-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Sybel
-
Człowiek a pies - wartość życia i dylematy moralne
Sybel replied to behemotka's topic in Wszystko o psach
Każdy ma swój system wartości. Niech się go trzyma, będzie git. W przypadku, gdy ten system wartości okazuje się nieco nieadekwatny do sytuacji, pojawia się wymiar sprawiedliwości. Kulawy, bo kulawy, ale jeśli ktoś ratując psa pozwoli dziecku odnieść ciężkie obrażenia, choć mógł temu zapobiec, to cóż... Więzienia przepełnione, kasa państwowa uboga, więc liczę, ze karą będzie grzywna. Duża grzywna, która może na przyszłość skłonić kogoś do przemyśleń. Nie mam dzieci, ale mam dzieci w rodzinie i zawsze najpierw troszczę się o ich bezpieczeństwo, choć na punkcie moich psów mam kompletnego fioła i sto tysięcy razy sprawdzam, czy są bezpieczne w domu, samochodzie, na spacerze. -
sbd - chyba imputuje. Amputuje się rękę z gangreną ;) To taki offtop osoby, która dziś co 3 godziny przez całą noc latała z psami po dworze, bo MUSZĄ. Czymś mi się cholery struły i nifuroksazyd poszedł w ruch.
-
Ja się dowiedziałam, ze jestem złym człowiekiem i WIDAĆ, że nie mam psa, bo opieprzyłam dziadka, który codziennie wychodzi ze swoim małym pieskiem do dość popularnego parku w samym centrum miasta. Piesek mały, ale wiecznie rzuca się ludziom do nogawek, a jak przejeżdżam na rowerze, leci za mną przez pół parku. Nie wytrzymałam i mówię dziadowi, że skoro pies jest agresywny i rzuca się na ludzi, to pana psim obowiązkiem jest trzymać go na smyczy przynajmniej. Oczywiscie walnął mi "jakby pani była dobrym człowiekiem, to by na panią nie szczekał! widać, ze nie miała pani nigdy psa!". Walnęłam mu, że gdyby moje cztery psy się tak karygodnie zachowywały, umarła bym ze wstydu, a tak to mam poowód, zeby na pana straż miejską wezwać. Zatkało go i sobie potuptał hen za horyzont, a ja się spóźniłam do pracy :|
-
O gatunkizmie słyszałam u Pratcheta akurat :) No, ale w innym kontekście. Jeśli o to ratowanie chodzi, to zależy od wielu czynników. Zależy od sytuacji, stopnia traumy, w kótrej jesteśmy itd. Przecież w czasie wojny ludzie prędzej ratowali zwierzęta, bo śmierć ludzka wielu odczuliła - tak wiele jej było. Tyle, że to była inna sytuacja. Gdybym miała w perspektywie sytuację: tonie pies i dziecko, powiedzmy trzyletnie, a ja jestem na łódce i mam szansę uratować oboje, najpierw wciągnęła bym na pokład dziecko, potem psa. Dlaczego? Po pierwsze dziecko jest słabsze, pies prędzej sobie poradzi. Po drugie egoistycznie wiem, że gdybym nie dała rady uratować dzieciaka, bo najpierw wciągnęła bym psa, a dzieciak by utonął, do końca życia miała bym go przed oczami. Musiała bym znieść ewentualne spotkanie z matką, wytłumaczyć jej, ze wolałam najpierw uratować swojego psa, niż jej np. jedyne dziecko, a potem do końca życia żyć ze swiadomoscią, że to mógł być wartościowy człowiek, który za 30 lat wynalazł by np. cudowny lek na raka, albo założył by rodzinę, pisał by książki, czy dzień w dzień żył jako trybik w korporacji (równie dobrze mógł się okazać być pijawką społeczną, ale to jego wybór). Owszem, po śmierci psa też jest trauma, jak cholera zresztą, ale dla mnie - dla mojej moralnosci ateistki - śmierć dziecka jest o wiele większą stratą, niż śmierć psa. Nie czarujmy się. Tak jest, bo mamy jednak tę świadomość, że to mogło być nasze dziecko, że ktoś olał nasze maleństwo w tej samej sytuacji. I co? Pogratulowali byście osobie, która uratowała swojego pieska, a waszemu dziecku pozwoliła zginąć? Ja bym chyba zabiła. Po prostu. Moje psy są mega ważne dla mnie, są w jakimś stopniu sensem mojego życia, jeśli je jednego dnia z jakiegoś powodu zaniedbam choć troszkę, zwijam się w poczuciu winy i mam regularnego kaca moralnego, że je zawiodłam. Gdybym musiała je stracić z powodu cudzego dziecka, pewnie długo korzystała bym z pomocy psychiatry, zeby dojść z tym do ładu, ale czasem trzeba wybrać po prostu mniejsze zło. Czasem trzeba podjąć złą dla siebie decyzję, żeby pomóc komuś innemu. To jest jak dla mnie miarą cywilizowanego człowieka. No, ale jestem humanistką, do tego nie wierzę za mocno w niebo, piekło, życie po życiu i takie tam. Może to też ma wpływ na moje postrzeganie świata.
