-
Posts
6714 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by dreag
-
Już Ci wrzuciłam na PW;)
-
[quote name='ula_cz']A gdzie on dokładnie jest?? może bym podjechała go odwiedzić... jakiś spacerek... czy jest nieufny do obcych??[/quote] Psinka jest w Wasilkowie, dokładnie nie wiem gdzie, bo Ula całkowicie się nim zajmuje - karmi, załatwia spacerki, weterynarza, wszystko przy nim robi. Jest tam chyba 2 rzy dziennie. Strasznie szkoda, że nie może zostać jego panią. Byłoby dla niego najcudowniej. Pracownicy też go polubili. Zapytam, czy potrzebna jej pomoc;).
-
[quote name='malagos']A jak z tym szczekanim, nadal nie chce zostawać sam?[/quote] Zapomniałam o tym napisać. Uspokoił się, chyba już rozumie, że Ula go nie zostawia. Niestety niekoniecznie chce siedzieć sam za ogrodzeniem, woli przy ludziach, tak jakby bał się samotności. Pracownicy maja więc nowego kumpla;). Podejrzewam, że on musiał być jakiś czas temu psem domowym. No i te komendy... Dzisiaj Bakteria mi podpowiedziała, żeby popytać w szkoleniach, czy nie znają tego psa, może kiedyś uszczęszczał do psiej szkoły. Zapytam Aliny i P. Uli z Pieczurek, a nuż... A co do tego nadzierania się Stefana (imię jest strasznie fajne, bardzo mi swojsko brzmi, znam takiego jednego:evil_lol:), to już nawet proponowałam Uli, żeby przy dzisiejszej wizycie u weterynarza załatwiła mu coś na uspokojenie, bo strasznie się bałam, że będzie przez to klapa. Nie wyobrażam sobie, co by z nim wtedy zrobić... Ale właśnie mi napisała, że szef nadal pozytywnie nastawiony. Ufff!
-
Ja rozumiem, że może faktycznie nie zawsze warto ludziom wierzyć. Ale prawdę mówiąc się wkurzyłam, bo tak się cieszyłam, że jest z nim lepiej niż miało być... a tu takie... że wygląda za dobrze. Choć i tak wetka nie daje gwarancji czy wszystko się poprzyjmuje, zwłaszcza zęby...
-
Zdjęć sprzed operacji niestety nie ma, bo dziewczyny zajęły się ratowaniem psa, a nie sesją zdjęciową:cool1:. A w torebce też nie noszą, z nadzieją, że spotkają jakąś bidę, której będą mogły klepnąć jakieś sensacyjne ujęcie. Pies po wizycie u weta został zawieziony pod Białystok, a następnego dnia dziewczyna zabrała go dopiero przed operacją, bo pracuje w innym miejscu. Mogę podać na PW tel. do lecznicy, tam opiszą zainteresowanym ze szczegółami rodzaj uszkodzeń i jego wygląd, gdy tam trafił. Druty są pod językiem, ale Ula spróbuje mu może tam zajrzeć, skoro tak bardzo co niektórzy lubią oglądać takie rzeczy... Gdy ja o to poprosiłam, bardzo się zdziwiła, bo myślała, że im ładniejszy, tym lepiej. A, że szczekał? Widocznie mógł... :evil_lol: Osoby, które nie wierzą, że to pies po przejściach, wcale wierzyć nie muszą. Mają takie prawo. Niech zajmą się "ciekawszymi" przypadkami. Wstyd mi:oops: Ja tam się cieszę, że już wygląda dobrze, a nie tak makabrycznie, jak było w chwili znalezienia...
-
[quote name='agat21']Boże, kolejna koszmarna historia. Jedyny, ale za to bardzo wielki promyk słońca to to, że znalazłyście biedaka.. wszystkim pozostałym osobom, ktore go widziały, a nie zrobiły nic, życzę jak najgorzej.. tego, czego życzę osobie, która psiaka skrzywdziła, nie napiszę nawet.:chainsaw: Gdzie zbierana jest kasa na niego? Na jakie konto?[/quote] Kasa chyba na moje konto (dla chętnych na PW), będę podawać rozliczenie wpłat w drugim poście. Bazarek i zbiórkę robię pierwszy raz, więc podpowiedzi w tym względzie mile widziane:oops:.
