Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. [quote name='isabelle30']zmierzchnica a moze sprobuj (jezeli jeszcze nie probowalas) takiej metody. z daleka widzisz innego psa. juz wtedy przywolaj psa spokojnie, bezemocjonalnie ale zalotnie, z usmiechem, cicho, tak wiesz, uwodzicielsko. kucnij, niech sobie podejdzie powoli, jak chce. niech usiadzie przed toba. daj mu metr smyczy, tak zeby karabinczyk luzem wisial. zajmuj go soba poki tamten pies nie zniknie. nie wiem, smakole, zabawka, Csy, gadanie, pieszczoty, wszystko co dziala. nawet usiadz na ziemi, niech sie ludzie smieja. po ilus tam takich razach rob to samo ale coraz blizej psa. na koncu zrob to jak obcy bedzie blisko, i pozwol zeby sobie przeszedl spokojnie za wami. na poczatek wybieraj psy ktore znasz, i wlascicieli znasz. popros nawet kogos z psem o pomoc w treningu. takie proszenie jest dobre bo korzystaja obie strony. wsrod moich znajomych psiarzy, z ich psami Brutus kiedys sie bawil, potem towarzystwo wydoroslalo i zaczelo walczyc, pomysl sie spodfobal i teraz trenujemy sie tak nawzajem codziennie wieczorem, bo wszyscy chcemy chodzic po tym samym parku bezproblemowo[/quote] Obawiam się, że karjo2 ma rację - pojechałabym na tyłku. Robiłam tak, z tym siadaniem na chodniku :evil_lol:, przed kastracją, jak pies miał mnie w nosie bo sobie wąchał jakieś siuśki. Wtedy łaskawie się mną interesował, a ja go zajmowałam sobą :cool3: Teraz już nie mam takich problemów. Taka metoda podziałałaby, gdyby Frotek się czuł wobec psów niepewnie, rzucał się sporadycznie. Ale Frotek widząc psa na horyzoncie cały się spina, denerwuje, MUSI chociaż jeden wyskok w jego stronę zrobić :shake: Wtedy wkraczam ze swoim "NIE WOLNO!" i zaraz zajmuję psa komendami i nagradzam sowicie za wykonanie, tak jak mi puli radziła na wątku o agresji ;) Oczywiście zanim Frotek psa zauważy, zanim wyskoczy w jego stronę, zajmuję go sobą. Zwykle wtedy łatwiej mi obudzić psa z transu "zatłuc pieseczka". Jak na razie coraz lepiej nam idzie, pies szybciej się skupia na mnie. Problem to luźno biegające psy, bo na ich widok Frotek nie chce się skupić na mnie, obawia się ataku. Nie dziwię mu się, jeszcze się nie zdarzył luźny podbiegacz, który by się nie rzucił lub tego nie próbował. Nooo, jedna suka tylko skakała wokół nas i wrzeszczała. W takich warunkach ciężko się pracuje ;) Marzę o normalnym spacerze z moim psem, szczególnie, że mam trójkę wariatów i muszę chodzić na raty przez to świrowanie Frotka. A nie chcę, żeby ktoś z rodziny z nim wychodził, bo dla nich pies "jest głupi bo się rzuca"... Więcej szkody niż pożytku by narobili :roll: W sumie i tak na raty bym wychodziła, bo trudno naraz z 3 pracować, ale rano nawet na szybkie siku trzeba z nimi oddzielnie. Ale tak to jest, dużo pracy przed nami, może kiedyś wypracujemy ignorowanie psów. Frotek, jak pisałam, CSów nie czyta, więc one akurat mi się tu nie przydadzą. puli - zanim zdążę zlokalizować właściciela, przekrzyczeć jazgot i wrzasnąć, że mój jest chory, to psy zwykle są już w trakcie szarpania się :evil_lol: Noo, teraz to się nie zdarza tak często, bo wybieram takie pory i takie trasy, gdzie ludzie z pieseczkami luzem nie chodzą. (Czyli mam jakże wielki wybór: jedną trasę na rano i popołudnie i aż dwie w nocy :evil_lol:)
  2. [URL]http://i38.tinypic.com/35n0u41.jpg[/URL] Piękna :loveu: [URL]http://images46.fotosik.pl/201/c7ab47fc726b80cemed.jpg[/URL] Ale świrek :evil_lol::loveu:
