Jump to content
Dogomania

Ewa Marta

Members
  • Posts

    29268
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    31

Everything posted by Ewa Marta

  1. Jak dobrze, że sunia już jutro będzie mogła jechać:lol: Jutro mam pewne ograniczenia czasowe, w związku z tym mogłabym zawieźć Miśkę w okolicach godziny 15, a potem dopiero wieczorem, czyli po 20... No chyba, że cos się zmieni, ale to będę wiedziała dopiero jutro. Będę śledziła na bieżąco wątek, ewentualnie zadzwoń do mnie Lulka albo puść sygnał i oddzwonię. Już się nie mogę doczekać, kiedy wyściskam tego pychola:loveu: Czy masz u siebie windę, czy sunia będzie miała jakieś schody do pokonania? Pytam, bo ja sama nie mogę dźwigać po operacji i w razie czego muszę jechać z kimś, kto ją weźmie na ręce.
  2. Dobrze, że już po wszystkim.... teraz trzeba czekać na wyniki histopatologii. Przytuliłabym ten pyszczek piękny, ale dzisiaj nie dam rady pojechać:placz:
  3. [quote name='irenaka']A ja się nie dziwię, że Mara milczy. Uczciwie przedstwiła warunki jakie proponuje dla psa a na wątku jest X postów dopominających się o budę. Moim zdaniem, które już wcześniej wyraziłam chyba jasno, nie Mara powinna [COLOR=black][FONT=Verdana]odpowiadać[/FONT][/COLOR] na te napastliwe posty, tylko Paulina, która [COLOR=black][FONT=Verdana]podpisując[/FONT][/COLOR] umowę adopcyjną takie warunki dla psa zaakceptowała. Mara wykazała się wyjątkową cierpliwością podczas bytności na wątku, ja bym nie wytrzymała.[/quote] To ja nic nie rozumiem... zaczęłam temat budy, ale nie chciałam być napastliwa. Wydawało mi się, że Marta rozumie, że zależy nam na Filipku i stąd nasza troska... Nie wiem też, czy Paulinę należy obarczać odpowiedzialnością za podpisanie takiej, a nie innej umowy. W końcu taka była decyzja, że hotel podpisuje umowę, a Ty Irenko jedziesz na wizyte poadopcyjną. Zrozumiałam, że sprawe budy ustalałaś bezpośrednio z Martą telefonicznie i to wystarczy... Wyżej czytam, że za psy w Niepołomicach powinna być odpowiedzialna tylko Irenka, a za psy w Warszawie Neigh i Kanzaj.... Kanzaj nie widziałam tu od dawna, a w Warszawie jest np. Sonieczka, która była w Niepołomicach. Nie wydaje mi się, żeby miała sens taka jednoosobowa odpowiedzialność, zwłaszcza, że Neigh ma swoje problemy i trudno jej wziąć na siebie finansowanie psiaków warszawskich. Fundusze zbierane są wspólnie i od kiedy tak jest, jakoś udaje nam się opłacić wszystkie hotele i DT. Wbrew wielu optymistycznym wpisom, ja nie uważam, że psy są zabecpieczene finansowo, bo to co mamy, wystarczy może na 2 miesiące ich utrzymania. Jeśli wyskoczy jakaś choroba psa, to jest kiepsko. Dzielnie odpowiedzialności nie ma też sensu, bo wtedy nikt nikomu nie będzie pomagał, tylko starał się znaleźć dom dla tych "swoich". Dzięki temu, że jakoś to się połączyło, dom znalazł Radar, potem Ares (zabrany do Warszawy), a w tej chwili dzięki kontaktom Neigh jeszcze Lisiczka i Pręgusia (Betti). W związku z przeniesieniem Soni do Warszawy, kto miałby teraz za nią odpowiadać personalnie? Jest to sunia, która być może nigdy nie znajdzie nowego domu, bo jej ludzie nie są do niczego potrzebni, poza daniem jedzenia. Chociaz ostatnio przekonuje się do swojego opiekuna i nawet siada koło niego na kanapie i objada się smakołykami, ale kto będzie potrafił tak długo czekać na jej oswojenie się? Wybaczcie ten post, ale od jakiegoś czasu mnie to już gniecie. Dlatego staram się nie wchodzić, nie pisać, nie mieć zdania. W przypadku Filipka zadziałały emocje i miałam swoje zdanie. Wycofuję się w tej chwili, nie będe pisala nic, co mogłoby zostać odczytane niezgodnie z intencjami. Nie chciałabym zrobić żadnemu krzyczkowiakowi krzywdy...
