstępował miski z wodą. W nocy doszły silne duszności, napady kaszlu z odkrztuszaniem wydzieliny oraz problemy z oddychaniem spowodowane zatkanym katarem noskiem. Następnego dnia (piątek 9 stycznia) od razu wizyta u weta. Wstępna diagnoza zapalenie oskrzeli. Zalecenia antybiotyk, inhalacje, ograniczenie spacerów. Stan psa jednak się nie poprawiał, a nadmierne pragnienie, bardzo częste oddawanie moczu oraz jego ciemna barwa były sygnałem alarmowym. Po weekendzie ponownie wizyta u weterynarza i kolejne badania. Następnego dnia pilny telefon z przychodni z prośbą o natychmiastowy przyjazd. Wyniki Kobisia okazały się dramatyczne — ALT przy normie do 80 wynosiło, aż 5400. Pies miał zażółcony brzuszek i białka oczu, bardzo podwyższoną bilirubinę oraz inne nieprawidłowe parametry. Rokowania były słabe więc postanowiła się skontaktować z Diozem by poinformować ich o ciężkim stanie psa. Kryśka podziękowała za szybką i odpowiednią reakcje dodając, że oczywiście leczenie będzie opłacone i zaoferowała nawet specjalistyczną karmę dla Kobisia. Kobiś został wydany w bardzo złym stanie zdrowia — nikt nie zauważył żółtaczki, trzęsących się, słabych łapek. nieprawidłowego chodu, zapalenia oskrzeli, kichanie, katar, zmian skórnych, grzbiet mocno wyczuwalny, bladych dziąseł, ropnej wydzieliny z oczu, gdzie konieczna jest wizyta u okulsty ponieważ jedno oczko jest bardziej łzawiące i mrużone. Pazury długie. .Badania wykazały również powiększone nadnercza oraz dwa niemałe guzy na śledzionie. Jak wyglądała pomoc Wedle prośby Kryśki zostały wysłane faktury na e-mail. I tu wszystko byłoby dobrze, gdyby Nowa Właścicielka nie opisała stanu zdrowia psa. Jednak e-mail to już dużo więcej niż rozmowa telefoniczna Krystyna szybciutko wdrożyła standardowy plan działania Kategorycznie zaprzeczyła faktom, iz to prawda że pies jest w takim stanie. Przekręciła już nagle całą sprawę próbując wzbudzić poczucie winy za jego stan i stwierdziła, że przyjedzie i odbierze jej tego psa Czy to zwierzę zostało potraktowane, jak używane spodnie z doklejoną metką na nowo? Czy osoba, która chciała dać psu dom i nie została poinformowana, że pies jest bardzo chory nie może prosić o wyjaśnienia dlaczego, ktoś wydał psa w takim stanie? I najważniejszą kwestia jak zwykle, ta która nie jest brana pod uwagę w myślach osób, które tłumaczą sobie Psie Auschwitz na każdy możliwy sposób, ta kwestia to DOBROSTAN ZWIERZĘCIA Pies zajechany nie dość, że zdrowotnie, życiowo, bo to jego czwarta właścicielka to jeszcze na deser pobyt w NAJWIĘKSZEJ POLSKIEJ PATOFUNDACJI I teraz na zakończenie i pokazanie powtarzalności popełniania tej samej okrutnej ścieżki wojennej wobec bezbronnych zwierząt i osób, którym zależy na zakończeniu tego piekła. Po kilkukrotnym publikowaniu wyników badań i pisaniu pod postami Diozu nowej zdesperowanej i przerażonej Właścicielki Kobisia otrzymuje ona telefon, iż wreszcie faktura została jedna opłacona Zapłata bardzo zabolała Krystynę, która jest osobnikiem reaktywnym i nie rzuca swych zaklęć na wiatr. Czary Mary sprawiło, iż cudawianki dzieją się w życiu Właścicielki Kontakt z Dioz kompletnie zerowy i zakończony na niczym!!! Co będzie dalej z Kobisiem? To już jak widać nie problem Kryśki. Ale za to problemy wręcz magiczne zaczynając się dziać w życiu Osoby, która jedyne co chciała to dać psu stabilny i ciepły dom W ostatnie dwa tygodnie masa dziwnych zbiegów okoliczności czyli machina Diozu do unicestwienia niewygodnych osób ruszyła!! Zaczynając od małych kroków zobaczymy dokąd to zajedzie. Każde niewyjaśnione logicznie zdarzenie i tak zostanie Wam udowodnione!!!! Chciałabym napisać coś, by im w pięty poszło, ale przecież socjopaci nie mają uczuć. Marzę bym dożyła dnia kiedy odsiedzicie rok za każdego jednego psa i rok za każdą zastraszoną osobę, która poznała się na schemacie działa Waszego Psiego Auschwitz Świadomość, że Konrad i Eryk sami przeprowadzają różne zabiegi na zwierzętach paraliżuje mnie