  3. Cieszę się, że wszystko dobrze :multi: U Frotka podobnie było - najpierw te "resztki jajek" :evil_lol: były duże, ale zmalały i teraz wszystko jest ładnie zagojone. Frotek nosił cały czas kołnierz, do zdjęcia szwów, bo sobie próbował wylizywać te miejsca, znając go to by i szwy wyciągnął ;) Biedny Toudi, taki smutny w kołnierzu :lol: Też się obijał o ściany w nim? Dobrze, że nie musi go nosić :p
  4. [B]Dariette.[/B] - dziękujemy :loveu: a no głupek z niego straszny. W ogóle wygląda jak taka sierota, ciapa... Kto by się spodziewał, że potrafi jednym susem 1,5 metrową bramę przeskoczyć albo zrobić piruet w powietrzu na widok znienawidzonego spaniela? :evil_lol: [IMG]http://img44.imageshack.us/img44/641/im000081.jpg[/IMG] Rozmazana i obrażona :evil_lol: [IMG]http://img197.imageshack.us/img197/2492/im000091.jpg[/IMG] "Ej... Masz zabawkę..." [IMG]http://img197.imageshack.us/img197/9353/im000092.jpg[/IMG] "Pobawisz się nią ze mną..?" [IMG]http://img29.imageshack.us/img29/200/im000093.jpg[/IMG] "No eeej, baw się ze mną..." [IMG]http://img29.imageshack.us/img29/7231/im000094s.jpg[/IMG] "Chyba śnisz, mała :cool1:" :evil_lol::evil_lol:
  5. [quote name='Bzikowa']zmierzchnica - ja na oś nie chciałam, jeszcze rozważałam biotechnologię :lol: [/quote] Ja właśnie na biologię nie chciałam, na biotechnologię też nie, jakoś mi nie po drodze te kierunki :evil_lol: A OŚ to tak w sam raz. Marzyłam o leśnictwie, ale za daleko od mojego miasta...;) *Monia* - brat w Opolu też ;) I też pracował w call center, ale szybko się ulotnił bo nie mógł tej pracy znieść :evil_lol:
  6. Cieszę się, że Frodo ma u was tak dobrze :loveu: Widać, że go kochacie. Co do problemu - obawiam się, że właśnie "źle rozumiana miłość" jest tu problemem. Teść, sąsiadka zachwycali się nad psem, zwracali na niego uwagę, byli pewnie wręcz natarczywi - jak wiele ludzi, co to kochają pieski, wciskają im smakołyki, cmokają, głaszczą, tarmoszą. Jak piszesz, Frodo jest psem bojaźliwym, możliwe, że poczuł się zagrożony. Być może Twój teść był coraz bardziej wylewny, bo wydawało mu się, że psa zna i pies zna jego, więc może sobie pozwolić na więcej czułości? A Froda to przestraszyło. Pies obserwował go zawsze, widział, że jest wylewny (co dla bojaźliwego psa oznacza: straszny) i zakodował sobie w głowie, że to ktoś, kogo trzeba unikać. Przy kolejnym spotkaniu postanowił powiedzieć, że sobie takiego zachowania nie życzy... Problem może się nasilać, bo pies jest już u siebie, czuje się pewnie, a obcy go tarmoszą, przytulają, czego on nie akceptuje. Cóż, jest na to rada - ja tak robię z moimi sukami, bo one są bojaźliwe także. Proszę gości, nawet tych znajomych psom, żeby na początku nie zwracali uwagi na psy. Dopiero jak usiądą, cały harmider związany z przywitaniem się uspokoi, psy same podchodzą, wąchają, wtedy goście dostają smakołyki i mogą psy karmić. Ale bez tarmoszenia, natarczywego głaskania (szczególnie po głowie jest nieprzyjemne...). Psy są u siebie i to one dozują czułości z obcymi. Po kilku takich wizytach, gdy Frodo przekona się, że nikt nic na nim nie wymusza, sam będzie się wylewnie witał. Ale nic na siłę... Wiesz, ja to widzę wyraźnie - mój brat ma dwie koleżanki, które bardzo lubią pieski. Jedna do mojej suki podbiegała z radością, próbowała ją tarmosić, cały czas ją wołała. Raz nawet goniła ją wokół łóżka, żeby "przekonać ją, że nie jest