-
Posts
36362 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by majqa
-
Będziecie mnie odwiedzać na oddziale globus migrenus... Zobaczycie... :-( Tych nieszczęść nie sposób ogarnąć. Nie wiem, jak wciąż takim.......(wypikane) uchodzi to bezkarnie (bo obecne kary to nadal nie kary tylko rozśmieszacze).
-
Niestety, dawno nie dostałam tak popalić. Zaraz się kładę z mokrą ścierą na głowie. Wstałam na siłę, prowadza mnie jak świeżo upieczonego marynarza. Mąż mówił, że dzwoniłaś ale... ja padłam i zaraz padnę dalej. Przepraszam, że mnie nie zerwał. :-(
-
Chyba całe szczęście, że tego nie zobaczyłam. :-(
-
[quote name='estote'](...) [B] kleszczewo[/B] (pomiędzy Międzyrzeczem a Sulęcinem, trzeba skręcić na Templewo, przejechać całą wieś i za przejazdem kolejowym skręcić w prawo, po ok 700m będzie wieś), tak zwane [B]nowe kleszczewo[/B], w chlewikach, które w części zostały przerobione na garaże mieszka kilka psów. Między innymi ten labradorowaty, na krótkim łańcuchu, otoczony blachą. (...) [/QUOTE] To jedyne, co wiadomo.
-
czy ślepota musi oznaczać dożywocie w schronisku?? za TM
majqa replied to iwona213's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ja też poproszę o pewniaka, czy info, że psiak tam wciąż jest. -
[quote name='Emigrantka'](...) To naprawde chodzi tylko o przetrzymanie Bubasa - z 1- 2 wizytami do weta... [INDENT][CENTER][COLOR=#ff0000][B]Potrzebuje LUDZIA ktory przetrzyma mi MOJA Bube u siebie [/B][/COLOR] [B][COLOR=#ff0000]na okres max 6 miesiecy [/COLOR][/B] [B][COLOR=#ff0000]za rozsadna cene.[/COLOR][/B] [B][COLOR=#ff0000]Ludzia ktory bedzie w stanie zaopiekowac sie Bubulcem w domu (zadne kojce) na ten czas, zabrac ja do DOBREGO weta na przeglad [/COLOR][/B] [B][COLOR=#ff0000](bede tu potzebowala komplet jej wynikow z Polski, moj wet bedzie sobie tlumaczyl, dobrego weta mamy, Rudolf ma na ime heheheh dusza chlopina), [/COLOR][/B] [B][COLOR=#ff0000]wyrobic Bubie paszport.[/COLOR][/B][/CENTER] [B][COLOR=blue]Najlepiej w okolicach Torunia [/COLOR][/B] [B][COLOR=blue]- skad to do mnie dowiezie Bube ciotka Furciaczek - samochodem oczywiscie[/COLOR][/B] [B][COLOR=blue](uklony w strone ciotki Furciaczek)[/COLOR][/B] [B][COLOR=blue]na mieciutkiej podusi z kokardka [/COLOR][/B] [B][COLOR=blue]na kolanach cala droge jak krolewne.[/COLOR][/B] [B][COLOR=blue]BO JEJ SIE NALEZY[/COLOR][/B] [/INDENT][/QUOTE] A ja przypomnę, że...
-
Dziękuję i ja Tolu. :-)
-
LADY w typie Saluki znalazła swój raj na ziemi:):):)
majqa replied to Tola's topic in Już w nowym domu
Koniecznie, skoro Teresa pisze nie czekać, to nie czekać. -
Serdecznie dziękujemy!!! :loveu: Asieczko, plizzzz, sprawdź mnie z postem. :oops:
-
Alu, napisz w sprawie skarbonki do Obraczus87.
-
Deklaracje poprawione, dzień odłowu również, pani Jadwiga Ś. dostawiona.
-
Mój wpis dotyczył uwagi Ellig. Już się zastosowałam do Twoich, Polubek. Jak przeczytałam, z czym mnie przyhaczyłaś, ryknęłam śmiechem (śmiech dotyczył moich głupot, zostały poprawione). :-) Dziękuję! Co jeszcze???
-
Wyprostowałam sens. Dziękuję. :-)
-
Polubek, przeczesz jeszcze tekst.
-
Ocalony od bezduszności - kaleki Lucky. Błagamy o pomoc! Czy to historia szaleńców zaślepionych miłością do zwierząt? Może po prostu bajka o zwykłych zjadaczach chleba, których serca, nieco wrażliwsze niż przeciętne, zabiły nagle wspólnym rytmem i zsynchronizowały się w działaniu? Odpowiedzi na pytania brzmią: pierwsze - RACZEJ NIE, drugie - NA PEWNO NIE! To co przydarzyło się ludziom, którzy nie potrafili przejść obojętnie obok zwierzęcia dotkniętego nieszczęściem, pozostawionego samemu sobie na łasce przypadku, przydarzyło się naprawdę. Oto on, bohater całego zamieszania, 4 letni Lucky. (celowa przerwa nawiasem - sugestia wstawki jednego ze zdjęć od Mmd). Łódzka Fundacja Niechciane i Zapomniane, prośbą i błaganiem o pomoc/ wsparcie fundacyjnym autorytetem i finansami, została postawiona pod przysłowiową ścianą. Nie miała sił odmówić, a i zapewne łatwo nie uwolniłaby się od grupy zdeterminowanych osób. Widać było, że są spanikowani, przerażeni, że staną na głowie, by to, co zapoczątkowali, nie legło w gruzach. Lucky nie miał imienia, zresztą nie miał niczego i nikogo poza wrednym towarzystwem kompanów, od których nie szło się opędzić. STRACH, NIEPEWNOŚĆ, GŁÓD, ZIMNO i... towarzysze ostatnich dni CIERPIENIE i BÓL nie odstępowali go na krok. Ich oddech na karku czuł, gdy kładł się spać i gdy otwierał oczka, budzony porannym, trzeźwiącym dreszczem wyziębienia. Mijały go tłumy ludzkich istnień, dla nich był transparentny (z jednym chlubnym wyjątkiem - p.Jadwigą Ś., która go dokarmiała). Trudno uwierzyć, że nikt, zupełnie nikt nie dostrzegł psa mieszkającego pod mostem, że nikt też nie zauważał jego błagalnego spojrzenia, a tylko nim przecież mógł wołać o litość, że wreszcie nikt nie pochylił się nad ciałem wykrzywionym w pałąk, wlokącym ostatkiem sił bezwładne, tylne łapki!!! Nie widzieć, nie wiedzieć, nie angażować się, ot nasza, ludzka mentalność. Pewnego dnia, ktoś wyłamał się z bezdusznego tworu, nie dość, że nie odwrócił głowy to wyciągnął do Luckiego pomocną rękę. Reszta, rzec by można, zadziała się sama. Dobroczynność i użyteczność zdobyczy techniki Internetem zwanej, odzew przypadkowych, nieznanych sobie osób, dogranie akcji ratunkowej, a co najistotniejsze zakończenie jej sukcesem... To wszystko stało się praktycznie w mgnieniu oka, jak nigdy lub, bądźmy sprawiedliwi, jak mało kiedy, taka mobilizacja i ten kaliber szybkości działania. 07.02.2010 Lucky został zabrany wprost ze swego "podmostowego pałacu" w Rawie Mazowieckiej do jednego z łódzkich, całodobowych gabinetów weterynaryjnych. Łańcuch ludzkich serc zaczął się rozciągać o kolejne, pełne empatii ogniwa. W locie błyskawicy przeprowadzono badania. Cudem, bo już na 12.02.2010 dograno termin operacji biedaka w Warszawie. Czas zacisnąć kciuki za powodzenie tego przedsięwzięcia. Skalpel i kręgosłup (operacja zwichnięcia stawów kręgosłupa w odcinku piersiowym, z powodu czego Lucky ma częściowy niedowład łapek) to kontrowersyjne, acz konieczne tu zestawienie. Czy było warto? Nie nam to oceniać, bo i my jako fundacja ulegliśmy tym wspaniałym emocjom. Wątpliwości, czy pomóc, czy podołamy, czy ma to sens rozwiały się z chwilą poznania Luckiego, ugięły