  4. Wydaje mi się, że to nie będzie dzisiaj. Lepiej chyba, żeby te dni, w których dostaje kroplówkę, została jeszcze w klinice. Trudno będzie wozić ja przez cale miasto na kroplówkę. Ja do niej jutro pojadę i jak tylko będzie miała siłę, wyjdę na spacer, choćby krótki. A jak nie da rady wyjść, to posiedzę przy niej i pogłaszczę bidę. Zobaczymy zresztą, co powiedzą lekarze.... Ale mi się czas dłuży, nie mogę się skoncentrować na pracy, tylko stale tu wchodzę....
  5. Te jego uszy, to rzeczywiście ja:roll: mam fobię w tej kwestii, bo jeden z moich psów ma permanentnie nawracające zapalenie ucha. W każdym razie Miśka nie ma, bo też sprawdziłam. Będę Miśkę odwiedzać, głaskać, przytulać i szeptać jej do uszka jaka jest wspaniała, ale przede wszystkim musimy znaleźć jej dom, w którym będzie mogła spokojnie pożyć, ile jej jeszcze jest dane. Mimo wszystko raźniej mi, kiedy tu jesteś;)
  6. [quote name='irenaka'][quote name='Ewa Marta'] Mam wrażenie że Filip zachowywał się tak , jakby trafił do DS prosto z Krzyczek. Jest totalnie wycofany. Nie chodzi o mnie, ale o mamę Pani Marty. Cały czas przemieszcza się bokami, pies skulony, ogon pod siebie. Podobno w stosunku do Pani Marty zachowuje się inaczej. I w tym moja nadzieja, że Pani Marta zmobilizuje cały dom i weźmie sobie do serca moje uwagi. Zachowanie Filipka jest spowodowane jego charakterem. Na dodatek ponad rok spędził w hotelu, gdzie czuł się pewnie i bezpiecznie. To przy wycofanym psie jakim jest Filip prawdziwa rewolucja. Trzeba czasu i pracy całego domu. On musi być jak najwięcej w domu a nie na zewnątrz.[/quote] Mam w takim razie nadzieję, że Marta namówi Rodzinę na wpuszczenie psa do swojego choćby pokoju... Rozumiem, że bardzo go pokochała i że jest w stanie dużo dla niego zrobić. Martwię się, że się przestała odzywać. Marta, jeśli mnie czytasz, odezwij się, proszę!!! Wiele osób ma problemy z adoptowanymi psiakami, ale jeśli poświęcisz mu dużo czasu i pozwolisz być więcej blisko Ciebie, odpłaci Ci wielką miłością i przywiązaniem. Może być teraz zagubiony, ale wszystko można zmienić.
  7. Mocno trzymam kciuki!!!!!!! Oby wszystko się udało. Dobrze, że podjęłyście taką właśnie decyzję. Miejmy nadzieję że ten najczarniejszy scenariusz się nie spełni, ale gdyby tak, to jest to najmądrzejsza decyzja...
  8. Hurraaa!! Pojawił się "dobry duch Ajania":lol: Pomogłaś Emilio Ajaksowi, który miał umrzeć, a wyszedł na prostą i żyje mu się wspaniale, może więc i tu będziesz miała szczęśliwą rękę i Miśka wyjdzie z tego:multi:Tym bardziej, że jest umieszczona w tym samym pokoiczku, co Ajaks... ja za wszelką cenę chcę łapać się takich drobiazgów, żeby tylko myśleć optymistycznie. Może to głupie, ale ona podobnie jak Ajaks kradnie serca przy pierwszym spotkaniu i bardzo chciałabym, żeby miala szansę na szczęśliwe życie, ile by miało nie trwać...