zła". No i pies reaguje na nią panicznym strachem, mimo że bywa u nas bardzo często! Druga była u nas... może dwa razy. Ale za pierwszym razem prosiłam ją, by nie zwracała uwagi i tak właśnie zrobiła. Siadła na kanapie, moja suka ją obwąchała, dwa razy podchodziła, obserwowała ją z ukrycia. Za drugim razem, gdy koleżanka przyszła, moja Chibi już wylewniej się przywitała, nawet merdała do niej ogonem. Po tej wizycie spotkałyśmy Agę na mieście - Chibi odtańczyła na jej widok taniec radości, cieszyła się, lizała ją po rękach! Nawet dla mnie to było niesamowite. A mała zapamiętała zwyczajnie, że Aga nie jest groźna, bo jest spokojna, nie natarczywa... daje smakole kiedy Chibi prosi :diabloti: Myślę, że problem u was jest ten sam - tylko że Frodo nie ucieka w panice jak moja Chibi, tylko się broni. Trudno go o to winić. I, wybacz czarnowidztwo :oops:, uważajcie na tą nachalność Froda, dopraszanie się pieszczot itd. Żeby potem nie stał się rozpieszczonym psem, który wszystko wymusza na włascicielach, a jak oni nie zwrócą na niego uwagi to będzie wyprawiał dziwne rzeczy. Mój Frotek z ulicy tak miał - za niezwrócenie uwagi na niego (bo akurat zajmowałam się Chibi) potrafił złapać mnie zębami za rękę! I to tak, że miałam sińce. Albo skakał na wysokość twarzy, gryzł po nogach itd...:roll: Takie zachowanie pojawiło się chyba miesiąc od wzięcia go. Ale go tego oduczyłam, po prostu nie dostaje pieszczot za darmo ;) Najpierw musi zrobić siad albo jakąś komendę. Teraz jak coś chce to po prostu siada i patrzy wymownie, a nie skacze na mnie jak wariat, a też mały to on nie jest... Naprawdę bardzo się cieszę, że Frodo do Was trafił, zdjęcia też są cudowne :loveu: Mam nadzieję, że nie zanudziłam Cię swoimi wywodami :evil_lol: To tylko moje sugestie i wrażenia, może się przydadzą :p
  7. Ła, to naprawdę masz duże wymagania w szkole :crazyeye: Ja zawsze luzy miałam :evil_lol: To czekamy na fotki :loveu:
  8. Aaaale ją obfociłaś, no ja nie mogę :evil_lol::evil_lol::evil_lol: Ale Carmen cudna oczywiście :loveu:
  9. [quote name='isabelle30']zagrala tu pewnie zasada " odciaganie na sile wzmaga agresje i wyzwala atak, a ten z kolei nakreca nastepny itd" i nie wiadomo jakie pies mial wczesniej doswiadzenia i co mial juz wryte na amen. no to ja mam latwiej, zdecydowanie. sukcesow w pracy zycze. pociesz sie ze jesli psa trudno okreslic wiekowo to ma dlugie i zdrowe zycie przed soba. nie wiem jakie to ma podstawy ale tak wynika z moich osobistych obserwacji[/quote] Też mi się tak wydaje - poza tym pies przez kilka miesięcy biegał samopas luzem i koczował pod sklepami, u mnie już na smyczy czuł się bardzo niepewnie i nawet przed tymi atakami obcych samców zdarzało mu się poburczeć na psa, który podszedł zbyt blisko - mimo że luzowałam smycz zupełnie, żeby go nie ograniczać. Jak pisałam, wydaje mi się, że pies za szybko był zabrany od matki, kiepsko czyta inne psy... Tak było od początku. A potem trauma, złe doświadczenia, no i wszystko to składa się na tą jego agresję. Tylko ciężko było go nie odciągać - on waży ponad 20 kg (jak go wzięłam tyle miał, ale wtedy to same kości były :cool3:), a pies, który atakował... z 3 kg :roll: Wzięłam agresora potem na ręce i odstawiłam pod jego dom :razz: Dziękuję i mam nadzieję, że rzeczywiście tak będzie, bo Frotek oprócz tych swoich "świrów" to super pies :loveu:
