-
Posts
29492 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
32
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Ewa Marta
-
To prawda, byliśmy z wizytą i ja jestem zachwycona Marlejem!!! Po wciśnięciu domofonu usłyszeliśmy jeden donośny mocny szczek Marleja, który obwieszczał Pani, że ktoś idzie:-) Powitał nas w drzwiach, ja weszłam pierwsza, Marlej merdał ogonkiem i dał się pogłaskać. Kiedy zobaczył Jacka, bez pośpiechu, ale jednak udał się na swój kocyk w dużym pokoju. Kiedy weszliśmy do środka, miał moment, w którym chciał śmignąć do innego pokoju, ale Gusia go pogłaskała, powiedziała coś spokojnie i chłopak został. Położyłam się koło niego i wyciągnęłam rękę, zostawiając ja kilka centymetrów od niego. Pochylił się, żeby ja powąchać i pozostał w tej samej pozycji. Widać było, że trochę jest spięty, inaczej oddychał, troszkę ziewał, ale starał się być spokojny. Jacek usiadł na podłodze, po jakimś czasie nałożyl sobie na palec pastę rybną i wyciągnął rękę w stronę Marleja. Ten wychylił łeb i powąchał palec, ale nie zdecydował się zlizac pasty. Wziął się za to za wylizywanie pasztetu z konga. Zajęliśmy się rozmową, a Marlej nie spuszczał oczu z Jacka. W pewnym momencie ja zrobiłam szybki ruch ręką w strone herbaty i Marlej cichuteńko zamruczał patrząc na mnie. Potem znowu patrzył na Jacka i w pewnym momencie zaczął delikatnie powarkiwać. Gusia odwrócila jego uwagę od Jacka, ale za moment bez jakiegokolwiek ruchu, pojawiły się delikatnie zęby. Wtedy Gusia wzięła smakołyk do ręki i usiadła między Jackiem, a Marlejem. Oni siedzieli 2 metry od siebie, Gusia pośrodku. Marlej wziął smakołyk i kompletnie przestał się interesować Jackiem. Po jakimś czasie Marlej położyl sie na boku, pozwolił sie Gusi głaskac po brzuchalu i poszedl spać. W końcu poszliśmy na spacer. Na dworze Marlej zaczął być odwazniejszy, merdał ogonkiem, był ożywiony. Pozwolił mi się wydrapać po całej pupci, podnosił ogon zadowolony. Jacek też go kilka razy pogłaskał, co spotkało się z aprobatą Marleja. Poszliśmy w stronę naszego domu i szło nam się tak dobrze, że trafiliśmy pod naszą klatkę. Przechodziliśmy przez ulicę i cały czas szliśmy wzdłuz kolejnej niedużej. Marlej obwąchiwał i obsikiwał nowy teren. Potem podjęliśmy decyzję, że wyprowadzimy nasze psy. Powitanie było natychmiastowe, z podniesionymi i machającymi ogonami. Marlej w pewnym momencie położyl nawet dwie łapy na grzbiecie Sama. Chłopaki mieli ochotę na zabawę, ale szanse nie były równe, bo Sam biegał luzem, a Marlej był na długiej lince. Jednak widać było chęć kontaktu. Marlej popiskiwał tęsknie do Samika. Barsa niestety nie chciała nam pomóc, po krótkim powitaniu Marleja, zajęła się swoimi sprawami i obwąchiwaniem całego terenu. Wróciliśmy pod klatkę Gusi, ale w międzyczasie Marlej nagle zesztywniał dziwnie i zaczął jakoś tak inaczej iść. Po kilkunastu sekundach dotarl do nas dźwięk samolotu..... Skubaniec usłyszał go dużo wcześniej od nas. Gusia nie pozwalała mu na ciągnięcie do domu. Jak Marlej ciągnął, ona się zatrzymywala i nagradzała go głaskaniem za każde zatrzymanie. Pod koniec jakoś się opanował i staliśmy chwilkę pod klatką. No i na koniec pozwolił mi się na krótko przytulić i pocałować w czółko. Wspaniałe uczucie, kiedy taki pies nie sztywnieje ze strachu, tylko stoi sobie spokojnie i pozwala na takie zbliżenie:-) Jest wspaniały, mądry i coraz śmielszy Gusiu i to Twoja zasługa kochana!!!!!