-
[quote name='Magdalena']będą fotki?[/quote] Będą, będą, zaraz wstawię w pierwszy post:lol: [B]Pozwolę sobie skopiować, co Ula mi o nim napisała:[/B] Witam! Psa nazwałam Stefan. Jest przyjazny,kochany, ufny mimo przejść wesoły,karny (siad, zostań, leżeć, chodzenie przy nodze) być może potrafi więcej, ale za 1 dzień poznawania to i tak dużo. Wraca na komendę gwizdaną, nie musi chodzić na smyczy (ale umie i to) ręką macałam mu miseczkę i podawałam jedzenie wprost do pyska. Je delikatnie i absolutnie nie agresywnie wsiada i jeździ samochodem chętnie i spokojnie. Uwielbia wodę (wszedł do oczka wodnego i siedział, wyszedł na komendę odwołania) więc z kąpaniem też nie ma problemu. Tuli się sam do nóg, nie skacze na powitanie na człowieka, ale grzecznie się wita). Nie podchodzi do obcych sam, chyba że ktoś wyraźnie go zawoła. Ujmująco mądry, nie chce się załatwić nawet w 50 metrowym kojcu trzyma się wyznaczonego terenu. Ma ok. 7 lat, ale jest żwawy (mimo straszliwych przejść - umarł prawie z głodu, bo nie mógł jeść połamaną, zwisającą szczęką. Ma obitą głowę - chyba samochód, ale już dzień po operacji biegał jak nowy :-)) Obecnie ma zdrutowaną szczękę i wymaga półpłynnego jedzenia przez ok.1,5 miesiąca. Stan zdrowia obecnie nieco do poprawy, ale będzie jak nowo narodzony za ok. dwa tygodnie (tak myślę).
-
Cholera.... Wiem jak starszna jest bezsilność, nawet nie za bardzo umiem podtrzymać na duchu...
-
Właśnie przed chwilą miałam telefon od Uli, że Stefan czuje się już dobrze po wczorajszej operacji. Ale jest jeden, za to poważny problem. Przeraźliwie non stop szczeka, przestaje tylko jak Ula jest z nim. Nie chce zostawać sam, choć ma duży wybieg. Szef tam mieszka i podejrzewamy, że długo tego nie będzie chciał znosić. Jak się nie uspokoi, będzie przes.... :roll: Jest podobno bardzo przymilaszczy. Ula ma dzisiaj koniecznie zrobić zdjęcie. [COLOR=black][B]Link do bazarka w drugim poście na dole;)[/B][/COLOR]
-
Dzięki:lol:
-
Operacja trwała 2 godziny (16.00-18.00). Nie wytrzymałam, musiałm go zobaczyć, bo oczywiście po wczorajszych wrażeniach nocne psie koszmary... Akurat go wynosili do samochodu. Tak pomyślałam, że pewnie to właśnie Ula. Razem z chłopakiem delikatnie ułożyli psa w samochodzie. To duży, żółto-rudawy (przecież mam do takich szczęście!) biedulek. Ma ok. 6-7 lat. Ula strasznie przeżywająca, ale szczęśliwa. Pierwsze co usłyszałam, to, że zęby na razie zostały. Szczęka i ząbki od 1 do 5 poszczepiane na druty. Pani weterynarz mówiła, że rokowania niezłe, ma nadzieję, że coś z tego będzie. Przez miesiąc pokarm w stanie płynnym lub półpłynnym. Ula już trzyma dla niego rosołek z kurczaczkiem na jutro:lol:. Naprawdę wspaniała dziewczyna, zajmuje się nim, jakby to był jej własny od lat ukochany psiulek. Strasznie się zaangażowała. Całe szczęście dla niego. Tak więc po dużych trudach i perypetiach na razie Stefan:lol: (tak nazwali go pracownicy z firmy szefa Uli) ma dt, w którym może spokojnie dochodzić do siebie. Teren jest ogrodzony, to taki boks, który ma bardzo dużą powierzchnię z trawą. Ma do dyspozycji dwie budy, jedna z siankiem, drugą zaopatrzyła w kupioną właśnie mu specjalnie kołdrę, dzisiaj jeszcze dostał nowy kocyk i wyprawkę. Szef w porządku, bardzo za zwierzętami, pracownicy też. [B]Docelowo trzeba mu będzie znaleźć dom, ale teraz najważniejsze doprowadzić go do ładu i składu. Przed nim jeszcze wiele. [/B] Zdjęć