  10. [IMG]http://img44.imageshack.us/img44/8816/im000065q.jpg[/IMG] Frotek oczywiście zrobił przy jedzeniu najwięcej bałaganu :roll: Ech, faceci :evil_lol: [IMG]http://img44.imageshack.us/img44/9100/im000064.jpg[/IMG] Najpierw biedaczysko nie wiedziało co z orzechami się robi, traktował je jak piłeczkę... Ale zobaczył, że Chibi i Luka je zjadają, więc też, nieco nieudolnie, zaczął je sobie rozłupywać :cool3: świeżo spadnięte orzechy są łatwe do rozłupania zębami, psy się nie namęczą ;) [IMG]http://img44.imageshack.us/img44/2325/im000066.jpg[/IMG] [IMG]http://img35.imageshack.us/img35/9867/im000072.jpg[/IMG] :lol: [IMG]http://img29.imageshack.us/img29/6259/im000082s.jpg[/IMG] I rozmazana, ale słodka, Chibi na dobranoc :loveu:
  11. Ja nawet nie wiem, w jakim Frotek jest wieku, weci go wyceniali raz na 7 miesięcy, raz na 2 lata :cool1: Ja raczej na początku źle reagowałam - jak małe psy atakowały Frotka, to go odciągałam, nie chciałam, żeby zrobił im krzywdę, nawet niechcąco... A może trzeba było pozwolić załatwić mu to po psiemu, wywalić jednego kurdupla z drugim łapą, pokazać, kto tu rządzi i tyle? Nie wiem, nie znałam go wtedy, nie wiedziałam jak reaguje na takie sytuacje. Pewnie przyczyniłam się także, obok tych ataków, do tej jego agresji. Ale cóż, jest jak jest, muszę z nim pracować i tyle...
  12. W tych piłeczkach najgorsze było to, że się w ogóle nie odbijały :roll: Życzę wam, żeby się potrzymały trochę dłużej niż u mnie (jedna minutę, druga może trzy...:evil_lol:). Frotek jest wielkości mniej więcej husky'ego, a Chibi cocker spaniela (o ile mam porównanie, bo nie widziałam nigdy rodowodowego, a te w typie to mają baaardzo różne rozmiary) :cool3: Mi się po zdjęciach wydaje, że Lusia jest wielkości Chibi, ale kto je tam wie :eviltong: A ja ogłaszam, iż rozpoczęła się wojna dwunogów z czterołapami :evil_lol: Nadszedł wrzesień - pora orzechów. Po otworzeniu drzwi, wszelki żywe istoty rzucają się do drzewek i szukają orzechów zanim zajdzie je przeciwna drużyna...:diabloti: [IMG]http://img136.imageshack.us/img136/8219/im000057.jpg[/IMG] Chibi wygrała! :multi: Z tyłu suszy się zdobycz dwunogów, która i tak została potem niepostrzeżenie zjedzona...:evil_lol: [IMG]http://img199.imageshack.us/img199/9279/im000058d.jpg[/IMG] Księżna Luka także zdołała coś dorwać...:cool1: [IMG]http://img17.imageshack.us/img17/5350/im000061n.jpg[/IMG] konsumpcja :evil_lol: [IMG]http://img199.imageshack.us/img199/2365/im000060.jpg[/IMG] Zadowolona :diabloti: [IMG]http://img17.imageshack.us/img17/2996/im000062.jpg[/IMG] :roll::evil_lol:
  13. Ten Palin to nie ten z Monty Phytona? :eviltong: Anglistyka fajny kierunek, brat studiuje i ma wiele propozycji pracy - jest na piątym roku. Udziela korepetycji itd :cool3: Zawsze coś, więcej możliwości niż np w trakcie studiowania ochrony środowiska, z tego korepetycji raczej nie dam :cool1:
  14. Rozumiem to, mam nadzieję, że dojdę do tego, że Frotek będzie olewał inne psy. Jak na razie nie zanosi się na to, szczególnie, gdy te "inne" wieszają mu się na szyi, gryzą po łapach albo coś w tym stylu... Czasem zwyczajnie już nie wierzę, że wypracuję u niego ignorowanie innych psów. Niech chociaż będzie posłuszny w ich obecności, nie rzuca się jak wariat, na nic innego chyba nie mogę liczyć wśród tylu genialnych "psuedowłaścicieli". A wam życzę owocnej współpracy i doskonalenia więzi ;)
