Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. [quote name='bonsai_88'] [B]Zmierzchnica [/B] zobaczysz, Frotek jeszcze wyjdzie z tej agresji tak jak moja Mucha ;). Skoro nawet moja babcia przestała się jej bać i stwierdziła, że "nawet by ją polubiła, gdyby nie to że nie lubi zwierząt" to w Birmie musiała zajść olbrzymia zmiana :)[/QUOTE] Hah, dzięki za pocieszenie :) Z Frotka jest fajny facet, w domu pies-ideał, jak nie ma psów w okolicy - też. Więc mam nadzieję, że rzeczywiście uda mi się go naprostować.. Moja babcia też zwierząt nie lubi (szczególnie psów), ale jak przyjdzie do mnie to zawsze psom chce dawać kiełbasę czy inne żarcie... Choć ostatnio sugerowała, że powinnam "tego trzeciego" psa wywieźć w las i zostawić :cool1:
  2. [quote name='isabelle30'] najlepszym przykladem jest Frotek Zmierzchnicy. ona nie wie jak wygladalo zycie jej psa wtedy gdy dorastal, teraz walczy z blednym kolem, i jest to praca bardzo ciezka. przepraszam Zmierzchnica ze podaje twojego psa jako przyklad ale mysle ze moze on pomoc niektorym zrozumiec swoje bledy i dostrzec konsekwencje ktore nastapia w pzryszlosci[/QUOTE] Ależ nie ma za co, on jest sztampowym przykładem kiepskiej socjalizacji i agresji na tle lękowym. To widać też na tle moich dwóch suk - Chibi (wychowana na działkach z psami) i Luka (wychowana wśród ludzi z minimalnym kontaktem z psami) mają swoje odpały. Dla Chibi nieważne czy pies się rzucił, ugryzł ją - następnego dnia, jeżeli będzie merdał ogonem i chciał się witać, ona będzie dla niego pozytywna. Jeśli jednak przestraszy ją człowiek, zapamięta ten typ ludzi do końca życia.. Luka na odwrót - jakiś pies się rzuci, nienawidzi takich psów (np. husky), ale nawet jak postraszy ją człowiek (np "dla żartów" tupnie) to nie "chowa urazy" wobec tego i podobnych ludzi. Frotek jest "połączeniem" ich charakterów w najgorszym przypadku - fatalny socjal i z ludźmi i z psami... badmasi - oczywiście, dziewczyna mogłaby wymachiwać nawet swoim psem nad głową, śpiewając na całe gardło piosenkę i ten onkowaty pies nie miałby prawa do niej podejść ;) Tylko branie psa na ręce nakręca konflikt i tak jak napisałaś - zagraża naszemu bezpieczeństwu. Konfrontacja małego psa z agresorem to głupota, tylko że mi się nie wydaje, by ten pies był naprawdę agresywny (w końcu skoczył na dziewczynę z yorkiem i nie zrobił ani jej ani psu krzywdy, a gdyby naprawdę chciał, mogłoby się to bardzo źle skończyć...). Co i tak nie znaczy, że nie jest to stresujące, takie sytuacje są zwyczajnie niedopuszczalne - z Luką (wielkości sheltie właśnie) ostatnio "witała się" najeżona jak diabli suka w metalowym kagańcu, wyraźnie szukająca zaczepki. Tak jak piszesz, Luka łaziła wokół moich nóg, przestraszona, a ja tylko starałam się rozładować sytuację mówiąc głupoty miłym głosem... Choć drżały mi kolana. Właściciel psa był w sklepie 100m dalej. Tylko gdybym wzięła Lukę na ręce... Nie chcę myśleć co by się stało, bo pies był wyraźnie nastawiony na drakę.