-
Może tak: każdy z nas pod pojeciem "dobra matka" widzi coś innego. Jedni widza osobę uczącą dziecko samodzielnosci, inni zaś zagłaskali by swoje pociechy na śmierć. Także to pojęcie możemy zostawic w spokokju, bo jest zbyt pojemne. Faktem jest, ze dla większości naturalnym odruchem będzie ratowanie jednostki najsłabszej, czyli dziecka. Pies prędzej sobie poradzi, niż powiedzmy trzylatek. Owszem, cała sytuacja brzmi bardzo ciężko, ale nie wyobrazam sobie sytuacji, w której ktoś - choćby obcy człowiek - olewa dziecko znajdujące się w poważnym zagrożeniu życia i zdrowia i leci ratowac pieska. W zasadzie to chyba podchodzi już pod jakis paragraf z kodeksu karnego. Dla jasnosci - uwielbiam moje psy, jednym z moich wielkich lęków jest, ze ktoś je pogryzie lub wpadną pod samochód (chyba chodzi o poważne obrażenia i strach przed gwałtowną śmiercią przyjaciela), ale gdybym miała dziecko, wiem, że oddała bym za nie życie. Po prostu. Btw. moja mama wykłada akurat na pedagogice język obcy i szczerze mówiąc pedagodzy nie są dla mnie żadnym autorytetem. Pedagodzy, których spotykałam na swojej drodze jako dziecko niestety też nie zdołali zyskać mojego podziwu. Może są zbyt mocno sciśnięci swoimi formułkami i regułkami.
-
Tu akurat powinien interweniowac TOZ, psy zyją w syfie i powinna odbyć się kontrola. No i opis rasy z wikipedii :|
-
Dziekan, pies, który uczył mnie te 26 lat temu chodzić, a więc nasza rodzinna legenda, kiedyś z dziką radością wskoczył w taką ogromną stertę popsutych śledzi, które ktoś wywalił za okno - no ze 3-4 kg jak nic :| Wyobraźcie sobie takiego małego, czarnego, długowłosego niskopodwoziowca, jak wywija fikołki w padłych rybach, kiedy moja mama z rozpaczliwym NIEEEEEE sadzi ku niemu susami. Tamto psie mycie wspomnia do tej pory ze łzami w oczach :] Teraz u nas nie jest z tym tak źle. W sumie najgorsze są tłuczone masowo butelki, akurat na terenach, gdzie chodzimy z psami.
-
Komentarze z allegro labradorki mnie rozwaliły: [QUOTE]Wszystko OK gdyby nie to,że szczeniak jest chory na parwowirozę i zamiast pieska jest suczka.Gdyby się nie sprawdziło na miejscu,zostałabym oszukana.Takich rzeczy się nie robi.Pozytyw,bo chciałam mieć psa i będę dbać o niego trochę lepiej[/QUOTE] [QUOTE]z opóźnieniem , przepraszam ,komentarz pozytywny MIX mopsa i jamnika jako experyment-udany, jest słodki i kochany choć z małym kosztownym felerem ale kto wie co siedzi w człowieku a co dopiero w psie .dziękuję i pozdrawiam.[/QUOTE]
-
A, jeszcze coś. Argyment, że do zwykłego kosza się nie wrzuca jest dziwny. Kosze nie są od tego, zeby w nich grzebać, a żeby wyrzucac śmieci. Tak więc nie mam oporów, zeby wyrzucac do zwykłego kosza, jak psich niet.