  15. ***kas - mam to nieszczęście należeć do tego samego gatunku, co Ty :evil_lol: burki drzeć się nie mogą, ganiać kotów nie mogą, rzucać się nie mogą, rozmnażać też nie :diabloti: biedactwa. I sarenki pańcia nie pozwala pogonić. No koniec świata..:roll::razz: Ludzka nonszalancja w "prowadzeniu" psów to zazwyczaj ignorancja zwyczajna... A potem słyszę opowieści: mieliśmy jamnika, taki mądry był, sam do domu wracał, ale wpadł pod samochód, potem znaleźliśmy kundla, ale go pogryzł inny pies i był taki głupi, rzucał się na wszystko, zdechł potem nie wiem dlaczego, teraz kupiliśmy sobie labradora, ten to dopiero głupi, jamnik był najmądrzejszy, a ten na smyczy ciągnie... i tak dalej, i tak dalej. Psy wychowujące się same, żyjące obok ludzi i ludzie, którzy w swoich agresywnych, nieposłusznych pupilach nie widzą nic złego. Tylko to smutne, jak robią wielkie oczy, kiedy mój pies robi siad, obrót, hop czy inne rzeczy, których nauczenie go zajęło mi może minutę. Albo jak cocker spaniel sąsiada przybiega (a raczej przybiegał - nie lubi mnie już, odkąd go goniłam, bo kilka kilometrów łaził ze mną na spacery, jak sucz miała cieczkę...:roll:), żeby mu porzucać patyk. Bo właściciel nawet nie wie, że on chętnie aportuje. Pewnie nie wie nawet, że wychował innego "samodzielnego" szczeniaka, tak samo luzem puszczanego - oboje byli przez jakiś czas nierozłączni, młody robił dokładnie to samo co spaniel. Teraz oboje na własną łapę szukają sobie "panienek" w okolicy...:shake: Dlatego wolę katować swoje psy szkoleniem, zasadami i tym podobnymi, niż nagle stwierdzić, że nie znam własnych zwierząt, bo na spacerach one robią swoje, a ja swoje... ;) isabelle30 - nikt nie każe się wykłócać... na pewno ci ludzie krwi Ci napsuli, ale może im to uświadomiło, że ich kochany piesek może zostać pożarty przez "wielkie bydlaki", nawet jeśli winę zrzucili na Ciebie, a nie na swoją nieodpowiedzialność. Jeśli Twój pies olewa takiego pudelka, to super. Ale mój by z niego najchętniej zrobił miazgę - mam takiego jednego pudla zaraz obok, wyskakuje z ogrodzenia, podbiega do Frotka, łapie go zębami za łapę czy szyję, odskakuje i ucieka. A mnie szlag trafia, bo ja nawet nie zdążę zareagować, i w ogóle co to ma być? Zero grożenia, zero logiki, po prostu atak i spadam :-o Kolejni sąsiedzi mają trzy kundle które atakują każdego psa. I robią to coraz agresywniej. Najpierw szczekały i odganiały, ale że każdy pies przed nimi "uciekał" (właściciele z psami na smyczy szybko je zabierali) to zrobiły się zajadłe jak diabli, gryzą i atakują już na serio. Właścicielce (kobieta lat ok 50) nie przemawia do rozsądku NIC, zupełnie! Dowiedziałam się tylko, że jestem szmatą i że to nie jej wina, że chodzę tam gdzie jej pieski biegają. I tak byłam dumna z Frotka - mając jednego z tych kundli na wyciągnięcie pyska, nawet go nie chapnął. No ale od ich ataku zaczął używać zębów wobec podbiegaczy... Postraszenie kobity, że psy straci nic nie dało. Dało dopiero nagrywanie tych ataków na komórkę, teraz babsztyl mnie omija. Ale psy ostatnio pogryzły sznaucera mojej koleżanki, więc jak widać - innych ludzi kobieta z wrzaskulcami nie omija tak jak mnie...:shake: Nie zbawię świata, ale jeszcze jeden taki atak i zgłoszę to na policję, bo mam dość zabawy w uciekanie przed trzema kundlami. Dodam, że kobieta nawet nie ma dla nich smyczy. Pakuje je do auta, otwiera drzwiczki, psy biegają, potem wskakują same i wraca do domu. Podczas biegania robią co chcą - ostatnio zagryzły zająca...