się i pod naporem blasku nadziei i wiary wspomnianej uprzednio grupy, chcącej pozostać anonimową. Wiemy, że nie wolno zawieść psiaka, nie wolno też zlekceważyć jego wybawców! Jeśli dowiedzą się, że życie biedaka, walka o jego jakość padnie z braku pieniędzy ich zapał na przyszłość opadnie i...nie daj Boże, innym razem przełkną łzę rozgoryczenia i w milczeniu miną kolejne zwierzę w potrzebie. Do tego nie wolno dopuścić! A... jaki jest Lucky? To cudowny, kruszący lód serc pies! Wbrew wcześniejszym założeniom to łagodne, oddane i poddane woli człowieka stworzenie. Niedowierza, w to co się dzieje, sprawia wrażenie istoty, która sądzi, że... śni. Osoby, mające z nim kontakt drżą, snując domysły, kto i co tak mu się przysłużył/ -o. Co się stało, że stanął na drodze kalectwa i czemu boi się wyciągniętej ręki? Lucky z pokorą przyjmuje swój los, bezwolnie poddaje się wykonywanym przy nim zabiegom. Wzruszeniem napawa widok, gdy delikatnie uśmiecha się jego pyszczek, kiedy obdarowywany jest pieszczotą dotyku. Te chwile są bezcenne... Długo by pisać o Luckim, trzeba go poznać, by pojąć, czemu budzi tak ciepłe uczucia. Zwracamy się do Państwa z gorącą prośbą/ apelem o wsparcie leczenia Luckiego! Poproszono fundację o pomoc ale ona sama, choć bardzo by tego chciała, nie jest kieszenią bez dna. Tę kieszeń, przeznaczoną na zwierzęta w potrzebie, napełniają darczyńcy. Raz jeszcze prosimy, pomóżcie ziścić nam marzenie o podarowaniu Luckiemu lepszej przyszłości! Niech dane mu będzie odzyskać wiarę w ludzi. Dotąd spotykał tych niewłaściwych, czas najwyższy to zmienić. Wróćmy do początkowego pytania, czy ludzie, którzy ratowali Luckiego to szaleńcy... Niech każdy znajdzie odpowiedź na nie w zakamarkach własnej duszy, w tym sekretnym miejscu, gdzie każdy z nas ma/ winien mieć sumienie. Osoby zainteresowane losem Luckiego proszone są o kontakt, dzwoniąc na numer 0- 604-172-408 lub pisząc na adres mailowy [email protected]
-
Kochani, hm... nie próbowałam z siebie zrobić męczennika ale... naprawdę czuję się nie halo... stąd moja prośba. Zaraz wrzucę tekst, równie dobrze wyszły z tego brednie. Proszę o wypunktowanie mnie z: sensu, byków (oby nie), słowem całości. Ja tego pewno nie wyłowię choć po wrzutce przeczeszę powtórnie całość (po wrzuceniu lepiej widzę tekst).
-
Łódź: Tedi - porzucony, przywiązany do drzewa w lesie
majqa replied to gaja30's topic in Już w nowym domu
Zaznaczam, porozsyłam. -
Niech mu jeszcze wydłużą łańcuch i przypomną sobie, że od czasu do czasu chociaż trzeba z niego spuścić zwierzę.
-
Czy ta wiadomość jest pewna? Określenie "nieco" tylko "nieco" mnie przekonuje, że tym psom nie dzieje się krzywda. Jesteś w stanie zweryfikować to na 100%?
-
Wszem i wobec obwieszczam, że nie odbiorę żadnego fona przez godzinę, bo mnie zaraz strzeli. Z tekstu dla Luckiego mam 2 zdania i ciągle grzeję słuchawkę (rzecz jasna nie tylko w sprawie naszego kwiatuszka), a do tego rozrabiają mi zwierzaki jak pijane zające. :-( Wszystko się sprzysięgło. Asieńko, jakbyś wypatrzyła, że znów mój post 2 kuleje, zrób mi porządkową zbiorówkę, plizzz...
-
Co potwierdza to, co napisałam. Koniecznie skontaktuj się z czia.
-
Serdeczne podziękowania z chęć pomocy Ancyk. :-)
-
Piękny jest skubaniec jak diabli.