-
[QUOTE]Dziwi mnie Twoja zajadłość na psy.A ludzkie odchody Ci nie przeszkadzają?Ani plwociny?Ani pobite butelki?Jakbyś uczciwie porównała procentowo,czego jest więcej u nas na trawnikach,to na pewno by to nie były te psie kupy.Wiec jest to totalną bzdurą wciąż na nie narzekać.I tu nie ma znaczenia jakie Ty masz przy czym obyczaje. [/QUOTE] To nie jest zajadłośc na psy, a żadanie odpowiedzialnosci za czyny swoje i swoich podopiecznych. Moje psy są wykastrowane, zachipowane, z medalikami adresowymi i zawsze po nich sprzątam, jesli jest taka możliwość (np. w wysoką trawę za kupą nie wchodzę, ale inni też nie wchodzą i ryzyko wdepnięcia malutkie). Ludzkie odchody mi równiez przeszkadzają, więc jeśli np. zastaję dziada szczającego w moim śmietniku, nie mam oporów wywalić go z wrzaskiem z tego przybytku i guzik mnie obchodzi, że leci z przyrodzeniem na wierzchu. Od tego mam gaz pieprzowy, wredny charakter i telefon do straży miejskiej. Zresztą może moje miast lub moje osiedle jest mega cywilizowane, ale nie ma tu duzo ludzkich syfów. Dla wyjasnienia - zajdałość na psy by była, jak bym do nich strzelała z wiatrówki. To jest raczej jasne i wyraźne powiedzenie "nie chcę szamba na trawnikach".
-
1. Opiszę Ci mój dzień z psami: rano, przed pracą, spacer, zwykle jakieś 20 minut, bo psy zaspane. Potem posiłek. Drugi spacer koło 15-16, trwający godzinkę, plus drugi posiłek po spacerze. Koło 21 trzeci spacer, tak ze 20 minut, bez jedzenia na noc. 2. Nie dokarmiać, a karmić ;) Można karmić gotowanym kurczakiem (bez kości), ryżem, gotowaną marchewką, jakimś innym mięskiem, np. wołowiną. Nie ziemniaki, nie kasza, nie makaron, nie chleb, nie cebula. Można też zamawiać karmę przez internet, np. w zooplusie. Są karmy, które nie wychodzą drogo za kilogram, np. 15 kg karmy Josera to 150 zł, czyli 10 zł za kilogram, a masz tam wszystko, co trzeba. Są też tańsze, np. Bosch, Lukullus chyba też ma niższe ceny. Nie karm Chappi, Pedigree, Friskies, biedronkowymi - to jest syf. Możesz tez poszukać jadłospisu w dziale BARF na forum - tu sam przygotowujesz psu jedzenie. 3. Psa należy czesać, np. raz w tygodniu, częściej, kiedy linieje, kąpać raz na jakiś czas (3 miesiące, chyba, ze się bardzo brudzi). Poza tym szczepienia co roku (wścieklizna i pakiet odpornościowy na nosówkę i inne), co pół roku odrobaczanie, w sezonie kleszczowym wćierka, spray lub obroża na kleszcze i pchły (w instrukcjach jest info, jak często stosować). Plus czyszczenie uszu preparatem na uszy raz w tygodniu nie zaszkodzi, kontrola pazurków, czy nie za długie, pielęgnacja zębów (co załatwia między innymi dobra karma lub BARF). 4. Jak się bawić? Normalnie - przeciąganie sznurka, szukanie piłek w polu, można kupić za 20 zł taki pałąk z łapą na końcu do rzucania piłek na dużą odległość, można uczyć psa aportować, można bawić się ucząc psa agility, posłuszeństwa, można się z psem ganiać, pływać, jeździć na rowerze (trzeba psa tego nauczyć i wyrobić mu stopniowo kondycję, przyda się Twojemu szczególnie, do tego są specjalne trzymadła dostępne między innymi w sklepach internetowych).
-
Nie mozesz pogadać ze znajomymi, poszukać hotelu? Nie oddawaj psa na ten czas do schroniska -jak tak można w ogóle?
-
Mój kolega postanowił kupić za jakiś czas szczenię sznaucera miniaturowego, najchętniej białego. Powoli zaczyna się rozglądać. Ja, jako posiadaczka kundli z ulicy kompletnie nie umiem pomóc w wybraniu hodowli, w której po pierwsze szczenięta są trzymane w dobrych warunkach, a po drugie rodzice są zdrowi, zrównoważeni, w doskonałej formie psychicznej i fizycznej. Czy jestescie w stanie pomóc? Bardzo bym prosiła, szczególnie interesuje mnie rejon Łodzi i województwa. Kolega powiedział, ze cena nieważna, byle pies był zdrowy, kochany. Będzie to raczej pet, na razie nie słyszałam nic o ewentualnym wystawianiu.
-
Przypomniało mi się, jak z zapomnianym języku psów jedna z opisywanych przez Panią Fennel osób miała wychodzić przez okno z mieszkania, zeby pies się nie stresował, ze pani wychodzi przez drzwi i go zostawia. Jakoś przy tym fragmencie mi już się odechciało. Mogłam coś przekręcic, bo ksiązkę miałam w ręku ponad rok temu. Mama mojego TZ ma masę poradników tego typu, w tym "jak byc idealną żoną swojego męża", więc dla mnie Fennel tym bardziej trafia na odstrzał z marszu.
-
Szkoda, ze kupiłeś kundelka. Nie rozumiem, po co kupować, skoro można adoptować. No ale nic to. Rozumiem, ze nie widziałeś, w jakich warunkach szczenię było wychowywane? Prawdopodobnie nie było w żaden sposób układane, więc efekty są właśnie takie, jakie są. Co bym radziła na początek: 1. nie krzycz na psa, to nic nie daje, pies tylko się stresuje 2. agresja rodzi agresję, a więc radze działać łagodnie 3. nie zabieraj mu miski. Jak by Tobie ktoś postawił i zabierał talerz "bo tak", chyba sam byś dał mu w morde, nie? 4. karm tak, jak radził np. Pies Pustyni - z ręki, musisz pozwolić psu kojarzyć siebie i rekę z czyms dobrym. Najlepiej by było, gdyby każdy cżłonek rodziny to robił regularnie. 5. Gdzies tu na forum były rady, jak np. nauczyć psa aportowac. Można wykorzystać rady do nauczenia psa opcji Oddaj. 6. Naucz psa - delikatnie, ale stanowczo - poleceń wyjdź, zostań, siad. Poszukaj sobie informacji o tym. Poczytaj generalnie Zofię Mrzewińską, moze poszukaj też informacji o szkoleniu pozytywnym i skorzystaj z niektórych opcji, na youtube bywają filmiki. Pamiętaj - NIC na siłę, trzeba mieć cierpliwość, wziąć się do tego całą rodziną, ustalić reguły i ich przestrzegac. Pies musi miec postawione jasne granice, co moze, a czego nie moze. Powinniście go nagradzać za kazde poprawne wykonanie polecenia albo głaskaniem, albo smaczkiem, albo zabawką. Z czasem, kiedy zacznie się lepiej reagować, nagradzajcie co drugie - trzecie dobre zachowanie jedzeniem lub zabawką, a więcej pieszczotą i dobrym słowem. A, jeszcze jedno - jesli przyjdzie Ci do głowy uczyc psa według Cezara, nie rób tego. Nie jesteś raczej zbyt doświadzcony z psami, wiec prawdopodobnie bardziej zaszkodzisz, niż osiągniesz sukces. Tak wiec Cezara zostaw na razie zupełnie w spokoju, z niego mozna coś tam czerpac, ale częsciowo i trzeba wiedzieć, co wybrać, a co sobie darowac.
-
A niech sobie małe ujadacze szczekają - ale jak podbiegają z zębami jak pirania, to już coś nie halo... W tym problem
-
Ależ Martens! York to NIE Yorkshire Terrier! :D No nie myl pojęć :> Tak btw., kuzyn mojego TZ kupił sobie za 300 zł yoraska, ma 8 tygodni, wazy ponad 3 kg.
-
Tak swoją drogą moja siostra ma dużego psa, Tyfusa, którego mama była w typie rottweilera, a ojciec zupełnie nieznany. Tyś ma jakoś tak rok już chyba, wazy około 30 kg i jest łagodnym, towarzyskim szczylkiem nadal. Niestety w okolicy, w której mieszka z siostrą, są głownie yorki. Ostatnio jeden pogryzł go po nogach. Jak kiedyś ja z nim szłam, to urządziłam małe piekło właścicielowi 4 agresywnych yorków, który stwierdził "ale one nic nie zrobią", kiedy te małe potwory oblegly Tysia i zaczęły go gryźć po łapach i brzuchu. Normalnie pies w panice, a facet się cieszy, bo one NIC nie zrobią. Jak wyciągnęłam gaz pieprzowy drąc się, ze wzywam tu i teraz straz miejską na te agresywne bydlaki, ale najpierw dostaną po pysku gazem, to je nawet wziął i się obraził, ze na słitasne pieseczki się złoszcze. Cała sytuacja miała miejsce przy ruchliwej jezdni, bo Tyś zaczął się wycofywać właśnie ku ulicy, a tamte małpy za nim. Bałam się, ze cała czereda wlezie pod samochód.
-
Ja zostałam kiedyś zaatakowana przez pinczera typu sarenka i raz przez sznaucerka miniaturkę, który wisiał mi na nogawce na przystanku autobusowym, bo szłam. Po prostu. Tym razem psa kopnęłam. Tak, te psy potrafią poharatać nogę.