  16. U mnie klasa maturalna też luzik, super było, mnóstwo czasu i w ogóle :cool3: Z dojazdami nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że muszę pociągami. A pociągi... cóż :diabloti: Jeden o 10... Następny o 13... Czasem się zdarzy jakiś o 16... Itd :roll: Więc nawet jak mam okienko to do domu nie dojadę i nie wrócę - z braku pociągów :shake: A tak btw. co studiujesz? :cool3: I na zdjęcia czekaaaamy...:razz:
  17. Dlatego ja nawet nie próbowałam na weterynarię :diabloti: UO (czyli Opole:cool3:), najbliżej domu :cool1: Jednak mamy z trzema moimi burkami nie chciałam samej zostawiać ;) O biologii myślałam, ale jakoś bardziej mnie na OŚ pociągnęło :cool3:
  18. Kateczka - obawiam się, że wytłumaczyć będzie bardzo trudno. Ludziom się wydaje, że kolczatka to uniwersalna metoda na ciągnięcie psa. Wg. większości: pies powinien nie ciągnąć i już - jak jest szczeniakiem to może, ale powinien przestać z czasem (bo "dorósł" i już jest "poważnym" psem, a nie podrostkiem, powinien się "poważnie" zachowywać = nie ciągnąć. Logiczne, nie? :evil_lol:). A jeśli nie przestaje - kolce. Szczególnie, że DON to duży pies, a to wystarczy, żeby zakładać kolczatkę...:roll: Cóż, ja bym powiedziała prawdę - pies przyzwyczai się do bólu i będzie ciągnął na kolcach tak samo jak na obroży. I wtedy to dopiero nie będzie na niego mocnych.. Poza tym kolczatka do nauki ciągnięcia niczego nie uczy - pies nie ciągnie się na kolczatce, a na obroży tak. Zdarzy się tak, że kolczatka się zgubi, pani wyprowadzi psa na obroży i będzie brak panowania nad psem, szczególnie jeśli używa kolców do nauki komend.. Nagle nie ma kolczatki i pies nie reaguje na głos właścicielki. Nie mówiąc o tym, że jeśli piesek będzie wyrywał się do innych, a ona zacznie go kolczatką "ustawiać" (tj szarpnie) to pies szybko nauczy się, że psy=ból i tu dopiero zaczną się problemy :roll: ***kas - z labradorem miałam dokładnie to samo :evil_lol: I jeszcze z czarną suką laba, przez którą moja nienawidzi labów i czarnych psów z kłapciatymi uszami (ale już wypracowałam nierzucanie się na takie psy :multi:) - pan koniecznie chciał podejść, żeby nauczyć moją, że jego suka nie jest groźna. Kiedy widział, że ja od niego odchodzę, uciekam, to lazł za mną, wykorzystywał sytuacje, kiedy akurat się odwróciłam albo szedł za mną i starał się zaaranżować "przypadkowe spotkanie" jego suki z moją. No cóż, skutek był odwrotny, i jego suka nienawidzi mojej, i moja jego. Tak to jest, jak się stara wychowywać cudze psy :roll: Ja mam trzy problematyczne kundle :diabloti: W tym dwa mają problemy z psami, jedna z ludźmi. Pracuję cały czas i średnio raz na dwa dni ktoś mi pracę psuje a to z jednym, a to z drugim burkiem... Trudno się nie denerwować.
