-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by WiosnaA
-
Nie wspomniałam jeszcze o ważnej sprawie. Nie mieliśmy jeszcze spotkania z behawiorystką.P.Magda powiedziała,żeby odłożyć na później z powodu na niewielkie zmiany jakie zachodzą, żeby móc zbliżyć się do Marcela,że zbyt krótko jest na lekach,żeby oczekiwać obecnie większych. Trochę później się spotkamy.
-
Ty Livko pojęcia ani świadomości mieć nie mogłaś do końca,bo i skąd. Natomiast "zoopsycholog",to nie ja prosta baba, widział zachowanie i po kilku dniach powinien bić na alarm,że miejsce takiemu psu ,jakie ma u siebie nie jest dobre!,..nawet bez opisu swoich warunków ,tylko dla dobra psa prosić na gwałt o szukanie i zabranie.Jeśli faktycznie jest tam serce. Marcel w schronie nie wspinał się po siatkach żeby wydostać,nie rzucał z gryzieniem do pracowników.Izolacja tyle czasu w ciasnym pomieszczeniu pogłębiła niektóre lęki i wywołała nowe.Sam próbował się stamtąd uwolnić. Innym psem byłby gdyby na start po schronie mógł na spokojnie świat i człowieka oglądać z normalnego kojca. Nie daję rady zaglądać na wątek Suvi widząc jaki start sunia dostała,a jaki miał Marcel. I Suvi i Lumi wyszłyby stamtąd z pewnymi traumami,ale sunie więcej szczęścia miały.
-
Zastanawiałam się czy pisać,ale postanowiłam zrobić też sobie rozliczenie i pod rozwagę niech będzie również innym na ile są "silni" pod każdym względem, żeby zaangażować się,wziąć pod opiekę tak problemowego psiaka. 1980zł kojec 450zł zakup płyty na ściany+montaż i postawienie kojca przez moich budowlańców 650zł za montaż wybiegu z przykryciem siatką 2700zł koszt +robocizna podmurówek z naprawą ogrodzenia (niepotrzebne mi było obecnie,bo inne mam w planie) 4x38zł-152zł podkłady Razem 5850zł Nie liczę, -swojej zniszczonej klatki - swoich puszek,kurczaków czy ryżu, -zniszczonych posłanek i kocy,bo cóż przy "całym" Marcelu posłanko znaczyło - km do apteki po leki, do weta po receptę Na problemowego Marcela z dogo zakupiony został wózek za 182zł i dwie sesje z behaworystą 200+150zł. Razem- 532zł Wet+jedzenie jest u każdego innego psiaka. edit. Posłanko zostało jeszcze zakupione z dogo- 102zł Niektórzy na leczenie staruszka wydaję grube tysiące,..ja też na leczenie,ale innego typu, psa młodego,choć nie swojego wcześniej. Broń Boże nikomu nie wypominam tego co wyłożyłam,..z własnej woli Marcelka przyjęłam,opłaciłam kojec i resztę, żeby pies w kojcu nie musiał ciągle siedzieć. ...rachunek sobie zrobiłam i jako info jakby ktoś chciał się "porwać" na psa w typie Marcela,bo ja biorąc niewiele o nim wiedziałam. Pomysł z wózkiem zdecydowanie odradzam,chyba,że siły fizyczne mocne. Pies jest inny od wszystkich,...choć oczka i pyszczek i nawet obecny uśmiech niczym nie różni od pozostałych,..pies nie jest wystraszony,..pies ma traumy,których pozbycie się będzie ciężkie, o ile w ogóle możliwe, główka jest zniszczona i człowiek mu ją zepsuł.Jest trudny w codziennym życiu przez swoje lęki jak również przez to,że nie można mieć nad nim kontroli,co jest bardzo istotne i ma wpływ na bezpieczeństwo jego i innych. Odnosiłam wrażenie,że moje wpisy o stanie psa nie to ,że były ignorowane,ale chyba niezrozumiałe o stanie psychicznym,o czym od początku pisałam. Kupsko gubi przy najmniejszym strachu,choć to najmniejszy z jego problemów,ale siły fizyczne mieć trzeba przy psie nieobsługiwalnym ,a obsługiwalnego na smyczce Nie Da się zrobić na dzień dzisiejszy...niżej filmik jak ostatnio zapakowaliśmy się wracać na wieś,a listonosz zagadał ze 3 metry od auta. Każdy wyjazd do lecznicy tak wyglądał,..zanim wyciągnęłam klatkę,albo dołożyłam koc, był urobiony po pachy.Obsługa u weta makabra. Brata pierwszego dnia chciał gryźć, później tylko przybiegał i szczekał,a jak brat wstał do łazienki,to uciekał i kooo gubił.Tak samo gdy przyjechał i bez przygotowania Marcela brat wszedł do domu a on był na parterze,koo po podłodze i na kanapie pogubił uciekając na kanapę.Wątek z koopami i o zasyfionym Marcelu byłby cały,gdyby o każdej koo pisać:( ..tak o tym wspominam,bo dziś sąsiad wszedł do domu gdy był Marcel i poszła koo,a tu nawet ucieczki w jednym pokoju mu nie ma:( W Białym mało wychodził z domu,widać było,że