  16. Vet-Alert Fundacja Ochrony Zwierząt WŚCIEKLIZNA, URZĘDNICZY UPÓR I... ZOOTECHNIK W ROLI WIRUSOLOGA. CO DALEJ ZE SZCZEPIENIAMI? Sprawa obowiązkowych, corocznych szczepień przeciwko wściekliźnie nabiera tempa. Nasz wniosek i wasze petycje skierowane do Rzecznika Praw Obywatelskich zadziałały – machina ruszyła, ale jak zawsze nastąpiło zderzenie z murem urzędniczego „nie-da-sie”. Czy tu chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze? Oto najnowsza aktualizacja prosto z frontu walki o normalność: CO ZROBIŁ RPO? Po naszym sygnale (i Waszych tysiącach pism!), RPO w styczniu zażądał od Ministerstwa Rolnictwa wyjaśnień: dlaczego w nowej ustawie zmusza się nas do szczepienia psów przeciwko wściekliźnie co 12 miesięcy, skoro nauka, wytyczne WSAVA i producenci szczepionek mówią o 3-letniej odporności? ODPOWIEDŹ MINISTERSTWA ROLNICTWA (6.02.2026) Resort odpowiedział. Według nich: zmiana nie jest możliwa. Dlaczego? Argumentacja sprowadza się do tego, że "od 1949 roku szczepimy co roku", Polska nie jest wolna od wścieklizny (mamy ogniska na wschodzie), więc... trzeba szczepić częściej, niż to konieczne. NASZ KOMENTARZ DO TEGO ABSURDU: To tak, jakby lekarz kazał Wam brać antybiotyk na zapas, „bo bakterie krążą” lub 3 razy częściej "na wszelki wypadek". Częstsze szczepienie nie zwiększa odporności, która już istnieje. Szczepionka 3-letnia działa 3 lata – niezależnie od tego, czy pies mieszka w wolnych od wirusa Niemczech, czy na Podkarpaciu! Nauka nie zmienia się po przekroczeniu granicy województwa. KTO NAM TO TŁUMACZY? Pismo z Ministerstwa podpisał Dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii – pan Wojciech Wojtyra. I tu pojawia się problem kompetencji. Pan Dyrektor z wykształcenia jest... mgr. inż. zootechniki. Z całym szacunkiem dla zootechników, ale czy to jest odpowiednia osoba, by podważać globalny konsensus naukowy z dziedziny wirusologii i immunologii weterynaryjnej? Dodajmy, że to ten sam urzędnik, który w przeszłości zasłynął z deprecjonowania działalności brytyjskiej organizacji PDSA, która prowadzi kilkadziesiąt charytatywnych klinik weterynaryjnych i otwartego sprzeciwu wobec charytatywnej weterynarii dla najuboższych w Polsce. Trudno więc oczekiwać od niego empatii wobec zdesperowanych opiekunów zwierząt. Chyba jednak wiemy już przynajmniej, do kogo personalnie będziemy kierować pozwy o odszkodowania za NOP-y (niepożądane odczyny poszczepienne) u naszych psów, zmuszanych przez system do przyjmowania niepotrzebnych dawek szczepionek. KOLEJNY KROK: PISMO RPO DO GŁÓWNEGO INSPEKTORATU WETERYNARII Wobec takiego stanowiska Ministerstwa Rolnictwa, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich skierowało kolejne zapytanie – tym razem do Dyrektor Biura Zdrowia i Ochrony Zwierząt w Głównym Inspektoracie Weterynarii (GIW). Z opublikowanych informacji wynika, że RPO po prostu zestawił przepisy z faktami: ustawa nakazuje szczepienie co 12 miesięcy pod groźbą grzywny, podczas gdy charakterystyki produktów leczniczych (ChPL) potwierdzają skuteczność szczepionek nawet przez 3 