Dziś jest chyba gorzej z zaakceptowaniem że wyszłam do pracy, wczoraj sie położyła pod drzwiamy, na łóżkach i jakos dała rade, dzis biega, szuka mnie, piszczy i drapie, może wie, że wróce, ale zdała sobie sprawa za jak długi czas. Ech, przecież tyle ludzi wychodzi do pracy i to jeszcze muszą sporo dojechać, wiec mam nadzieje, że i ona to zrozumie... Bidaczek, trzyma się mnie cały czas jak jestem w domu, bardziej niz Tusia, ale wierze że jej przejdzie.