Z naszą Miśką było tak, że Pan Adam ją zamknął w budce, przybił gwoździem deseczkę, zostawiając od góry lukę i czekał na Jarka ( męża Amikat).
Była noc, więc to też troszkę dlatego te środki ostrożności.
Jak Jarek przyjechał, zabrali do smochodu całą budkę.
Nie mogliśmy ryzykować, że Misia ucieknie przy przekładaniu do kontenerka, bo był mróz, na dodatek mała była już w ciąży...
Pojechała z całą budką.
Trzymam kciuki, żeby Wam się udało i to za pierwszym razem, żeby Żabka się nie zraziła i w razie nieudanej akcji nie uciekła w inne miejsce i nie wycofała się jeszcze bardziej.