  9. W stosunku do tego, co było, teraz ten guz wygląda rewelacyjnie! Może nawet nie trzeba będzie robić kolejnej operacji:loveu: To wspaniale, że tak dobrze znosi wizyty u lekarza. Ale jakby nie patrzeć, właśnie do lecznicy trafił z piekła, w którym mieszkal i cierpiał. Byłam przedwczoraj i wczoraj w klinice na Kosiarzy i opowiadałam lekarzom o Ajaniu, o jego totalnej metamorfozie. Bardzo się cieszyli, w końcu dołożyli swoją cegiełkę do ratowania mu życia. A ja zawiozłam tam biedną sunię z rakiem śledziony jak się niestety okazało. Siedzi w tym samym pomieszczeniu, co Ajanio i mam taka wielką nadzieję, że też jej się uda jakoś z tego wywinąć i znaleźć przyzwoity domek na resztę życia. Niestety nie będzie długie, ale chcemy zadbać, żeby chociaż było godne...
  10. [quote name='irenaka'][quote name='Ewa Marta']To wspaniale, że spodobał Ci się domek Irenko. quote] Spodobało mi się zdanie Neigh Ewuniu. To był cytat z jej postu:evil_lol:.[/quote] Ale ze mnie ćwiara.... Nie załapałam, a może po prostu bardzo chciałam przeczytać, że spodobał Ci się domek Irenko:razz: Mam nadzieję, że do wycofanie Filipka przejdzie...Czym to może być spowodowane?
  11. Jesteś wspaniała Olu!!! bardzo dziękuję za wielkie serce. Nie będziesz żałować, to cudowna sunia:loveu: Mogę ją przewieźć do Ciebie po operacji. Trochę mnie już zna, jechała moim samochodem, więc stres będzie może mniejszy. Wyproszę TZ-a, żeby prowadził, a ja usiądę z nią z tyłu, żeby czuła, że ktoś z nią jest. Narazie deklaruję 50 zł...i bardzo ale to bardzo proszę Was o najmniejsze choćby wpłaty. Nawet 5 zł może pomóc. Prawdopodobnie po operacji potrzebne będą jakieś leki, nie wspominając o hoteliku, czy DT.
  12. Spójrzcie na to z innej strony..... Miał najwspanialsze 2 lata swojego życia. Był kochany, zadbany, nakarmiony i bardzo szczęśliwy. Dzięki Neigh, która go wypatrzyła, dzięki ludziom, którzy zrzucali się finansowo na niego, wreszcie dzięki Teresce, którą miałam przyjemność poznać, odszedł godnie i bez cierpienia! Widzialam Trusta biegającego radośnie wokół swojej Pani. To był wulkan energii,. Oczywiście, że mógłby żyć wiele jeszcze lat, ale był chory i tylko warunki, które mu stworzyla Teresa spowodowały, że żył na kredyt i to jak pięknie. Wszystkim schroniskowym bidom życzę na koniec życia takiego domku. Trust.... [*]
  13. To wspaniale, że spodobał Ci się domek Irenko. Czy Filipek jest wycofany w stosunku do innych ludzi poza domownikami, czy w stosunku do nich też? Napisz cokolwiek na ten temat Irenko, proszę.... Marta, Ty też napisz parę słów co u Filipka. Czy nadal się na Ciebie obraża za to, że musisz wychodzić do szkoły?