-
[quote name='gusia0106']Ciotki, jako, że oprócz bardzo fajnego wsparcia psychicznego, wspieracie mnie też finansowo, chciałabym Was zapytać o zdanie. Na samym początku Kundelkowa Skarbonka wsparła Marleja kwotą 150 zł, która wtedy była dla niego być albo nie być niemal. Teraz sytauacja finansowa Marleja się poprawiła, mamy na koncie ponad 500 zł, a jeszcze w planach pieniądze z drugiego allegro cegiełkowego i ja bym chciała oddać te 150 zł do Kundelkowej Skarbonki. Do niej tak wiele kundelków zwraca się z prośbą o pomoc..... Co Wy na to??[/QUOTE] Gusiu, to Ty wiesz najlepiej jakie są najbliższe potrzeby Marleja, więc sama decyduj. To był piękny gest Kundelkowej Skarbonki i skoro mamy opanowane finanse Marleja, można im teraz oddać podarowaną kwotę. To po prostu bardzo uczciwe w Twojej strony i bardzo mi się to podoba:-)
-
[quote name='gusia0106']Noooooooooooooo Ewa, to my zapraszamy, wpadaj kiedy chcesz! Oczywiście Jacka też zapraszamy! Niech się na oczy własne przekona, że Marlej ładny jest :)[/QUOTE] No właśnie, niech zobaczy jaki on jest piękny! Poza tym on będzie dla Marleja zupełnie nowy, więc będzie dobrym materiałem szkoleniowym;-)
-
Miszka, Miszeńka, Kochany Rudasek - odeszła...
Ewa Marta replied to kosu32's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ja ze swoimi dwoma psiskami na Ursynowie:-) Podobnie Gusia, mieszkamy rzut beretem od siebie. -
Gusiu, ja się zgłaszam na socjalizowanie Marleja:-) Niedobrze, że dobrał sie do szwu, ale może warto mu poza plastrami nałożyć jakąś koszulkę albo obandażówać gościa dookoła? Jeśli bandażujesz, warto mu na szew kłaśc gazik wyjałowiony. Mogę Ci podrzucić takie, bo dostałam jakiś czas temu sporo od koleżanki ze szpitala. Pogadałabym z sąsiadami, żeby trochę przypilnowali dzieciaka. Sama mialam takiego berbecia w domu, ale nie pozwalałam mu cały dzień walić i szurać po podłodze mając na uwadze sąsiadów na dole. Można wyjaśnić, że masz psa po przejściach, który reaguje na te dźwięki strachem i agresją. Jak chcesz, możemy do nich pójść razem i grzecznie poprosić;-) Nie dziwię się, że ucieka od kropelek. Po usuwaniu grudem mogą go piec. Na szczęśckei to jeszcze kilka dni i koniec z tym zakraplaniem. Piszesz, że rzadko się cieszy, czy przychodzi wołany.... najważniejsze, że w ogóle czasami się cieszy i zaczyna reagować na wołanie! On potrzebuje jeszcze dużo czasu, żeby nauczyć sie wszystkiego. Cudownie, że czeka spokojnie aż otworzysz drzwi do klatki. Po ucieczce tak sie panicznie bal klatki, a teraz widzę, że traktuje drzwi do niej jak przekroczenie swojego azylu. A właściwie powrót do domu traktuje jak powrót do azylu, gdzie czuje się bezpiecznie. Nie wierzę, że potrafiłby pogryźć kogoś, kto nie ma złych zamiarów tak poważnie. On ostrzega, pokazuje jaki jest groźny, ale nawet u lekarza, kiedy dr Czajka badał mu uszy, a jemu to sie bardzo nie podobało, tylko kłapnął ostrzegawczo zębami i kiedy tamten się odsunął, Marlej natychmiast odstąpił od ataku. Nie znaczy to, że nie trzeba zachować ostrożności. Fajnie, że zaczynasz dawać mu od soboty leki uspokajające. To pozwoli mu odprężyc się i może zacznie więcej jeść? Nie mogę się doczekac chwili, w której będzie sobie na luziku biegał na spacerze. Do tego niestety jeszcze długa droga, ale dasz radę Gusiu, bo silna z Ciebie babeczka niesamowicie:-)
-
Cześć Misieńko. Mam nadzieję że u niej wszystko dobrze i że długo jeszcze będzie cieszyć się swoim wspaniałym domkiem:-) Ubolewam, że nie mam czasu, żeby do niej podjechać i zobaczyc na własne oczy jaka z niej szczęśliwa sunieczka. na szczęście jest Ola, która ma wiadomości z pierwszej ręki;-)
-
Miszka, Miszeńka, Kochany Rudasek - odeszła...
