Nie wiem Patmol. Jak do nas trafiła jej życie się zmieniło w ciągu praktycznie jednego dnia o180 stopni.
I od tamtej chwili zaczęła żyć inaczej,uczyć się nowych rzeczy...to się stało samo..chyba.
Na początku chciałam żeby była ile tylko można na dworze. W mieszkaniu oddychała ciężko, nie wiedziałam czy jej za ciepło, bo miała inne, "dzikie" futro i była przyzwyczajona do życia na dworze. A być może to był stres, lęk. Wychodziłam z nią ciągle i bez względu na pogodę. Chodziliśmy ( Reksio oczywiście z nami) po polach, czy deszcz,czy zimno, bo wydawało mi się,że Misia tego potrzebuje, że nie mogę dzikiego pieska zamknąć w czterech ścianach i zafundować mu takie "miejskie" życie. Że jestem jej to winna,skoro ją wybrałam, złapałam, zabrałam...Żyłam ciągle taką presją, że Misia musi być codziennie wiele godzin wybiegana.
Zabij - nie wiem czy to moje przekonanie, czy jej rzeczywiste potrzeby.
Potem się to powolutku z biegiem czasu wyrównywało, ale do tej pory jak dwa dni z rzędu nie możemy iść na długi spacer, to mam wyrzuty sumienia i mnie nosi. Kupuję wtedy śmierdziele, bawimy się twisterem, chcę im ( jej) to jakoś wynagrodzić.
Nie wiem czy wiesz o co mi chodzi.