  14. Ja się już zryczałam... Nie mogłam wejść na wątek, ale przeczytałamsam tytuł, który się ładował i krew mi poszła w nogi. zadzwoniłam do Lulki i juz wiedziałam... Straszne to i też uważam, że warto załatwić jeszcze jedną konsultację. Musimy z cała pewnością wiedzieć jakie są rokowania. Gdyby miała cierpieć i do tego nie mielibyśmy dla niej domu, to czy mamy prawo przedłużac jej cierpienia? Pytanie najważniejsze, to czy ona odczuwa ból w tej chwili? I na ile operacja poprawi jej jakość życia? Jezu... dwa spotkania z ta sunią a ja jestem nią zauroczona. Taki kochany skarb i tyle cierpienia przed nią. Ja się chyba nie nadaję do tego... Mimo to pojadę do niej w czwartek (jutro nie mogę na pewno, ale chyba pojedzie Lulka) Dajcie znać jakie są decyzje odnośnie suni. Kiedy ewentualnie operacja albo kolejna konsultacja. To nie jest sprawiedliwe:placz:
  15. No i byłam... Na powitanie dowiedziałam się, że sunia postanowiła sobie pójść stamtąd i w związku z tym przegryzła smycz, którą jej wczoraj zostawiłam i cichcem zaczęła iść w stronę wyjścia. na szczęście ktoś to w porę zauważył i ją zawrócił. Niestety w związku z tym została przeniesiona do malutkiego pomieszczenia, gdzie jest dużo kociaków w klatkach i są zamykane są drzwi, żeby znowu nie czmychnęła. To oznacza dosyć wysoką temperaturę i duchotę. Wyprosiłam, żeby otworzyć okno w sąsiednim pomieszczeniu, ale to niewiele daje. Miśka była potwornie smutna, powitała mnie ze zwieszonym łebkiem, który ważył z tonę, jak go podnosiłam. Pani doktor powiedziała, że nie załatwiała się od wczoraj i że mają z tym problem. Zabrałam ją na prawie półgodzinny spacer na druga stronę Wilanowskiej. Chodziłyśmy po trawie i krzaczkach i w końcu pod sam koniec spaceru usiadła i długo siusiała. Na spacerze była bardzo grzeczna, prawie nie ciągnęła, reagowala na "chodź Miśka". Nawet jej się podniósł ogonek i żwawo maszerowała przed siebie. Widać jednak było, że bardzo obserwuje teren i stara się iść jak najdalej. Kiedy chciałam zawrócić, stanęła niezdecydowana i nie bardzo chciała sama się odwrócić. Cały czas do niej mówiłam, co chwila głaskałam i może to pomogło jej się odprężyć i zrobić siusiu. W każdym razie pieszczoty przyjmuje z przyjemnością. A teraz najważniejsze...... obejrzałam ją sobie dokładnie w świetle dziennym i okazało się, że .......Miśka ma tatuaż w lewym uchu! Nie wygląda na tatuaż z hodowli, bo widać mniej więcej 1cm napis 7A albo TA. Kiedy pokazałam tatuaż w klinice, zaczęłyśmy jeszcze raz go oglądać i okazało się, że w środku ucha jest coś jeszcze, ale na tyle głęboko, że nie da jej się tego odgiąć. Moim zdaniem to może być tatuaż schroniskowy zrobiony np, po sterylizacji. Spróbuję popytać tu i tam i czegoś się dowiedzieć. Kiedy wróciłyśmy, Miśka mocno wtulała sie w moje nogi i bardzo nie chciała zostać. Widziałam taki sam jak przy przywitaniu zrezygnowany wyraz pyszczka. Moim zdaniem trzeba ją jak najszybciej przewieźć do Oli na te kilka dni, dopóki nie zwolni się miejsce w hoteliku. Ona jest tam bardzo nieszczęśliwa, taka przywiązana do stołu i samotna. U Oli zawsze ktoś do niej podejdzie, zagada może... Nie wiem, jaką podejmiecie decyzję, ale jeśli jest zdrowa, to możnaby ją zabierać stamtąd nawet dzisiaj. Nie mogę jechać do niej jutro, przydałoby się, w przypadku gdyby tam jeszcze była, żeby ją ktos odwiedził. Jest bardzo grzeczna na spacerze i lubi towarzystwo człowieka. Bardzo przykro mi było ją dzisiaj zostawiać. Rozumiem, że zrobiliśmy to dla jej dobra, ale ona jest bardzo nieszczęśliwa w zamkniętej małej klitce.... Może udałoby mi sie zawieźć ja dzisiaj późnym wieczorem do Oli, jeśli oczywiście się zgodzicie na to. Jestem prawie pewna, że była kiedyś czyjaś, może nawet została wzięta ze schroniska, tyle, że uciekła.... Wspaniale chodzi na smyczy, dostosowuje sie do tempa człowieka i generalnie nie jest dzika...
  16. Jeśli uda mi się wyrwać z pracy na godzinę, to pojadę do niej po 14, ale nie wiem czy to będzie możliwe...
  17. A ja bym ja jednak poogłaszała... Często ludzie nie mają pojęcia jak szukać zguby, ganiają blisko domu, zamiast ogłaszac w całym mieście. Ona ewidentnie była w domu i nie zaznała krzywdy od człowieka i może ktoś za nią bardzo płacze. Jeśli się okaże, że jest sterylizowana, to tym bardziej ogłoszenia są jak najbardziej potrzebne!