jeszcze nie mam, bo Ula nie miała kiedy zrobić, a ja jak na złość, wybiegając z domu nie wzięłam aparatu. Ale jak tylko będę miała to wkleję. [B]Pomóżmy w leczeniu i utrzymaniu psa. [/B] [B]Z kasą strasznie krucho. [/B] [B][B]Operacja z leczeniem wyliczona gdzieś na 350 zł, na razie załatwiona na krechę:cool1:. [/B][/B] [B]Kto może ofiarować kilka złotych, [/B][B]albo ma coś na bazarek? [/B] Wszelkie propozycje mile widziane... [B][COLOR=red]BAZAREK[/COLOR][/B] [URL]http://www.dogomania.pl/forum/f99/bazarek-na-leczenie-stefanka-z-rozwalona-szczeka-rozmaitosci-do-28-06-a-140131/#post12470998[/URL]
-
To poskładany Stefan. [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images41.fotosik.pl/142/db7e1c99f147836d.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images49.fotosik.pl/146/674bc8bc8e4c36b8med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images40.fotosik.pl/142/0318be346ec93d3cmed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl][IMG]http://images50.fotosik.pl/146/85905c77e4994460.jpg[/IMG][/URL]"][COLOR=#000000][URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images50.fotosik.pl/146/85905c77e4994460.jpg[/IMG][/URL][/COLOR][/URL] Mam coraz większy wstręt do ludzi za totalną znieczulicę:-( :angryy:. Ale na szczęście są i Ci lepsi. Chylę przed nimi czoła. Kolejna psia smutna historia... Wczoraj dzwoni koleżanka - przy sklepie na Piasta wałęsa się ledwo powłócząc nogami duży pies. Widok makabryczny - dolna szczęka zwisa, zęby ledwo się trzymają po bokach, też wiszą. Brrr. Makabra:shake:. A tyle ludzi... Nikt do tej pory nie jest zainteresowany. Co robić, co robić? Schronisko nie odpowiada, a zreszta wszem i wobec wiadomo, że nie przyjmują, a zresztą w takim stanie? Ania razem z koleżanką, próbują dać mu chociaż coś do jedzenia, ale jak jeść, gdy szczęka nie reaguje????:-( I dzięki Bogu na szczęście nagle pojawia się jeszcze jedna dziewczyna, która jest samochodem i także nie potrafi przejść obojętnie, w przeciwieństwie do wielu... Wszystkie trzy są w ogromnym szoku, widząc w jakim zwierzę jest stanie. I co z nim zrobić??? Nie mają możliwości go wziąć (Ania ma przeciez 5 dużych psów, dwie pozostałe wynajmują mieszkania), innych chętnych nie ma. Koszmar. Dziewczyna z samochodem (Ula) dzwoni po wszystkich możliwych osobach z błaganiem. Poradziłam, by w międzyczasie spróbowały zaprowadzić go do lecznicy, żeby sprawdzili, czy pies nadaje się do leczenia, czy może jedyną rzeczą jaką można zrobić to ukrócić ewidentne cierpienie:shake:. Pies godzi się na wszystko. Makabra, wetka też była w szoku. Zrobili rentgen. Trzeba będzie usunąć część zębów, jakoś tam pewnie usztywnić szczękę, czy nasadzić, nie mam pojęcia. Ma też dookoła szyi chorobę skóry, jakieś bolesne zapalenie. Dostał kroplówkę, antybiotyk. Podobno bardzo wychudzony, a szczęka załatwiona przynajmniej z tydzień:angryy::angryy:. Albo samochód, albo ludzka noga, bo tak pasuje od dołu... :mad::mad: Ula bardzo się przejęła jego losem, strasznie rozpacza, jest totalnie załamana jego ciepieniem. I strasznie chce mu pomóc. No i pojawia się światełko w tunelu - szef Uli zgadza się, by umieścić psa w kojcu na jego posesji na potrzebny okres czasu. Ufff:lol:. Tak więc umówiona operacja na następny dzień. Pies jest bardzo łagodny, daje sobie wszystko zrobić, pozwala grzebać w misce, sam wskakuje do samochodu itp. To było wczoraj. A dzisiaj już po operacji.