  19. [quote name='Bzikowa'] Zmierzchnica to na co w końcu idziesz? Bo chyba gdzieś nie doczytałam :eviltong:[/quote] Ochrona środowiska :evil_lol: A Ty? Weterynaria? Pamiętam, że z chemią walczyłaś :evil_lol:
  20. Isabelle30 - ja miałam "różne wypadki których przewidzieć się nie da" i z wyluzowanej stałam się bardzo niewyluzowana. Bo trudno, żebym znosiła ze stoickim spokojem ataki na mojego psa jakichś kurdupli, które podbiegają do moich suk a potem rzucają się z zębami na samca. Egzaminatorzy? Dobre sobie. Raczej potencjalne trupy na czterech łapach. Gdyby Twój pies "poegzaminował" sobie mojego, tak jak to uczynił pewien labrador, to zrobiłabym raban (tak jak zrobiłam i labek już chodzi na smyczy:diabloti:)- i nie wyluzowała. Bo teraz muszę odkręcać agresję swojego psa do każdego innego. Musiałabym zresztą powtórzyć to za ***kas - jeśli ktoś próbuje złapać psa, to spróbuję mu pomóc, mimo że mój pies będzie robił wszystko, by takiego podbiegacza uszkodzić (dopiero zaczęłam z nim pracować, jest mi ciężko, kiedy wszystkie okoliczne psy psują każde dobre zachowanie mojego). Ale jeśli wszyscy sąsiedzi posiadający małe pieski, doskonale wiedząc, że ich psy się rzucają na inne, będą puszczać je luzem - ja nie będę miłą, pełną dobroci psią cioteczką, co to ze zrozumieniem przyjmuje, że młody szczeniaczek lubi sobie podbiegać do innych piesków. Bo nie chcę, żeby ów szczeniaczek stracił głowę przez mojego psa. Byłam wyrozumiała, kiedy miałam tylko suki - wtedy nawet podbiegający dorosły i bardzo dominujący samiec dobermana mi nie przeszkadzał (a pan był skrajnie przerażony, kiedy zobaczył, że jego pupil biegnie do moich suk). Skończyło się na tym, że Chibi opieprzyła dobka za to, że podbiegł bezpośrednio (nie po łuku, a ona tego nie uznaje u obcych psów), powąchali się i tyle. Luka w tym czasie trzęsła się ze strachu za mną. Gdybym była wtedy z Frotkiem... Jezu, nie chcę sobie nawet tego wyobrażać... Nie wiem, czy wiesz co to znaczy mieć naprawdę problematycznego psa, o którym wie się, że NAPRAWDĘ może być niebezpieczny. Ja bym wolała mieć takie podejście jak Twoje i nie wiedzieć jak to jest - ale nie mam i nie mogę mieć, bo byłoby krucho ze mną, z moim psem i okolicznymi latającymi luzem samcami. Na ludzi moje psisko się nie stawia, co mnie bardzo cieszy. Żeby nie było - nie wrzeszczę na ludzi z daleka, nawet jeśli ich psy latają luzem i biegną na mojego z zębami. Ale jeśli ataki się powtarzają, a ludzie są zupełnie niezainteresowani tym, co robi ich pieseczek... To cóż, muszę im wytłumaczyć dość dobitnie, że sobie tego nie życzę. Zwykle kończy się na nagraniu ataku na komórkę i pogrożeniu SM/policją - wtedy smycz magicznie się odnajduje, a ja jestem wredna i nienormalna i moje psy powinno się otruć :diabloti: edit: co do opisanego przez Ciebie przypadku, na pewno nie warto takich ludzi zabić ;) ale powiedziałabym, że mój pies może ich podbiegacza skrzywdzić - choć pewnie by nie dotarło. Gdybym jednak spotykała tych ludzi częściej, pies dawał mi się we znaki, a nawet stawał się coraz śmielszy i próbował np. złapać odchodzącego psa za nogę - to zareagowałabym jak opisałam wyżej. jednorazowe wybryki psują krew, ale potem się ludzi nie spotyka i się o tym zapomina. Jesli jednak cały czas natrafiasz na te same psy, które z czasem stają się coraz śmielsze i zaczynają otwarcie atakować - to przestaje być irytujące, a zaczyna być niebezpieczne. Pytanie tylko, czy dla mojego psa, czy dla nich, trzy razy mniejszych...
