-
Posts
42560 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by zuzlikowa
-
Boryska juz w kochającym domku. Zdjęcia z domku na 13 stronie :)
zuzlikowa replied to J_ulia's topic in Już w nowym domu
...cudności...tak pieknie i szczęśliwie wyglądasz!Tak się cieszę! -
[quote name='Atrisko']A najcudowniejsze jest to że Twoja radość jest naszą radością.... Twój spokój spokojem Bercika...a Bercik wielką miłością.... Bercik...uszy do góry i pamiętaj masz tak robić,żeby Twoja Pani się nie martwiła.... Bardzo się stara...naprawdę bardzo,ale teraz to już nie zależy tylko od niego... [quote name='matrioszka2']A ja tam miziam zuzlika :loveu::loveu::loveu:, bo bez Niej nie byłoby co miziać. O ! ...potrzebne mi to teraz...bardzo... Dzisiaj byliśmy z Bercikiem u weta...zdjęte szwy- ranka pięknie zagojona,bledziutka... Przedyskutowałyśmy dalsze leczenie... Bercik już dwa z trzech składników proponowanego zestawu dostaje...musiałby mieć dołożony jeden składnik V..(nie pamiętam nazwy-vinkristina...jakoś tak)-ostra,typowa chemia. Przed tym poprosiłam o usg i prześwietlenie klatki piersiowej...pojechaliśmy do Bielska...Bercik został przyśpiony...i prześwietlenie klatki piersiowej pokazało bardzo duży przerost serca,cienkie jego ścianki i wieniec powiększonych węzłów węzłów chłonnych wokół...uzupełniająco zrobiliśmy usg serca- serce przykurcza się jedynie nieznacznie,ścianki są mało elastyczne...usg jamy brzusznej- w nerkach, wątrobie i śledzionie wyraźne zmiany. Niestety wygląda na to,że nastąpiły przerzuty na wszystkie narządy...najbardziej jednak niepokoi serce-nadmiernie przerośnięte,cinkie ścianki o małej elastyczności...pod znakiem zapytania jest dalsza chemia-istnieją obawy,że serce może nie wytrzymać...dostałam zalecenie-do czwartku kontynuować dotychczasowe leczenie(mam wrażenie,że wetka chce się skonsultować),w czwartek rano wizyta...jutro mam przyjechać po receptę na opiaty przeciwbólowe. Bercik bardzo źle zniósł przyśpienie...długo się wybudzał,nie umiał zorientować się gdzie jest...w drodze powrotnej(20km) musieliśmy stawać 5 razy,bo zaczynał ...płakać.Po raz pierwszy słyszałam go płaczącego.Wychodził z samochodu i biegał bez celu usiłując zrobić siku...robił wrażenie nieprzytomnego.Taki stan trwał do ok 20...20,30.W domu przysypiał przykryty kocem,zrywał się i prosił o wypuszczenie do ogródka,zjadał i znów usypiał obok...kilka razy nie wytrzymał i popuścił mocz.Teraz odzyskał świadomość już w pełni...zjadł znowu i pobiegł spać obok męża. Zapłaciłam resztę z kosztów operacji i za badanie histopatologiczne...270zł Badania...usg jamy brzusznej i serca ,prześwietlenie...180zł ps...wybaczcie suchy ton...jeszcze nawet nie umiem się zbeczeć...
-
...no i jak tu nie mieć oczu na mokrym miejscu...czytam tyle pieknych słów...tyle ciepła dochodzi do nas...tyle wiary... tak wielka pomoc...jak tu nie mieć oczu na mokrym miejscu... Dzisiaj wpłynęło 710zł dla Bercika(wklejone w 1 post)...jutro już mogę bez obaw pytać o konkretne leczenie...mogę zadawać konkretne pytania...nie muszę się bać,że nie będę miała pieniędzy...nie muszę siebie obwiniać...i jak tu nie mieć oczu na mokrym miejscu... Nawet nie wiecie jak bardzo doceniam najmniejsze gesty wsparcia dla mojego gigancika i dla mnie...Dziękuję!!! Już tylko napiszę,że fotki porobione,ale nie dałam rady wstawić...Bercik dziś był znacznie spokojniejszy...ZNACZNIE SPOKOJNIEJSZY niż przez ostatnie wszystkie wieczory,ale spał ułożony na moich nogach bez mała...i zwiększyłam mu porcje(straszliwie mu w brzuchu burczy,a wiatry ma tak przeraźliwie ś...dzące,że trudno wytrzymać w pokoju)...