-
Mam coraz większy wstręt do do ludzi za totalną znieczulicę:-( :angryy:. Ale na szczęście są i Ci lepsi. Chyle przed nimi czoła. Kolejna psia smutna historia... Wczoraj dzwoni koleżanka - przy sklepie na Piasta wałęsa się ledwo powłócząc nogami duży pies. Widok makabryczny - dolna szczęka zwisa, zęby ledwo się trzymają po bokach, też wiszą. Brrr. Makabra:shake:. A tyle ludzi... Nikt do tej pory nie jest zainteresowany. Co robić, co robić? Schronisko nie odpowiada, a zreszta wszem i wobec wiadomo, że nie przyjmują, a zresztą w takim stanie? Ania razem z koleżanką, próbują dać mu chociaż cos do jedzenia, ale jak jeść, gdy szczęka nie reaguje????:-( I dzięki Bogu na szczęście nagle pojawia się jeszcze jedna dziewczyna, która jest samochodem i także nie potrafi przejść obojętnie, w przeciwieństwie do wielu... Wszystkie trzy są w ogromnym szoku, widząc w jakim zwierzę jest stanie. I co z nim zrobić??? Nie mają możliwości go wziąć (Ania ma przeciez 5 duzych psów, dwie pozostałe wynajmują mieszkania), ja też nie. Koszmar. Dziewczyna z samochodem (Ula) dzwoni po wszystkich możliwych osobach z błaganiem. Poradziłam, by w międzyczasie spróbowały zaprowadzić go do lecznicy, by sprawdzili, czy pies nadaje sie do leczenia, czy może jedyną rzeczą jaką można zrobić to ukrócić ewidentne cierpienie:shake:. Pies godzi się na wszystko. Makabra, wetka też była w szoku. Zrobili rentgen. Trzeba będzie usunąć część zębów, jakoś tam pewnie usztywnić szczękę, czy nasadzić, nie mam pojęcia. Ma też dookoła szyi chorobę skóry, jakieś bolesne zapalenie. Dostał kroplówkę, antybiotyk. Podobno bardzo wychudzony, a szczęka załatwiona przynajmniej z tydzień:angryy::angryy:. Albo samochód, albo ludzka noga, bo tak pasuje od dołu... :mad::mad: Ula bardzo się przejęła jego losem, strasznie rozpacza, jest totalnie załamana jego ciepieniem. I strasznie chce mu pomóc. No i pojawia się światełko w tunelu - szef Uli zgadza się, by umieścić psa w kojcu na jego posesji na potrzebny okres czasu. Ufff:lol:. Tak więc umówiona operacja na następny dzień. To dzisiaj. I już po. .
-
[quote name='gosiar']Ninka, jeśli szczeniaki nie znajdą domu do następnego weekendu zostaną uśpione. Ja się nimi nie zajmuję, od razu mówię. Udzielam się tutaj po koleżeńsku. Nie wiem, co będzie. Jest pewnie milion takich potrzebujących zwierząt.[/quote] Śliczności, biedne szczeniaczki i ich mamusia. Serce się kraje:-(. A wszystko przez ludzką bezmyślność... Jak to zostaną uśpione, przecież nie są chore, a można usypiać TYLKO ślepy miot:crazyeye:. Jedyne, co mogę poradzić, to wstawić je do Pupili (sobotni "Poranny") z prośbą o wydanie papierowe. Tu link: [URL]http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/99999999/PUPILE30/996098621[/URL] Napiszcie maila - ogłoszenie i wrzućcie zdjęcia. Jeśli zrobicie to jeszcze dziś, może ukażą się w sobotnim wydaniu... Niestety nie jestem w stanie udzielić innej pomocy poza ta radą.:shake:
-
Właśnie o tej godzinie próbowałam się skontaktowac z panią Janiną, by dowiedzieć się o Brutuska. Nie odbierała... I o 22.00 ten sms: "O godz. 17.30 duszyczka Brutuska w niebie. Ciałko - na mojej działce". Ciężka to była noc... Miał byc szczęśliwy happy end. Brutus w swoim domku przy boku opiekującej się nim z oddaniem pani. Ale chociaz nie cierpi, a tam gdzie jest może już być tylko szczęśliwy.... Dzwoniłam dzisiaj do p. Janiny podziękować za te kilka dni jemu poświęconych. Pani nosiła go na rękach na dwór, woziła codziennie na antybiotyk, na kroplówkę, starała sie jak mogła. Niestety choronba okazała się silniejsza. Mocznik zaczął mocno wzrastać, kreatynina poszła w górę, psinka nie dał już rady chodzić, jeść, pić. Nie było sensu dłużej kazać mu cierpieć. Swoje już i tak przeszedł... Brutusku żegnaj... Chciałam zwrócić pani za leczenie, ale powiedziała, że w kosztach partycypował Canwet, Ładnie z ich strony:-). Płaciła tylko za leki (nie chciała zwrotu). Ma jechać do schroniska oddać resztę lekarstw i oficjalnie powiadomić o stracie... Współczuję jej, tak chciała, żeby jeszcze pożył... A tu tylko 3 doby. Z jednej strony cieszę się, że nie cierpi, a z drugiej nie mogę pogodzić się, że mogło być tak dobrze... Ale cóż ja mogę....