  18. Bardzo się cieszę, że mogłam pomóc:lol: Myśłę, że oni nie zgłoszą się po sunię, bo co innego wyrazić zgodę na pobyt suni, która sie przybłąkała, a co innego podjąć decyzję, o zabraniu jej na stałe. To nie zależy od nich, tylko od tej pani Dyrektor. W każdym razie bardzo sunię lubili i martwili się o nią. Widać zresztą, że szła za tym Panem ochroniarzem bez problemu. Ciekawe jak minęła Miśce noc:roll:
  19. Ale cudowna wiadomość! Odwożąc na Kosiarzy sunię, weszłam dzisiaj do tego czarnulka. To malutki, chudzitki przeraźliwie piesio. Trząsł się cały i próbowal podnieść łepek z kołnierzem. Podałam mu wodę, którą zmieniłam na świeżą, ale nie chciał pić. Karmy jeść też nie chciał, ale wyglądało na to, że w miseczce zostały tylko resztki. Tak sie cieszę, to taka delikatna psinka, widac było, że mu ciężko się pzrystosować....
  20. Nareszcie udało mi się wejść na dogo! Mam problemy w domu z internetem, ale do rzeczy. Kiedy podjeżdżaliśmy po sunię, ona akurat wkraczała do dyżurki Pana ochroniarza. Wyskoczylam prawie w biegu z samochodu, żeby przypadkiem nie wyszła stamtąd i powiedziałam Panu po co przyjechaliśmy. Pan się zafrasowal bardzo i mówi, że najlepiej przyjechać, jak będzie dowódca. Mówię, że moge ją zabrać tylko dzisiaj i że pojedzie do lecznicy na sterylkę, potem do domu tymczasowego, później do hoteliku i ludzie będą szukac jej domu. Pan postanowił zadzwonić do dowódcy, który zgodzil się na wydanie suni. W międzyczasie przyszla Pani ochroniarka i zaczęła się z nimi rozmowa, że sunia grzeczna, kochana i że bardzo żałują, że jedzie. Z drugiej strony jednak za chwilę zamykają barek, z którego Miśka dostaje jedzenie, poza tym pani Dyrektor powiedziała, że jak nikt się nie znajdzie, kto chciałby ją zabrać, to może zostać, ale budy nie chce jej zrobić. Trochę sie obawiają, że narazie zgoda na pobyt suni jest, ale zaraz może się skończyć. Ona całe dnie jest na zewnątrz, ale na noce zabierali ją do tej dyżurki. Nie ma tam miejsca dla niej, ale spała na podłodze. Umówiłam się, że sunię zabieramy na sterylkę, potem do DT i oni mają 10 dni na zastanowienie się i pogadanie z Panią Dyrektor, czy naprawdę chce zaopiekować się sunią i stworzyć jej właściwe warunki do życia, czy nie. Oni bardzo Miśkę lubią i chcą dla niej jak najlepiej, dlatego pomogli nam zaprowadzić ją do samochodu. Miśka zjadła kilka plasterków parówki, pozwalala się głaskać, ale kiedy zobaczyła obrożę w moich rękach, skuliła się w kącie i udawala, że jej tam nie ma. Mój TZ zaczął ją delikatnie głaskać i powolutku założyl jej obrożę. Nie protestowała. Potem znowu głaskaliśmy ją, mówiliśy do niej czule i zapięłiśy smycz. Pan ochroniarz wyszedł z nami na dwór i wołając ją, podszedł do samochodu. Tam podjęłam decyzję, że jest tak łagodna, że odpuszczam jechanie w klatce, tylko biorę ją na tylne siedzenie na kolana. Pan otworzył drzwi, ja otworzyłam drugi i on zawołal sunię z drugiej strony. Weszla spokojnie do samochodu. W drodze zachowywała się jak pies, który nie pierwszy raz jedzie samochodem. Stawała i z zainteresowaniem oglądala co się dzieje za oknami. Czasami siadała obok mnie, chwilami stawała na moich kolanach, a kilka razy położyła łepek na moich kolanach. Po wyjściu z samochodu bez trudu zaprowadziliśmy ją do kliniki, reagowała na swoje imię Miśa, pozwoliła Pani doktor na wszystko, obejrzenie zębów, oczu, brzuszka... Pani