-
Bercik,wielkolud łagodny jak szczenie-wrocił do domu.
zuzlikowa replied to giselle4's topic in Już w nowym domu
[quote name='KWL']Jeśli ta Warszawa wypali to chętnie zrobię wizytę przedaadopcyjną :-)[/QUOTE] Zamachaj kawałeczkiem ogonka kaukaziego i już jest KWL...cudnie! Jeśli się domek zdecyduje,bedziemy miały najbardziej rzeczową wizytę domku dla kaukazika...fajnie! Niechby to był ten najlepszy domek...ten właśnie od Bercika!Czekamy! -
Dużo,halciu...dużo...a zupełnie nie wyglądało tak na początku...chyba dlatego tak tego czorta pokochałam...choć ostatniego nie przewidziałam...ale przyznam Ci się,że jak słyszę to jego spokojne pochrumkiwanie jak śpi...to mlaskanie i następujący po nich wydmuch powietrza...nie oddałabym ani jednej chwilki i nie wyobrażam sobie,zeby go nie było...małżeństwo śmieje się czasami,że przecież nie mogliśmy go oddać komukolwiek,bo to jego "zachipował" Bercik trzy razy... Nawet damulka Zuzia wyżywa sie po nim pyskując strasznie,burcząc na niego o byle co...jednak jak zniknie jej z oczu biegnie swoim kurcgalopkiem sprawdzić gdzie jest,albo narobi strasznego ryku.
-
hihihi...chcesz rozszerzyć krąg osób sadystycznie molestowanych przydługimi tekstami?...to absolutnie sadyzmem by pachniało... choć prawdę powiedziawszy,są sytuacje lub skojarzenia,które zupełnie same się piszą i wtedy muszę się jedynie hamować...a Bercik to bardzo wdzięczny temat do takich historyjek...i jak zauważyła t-kasiek...wciąż pełen życia i chęci do chłonięcia go! Jeszcze nie raz uda mi się puścić wodzy pisaninie...i obyście przetrzymały te elaboraty:evil_lol:...beniki wolą bym nie zaczynała im niczego tłumaczyć...nawet przygłuchy Bercik ma wtedy dość!:cool3:Zdecydowanie wtedy uciekają udając,że chcą spać! Niestety dzisiaj nie idziemy do weterynarza...nie ma naszej pani wetki...umówieni jesteśmy już ostatecznie na jutro. Trochę niepokoju znowu wczoraj było...zaczyna to już być normą-spokojny dzień i niespokojne wieczory i noce(wstaje i kilka razy wołając o wypuszczenie do ogródka)...usypia spokojniej gdy leżę w łóżku z ręką położoną na jego łapce.Widzę wyraźnie jak wycisza i spłyca się oddech...pomlaskuje i po chwili(jak dobrze pójdzie) uśnie.Nie uda mi sie jednak wtedy przemknąć do komputera...przebudza się i jeśli nawet nie zmienia pozycji,to sprawdza czy śpię...jeśli mnie nie ma ,zaczyna się bieg po całym domu i szukanie...jeśli jestem,znowu kilka głebokich westchnięć...kilka mlasknięć...kilka podrzutów ciałkiem i śpi dalej. Zaraz idziemy na spacer...a nasypało sniegu u nas nie mało...ciekawa jestem,czy dziś znowu cwaniaki będą chciały chodzić wydeptanymi ścieżkami,czy dadzą się nakłonić do zerknięcia w dziewicze tereny...zobaczymy.