-
Przed 16.00 dzwoniła do mnie, jak się przedstawiła, nowa opiekunka Brutusa. Jest w domu, trochę oszołomiony, dyszy, ale pani jest dobrej myśli, że powoli mu przejdzie. Suczka na razie niezbyt zainteresowana nowym towarzyszem, ale to nieźle, powoli się same dogadają... Pani była od razu w Canwecie po dalsze leki, porozmawiała sobie z lekarzem, który jest dobrej myśli, co do jego zdrowia. Nic więcej się nie dowiedziałam, bo padł mi w trakcie rozmowy telefon. Ale wieści budujące. Oby innych nie było... (moje sławne trzykropki, bez których żyć nie mogę, a które bardzo lubi jedna osoba:evil_lol:) Oczywiście poprosiłam panią o kupno adresatki, co by nie było dalszych przygód.
-
Nie mieli chyba za bardzo okazji się dogadywać, bo duża wpadła w panikę zobaczywszy to miejsce...:cool1:, a Bruti też jeszcze w nie najlepszej formie, ale myślę, że nie będzie problemu. Cieszę się cichutko na ten nowy domek, gdzie Brutus będzie mógł spokojnie dochodzić do siebie i nie będzie zamęczany na siłę. Wiadomo, że na starość to najlepiej się odpoczywa, śpi, itp. A co do tego przewodnika, to masz rację Bakteria, dla niego super. Jaanna019, wyglądaj go, wyglądaj, jak chcesz to zawężę Ci strefę tego "wyglądania", tylko jeszcze raz prześlij mi swój tel., bo niechcący skasowałam....:oops: Mówiłam Pani, że jest grupa osób, bardzo zaangażowana w jego los i mówię Wam o wszelkich nowinkach dotyczących Brunia.
-
Pani dziś była w schronisku z mężem i swoją dużą sunią, która była totalnie przerażona miejscem:roll:. Też ją przygarnęła. Widziała Brutusa, potwierdziła mi, że jutro do 16.00 go odbierze. Powiedziała, że odkąd zobaczyła ogłoszenie, zapadł jej w serce. Jest chyba po 50-tce, mieszka na Białostoczku w wieżowcu, a więc starszy pan Brunio będzie jeździł windą na spacerki:evil_lol:. Ma też działkę za Białymstokiem, gdzie często jeżdżą. Trochę była zmartwiona wyglądem, bo skaleczył gdzieś sobie oczko, jest trochę wychudzony i apatyczny, z noska leciała mu troszkę krew, ale jak powiedziała, skoro obiecała się nim zająć, to tak będzie. Ma tylko nadzieję, że jeszcze trochę pożyje... Uprzedziłam panią o tym jak wyglądała pierwsza noc w poprzednim miejscu, że może być powtórka z rozrywki:oops:. W każdądź razie posłanie już przygotowane. Czemu mogła mu lecieć z nosa krew?:icon_roc:
-
Schronisko w BIAŁYMSTOKU !!! Szukamy DS i DT. Potrzebne ogłoszenia !!!
dreag replied to a topic in Już w nowym domu
Wiem, wiem, że na dt;), ale dla psa to już wieeeeeelkie szczęście. Teraz oby tylko mądry domek! W tym pośpiechu na ruchliwej drodze:evil_lol: drugiej pasażerki nie dojrzałam, ale psisko owszem.:lol: