Słuchajcie, słuchajcie, dzwoniła jedna Pani w sprawie Paury!!!
Chociaż za wczasu nie chcę się cieszyć. Pani mieszka obecnie w Katowicach-Szopienicach. Mieszka u rodziców swojego chłopaka. I tu coś nie do końca mi pasuje, bo jak spytałam czy wszyscy na psa się zgadzają to zaczęła mówić, że jej niby teściowa powiedziała jej, że albo pies albo szczur (ma szczura?)... a co zrobi ze szczurem, wywali go? Mówiła, że miała amstaffa i już nie żyje. Pytała się też czy musi płacić za Paurę w schronisku, bo jej chłopak wyjechał do Wrocławia do pracy i została bez pieniędzy, dziwne.
Nie oddam Paury byle gdzie i dlatego zaraz idę na wątek katowicki prosić kogoś o wizytę. Umówiłam się z Panią na jutro, na wieczór, że się zdzwonimy.
Co o tym myślicie?