  21. [quote name='zerduszko']A po co Ci wizja :p Ja jak sie obroniłam dopiero zaczęłam coś robić na przyszłość :eviltong: Na następny dzień zdałam prawko, za kilka dni znalazłam pracę, a pół roku później zdecydowałam, ze się wyprowadzamy i bierzemy ślub :diabloti: zmierzchnica - jak na studiach nie ma czasu na szczeniaka, to chyba nigdy nie ma. Studia to idealny czas na sryla, oczywiście po sesji, do następnej bedzie już podchowany :p Miłego imprezowania i czekam na zdjecia, Hexy oczywiscie, nie z imprezy :P[/quote] Może i racja - ja myślałam akurat o sobie (dojeżdżam, więc na studiach będę od rana do wieczora) :evil_lol: Ja dopiero pierwszy rok zaczynam, więc nie wiem jak to będzie - czy będzie czas, czy nie itd :diabloti: Ale po bracie wiem, że jest go mało, szczególnie jak trzeba na uczelnię dojechać te pół godziny, a z pociągami jest kiepsko :roll: Właśnie.. zdjęcia. Przydałyby się :evil_lol:
  22. [URL]http://i38.tinypic.com/xli7o9.png[/URL] Genialna mina :lol: Gacek taki malusi :loveu: I świetne szelki ma! A właśnie w Moim Psie przeczytałam, że Drago to imię pierwszego mastifa neapolitańskiego w Polsce :diabloti: Więc rzeczywiście, w sam raz dla pinczera :evil_lol:
  23. [quote name='zerduszko']Poprawka, mam 1 psa i 1 diabła tasmańskiego :lol: Poza tym jestem trochę starsza :eviltong: studiujesz, mieszkasz z rodzicami - wtedy to miałam 0 psów i 1 czarci pomiot ;)[/quote] To ja to w ogóle jestem w komfortowej sytuacji - studiuję, mieszkam z rodzicami i mam trzy psy :cool3: I gdybym się miała wyprowadzić, na co się nie zapowiada na razie, to musiałabym wziąć... wszystkie :evil_lol: Ale pewnie suki by zostały, bo one takie domkowe bardziej są, a Frota uważa mnie za bóstwo, objawioną miłość i wszelkie błogosławieństwo (nade mną stoi tylko wyrzucona do śmietnika ryba :loveu:) i miałby gdzieś, gdzie będzie, ważne, że ze mną - a to miał być pies brata, taa :evil_lol: Ale szczenior + studia .. jest trudno. Szczególnie wychowanie i te sprawy.. U mnie mama czasem wychodzi ZE mną na jeden spacer (prowadzi sucze) dziennie, a i tak psy potem jak je prowadzę próbują ciągnąć się na smyczy, wymuszać trasę itd :evil_lol: Nie wiem co by było, gdyby od szczeniaka więcej czasu zostawały z mamą niż ze mną, brr.
  24. [quote name='*Monia*']Dzisiaj sryl został z Krzyśkiem sam, bo mamy urodziny babci i imprezujemy :razz:. Ciekawa jestem ile sprzątania mnie po tym jednym dniu będzie czekało, bo chłop się zaparł i z psem nie będzie wychodził :mad:. Z mamą w końcu dzisiaj podyskutowałam o szczeniakowej i oczywiście przy słowach "no i muszę ją oddać do super domku, tylko do odpowiedzialnych ludzi" łzy mi zaczęły ściekać aż na krzesło :oops:. Mamuśka też się wzruszyła przez to, ale zgodnie orzekłyśmy że jednak nie czas na drugie biegające, kradnące i drące mordę paskudztwo :roll:.[/quote] Dlaczego odpowiedzialne decyzje są zawsze najtrudniejsze? :roll: Pamiętam, jak mi było ciężko, bo zrezygnowałam z drugiego psa (rodzina nie zgadzała się na sterylkę, dopiero potem ich przekonałam), więc rozumiem jak Ci ciężko, skoro już masz szczylka ze sobą... Ale to nie jedyny szczenior na świecie, pełno tego niestety, wiele jeszcze cudaków Ci się trafi, a wśród nich ten Twój :cool3:
  25. Nie powinna :diabloti: Raz Chibi nastawiła się, żeby załatwić swoje potrzeby, więc wyciągam woreczek i czekam... A tu nagle słyszę ding! ding!... I potoczył się guzik :mdleje:Zrobiłam też panikę, jak kupa była cała czerwona, ja już tragedia - do weta trzeba, szybko! ...A to kawałki gumowej parówki[IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/cool.gif[/IMG] Nie mówiąc o tym, że Luka kiedyś zwymiotowała: woreczek, gumkę recepturkę i kłębek włosów. Za jednym razem. Psy twarde są :diabloti: Nie powinno być problemu :lol: PS. Chibi zjadła pół swojego posterylkowego kaftanika, do dzisiaj nie wiem co się stało z tą częścią, co znikła...:cool1:
×
×
  • Create New...