za dużo mu było odgłosów.Po tym jednym razie z dzieckiem gdzie interweniować musiałam więcej nie próbował skakać na płot i unikał konfrontacji z dziećmi,chował się do domu jak tylko usłyszał, chował się na głos sąsiada,czy kogoś w ogóle na ulicy.Leki trochę wtedy zmodyfikowaliśmy ,one są jedynym ratunkiem. Mam jednak nadzieję,że obecne warunki i leki pozwolą na zaznanie Marcelkowi spokoju i choć w części odzyska jakąś równowagę, że z czasem nauczy funkcjonować po nowemu. Jest zmiana, jest poprawa, jest spokojniejszy , ale wiele sytuacji wciąż go przerasta i pewnych spraw nie może "przeskoczyć" przez krzywdy jakich doznał. Wydaje się na swój sposób być jednak szczęśliwym w tym co ma teraz, a jak będzie dalej, życie pokaże. Marcel nigdy nie byłby/nie będzie psem gotowym do adopcji,stąd i po części moja taka decyzja nie inna.Mam tylko nadzieję,że podołam opiece. Porównując pracę z Marcelem i dzikim Morisem,która też łatwa nie była,to dzieli przepaść niestety. W imieniu Marcelka dziękuję Wszystkim,którzy w różny sposób się przyczynili do dania mu szansy na inne życie. Czy będzie lepsze,to też życie pokaże,..chciałabym,żeby było mu spokojniejsze.
-
Marcelka sofa wyglądała tak, Ciężko mi było jednak patrzeć już na to co tam było,a być musiało żeby miał miękko pod łapkami.Ciągle się wysuwało,wypadały strzępy spod koca,którego już nawet nie prałam,bo nadawał tylko do gabecia i dlatego potrzebowałam nowe posłanko,żeby móc domowe,używane któreś wziąć z domu.Kupiłam jednak duży gruby ponton,wstawiłam dodatkowe posłanka,bo teraz i Maja będzie musiała więcej przebywać u Marcelka. Nasze zapasy na trochę,...w weekend jeszcze dokupię puszek i suchej,żeby nie zawracać sobie głowy w czasie budowy z którą niedługo ruszamy.
-
Trzepnęłam muchę i Lumi się wystraszyła:(,...moje psy zresztą też nie tego nie lubią,ale wybitnie jeden wieczór muchy lazły do domu. Staranowała Majeczkę i schowałą się w kącik,...a jak Majeczka któregoś razu chciała przejść delikatnie i usiąść za Lumi ,to naburczała,czego pcha się do niej....Maja bardzo ugodowa jest i na wszystko się godzi.
-
Oj tak:),zapomniałam o tym wspomnieć...Lumi,to jest złodziej!:)...dziś kawałek ciasta cytrynowego zwinęła na tarasie,a tylko poszłam po herbatę do domu...odwrotnie powinnam wynieść:) Nic nie mogę zostawić na szafce,na stole,bo w mig przepadnie:)...kanapek już niby pilnuję,ale ona mnie i tak lepiej pilnuje Krupniczek z garnuszka jest pyszny,..kotleciki schabowe robiąc ,to z toalety korzystać nie wolno już wiem:)...skrzydełek rozmrażać na szafce nie wolno:)..jednym słowem porządku pilnuje Lumisia w kuchni:)
-
Usiadłam napisać dwa słowa o Lumi po pobycie w Białym i w temacie domku,a widzę Mari te same myśli miała co ja:) Lumisia dobrze się czuła w Białymstoku w domu,na działce (małej) luzem chodziła,szczekała kilka razy za Morisem,nawet mały mój płotek(odgrodzone krzewy) przeskoczyła szczekając:) .Chodziliśmy na spacery,ale ograniczone przez upał:( Trudno jest Lumi przekonać do obcych ludzi,sama nie podejdzie,nie weźmie smaczka. Podejdzie ze mną,postoi blisko,ale niekomfortowo się czuje.Sąsiada w Białym wiele razy widziała,podchodziliśmy blisko,postoi spokojnie,ale widziałam w niej obawę,nieufność,smaka ani razu nie wzięła od niego.Przez tydzień przyjeżdżał brat do nas,dobrze było jak on siedział,jak wstawał,to Lumi zmieszana i usuwała się na bok.Do ręki z jedzeniem podeszła po kilku dniach tylko jak on siedział. Za jedzonkiem do mnie podejdzie,ale nie na na głaski:(. Jak mam ją na smyczy,pozwala się głaskać,drapać. Ciężko będzie jeszcze z szukaniem domu,bo otwarta na ludzi nie jest.Musiałaby mieć czas na spokojne poznawanie i ktoś musiałby jeszcze pracować.Gdyby ktoś z naszych okolic trafił się chętny i wcześniej kilka spotkań zapoznawczych,to można by było próbować,ale w Polskę wysyłać do domu nie bardzo jeszcze ją widzę. Upały doskwierają okrutnie i ja mam małe pole manewru,żeby gdziekolwiek z Lumi wyruszać do ludzi.Nawet na spacery obecnie wieczorami nie daję rady łazić w takich temperaturach:(..psy też padnięte i tylko w cieniu zaszyte całymi dniami,a Lumi dół jest najlepszy,bo chyba najgłębszy,dlatego:) i akurat każdy tam pcha się.