Ewa Marta replied to kosu32's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[quote name='sleepingbyday']fiprex to mało gdzie działa ponoć. a kiltix - zależnie od województwa, ba, nawet od konkretnej lokalizacji. ja zawsze z mooimi wetkami omawiam, gdzie będę jeździć i zależnie od tego dobieramy antykleszczowe gadżety.[/QUOTE] A widzisz, na to nie wpadłam... Zmieniam środki często. Raz stosuję frontline, raz fiprex, innym razem Advantix, ale żeby zapytać co dziala w konkretnym miejscu, to nie pomyślałam... Musze to zrobić w przyszłym roku. Tyle, że moje psy nie wychodzą z wody nad zatoką, więc cokolwiek dostaną i tak zmywają z siebie po jednym dniu. Kiltix też przestaje działać... nie istnieje szansa wyciągnięcia ich z tej wody, to ich żywioł i niesamowita rozrywka. Ganiają jak głupie, co kończy się czasem czerwonymi oczami albo problemem z uchem, ale sa szczęśliwe niewiarygodnie:-) -
A ja podrzucam...
-
Miszka, Miszeńka, Kochany Rudasek - odeszła...
Ewa Marta replied to kosu32's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[quote name='Awit']Pilnuje się obsesyjnie:-) Ale chodzi chyba na smyczce?[/QUOTE] Dokładnie to pytanie chciałam własnie zadać... Chyba jeszcze jakiś czas powinna być na smyczy, przynajmniej dopóki sama swobodnie, bez ciągnięcia wejdzie do klatki schodowej, która byla dla niej takim hamulcem. A w sprawie kleszczy nie ma co histeryzować - masz rację. Obserwować psa i w razie niepokojących objawów dopiero iść na badanie. Moje psiury łapały nad morzem po kilka kleszczy dziennie. Mimo zakropienia fiprexu i dodatkowo nałożenia obroży kiltix, nic nie działało, bo jak mówi lekarz kiedy psy non stop siedzą w wodzie, nie ma żadnej ochrony przed kleszczami. Po każdym spacerze wyjmowałam im te stwory i zdarzyło mi się dwa razy zostawić łeb. Rzeczywiście robiło się wtedy zgrubienie, ale po kilku dniach znikało. Na szczęście nad morzem weterynarze nie mieli w tym roku ani jednego przypadku babeszjozy. W Warszawie latem niestety kleszcze były zakażone, ale nie w każdym rejonie W-wy. Trzeba być dobrej myśli:-) -
Doktor Czajka szyje tak fajnie, że zostaje tylko jeden mały szew na zewnątrz. Mam nadzieję że Marlej nie da rady się do niego dobrać. W jego przypadku nawet ubranko może go zdenerwować. Nie zapominajmy, że on się boi wszystkiego, co nowe. A jak oczy Gusiu? Powinno być z każdym dniem coraz lepiej. Jak już będzie mial zdjęte szwy, musimy tak jak mówiłaś spróbować wspólnego spaceru z moimi psami:-)
-
Super wiadomości!!! To naprawdę bardzo mądry pies i będzie kiedyś dla kogoś najwierniejszym Towarzyszem. Jestem tego pewna:-) Mnie wzruszyło, że kiedy spotkałyśmy się przed lecznicą, zamerdał na mój widok leciutko ogonkiem. Może zesztą nie na widok, ale na dźwięk głosu, kiedy się z nim witałam:-) Kapitalnie, że przestal się Ciebie tak bardzo bać i uwierzył, że może jeść i nic go złego nie spotka... Acha, Gusiu, zapomniałyśmy napisać na wątku, że po oględzinach ogona, pan doktor powiedział, że był złamany:-(
-
Miszka, Miszeńka, Kochany Rudasek - odeszła...
