-
Posts
29268 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
31
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Ewa Marta
-
[quote name='Neigh']No zanim on zacznie wyglądać jak pies, to z pół roku minie..... Tak mi sie dziś jakoś kombatancko zrobiło......i a'propos pomocy to mi się przypomniało..... 10 psów miało jechać do mariamc ( krzyczkowiaków) .....nie było czym. Nagle cud.....ktoś załatwił duży samochód...cholera nie ma kasy. Jest...znalazła się osoba;-) która powiedziała, ze zapłaci za przejazd.....noo. Ale w co je zapakować znów stres, nerwy, łzy....10 psów to było dużo... Mogły jechać te trudne. Nagle jest dzwoni tel : nie rycz jadą zaprzęgowcy - wiozą klatki. Euforia..... I kolejne bęc na tyłek......taka trasa musi być zmiennik kierowcy jeden nie pojedzie. NIe ma...nie ma skąd wziąć.... Cyrk. Wszyscy w nerwach, non stop telefony...nie jadą kurna żesz mać nie jadą... I dzwoni mi tel - miły człowiek w telefonie mi mówi, ( Marek?? chyba tak) ze jemu sie dopiero dziecko urodziło, ze NAPRAWDĘ nie ma kasy, zeby pomóc, ze sam ma psa, kota w kawalerce....glos mu sie ciut chwieje...ale ze on bardzo chciałby cokolwiek pomóc....ze moze nosić, wozić - bo on jest kierowcą zawodowym... CUD? Pojedzie pan? No oczywiście ze pojadę....I pojechał.....tego samego dnia wsiadł w pociąg i przyjechał do Wawki, zeby pojechać z krzyczkowiakami transportem. Niezłe co nie? I absolutnie prawdziwe....... Na świecie jest dużo dobrych ludzi, tylko trzeba ich znaleźć.[/QUOTE] Ten drugi kierowca, który pojechał miał za to dostać kasę. Tłumaczył się, że nie może inaczej, bo naprawdę z kasą u niego krucho. Pieniądze na to były i pojechali. Kiedy jednak Pan Marek zobaczył z jakiego piekła zabiera tę dziesiątkę i w jakie wspaniale miejsce je zawiózł, to wymiękł i nie wziął ani grosika. Powiedział, że zostawia wynagrodzenie na potrzeby kolejnych psów do wyciągnięcia. I to było dla mnie najpiękniejsze! Bo mógł zarobić, a jednak oddał kasę. To sa właśnie te pięne gesty, które pozwalają wierzyć że nie każdy człowiek to bestia.
-
[quote name='Neigh']Ewa, ja jednak obstawiam, ze on nie zwiewał dalej.....ze strachu. Paradoksalnie uratował go ten jego lek. Gdyby byl odważniejszy....[/QUOTE] Pewnie masz rację, tylko ja niepoprawna optymistka ciągle chce wierzyć w to, że on czuł się u Gusi bezpiecznie. Tyle, że on wcześniej dwukrotnie przeskoczył jezdnię - raz, kiedy uciekał Gusi, a drugi, kiedy z tej działki wracal na osiedle. Samochody jechały w tym czasie i wskoczył między kolejnymi jadącymi. Zresztą to nieistotne, najważniejsze, że nie poleciał w drugą stronę na skarpę, bo tam nie mielibyśmy żadnych szans. Nawet zamarzniętego ciężko by nam było znaleźć w tych chaszczach...
-
No i co u Miśki? Lepiej?