-
Czytałam Twój post,ale w Białym kocich przysmaków nie było i nie wiedziałam,tu przyjechaliśmy i pierwsze dni nie zauważyłam,ale wczoraj niestety kilka razy ją przyłapałam:(,jeszcze może za krótko bierze tabletki?..Jedyne co, to może te tabletki mają wpływ?,może jelita i brzuszek inaczej pracuje?.. Lumi jakby zaczął poprawiać się apetyt, jeszcze nie jestem pewna, ale trzeci dzień na kolację zjada całą puszkę bez mrugnięcia (wcześniej zostawiała) i rano trochę puszki zmieszanej z chrupkami,choć to drugie ciągle jej nie pasuje.Lumi powinna trochę przytyć,ale do tej pory ciężko było z jedzeniem.Jedynie gotowany kurczak z ryżem kilka razy robiłam i baaaardzo jej pasował :), micha z górą wylizana i dokładka być musiała:)
-
Jest taki upał,że oddychać nie ma czym:(, nie mówiąc o jakiejś robocie, czy o koszeniu..,a zielsko szumi u mnie:( Marcelek wczoraj szedł sam już do domu i na razie trochę zdezorientowany był,że wózkiem nie podjechałam,a iść zapraszam.Wokół domu terenu też mamy sporo i póki co bada wszystko.Tu będzie przebywać mało,tyle co konieczne,bo od ulicy więcej sytuacji mu niebezpiecznych,a na wiele z nich nie jest jeszcze gotów. Nasze sianko:)....a wózeczek do magazynku powędruje!
-
Marysiu,z Lumi kosztów nie mam absolutnie żadnych (spacery za free daję:) ,...przygotowanie kojca tzn. wynajęcie Pana do naprawy siatki z góry, Zagrodowy wzięła na siebie. Zmienił,zmienia,.. często zwraca uwagę na to co mówię,co chcę,czasem nawet posłucha,da się uspokoić. Nie zmienił natomiast stosunku do smyczy...o tyle poprawa,że na jej widok paniki nie ma i spokojnie psy obsługuję przy nim. Przerażenie dopiero, gdy bezpośrednio jego dotyczy. Nie wiem dlaczego filmik nie otwiera,..mo,że dlatego,że 3 dałąm w poście ?(kiedyś tylko 2 można było)..wstawię jeszcze raz tu Idę do siana:), wezmę Marcelka do pomocy ,nagram filmik jakim to pomocniczkiem będzie.
-
Nie chciała wejść do domu ...w Białym luzem chodziła i po jednym dniu z wchodzeniem nie było problemu,..tu puściłam luzem,ale tu duży teren i nie to samo jednak,..niby chciała,ale bała się wejść,bała się mnie ,tuptała przy schodach z godzinę.Tu chodzenie na smyczy nam zostanie tylko. Bardzo wolno chodzi mi yotube i załadować nawet jednego filmu nie mogę:(..nie wiem co jest...jutro spróbuję,bo dziś już nie doczekam
-
Dziękujemy pięknie z Marcelkiem! My będziemy pamiętać i Wam zapomnieć o Marcelku nie damy:) Wczoraj po południu musieliśmy wszyscy biegiem zwijać się na wieś,bo Pan podmurówki wcześniej przywiózł . Przez tyle czasu nieobecności zarośliśmy tu trawami po pas,..dziś ścieżki chociaż zrobiłam,bo Marcelka prawie nie widać
-
Pewnie najwłaściwsze określenie Boguniu:) Zdarzyło się parę razy w życiu zaszaleć,ale głowę na miejscu utrzymać:) Szaleństwem było danie dt trudnemu psiakowi w czasie jakim jestem i w warunkach jakie mam jeszcze na działce:(:(....teraz Boguniu zdecydowanie ODPOWIEDZIALNOŚĆ,..na miarę,na tyle, na ile człowiek jest w stanie przewidzieć i w siłach móc zrobić,żeby na karcer wieczny psa nie skazywać. Pies był u mnie na dt,czułam się za niego odpowiedzialna,a że jest psem specjalnej troski,to i moja odpowiedzialność i cała reszta była dużo większa,a nie było wszystko ode mnie zależne.Znasz mnie od lat i wiesz jak do wielu rzeczy podchodzę... teraz nawet tę ksywę szalonej przyjmuję:)
-
Wydaje Poker:)...Marcelek ten dzień był już luzem, zaglądał, ale zwiewał na dół.Ogólnie jednak jest już dużo lepiej z facetem. Tak,Morisek,..burza akurat była,lało,a Moris bardzo się boi i leży taki zdyszany:( Lumi natomiast po kilku spotkaniach odważyła się wziąć jedzenie tak jak na filmach,delikatnie:),ale to już postęp.Na stojąco jeszcze nie podejdzie.