-
Posts
23021 -
Joined
-
Days Won
10
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by rozi
-
A przestań, nie masz problemu żadnego, ja mówiłam, że dwa razy dziennie przyjadę, dziewczyny też pomogą, klucze się dorobi, najwyżej potem zmienisz zamek :) Edit.: Dobrze, że nie masz kasy na hotel, pieski w domu będą się bezpieczniej czuły.
-
Dogo się lekko sypie od jakiegoś czasu, trzeba odczekać i spróbować ponownie, jeśli czegoś nie chce wykonać.
-
Nie trzeba wychodzić, znaczy ja uważam, że nie trzeba. Kula moja śmiga na normalne spacery, ale ma na stałe podkład i jest przyzwyczajona, nie ma żadnego stresu z załatwianiem spraw w domu. Jedyne co, gdybym ją z kimś musiała zostawić, to pupa na króciutko ścięta, tylne łapki, żeby nic się nie przykleiło, żeby nie trzeba było kąpać, tego by się bała z obcym.
-
Moim zdaniem lepiej będzie, jeśli zostaną w swoim domu, wszystkie razem.
-
Mieszkasz gdzieś na linii Metra, prawda? Mogę się zająć suczkami w ich domu, ale poszukaj lepszej opcji, bo ja przyjechałabym tylko dwa razy dziennie na krótko. Nie będą płakały same w domu?
-
Nie no nie żartujcie, jeśli piesek pozwala się głaskać, to można mu zarzucić obróżkę zaciskową, czyli choćby sznureczek z pętelką, na chwilkę, żeby się nie mógł wyrwać, zawinąć w koc i do domu. Znaczy gdzieś, gdzie ma być.
-
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-
Dziś właśnie opowiadała mi dziewczyna o małym jorkowatym piesku, który gryzł bez powodu, znaczy atakował jakieś wyimaginowane zagrożenie. Skończył w ataku padaczkowym. Nie chcę straszyć, demonizować, ale wcześniej już mi się to wszystko kojarzyło z neurologią.
-
To jeden z niewielu, niestety, sposobów mojej babci, które zapamiętałam i stosuję. W ciągu dosłownie pół godziny wyciągnęło mi to kiedyś na wierzch cały syf z rozoranej psimi pazurami, spuchniętej ręki, porobiły się ropne krosty, przekłułam i po krzyku. No ale to cholernie boli, nie każdy ma odwagę wsadzać, nawet na sekundę, ranę w gorący napar :)
-
Wpadłam na wątek przypadkiem, czy Tobie te rany puchną, ropieją? Jeśli tak, to zaparz rumianek i wsadź rękę w gorący, na ile wytrzymasz bez poparzenia, za chwilę znowu, parę razy. Będzie bolało.
-
No. A do mnie zadzwoniła wczoraj koleżanka. Poszła sobie do lasu poszukać grzybów, a znalazła karton z sześcioma szczeniakami. Do schronu nie chce oddać, trzymać też nie ma jak, dałam jej namiary na jakieś fundacje, ciekawe co z tego wyniknie.
-
No ja się nie zgadzam. Zawsze u nas były dzikie koty, snuły się po podwórzu, czarujące, miękkie stworzenia, butne i niezależne, wędrujące za swoimi sprawami daleko, wracające kiedyś. Czasem trzeba było zaciągnąć ręczny, wysiąść z samochodu i przepsikać ze trzy, co się w słońcu rozwaliły na środku drogi. Ja kochałam te wolnożyjące koty, bardzo mi ich brakuje (wyłapane i wciśnięte w ciasne 4 ściany gdzieś, bo się zaczęły nazywać bezdomne). Chwała Bogu jeden z sąsiadów wypuszcza dwa swoje domowe grubasy na wolne loty :) można się pogapić i przypomnieć sobie czasy sprzed wystrzyżonych na jeża trawniczków.
-
Co Ty z tą Miśką moją wyrabiasz!!! Jak to kaszel kenelowy?!