Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. A czy była widziana w okolicach Biedronki PO tym jak ją łapaliście i nawiała pod Polar? Czy PRZED? Bo jeśli po, to jest szansa, że krąży w tym samym rejonie, jak tylko przed, to może już stamtąd uciekła (a okolice Polaru, Kłokoczyc, stacji PKP są okropnie trudne do przeszukiwania, a nawet do wejścia na ten teren). Ja też 2 godziny się kręciłam trochę pieszo, trochę autem. Padał śnieg, ona mogła się zaszyć pod dachem, czy to śmietnika, czy to jakiejś firmy, altanki, czy klatki schodowej. Chyba tylko plakaty pozwolą ją namierzyć.
  2. O matko, pod tą Biedronką też byłam, rano. Okropna pogoda, śnieżyca. Biedna sunia, bardzo się boi. Ja tam zaraz jadę. Będę się przemieszczać w stronę Pawłowic a później w stronę Polaru i dalej w kierunku torów przy stacji Psie Pole i obejrzę obie strony tej drogi. Będę od 18:30, przez godzinę-dwie. Jakbyś ulvhedinn ją namierzyła, dzwoń 603569417, to podjadę, będzie łatwiej razem. Na Okulickiego też u weta zostawię wiadomość (niestety tylko karteczkę z nr tel. i opisem suni - drukarkę mam zepsutą).
  3. Ja też bym wolała, żeby go wziął ktoś z "naszych", bo ci, którzy adoptują słodkie szczeniaki ze schronisk często się ich pozbywają po jakimś czasie. A Saththa nie będzie miała takiej możliwości, bo ją byśmy dopadli, gdyby miała takie haniebne pomysły.
  4. W sumie nie wiem, czy dobrze, że krąży na fejsie. Zawsze boję się, że jakieś podłoty podchwycą pomysł jako dobry, żeby się nie nudzić, a sami nie wpadliby może na to.
  5. Tekla, dziś zawiozłam do badania siki (koloru prawie czerwonego) i wet pocieszył mnie, że ma nadzieję, że ona jest "tylko" chora, bo choróbsko się wyleczy, a tak już do końca życia trzeba by było podawać syrop na to nietrzymanie moczu. USG pęcherza super, ścianki cienkie, żadnych kamoli. Czekam na wyniki moczu i duży profil krwi. (sorry, Waszko, że na Twoim wątku, ale swojego nie mam, to się podczepiam).
  6. Będę czujna, jak będę jeździła (rano jadę do weta tamtędy i wracam). Biedna, tak krótko była w ds, że nie wiadomo, gdzie się będzie snuła teraz i czego szukała. Poker, mnie kiedyś przez przypadek tylko drasnęła Grace, bo wystawiłam nogę, jak ona rzuciła się z zębami (w innym celu, nie na mnie). To z powodu szybkości, jak tak szybko kłapie i przypadkiem trafi, to naprawdę tnie jak toporem. Miałam też niezłą ranę, choć nie aż taką, brr.
  7. [quote name='Poker']Niezła jazda, chyba bym zawału dostała albo to ja bym była pogryziona, bo pewnie straciłabym głowię i wlazła między psy.[/QUOTE] Ja prawie między nie wlazłam, bo inaczej by nie dotarło, ze wrzeszczę "Spokój". One na szczęście chciały to zakończyć i chyba pasowało im, żeby to przerwać (a ja już kombinowałam, którą za nogi łapać i odciągać, ale tyle tam nóg było, że trudno było coś zobaczyć). Tak naprawdę to przemknęła mi najgorsza z myśli. Ale w sumie to łagodne suki są, nieagresywne jednak. Same się chyba zdziwiły po fakcie, że taką zadymę zrobiły. Teraz grzecznie śpią wszystkie 4 przy biurku koło mnie i każda którąś dotyka jakąś częścią ciała.