-
Tak... czyta się to radośnie, ale wczoraj to był horror. Bałam się, że go nie złapiemy... Zwłaszcza, że kilka dni wcześniej ganiałam po skarpie swoje oswojone w końcu psy, które poleciały za sarną. Przecięła nam drogę na spacerze w odległości 2 metrów i te wariaty ruszyły za nią. Po 40 minutach odnalazłam Sama, potem już z moim TZ-em podzieliliśmy się sektorami i szukaliśmy Barsy. Po ponad 2 godzinach odnalazł ja mój TZ, a ja zaryczana dzwoniłam do Neigh i prosiłam o pomoc. Usłyszałam krótkie hasło "kończę rozmowę zaczynam działać" i rozłączyła się. Po minucie zadzwoniłam ponownie, żeby podać więcej szczegółów i w tym momencie zadzwonił na drugi telefon mój TZ z okrzykiem "mam ją!". Przez tą minutę jednak Neigh już zawiadomiła Gusię i zaczęła się akcja zwoływania ludzi z Ursynowa do pomocy. I to było niesamowite, że można błyskawicznie organizować pomoc. W sumie szkoda, ża zostala odwołana, bo zrobiło się ciemno, a ja zostałam na środku skarpy w polu i nie miałam pojęcie jak wrócić do domu. Było zimno, mokro i daleko do domu. Dobre pół godziny zajęło mojemu TZ-owi odszukanie mnie i zabranie do domu. Tym bardziej jestem szczęśliwa, że onek okazał się taki mądry, że przeskoczył przez jezdnię, żeby wrócić na osiedle Gusi. Jest bardzo inteligentny i chyba nie było mu u Gusi źle, skoro nie zwiał dalej:multi:
-
Bardzo żałuję, że nie mogłam widziec dzisiaj Gusi na spacerze z onkiem. Wyprowadzila go na szelkach i dwóch obrożach. Do tego dwie smycze i linka owinięta dookola pasa Gusi:lol: To musiał być niezapomniany widok! A z przyziemnych informacji - psiak troszke zjadl w nocy, jest bardziej wystraszony, niż przed ucieczką, ale na spacerze ciągnął tylko trochę. Na dworze zrobil siusiu. Pan dozorca, który widzial całe zdarzenia (na naszego onka rzucil sie znienacka rotwailerowaty pies i to spowodowało jego urwanie się i ucieczkę) i powiedział, że zna właściciela. Zaprowadzi go do Gusi dzisiaj. Byłoby dobrze, gdyby właściciel pokrył koszt łapania psa i jego leczenia w tej chwili. Myślę o środkach na uspokojenie, które musi brać. Do tego Gusia odkryła na jego grzbiecie ślady zębów tamtego. Nie skomentuje tego, bo jak napiszę co myślę to dostanę bana... Dzisiaj onek jedzie do lekarza. Gusia będzie miała dwuosobową męską obstawę, więc nic nie powinno się wydarzyć. Czekam na jakieś informacje od niej. Najważniejsze, że pies jest cały. Lekarz poda mu dzisiaj lek uspokajający i pewnie oprzez jakiś czas będzie musiał dpstawać zastrzyki. Lepsze to, niż paraliżujący strach, jaki odczuwa. Jak on w końcu będzie mial na imię??
-
Dotarłam, poczytałam, co już wiedziałam i obejrzałam zdjęcia. Ona jest piękna i taka szczęśliwa na rękach u człowieka!!! Trzymam kciuki za ten potencjalny domek!!!
-
[quote name='Anna_33']Tiaa, a ja chcialam polecic chwytak, ktory OS kupila...ale za 450 zl kurcze,myslalam, ze to tanio :angryy: Do listy ratunkowej na Ursynowie prosze mnie doczepic. Bede sie czepiac, jak nie doczepicie. Jak przechowac trzeba cos duzego, to tez moge)[/QUOTE] Czuj się zapisana na listę Aniu;)
-
[quote name='Neigh']No Gusia oczywiście - a ponieważ ja mam słabość do świrów....bo to wiadomo swój swego znajdzie, to się jej już parę razy oświadczałam....ba z raz to nawet zostałam przyjęta:-) Nie odda do kojca.......hihih psychol jeden. Tia' A ja bym go nazwała NUGAT skoro się tak obsesyjnie tej ulicy trzymał......poza tym Tygrys miał mieć na imię Nugat, ale już miał imię....wiec dobrze by mu wróżyło. Zresztą jak się bedzie nazywał tak sie bedzie nazywał..... Pytanie jak mu znaleźć lokum odpowiednie. Swoją drogą jestem cholernie ciekawa jutra........bo to różnie bywa. Jedna taka psica np. doszła na haju podobnym do wniosku, ze ona w sumie to się ludzi jednak nie boi....[/QUOTE] To prawda, "psychiczna" Gusia nie odda psiaka do kojca. Ale gdybyście spojrzeli na niego, jak przerażony uciekał przed jakimkolwiek kontaktem z ludźmi, a potem spal jak zabity i można go było głaskać i był taki... dostępny i bezobronny, to też byście nie oddały. On w kojcu zdziczeje do końca. Potrzebuje socjalizacji i swojego właściciela, któremu zaufa i którego pokocha. Jest piękny mimo ran i zaniedbanej sierści,. Z trudem powstrzymywałam się, żeby go nie przytulac i nie całować tego wykończonego pychola. Na zdjeciu widzę nowe szelki, kupiłyśmy jeszcze drugie, z innym niż te zapięciem. Mamy nadzieję, że z dwóch par szelek nie zwieje. Idę spać, czuję w kościach poranne i wieczorne bieganko. Śpijcie dobrze, cudownie mieć świadomość, że i on śpi smacznie, a dzięi środkowi usypiającemu nie stresuje się, nie chce uciekać, tylko chrapie na kanapie:multi: A Nugat ładnie:lol:
-
[quote name='gusia0106']Dziękujemy :Rose::Rose::Rose: [IMG]http://img204.imageshack.us/img204/9492/0000209.jpg[/IMG] Wszystko jutro. Dziś już nie mam siły.[/QUOTE] Ten widok wyciska łzy z oczu:loveu: Nie mogłam przestać myśleć, że jak go nie złapiemy do nocy, to zamarznie... Czuję tak niesamowitą ulgę że aż mi się rozlewa gorąco w środku.
-
[quote name='mysza 1']Ależ się cieszę z powodu tego biedaka:loveu:. Teraz trzeba zdjąć wszystkie plakaty, którymi zakleiłyśmy rano całe osiedle:evil_lol: Dobrze, że pan uległ urokowi Asi, bo nikt inny nie chciał przyjechac, zresztą on tez nie ;) Jesli chodzi o tą sunieczkę to idę na jej wątek.[/QUOTE] Część już zdjęłyśmy, ale trzeba Wam przyznać że kleiłyście mocno;)
-
To była naprawdę błyskawiczna akcja. Chłopaki załatwili sprawę super! My mokrzy od ganiania, ale w końcu udało się. Płakac mi sie chciało, kiedy zobaczyłam to ieszczęście jeszcze kilka minut wcześniej usiłujące uciec, choc juz tylko truchtał i widać było, że ma dosyć. Potem taki leżący bez sił. jednak kiedy zaczęłi go podnosić na kocu, nagle znowu i ożyl i koniecznie chcial uciekać. Dobrze, że mial pętlę na szyi... Po chwili widok psa śpiącego na podłodze w kuchni był powalający. Wybaczcie nieskładność. Jestem wykończona nerwami przez cały dzień i strasznym stresem, że coś pójdzie nie tak. Wielki ukłon w stronę chłopaków, ale też wszystkich, którzy ruszyli z pomocą, w stronę tych, którzy nie mogli przyjechać ale koordynowali wszystko telefonicznie i naganiali nam ludzi (Neigh:loveu:) Pięknie dziękujemy Panu z Ubocza (?), który nie znając nas, przyjechał gotowy pomagać. Gusia dostała mnóstwo telefonów od ludzi, którzy na bieżącio informowali ją, gdzie jest pies. Plakaty spełniły swoją rolę:loveu: I wiecie co? Fajnie jest mieć świadomość że nie wszyscy sąsiedzi chcą psa ukatrupić, a tylu tak chętnie dzwoniło i informowało gdzie jest pies.... Jak on się w końcu będzie wabił? Kupiłyśmy z Gusia dwie pary super mocnych szelek, każda zapinana inaczej. Teraz się chłopak nie wymknie! Ale się cieszę, że śpi już bezpieczny w domu..... Może ktoś napsize składniej o całej akcji, ja muszę iść z psami na spacer, bo dzisiaj mało miałam dla nich czasu.
-
Będę na pewno. Nawet przed 17, żeby już sie rozglądać i go zlokalizować. Mam tylko prośbę, nie wołajmy go, bo głos człowieka dziala na niego bardzo kiepsko. Najlepiej lokalizowac go w ciszy. Wezmę ze sobą koc, mam w samochodzie ręczniki, które już dawno temu dostałam od Neigh dla Gusi. Złapiemy go, wierzę w to bardzo. To mądry psiak, ale bardzo, bardzo przerażóny. Po tylu godzinach biegania środek powinien podziałać szybciej...
-
Rozmawiałam z wetem z ZOO. Mówi, że tylko tyraliera i siatka... On nie może strzelać poza ZOO. Mówi, żeby nie łapać gołymi rękami, bo go tym bardziej wystraszymy i nie złapiemy. Gusia kombinuje siatkę, a Ci, którzy będą o 17, niech może zabiorą jakieś koce i latarki. Ja będę na pewno, wcześniej też pójdę sprawdzić. Gusia ma info od jakiegoś faceta, że pies przesiaduje w krzakach koło telepizzy i Warusa. Niestety z każdej strony można tam uciec:shake: Biegnę zaraz do moich psów, a zaraz potem podjadę tam, może jakimś cudem uda się go zwabić na pachnąca parówkę...
-
Wpadłam na moment w przerwie spotkania w firmie. Dziewczyny, on rano, po wyrwaniu się Sławkowi, bardzo wyraźnie biegł w stronę domu Gusi. Minął mnie kilka metrów, aj akurat szłam do nich. Biegłam najpierw za nim, potem wróciłam po samochód i samochodem z Gusią dojechałyśmy w jej okolice. On tam był. Wyraźnie trzymal się klatki, ale bał się wejść. Nadzieja w tym, że tam czuł się bezpiecznie i w końcu wejdzie. Nie reaguje na żadne wołanie, wręcz przeciwnie - wołanie powoduje szybsze oddalanie się. Nie chce szynki, nie chce nikogo. Cały czas biega, więc nie zamarza narazie. Kilka minut temu był znowu pod klatką. Ja wracam na zebranie, ale jak tylko będę mogła, urywam się i pędzę szukać go dalej. Jest przerażony, ale nie agresywny. Może jak już będzie bardzo zmęczony, wejdzie do klatki? Gusia pilnuje, żeby cały czas była otwarta. Najważniejsze, że wraca. Byłam pewna, że jest już daleko. Trzymam się tej myśli, że jednak wejdzie do klatki.
-
Znalazłam i melduję się na stałe na wątku. Gusiu,m numer konta poproszę uprzejmie i piosz, co mogę zrobić. Może za kilka dni mogłabym poznać kolege osobiście i w razie czego pomóc Ci w wyprowadzaniu go na spacery? Ja bym po każdym siusianiu na dworze bardzo chwaliła i dawała cos pysznego (paróweczkę na przykład). W domu z kolei sprzątałabym bez słowa. Może chłopak załapie, że to siusianie na dworze się opłaca? Jesteś niesamowita, kochana i bardzo mocno trzymam kciuki za Ciebie i młodego. Jego pyszczek nie jest dziki, on jest przerażoną kupą psiego nieszczęścia, która jeszcze nie wie, że trafiła do raju, do tego w kolorze pomarańczowym:loveu: Mogę podrzucić Ci 10 fajnych czapek zimowych dla dzieci i dla dorosłych na bazarek. Pora dobra na takie zakupy. Daj znać, kiedy będziesz miala siłę zająć się bazarkami kochana.
-
Olu, Ty ją widzisz i wiesz lepiej. Pewnie, że lepiej byłoby jej nie stresować jazdami. Może rzezcywiście zaczekac do wtorku, kiedy skończy antybiotyk i wtedy zobaczymy co dalej... Decyduj i w razioe czego daj mi znać. Emilio:loveu: Pięknie dziękujemy za to, że pamiętałaś o Miśce:loveu: Jak widzisz kasa nadal potrzebna:-(
-
[quote name='asiaf1']Już skontaktowałam się z Moniką z Kosiarzy prosi, żeby przyjść do niej w poniedziałek między 17-21 będzie tez w tym czasie Igor Biesennik to razem ją obejrzą[/QUOTE] Mogłabym spróbować dojechać na jakąś 20 po Miśkę i Olę (mam nadzieję że pojedziesz ze mną w arzie czego?) Jest mnale prawdopodobieństwo, że się nie wyrobię z pracą, więc gdyby ktoś jeszcze mógł ją zawieźć, byłoby pewniej. Jeśli nie ma nikogo, stanę na głowie i Misiulę zawiozę... Gdyby nie było mnei na dogo, to puść Olu sygnał, a ja oddzwonię.
-
Wydaje mi się, że w takiej sytuacji trzeba ją zawieźć na Kosiarzy. Jeśli coś zostało nie tak zrobione, to poprawka jest chyba w ramach reklamacji? Jakoś się w razie czego będę mogła umówić i zawieźć Miśkę tam na zabieg. Potem, pewnie po kilku godzinach trzeba ją będzie zabrać do domu, bo nie ma sensu, żeby tam siedziała, skoro ma swoje miejsce na ziemi. Lulka, może warto zadzwonić do pani Doktor na Kosiarzy i powiedzieć o przypuszczenaich lekarza? Myślę że sama pani doktor będzie ją chciała zobaczyć. To fajna klinika, ale jak wszędzie zdarzają się czasem takie sytuacje. Nie możemy zostawiać Oli z tym problemem. Jeśli się niepokoi, warto to skonsultować z lekarzem, który ją operował...
-
[quote name='Lulka']Ja mam dokladnie takie samo zdanie jak ten wet, dopoki pies czuje sie dobrze to sensu badan nie widze. Zresztą w przypadku raka złośliwego juz wiele zrobic sie nie da, najwazniejsze stworzyc jej teraz super warunki do zycia i obdarzyc miloscia czego z pewnoscia jej nie zabraknie wsrod tak super ludzi :loveu: Zwolenniczka chemii dla psow nie jestem. Uwazam ze dla psa liczy sie jakosc zycia, a nie jego dlugosc i zameczac psa chemią to bezsens. L/Olka ogromne dzieki za wizyte u weta i opieke nad Misia :loveu: [/QUOTE] Zgadzam sie w 100%. Dal niej najważniejsze w tej chwili, to własny kąt i miłość człowieka. Jak zacznie ją boleć, trzeba pomóc, a dopóki jest w dobrej kondycji - nie ruszać, nie męczyć badaniami...
-
Biedna Kropeczka... ona musi umierać ze strachu przed samotnością:shake: Wydaje mi się że to jedyny sposób, zaczynać od kilku chwil i powoli wydłużać jej samotność. Moja znajoma swojemu psiakowi zostawiała włączone radio albo telewizor. Wtedy nie czuł się taki samotny. Dobrze, że zostaje z kością, cz inną n ogą. To zawsze pozwala zając się czymś. Moja sunia do roku przy każdym zostaniu w domu samotnie zjadała mi szafkę nocną, drzwi, nogi od łóżka, wreszcie telefony, piloty, książki... wszystko było dobre, żeby się wyżyć. Potem wychodziłam z nia na długie spacery rano (od godziny w górę), rzucałam piłki i kije, żeby się wyganiała. Po powrocie była tak zmęczona, że nie czekała nawet jak wyjdę i zasypiała...