-
Ciężko jest przebrnąć przez tą ponad setkę stron...zrobię,krótką zbitkę info o Berciczku...takie krótką(ciekawe kto w to uwierzy?) notkę. Bercik,początkowo zwany Bethowenem,traci dom już w 2007roku...sprawy rodzinne włascicieli doprowadzają do tego,że zostaje umieszczony tymczasowo w ogrodzie znajomych właścicielki...tymczasowo trwa aż rok i okazuje się,że wybór był zły-pies jest zaniedbany,wyraźnie wychudzony(późniejsze obserwacje prowadzą też do opinii,że musiał być bity)...właścicielka zabiera go do 2 pokojowego mieszkania w bloku...codzienne trudności,kłopoty z sąsiadem i właścicielka wpada na pomysł,by skrócić męki psa...5 letniego Bethowena postanawia uśpić,by się nie męczył. Dowiedziała się o tym Budrysek...przekonała właścicielkę,by odroczyła wyrok i zaczęła poszukiwania domu...Bethowen trafił do domu w Łaziskach...siedmioro dzieci...remont i remontujący go ludzie...drugi benio-sunia...wydawało się,że bedzie dobrze,ale Bethowen był sobą(a nikt nie domyślał się nawet,że nie słyszy!!!)-łapał za rękę zębam,prosząc o uwagę machał łapą...obcych,straszył...tak więc po tygodniu stracił dom...14 sierpnia 2008 zostaje wykastrowany(właściwie przeprowadzona jest typowa operacja-jest wnętrem i drugie jajeczko znaleziono za nerkami...ma mocno rozpłatany brzuch) i 15-ego jest już u mnie. Kilka dni wystarczyło by zauważyć brak reakcji na dźwięk...okazuje się,że ma tak poważne zmiany zapalne uszu,że doszło już do trwałego zniekształcenia kanałów słuchowych,małżowiny usznej...a stan zapalny utrzymuje się nadal w ostrej formie...i tak zaczęło się leczenie uszysk...udało się wyjść,ze stanów zapalnych i polepszyć nieco słuch...w domu,przestrzeniach zamkniętych słyszy wysokie podniesione głosy...na otwartej przestrzeni niestety jedynie przeraźliwe gwizdy i to z odległości ok.1m...ale nawet wtedy nie lokalizuje go... Nauczyliśmy się korzystać z tego co mamy i Bethowen został Bercikiem...chodzenie na smyczy opiera się gł na sygnałach "pociągowych"-system pociągnięć linką i sygnałach manualnych...ja se gadam i macham rękoma-zgodnie ze swoją naturą,więc jakoś to idzie...stany zapalne uszu wyleczyliśmy trwale,ale z grzybem walczyliśmy stale...Bercik coraz bardziej gubił swoje strachy,po drodze podgryzając moje małżeństwo i synka...uspakajał się w swoim pędzie do wiecznego jedzenia... i pojawił się dom w Toruniu...znowu sunia benka ze schronu...dom z ogrodem...mieszkałby w domu...nic nie wystraszyło pań...zakochały się... Panie przyjechały 500km...poszłyśmy na spacer...mówiłam jak sobie radzić...jakie ma problemy...dziecko chodziło obok,głaskało...po 5 godz.uspokoiłam się i pojechał!...wrócił po 40godzinach w nocy-wykończony,nie rozpoznający mnie,nie dajacy wyprowadzić się z auta...atakujący w amoku...wrak i fizycznie i psychicznie... W Kętach był inny...tak podsumował dom tę sytuację,wcześniej tworząc obraz agresora... Wtedy obiecałam mu,że nigdy nie powtórzy się taka sytuacja...nigdy...i nie powtórzyła się. Od września już oficjalnie podjęliśmy decyzję,że Bercik zostaje u nas...świadomi wszystkich trudności...i tu jest bzdet- nie byliśmy świadomi trudności,ani na początku przyjmując Bethowena do siebie...ani nie byliśmy w pełni świadomi podejmując decyzję we wrześniu o pozostawieniu Bercika na zawsze...można powiedzieć,że mieliśmy jakieś wyobrażenie i strachy...i determinację! Nawet dziś do końca nie jestem świadoma tego co może się przydarzyć...ale wiem, już wiem,że nie zabraknie mi właśnie determinacji by Bercik żył normalnie(uczepiłam się tego słówka) i bez cierpienia i bólu jak długo się da...chorobę też oswoimy...nie mamy wyboru. Dlatego dziękuję,że mamy Was...
-
Lolusiu, uwidzieć Cię i nie zakochać się?...niemożliwe! Poznać smak Twojego przywiązania i nie pokochać?Tym bardziej niemożliwe...togaa,rozumiem i nie pytam. Trzymajcie się cieplutko nie tylko w ten mroźny dzionek!
-
Pitek po walkach - wesoły i wrażliwy TWARDZIEL szuka spokojnego domu..!
zuzlikowa replied to mru's topic in Już w nowym domu
To ja choć w ten mroźny dzionek dzieńdoberek wrzucę chłopakowi bullowatemu...szybko zdrowiej i pokaż swój prawdziwy charakter-wspaniałego Pitka-Igorka! -
Loriku...jestem,jestem,a Ty pokazuj się Murkom...brziszko też bym pogłaskała,ale niech idzie to normalnym tokiem...zacznijmy od głaskania grzbieciku...to naprawdę bardzo miłe! A przyszedł mi do głowy taki pomysł- nie warto z Lorikiem jakiegoś fajnego psiaka umieścić...takiego,który i na psy i na ludzi reaguje radośnie...może Lorik tak szybciej by się otrwierał?...ale to jenom taka sugestia...