  8. Zgredek taki poważny, że aż śmieszny, zwłaszcza w tym ubranku. Jego miny chyba najbardziej wyraziste. Ale wszystkie są superaśne. Figa widać, że jeszcze nie potrafi się tak rozluźnić, jak te pędziwiatry, ale już i tak zrobiła postępy. A moja Grace biedna - myślałam, że jest już lepiej, bo nie było dziś żadnych plam na podłodze i legowiskach. A teraz widzę, że ona po prostu dokładnie wylizuje podłogę, jak pomoczy. I bardzo się zmieniła - posmutniała od tych kliku dni, jakby nie umiała zaakceptować, że brudzi własny dom. Przestała się też kłaść na legowiskach, bo chyba widzi, że tego nie zliże. Smutno mi, jak taką ją widzę. Dziś nie złapałam sików. Może jutro się uda i zawiozę rano do laboratorium. A jak nawet nie, to i tak jutro ją biorę do weta. Może da się to poprawić lekami.
  9. Dziś po pracy przeżyłam chwile grozy. Towarzystwo było prawie 8 godzin samo, więc na spacer wybiegło z ogromnym impetem, wpadając na siebie, wskakując , zapraszając do zabawy, ale takiej ostrej. Ostatnio Shila z Hondą dość ostro się bawią, trochę to ograniczam, bo siły mają nierówne, ale Shila wygląda na taką, która lubi nieco adrenalinki, a Honda nie używa całej swojej siły, no i jak Shila pokazuje, że już nie chce, to Honda respektuje te sygnały. Jak tak ostro zaczęły spacer, to ja żeby je zająć i wyładować zgromadzoną energię, zaczęłam rzucać patyki (a właściwie źdźbła kukurydzy, bo mamy tu resztki pola kukurydzianego). Podjęły zabawę, biegały jak szalone, świetnie się bawiły i nagle Shila tak się rozkręciła, że zaczęła robić wokół mnie kółka, wskakiwać na mnie, a nawet podgryzać. To Honda to samo, bo przecież Shila nie może mnie mieć na wyłączność i podgryzać mnie. Wyglądało to zabawnie, ale one dostały jakiegoś amoku. Honda złapała źdźbło i zaczęła z nim podskakiwać, podrzucać je sobie i łapać, a Shila dawaj, za nią i chce zabierać jej to to źdźbło. No i zaczęło się kotłowanie, szybko skończyły się żarty, a zaczęło gryzienie. Wkroczyła Grace, żeby je rozdzielać, no i już nie wiedziałam kto kogo gryzie taki jazgot się zrobił, szał ciał, warkot i pisk Shili. Trwało to moment, wrzasnęłam żeby był spokój, ale one chyba też już miały dość i przestały. Hondę złapałam, żeby skarcić, było jej wyraźnie głupio, przepraszała. Shila otrzepała się, Grace i Tajga jakieś nieswoje się zrobiły i wszystkie razem, jak gdyby nigdy nic, grzeczniusio, spacerkiem zaczęły iść sobie w stronę domu, wcale nie dopominając się o dalszy ciąg spaceru. Obejrzałam Shilę w domu - nie ma nawet draśnięcia. Duże też. A jakby ktoś tę akcję widział, to mógłby pomyśleć, że dotkliwie się poraniły. A co ja przeżyłam, to trudno opisać, bo w końcu Shila jest u nas 2 miesiące, więc przemknęła mi myśl, że może jej nie akceptują do końca i ten moment wykorzystają, żeby wyładować zazdrość, że ona jest z nami, a one musiały to grzecznie znosić.
  10. Jak będę znała konkrety dotyczące przyjazdu p. Kai, to jakoś dopasujemy się, żeby jednak była możliwość przejścia się na łąkę, porozmawiania, przekazania i pokazania wszystkiego co ważne.
  11. [quote name='malawaszka']myślałam, że o tej środzie to już jakieś ustalenia konkretne były :lol:[/QUOTE] To ma być wtorek lub środa, ewentualnie czwartek.