lata. W związku z tym Rzecznik zwrócił się do GIW o oficjalne stanowisko, pytając, czy utrzymywanie częstotliwości szczepień większej, niż wynika to z zaleceń producentów, jest konieczne do zwalczania choroby. RPO wniósł również o przedstawienie konkretnych danych, ekspertyz i opracowań będących w posiadaniu Inspekcji Weterynaryjnej, które uzasadniałyby utrzymanie tego obowiązku w niezmienionym kształcie. Zostały 2 tygodnie do wejścia ustawy w życie. My nie schodzimy z ringu. Główny Lekarz Weterynarii będzie musiał teraz wytłumaczyć (i poprzeć to badaniami), dlaczego polskie psy mają być traktowane inaczej niż psy w reszcie Europy. Będziemy Was informować na bieżąco! Udostępnijcie ten post, żeby pokazać, jak urzędnicy ignorują naukę za nasze pieniądze! Jeszcze czas na podpisanie petycji: https://vet-alert.org/petycje-vet-alert/petycja-szczepienie-przeciwko-wsciekliznie/ P.S. Robimy swoje, ale bez Waszego wsparcia daleko nie zajdziemy. Jeśli chcesz nam po prostu pomóc utrzeć nosa biurokracji, wpisz nasz KRS 0000559333 w swoim rozliczeniu. Twoje 1,5% robi dla nas ogromną różnicę!
  17. Sprawa częstotliwości szczepienia psów przeciw wściekliźnie. Pismo do Głównego Inspektoratu Weterynarii Pojawiły się zastrzeżenia wobec utrzymania wymogu szczepienia psów przeciwko wściekliźnie w odstępach nie dłuższych niż rok, podczas gdy – jak twierdzi jedna z fundacji – szczepionki zapewniają nawet 3-letnią ochronę Po sygnale od tej fundacji Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich prosi o wyjaśnienia Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi AKTUALIZACJA 6.02.2026: Uwzględniając sytuację epidemiologiczną w odniesieniu do wścieklizny w Polsce, gdzie ogniska tej choroby są sporadycznie odnotowywane również u zwierząt domowych, wydłużenie odstępu między szczepieniami psów nie jest aktualnie możliwe - głosi odpowiedź resortu (w załączniku) AKTUALIZACJA 4.03.2026: Biuro RPO pyta Główny Inspektorat Weterynarii, czy utrzymywanie większej – niż wynikałoby to z charakterystyk szczepionek dla zwierząt – częstotliwości szczepień psów przeciw wściekliźnie, jest uzasadnione koniecznością jej zwalczania. Jeżeli tak, prosi o dane wskazujące na konieczność utrzymywania obowiązku szczepień w niezmienionym kształcie (w załączeniu). Do Rzecznika wpłynęło pismo fundacji w sprawie utrzymania w nowo przyjętej ustawie z 21 listopada 2025 r. o zdrowiu zwierząt, zasadniczo w niezmienionym kształcie, obowiązku szczepień psów przeciwko wściekliźnie. Wynika on aktualnie z art. 56 ustawy z 11 marca 2004 r. o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt. Fundacja ma zastrzeżenia do utrzymania wymogu ponawiania szczepienia przeciwko wściekliźnie w odstępach nie dłuższych niż 12 miesięcy, podczas gdy – jak twierdzi fundacja – współczesne szczepionki zapewniają nawet 3-letnią ochronę psów przed zakażeniem. Niewykonanie obowiązku szczepienia jest zagrożone grzywną, a uzasadnienie rządowego projektu ustawy ogranicza się w tym względzie jedynie do krótkiej informacji o utrzymaniu dotychczasowego reżimu prawnego. Dyrektor Zespołu Prawa Administracyjnego i Gospodarczego BRPO Piotr Mierzejewski prosi dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii MRiRW Wojciecha Wojtyrę o odniesienie się do zastrzeżeń fundacji. V.7202.39.2025 Załączniki: Dokument Do_MRRiRW_psy_wscieklizna_szczepienia_13_01_2026.pdf Dokument Odpowiedz_MRiRW_psy_wscieklizna_szczepienia_6_02_2026.pdf Dokument Do_GIW_psy_wscieklizna_szczepienia_23_02_2026.pdf
×
×
  • Create New...