-
Tak swoją drogą ostatnio, jak szłam z moj TZ i moimi chłopaczkami, to Filipa zaatakowała - całkiem na serio zresztą - suka jego wielkosci, maks.15 kg. Mój TZ stanął między psami, starał się najpierw suce blokowac nogą drogę, bo ta zjeżona na maksa, zęby na wierzchu. W końcu złapał ja za obroże i wtedy pojawił się włąściciel - lump koło 30, pijący razem z kumplami browary doslownie 3 metry obok i na mojego TZ z mordą, ze... kopie psa :| My w życiu bysmy psa nie kopnęli, nawet w tej sytuacji, no, ale mój TZ ma te 2 metry, 115 kg, co prawda wygląd filozofa, ale jest naprawde silnym gościem, więc sie spokojnie wyprostował i z góry na goscia spojrzał informując, że psów nie kopie, ale za to picie w miejscu publicznym jest karalne i chyba musi zadzwonić po straż miejską. Ekipa się zwinęła w trymigi. Generalnie u mnie podbiegacze są każdej wielkosci - od rąbniętej pinczerki po wielką mastiffowata sukę, która podbiegła... wlokąc za sobą właściciela po ziemi.
-
No, ostatnio mama z siostra i znajomą była na spacerze z psami, był mój Filip (jakieś 12 kg, do kolna), Felek (10 kg, typ jamnikoszpica, ewentualnie szpic wizygotów długowłosy :P ), Tyfus siostry (30 kg, chudy taki, dzieciak do tego, w typie rottka, ale lżejszy) i małe takie znajomej, jakieś 3-4 kg. No i psy sobie idą, a tu nagle przez ulicę, bardzo ruchliwą, leci srebrny młody ast. Niby ok, ale bez kontroli to tak średnio, pies leciał między samochodami, po przystanku autobusowym, zeby przywtiać sie z naszymi. Problem w tym, ze mój Filip to agresor, nie lubi naruszania granic jego grupy towarzyskiej i robi raban. Mała sunieczka wylądowała na rękach u pani, a pozostałe psy były jakoś tam odgradzane, bo nie znamy psa, a wiec stres był. W pewnym momencie z bramy wytoczyła się "właścicielka" i za psem świńskim truchtem między samochodami. No, zanim dotarła to minęło kilka minut, bo była ciezko urżnięta. Najgorsze, że pies mieszka koło nas w domu, w którym zawsze jest duzo alkoholu. Bedą z nim problemy :|
-
Matka tego drugiego miotu jest tu razem z ojcem obu miotów: [URL]http://zkwp-zakopane.pl/www/index.php?mod=site&id=16[/URL] Ja bym to zgłosiła, hodowla moze dostać karę, nie wiem, jak to wygląda, ale nalezy zgłosić. A tu w katalogu suka z pierwszego linku: [url]http://psy.euroanimal.eu/hodowle.php?v=Hodowle&sr=39&nr=18215[/url]
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
Sybel replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
W pracy należę do zespołu trenerów, czyli powoli uczę się, jak uczyć. Jakiś czas temu miałam prowadzić moje pierwsze szkolenie. Liczyłam na to, ze mój TZ będzie ofiarą mych treningów, ale skubany akurat tego dnia musiał nagle przesmarowac łańcuchy w rowerach, napompowac koła itd, więc na cel padli moi "chłopcy" Usiadłam na kanapie w dużym pokoju, szanowna widownia po bokach no i gadam i gadam miziając ich, aż mnie zaczęło rozpraszać chrapanie Felka... Dziad zasnął kołami do góry w mych objęciach, ukołysany moja płomienna przemową. I śmiał chrapać. Ostatnio poza tym myślałam, że zabiję mego lubego Filipa. Jak zawsze puściałam go wchodząc na łakę (po oględzinach okolicy pod kątem obcych psów), zeby porzucać dziadydze piłeczkę. A ten co? No jakby się szaleju nażarł. Wyrwał się, w ogóle zero reakcji na moje wołanie i... poleciał hen hen, gdzie obszczekał kaukazowatego psa. Filip waży 12-13 kg i sięga do kolana. Duże miał szanse. Mnie wrylo, mój TZ poleciał w akcje za Filipem, a ten wraca zadowolony z siebie z miną "a wy gdzie poleźliscie?" Aktualnie ma szlaban na bieganie, bo się boję, że znów odwali taki numer. A już ze 2 lata był z tym spokój. -
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
Sybel replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
Moja koleżanka z pracy się na mnie obraziła, jak jej powiedziałam, ze jej ukochana yorczka to dawny szczurołap :D O ludzie, no palpitacja była.