-
Pies ,który nigdy nie wychodzi z budy!!!!JUZ W CUDOWNYM DOMU
zuzlikowa replied to funia's topic in Już w nowym domu
Atosku...wiedz,że jestem stale i niezmiennie,tylko nie mam chwilami zrozumienia dla ludzi,którzy widzą takie wspaniałe psisko i nie zabierają go natychmiast do siebie...nie mam... Trzymam mocno kciuki za cudownego gigancika o gołębim sercu i łagodności wielkiej! -
Chora łapa+silny charakter=eutanazja. BENIU ZNALAZŁ DOM
zuzlikowa replied to LILUtosi's topic in Już w nowym domu
Beniku-Lordziku...cioteczce Lilu serce krwawi i rozumiem to absolutnie...ale jeśli domek będzie Twoim szczęściem tęskniąc cieszyć się bedzie ogromnie...my też! I tak ma właśnie być!!! Tylko tak! Jestem...stale i niezmiennie...trzymam kciuki! Lilu...pięknego psiaka nam wyhołubiłaś...szacunek! -
Anju...Loluś będzie w każdym momencie swojego zycia...wymagał determinacji..[B].przez kilka,kilkanaście lat[/B]...nie obrażaj się na dziewczyny,które są tego w pełni swiadome jak wiele wysiłku kosztował ten niecały rok...które pamiętają o doswiadczeniach innych dogomaniackich psiaków. Nie o innych będę mówić,lecz o swoich...Bercik- wszystko było świetnie,domek zapoznany z trudnościami,z problemami...przyjechał po psiaka,poznał go i na miejscu u mnie podjął decyzję,że to jest ten pies,ten wymarzony...pojechał 500 kilometrów,by wrócić do mnie po 40godzinach,bo był inny niż u mnie...wrócił nie pies...wrócił wrak,któremu te 40godzin zaowocowało lękami na kilka miesięcy. I najnowsze moje doświadczenie...wizyta przedadopcyjna dla niewielkiej słodkiej i łagodnej suni...kobieta odpowiedzialna,dom,miejsce dla psa przygotowane...nic nie daje moje mnożenie trudności...nic nie daje moje wykazywanie,że psiak moze różnie sie zachowywać na początku...na wszystko ma jasną klarowną odpowiedź-logiczną,zdecydowaną...przemyślaną!Zakochana w suni-ta,tylko ta!Opinia moja o domku max pozytywna a... sunia wraca po kilku dniach bo...agresywna! Anju...nie dziw się dziewczynom...nie dziw i wykaż determinację! Przy Lolusiu każdy dzień bedzie takim wyzwaniem,każda zaproszona do domu po raz pierwszy osoba...każdy zbliżający się dzieciak...[B]Twoje życie zmieni centrum...stanie się nim Loluś...przez kilka...kilkanaście lat![/B]
-
Pitek po walkach - wesoły i wrażliwy TWARDZIEL szuka spokojnego domu..!
zuzlikowa replied to mru's topic in Już w nowym domu
Igorku...niezbyt częste wizyty ponoć bardziej miłe dla obu stron...tak sobie wmawiam,by nie było mi przykro,ze tak rzadko wpadam...wpadam i będę...pamiętaj! Jeśli bedę mogła się przydać...dajcie znać ! Igorku...Ty wiesz!!! -
Bercik,wielkolud łagodny jak szczenie-wrocił do domu.
zuzlikowa replied to giselle4's topic in Już w nowym domu
A ja nie wytrzymałam i do KWL napisałam...co KWL,to KWL...kaukaza i za drzwiami rozpozna! Mam nadzieję,ze nie zawiedzie... -
POMOCY!dla szczeniaka bernardyna -JUZ w DS !
zuzlikowa replied to lucySxy's topic in Już w nowym domu
...nie martw się..ja też nie doczytałam i odpisałam...dubel jednym słowem,ale jak ma powodzenie chłopakowi przynieść,to niech tam! -
POMOCY!dla szczeniaka bernardyna -JUZ w DS !
zuzlikowa replied to lucySxy's topic in Już w nowym domu
[quote name='marqs68']2 bernardyny ok a co z kastracją ??? kiedy ona ma być ??[/QUOTE] O ile się nie mylę...chłopie już jest niejako mniej mężczyzną... Powodzenia!