doktor powiedziała, że z cała pewnością nie jest szczenna, ale wygląda na sunię po sterylce. Położyłyśmy ja na brzuszek i pod futerkiem zauważyłyśmy coś, co przypomina szew... Dlatego jutro będzie miała robione USG, żeby niepotrzebnie suni nie kroić. Poprosiłam Panią doktor o sprawdzenie, czy nie ma przypadkiem czipa, ale nic nie piszczało. Słuchajcie, to ewidentnie sunia, ktoa umie chodzić na smyczy, jest przyzwyczajona do człowieka i do tego nie zaznala nioczego złego, bo poza tym, że uciekła strażnikom w mundurach, innym pozwala na wszystko. Jest przeurocza, grzeczniutka i łapiąca za serce. Ma kiepskie zęby i narazie to wszystko, co wiem. Jutro będzie wiadomo coś więcej, ale informacje będzie przekazywała Asia, na której nazwisko sunia jest w lecznicy. Kochany kudłacz leżal na podłodze po oglądaniu jej brzuchola i dopóki mny rozmawiałyśmy siedząc nad nią, nie ruszyła się. Kiedy wstałam, Miśka podniosla sie i chciała wychodzić razem ze mną i moim TZ-em. Po godzinie była już z nami zżyta... jest gruba, to fakt, ale żywila się w końcu byle czym, do tego pewnie kalorycznym i mocno przyprawionym. Trzeba ją wykąpać, o co prosiłam w klinice, ale warto to jeszcze przypomnieć. Konieczne jest odchudzenie jej, bo narazie kiepsko będzie jej wychodziło bieganie. I moim zdaniem jest szansa na znalezienie jej domku, bo jest PRZEUROCZA!!!! Mój TZ miał tylko zawieźć mnie tam. Nie dał rady oprzeć sie jej i głaskal ją, przytulał i starał się pokazać, że jest z nami bezpieczna. Czekam z zapartym tchem na kolejne relacje na temat Miśki, przede wszystkim na to, czy jest sterylizowana, ale o tym dowiemy sie pewnie pojutrze, bo dopiero jutro po 18_tej będzie miala robione USG. Zostawiłam jej kołderkę dziecięcą, drugą dala jej Pani doktor, ma więc mięciutkie posłanie w pokoju, gdzie personel często przebywa. Zostawiłam też karmę na 2 dni. I to chyba wszystko:cool3: A może warto porozwieszać gdzieś w okolicy ogłoszenia o jej znalezieniu? Może ona po prostu zginęła komuś? W głowie się nie mieści, że ktoś się chcial pozbyć tak kochanej suni. jest niekłopotliwa i taka łagodna....
  21. Nie mam szelek... mam dwie różnej wielkości obroże i obie zabiorę. Mam nadzieję, że nie ucieknie... Trochę mam pietra:roll:
  22. No dobra, mam adres L/Olki. Ruszam po sunię o 16:15 z Ursynowa. Mam nadzieję że uda nam się ją złapać. Zabiorę jakieś kiełbaski, żeby ją zwabić. Nie wiem ile waży, jak mi Lulka odpisze, to kupię po drodze środek na odpchlenie. Pytanie tylko, czy warto go od razu zakroplić, czy poczekać, aż np. jutro Ola ją wykąpie i wtedy zakropli.
  23. Ja też wysłałam Lulce swój telefon i czekam na wiadomość.
  24. Ale cudownie! Rozumiem, że DT będzie w domu? Jakby co, mogę sunię przetransportować do Ciebie, ale może warto, żeby pierwszą noc po sterylce spędziła w klinice? Chyba, że będziesz miała możliwość zaopiekowania się nią tej pierwszej nocy. Z własnego doświadczenia wiem, że to noc nieprzespana. Moja sunia przeleżała na mnie całą noc i płakała co chwila żałośnie. Dostawała środki przeciwbólowe, ale i tak czuła się kiepsko. Druga doba była już kompletnie inna. Psy jednak szybciej dochodzą do siebie, kastracja jest mniej radykalną operacją. Moje psisko tylko spało po powrocie do domu. Czekam na sygnał, czy mam gdzieś dzisiaj jechać. Od jutra będzie trudno, bo pracuję do późna.
×
×
  • Create New...