Ewa Marta replied to kosu32's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Czy tylko mnie się wydaje, czy widać ulgę w jej oczach, że to koniec tej tułaczki? Taki spokój jest w niej... -
Miszka, Miszeńka, Kochany Rudasek - odeszła...
Ewa Marta replied to kosu32's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Miszeńka podeszła, bo nie czula nagonki. Poczuła znajome psy i pomyślała, że jest po prostu na spacerze:-) Cokolwiek zresztą pomyślała, najważniejsze, że zdecydowała się podejść. Nareszcie może spać w cieple, bezpiecznie i z pełnym brzucholem. A czy wygląda na wychudzoną czy raczej jadła codziennie? Jak tak śpi, to przez te 10 dni musiala tylko podsypiać w chwilach totalnego zmęczenia, a tak, to czuwała albo biegała i szukala drogi do domu... -
Miszka, Miszeńka, Kochany Rudasek - odeszła...
Ewa Marta replied to kosu32's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ja też zaglądam w nadziei na relację, ale trudno się dziwić, że Roleczka i Ophra nie mają głowy do wchodzenia tutaj. Odwaliłyście kawał dobrej roboty dziewczyny! Teraz pewnie Roleczka nie spuszcza oka z Miszki;-) -
Miszka, Miszeńka, Kochany Rudasek - odeszła...
Ewa Marta replied to kosu32's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jezu kochany, jaka ulga!!! Gusia wysłasła mi smsa, kiedy byłam z moimi psami na skarpie. tak się cieszę:-) Teraz musi spać w ciepełku i nabierac siły i zaufania do swoich domowników:-) Musiało jej byc bardzo dobrze u Orphy, skoro do niej jedynej podbiegła:-) Bo to, że do psów jestem sobie w stanie wyobrazić ale że pamiętała tez swoja tymczasową Panią:-) Z Roleczka była do chwili ucieczki za krótko, żeby sie związać, ale teraz wszystko przed Wami kochani!!! Wielka ulga... -
[quote name='jola_li']Teraz już mogę powiedzieć... Trochę się obawiałam.... Zuch, Marlej :-)!!!![/QUOTE] No ja też miałam pietra:-) W pewnym momencie Pani doktor asystująca przy usypianiu go zapytała "Czy on oddycha?" Myślałam, że umrę, chociaż sekundę wcześniej sama patrzyłam, czy mu sie klatka piersiowa podnosi. Gusia też miała miękkie nogi:-)
-
Ale cudownie, że jest już w domu!!!! A cena za oba zabioegi rzeczywiście nieduża, za samo usunięcie grudek na mieście biorą koło 300 zł. Cieszę się, że dr Czajka obejrzał go z góry na dól i wiemy ciut więcej o jego stanie:-) Najważniejsze, że przeżyl narkozę i operacja już za nim. A jak Migotka? Też już odebrana?
-
Warszawa-malenka sunia z pol już w nowym domu :)))
Ewa Marta replied to mysza 1's topic in Już w nowym domu
Miałam i ja przyjemnośc poznać dzisiaj Migotkę w lecznicy. Pzresłiczne maleństwo, ważącwe 8 kg:-) Bała się bardzo i nie dało się jej przytulić, ledwie pogłaskać jednym palcem. Teraz śpi po sterylce, czekała w kolejce aż nasz Marlej zejdzie ze stołu. -
[quote name='gusia0106']Ewa, ale powiedz szczerze - czy uważasz, że mam skłonność do przesady czy on jest w dalszym ciągu bardzo chudy?;)[/QUOTE] Gusiu, nie jestem obiektywna, bo od chwili łapania Marleja, jestem z nim związana emocjonalnie:-) Dla mnie jest chudziną straszną ale KWL uspokoil mnie mówiąc (a zna sie na dużych psach), że nie jest tak źle. Może więc obie przesadzamy, ale to z miłości;-)
-
Ach i jeszcze jedno. Pan doktor odradzał robienie drogiego badania na trzustkę. Zaproponowal badanie kału na coś, co może Gusia zapamiętała, bo ja niestety nie... co da obraz stanu trzustki. Problem jest tylko taki, że kał musi znaleźć sie w ciągu pół godziny w laboratorium na badaniu, więc Gusia po złapaniu go musi grzac sama na Gagarina...