  12. Za parę dni dowiem się, jaki to dzień tygodnia będzie i próbuję tak to zorganizować, żeby być osobiście i nie ograniczyć tego do 5 czy nawet 15 minut. Jakby co, to przecież wyjazd służbowy jest na dzień, trzeba stawić się raczej rano. Jakby wypadło w środę, to pojadę do Wrocka rano po p. Kaję, przywiozę do mnie, pójdziemy na spacer, a później pojadę do pracy i ją odwiozę (zaczynam od 11:00, mogę załatwić, że to przesunę nawet na 11:30). Wieczorem tylko oddanie psa, żeby nie musiała się z Shilą włóczyć po Wrocku bez sensu przez cały dzień, kiedy koleżanka jest w tej pracy, do której przyjedzie. To samo wtorek, też zaczynam późno. A w czwartek mogę być w domu nawet już o 15:00, jest wtedy jeszcze jasno. Gorzej, kiedy w pracy u mnie będzie jakaś nasiadówa, o tym dowiaduję się na 1-2 dni wcześniej dopiero.
  13. [quote name='Saththa']hmmmm w sumie mając na uwadze przyjęcie pod dach psa, któremu i miski i legowisko i smycze i obroże... to możliwość zaoszczedzenia 300zł... jest miła...[/QUOTE] Jak przyjadą w tygodniu, późnym popołudniem, to będzie ciemnawo i nici z mojego planu, żeby naocznie zobaczyli jaki to włóczykij. Chciałam wziąć ich z psami na łąkę na 15 minut choćby, tak dla zademonstrowania zachowań, jakie ona przejawia "na wolności". Bo mówienie to jedno, a zobaczenie na własne oczy zagrożeń, to coś innego. To by na pewno zadziałało najbardziej profilaktycznie w temacie spuszczania ze smyczy. A w dodatku jak to będzie środa, to wracam dopiero o 21:30 i nie ja wydałabym psa, tylko mąż. Albo ja, ale w mieście, w przelocie, bez możliwości sensownej rozmowy. U mnie zresztą zawsze może wypaść w pracy jakaś rada, szkolenie itp. i wtedy po południu i do wieczora muszę też być w pracy.
  14. Dziś po raz kolejny stwierdzam, że Shila tą mądra sztuka. Na spacer wzięłam smaczki, żeby utrwalić przywoływanie dużych i uczyć małą. Niestety mała cholera jak tylko podbiegała, to metr ode mnie zawracała i w długą (ostatnio rzeczywiście łapałam ją tylko w związku z zapinaniem na smycz). No a duże prawie wykończyły smaczki, bo musiałam jakoś nagrodzić za przypędzenie do mnie. Za którymś razem Shila też zdobyła się i podeszła. Dostała smaczki i nie zapięłam jej! Następne przywołanie i... Shila jest przy mnie i nie ucieka. Znów smaczki. Za trzecim razem już nie miałam smaczków, ale pogłaskałam, wypuściłam. Na każdym spacerze muszę ćwiczyć podawanie smaczków, to może dotrze do włóczykija, że warto przybiegać. Muszę też na chwilę przypinać i zaraz puszczać, żeby też się przyzwyczajała.
  15. Przypomniała mi się nie tak wcale dawna sytuacja (z dogo), że ON zagryzł małą adoptowaną (albo tylko przebywającą na dt, nie pamiętam) sznupkę. Co prawda ON był niewiadomego pochodzenia, przygarnięty, więc nie wiadomo jak mógłby reagować, ale to i tak było straszne i nic tego nie zapowiadało, jak pamiętam. Dlatego dobrze, że Sary nie zostawiłaś. Nawet jak miałoby się potoczyć pomyślnie, to jednak kosztem dużego lęku małej, a po co fundować jej stresy. Dość już przeżyła.
  16. Ja mam taką naturę, że zawsze szukam dziury w całym, rozważam wszystko na 100 sposobów. Też w związku z tym mam różne wątpliwości (ale je miałam przy każdym psie, którego wydawałam). Np. to, że dopiero za kilkanaście dni pani przyjedzie zabierając się z kimś, kto jedzie służbowo. Wyobrażałam sobie, że namówi męża na wyjazd po Shilę (tak pisała). Wiem, że paliwo jest nietanie, a Kraków daleko od Wrocławia, ale zawsze włącza mi się takie myślenie, że przecież wydatki na psa też są niemałe (chyba, że ktoś stawia na chappi i będzie oszczędzał na weterynarzu). I zaczynam mieć wątpliwości. Mój mąż podszedł do tych moich wątpliwości bez emocji mówiąc, że jak można nie wydać paru stów, to lepiej ich nie wydawać, bo jednak 2 x 300 km to 250-300 zł, więc sporo, więc się nie dziwi. I tak biję się z myślami w tę i w drugą stronę.
  17. Teraz tylko już muszą ustalić termin, kiedy będę mogli przyjechać, bo mają trochę jednak daleko. Najprawdopodobniej przyszły weekend.
  18. Czekam na maila, niech ludzie po wizycie raz jeszcze sobie przemyślą to wszystko. Bo musieli odpowiadać na wiele trudnych pytań. Może coś teraz widzą w innym świetle.
  19. Ale śniegu! Nika szczęśliwa, jak widzę. Pięknie tam, w Krainie Twojego Dzieciństwa. I dom też ma swój klimat.
  20. Jak tak sprawy się mają, jak tak reagował na Sarę, to przecież naturalne, że jej nie zostawiłaś. A czy zapoznawaliście się na neutralnym terenie? Moje suki nie akceptują, jeśli pies wchodzi do nas bez zapoznania na neutralnym terenie i powrotu razem ze spaceru. Takie przypadki przerabialiśmy, jak ktoś z gości sobie z psem przychodził i albo na ogrodzie, albo bezpośrednio w domu było pierwsze spotkanie. Po prostu bardzo nieprzyjemne (agresywne) przyjęcie psa, który wszedl do domu lub ogrodu. Z tymczasami więc zawsze chodzimy najpierw na zewnątrz, daleko od domu na spacer, druga osoba idzie naprzeciw z domowymi psami. Nawet w środku nocy, jak przyjechałam z Shilą, tak to urządzaliśmy. Wtedy jest OK. Niby mała różnica, ale jednak coś w tym chyba jest.
  21. Właśnie baardzo długo rozmawiałyśmy z weszką. Dom jest bardzo pozytywny, psiolubny, ludzie spokojni, ciepli. Z olbrzymem przechodzili różne rzeczy (na starość potrzebował częstych spacerów, miał kłopoty ze zdrowiem. Wszystkie trudne kwestie weszka poruszyła i wygląda na to, że chcą i będą potrafili sobie poradzić. Dom "pełen życia", z dziećmi nie mogłoby być inaczej. Shili sprzed miesiąca bym tam nie oddała na pewno. Wycofanej, nieśmiałej. Ale to już jest inny zupełnie pies. Właśnie mój wnuk jest z nami, biega i strzela (ostatnio interesuje się walkami wschodu, gwiezdnymi wojnami itp.). Ona nic sobie nie robi z tego. Jak jadł, sępiła od niego dość mocno jedzonko. Jest bardzo mądra, wie, na ile może sobie pozwolić, co jest opłacalne, a co nie. Dziś zdecydowała, że woli zostać na ogrodzie, ale wolna, niż wyjść na zewnątrz na lince. Robiła kilka podejść do furtki, a ja przy furtce schylałam się, żeby ją zapiąć. Ona w tył zwrot. Więc ja zaczynam otwierać bramkę. No to ona znów przy mnie. Więc zaczynam ją znów zapinać. Ona w tył zwrot. Tak kilka razy. A później otworzyłam, wypuściłam psy, a ona po prostu się odwróciła i poszła zwiedzać działkę. Już się nie próbowała nawet przemknąć. Żadnych protestów, że my wyszliśmy i została sama. Miłe przywitanie po naszym powrocie. Jedynie muszę przekonać nowych ludzi, żeby za żadne skarby nie dali się zwieść jej niewinnej mince i nie puszczali jej wolno, bez smyczy. Jak ją przyzwyczają, że inaczej nie można - zaakceptuje to. Jak raz wypuszczą - nie będzie łatwo wytłumaczyć jej, że musi chodzić zapięta. A ten ich las to już nie jest las daleko od cywilizacji, ale Kraków, niedaleko przebiegają drogi z autami. Za duże ryzyko, że coś by się jej stało. Trudno wybrzydzać, jeśli ludzie są pozytywni. Przecież to najważniejsze. Oczywiście można wyobrazić sobie lepsze pod niektórymi względami domy, ale nie jest ich za wiele, może zbyt długo trwałyby poszukiwania i więcej szkody niż pożytku z tego, bo może lepiej nie przywiązywać jej do nas za bardzo. Jest już odpowiednio "wzmocniona", żeby dać sobie radę w "nowym życiu", tak sądzę. Jakby chciała "głuchnąć" i sobie pochodzić, to nie tylko pani z 2.małych dzieci jej nie złapie, ale NIKT nie byłby w stanie. Dlatego żaden dom tu nie byłby lepszy, chyba, że z dobrze ogrodzonym ogrodem, a i tak na spacerach musiałaby być zapinana, bo przecież ogród to dla psa wcale nie taki raj, jeśli nie wychodzi na spacery.
  22. [quote name='malawaszka']Cholera... uroki życia na wsi... :placz:[/QUOTE] Nie tylko na wsi. Złomiarze są wszędzie - u nas w szkole wciąż kradli klapę od studzienki ze zlewkami, a było to bardzo niebezpieczne, bo jakby dziecko rano idące tamtędy do szkoły wpadło, to po nim. A zwykle kradzież była zauważana rano, na szczęście obchód konserwatora jest ciut wcześniej niż pora przychodzenia dzieci do szkoły i zdążał zabezpieczyć.
  23. [quote name='zerduszko']Okropne to, ja się tak cieszę, że nauczyłam moje suki "na smyczkę" i wtedy czekają obie ładnie :) Kiedy ta wizyta, bo się pogubiłam.[/QUOTE] Moje duże też czekają ładnie. A ten włóczykij myśli tylko o szwendaniu się... i tarzaniu w g... Dziś znowu musiałam zaliczyć kąpiel ze śmierdzielem. W dodatku wykończyła mi ostatnią butelkę szamponu i rano muszę jechać do City, bo nie mogę zostać bez zapasu. Wizyta dziś (tak weszka pisała w środę...).
  24. Poczytałam sobie i niestety jest to prawdopodobne u starszych suk dużych ras, zwłaszcza po sterylizacji (jakoś nie wpadłam na to, że nie mogę jej wystawiać...). Strylkę miała prawie 3 lata temu. A ma już ponad 8, w dodatku wiele razy narkozy. Ale podobno daje się to zatrzymać bez zastosowania terapii hormonami. Muszę do weta z tym (poobserwuję sobie ją najpierw dziś, zwłaszcza w nocy). Może się zacząć nawet i 3 lata po sterylizacji.
  25. Jakbyś jeszcze WZ mrozik zesłała oprócz śniegu, to też nie będę miała nic przeciwko. Ja tylko nie znoszę błota, a śnieg + mróz są OK. Mam też pytanie z innej beczki, ale tu zagląda pewnie ktoś z podobnymi doświadczeniami, więc pytam. Moja Grace ostatnio zaczęła od czasu do czasu popuszczać mocz w czasie snu. Myślałam tak ze 3 tygodnie temu, jak jej się to ze dwa razy zdarzyło, że jakaś podziębiona, ale samo przeszło, więc odpuściłam. Dziś w nocy i wczoraj znowu jej się to zdarzyło (a nie są to małe ilości, niestety w przypadku 40kg psa). Chyba wybiorę się na zbadanie sików, ale może coś doraźnie poradzicie... Bo to najwcześniej jutro, o ile laboratorium nasze działa. No i myślałąm o pieluchach (takie dla dorosłych?)
×
×
  • Create New...