  3. Mi to zupełnie nie wygląda na agresję... Szczególnie w przypadku pierwszym, pies po prostu nie znał czegoś takiego, wystraszył się i wolał przegonić i ostrzec "dziwne zjawisko". W tym momencie powinnaś zająć psa komendą i pochwalić/nagrodzić za skupienie na Tobie, żeby pies widział, że dla Ciebie to zjawisko jest obojętne i że zamiast szczekać i warczeć, można to olać - a nawet warto olać, bo skupienie na Tobie jest nagradzane. Ciekawa jestem, jak zareagowałaś? Szarpnęłaś psa, krzyknęłaś? Jeśli tak, to niestety może się powtórzyć, bo pies skojarzył nerwową reakcję przewodnika z "tym dziwnym czymś", czego się tak czy siak już bał... Druga sytuacja - gdzie tu agresja? Gdyby pies był agresywny, to by ugryzł tego człowieka. Wytrzymał te "pieszczoty", ale wystraszył się, wolał człowieka przegonić... To nie dziwne, większość psów nie lubi być głaskana przez obcych, dodatkowo mężczyzn. Gdybyś nie rozmawiała przez komórkę, tylko obserwowała psa, mogłabyś w porę zareagować. Polecam na przyszłość spacer z jednoczesnym zwracaniem uwagi na psa. I też trudno mi się dziwić, że pies, który jest zajęty zabawką, nie chce być w tym momencie tarmoszony albo głaskany. Czy Ty chciałabyś, żeby ktoś Cię przytulał, głaskał itd kiedy jesteś bardzo zaabsorbowana oglądaniem ulubionego serialu? A z tym dzieckiem, no cóż - to Twoja głowa, żeby wytłumaczyć dziecku, że odpoczywającego psa czy psa bawiącego się z kimś innym się nie tuli i nie głaszcze. Wiem, że dzieci mają różne pomysły, ale od tego jest dorosły, żeby kontrolować i zwierzę, i dziecko. Poza tym, jaka to zabawa, że pies się tak "jara"? Przeciąganie się, droczenie z psem? Naucz go kilku komend i w zamian wyrzucaj zabawkę do aportu (no, najpierw naucz aportu ;)). Pies będzie się skupiał na pracy, wykonywaniu komend i przynoszeniu zabawki, więc prędzej opanuje swoje emocje i nie będzie się nadmiernie ekscytował. Mam wrażenie, że nie wiesz, że w domu masz... psa, a nie maskotkę. Wszelkie przejawy "braku łagodności" - warczenie, jeżenie się, szczekanie - przedstawiasz jako problematyczne. Rozumiem, że to zachowanie pojawiło się nagle i mogło być zaskoczeniem (może być też tak, że pies zawsze przejawiał nieufność wobec nowych zjawisk czy obcych, ale nie umiałaś odczytać jego sygnałów, teraz zaczyna wyrażać to bardziej "dobitnie"). Proponuję poczytać literaturę o psach, szczególnie tą, która opisuje sygnały, jakie psy wysyłają. Naucz się je odczytywać, żeby prawidłowo odróżniać agresję od strachu czy niepokoju. I pracuj z psem, szkol go, ucz czegoś. Jeśli Cię tak martwią relacje psa z dziećmi, to kiedy pies będzie już nieco wyszkolony, skupiony na Tobie i chętny do pracy, aranżuj spotkania z logicznymi dziećmi (czyli nie takimi, które na dzień dobry rzucą się psu na szyję, tego prawie żaden pies nie trawi), naucz psa, że dzieci są fajne - szkol go przy nich, wydaj komendę, a dziecko niech psu da nagrodę, albo rzuci zabawkę, którą pies ma zaaportować.
  4. [quote name='Borówka16']Mnie jako właścicielkę yorka irytuje owczarek niemiecki sąsiada ! Pies ma 5 lat ( o 1 rok starszy od mojego) chodzi bez kagańca i bez smyczy,nie widziałabym w tym nic złego,gdyby nie był agresywny do innych psów ! Dzisiaj rano miałam codzienną sutuację... Wyszłam z moim Luckym jak zawsze na smyczy,spacerowałam obok bloku ,a tu nagle jego onek dobiega i chce rzucić się na mojego !!! Szybko podniosłam mojego Luckusia ,a onek skoczył na mnie !!! Zirytowało mnie to ,wydarłam się na dziada ,żeby własnego psa na smyczy ,albo chociaż w kagańcu trzymał ! On mi na to odpowiedział ,że jego pies musi się wybiegać ,i że jest łagodny !!! OK , dla ludzi łagodny jest ,ale dla psów nie ! Dodam jeszcze ,że od mojego bloku ok.200m jest pole ,gdzie dużo psiarzy z dużymi psami tam chodzi ,a on nie raczy !!![/QUOTE] To bezsprzeczny fakt, że pies nie powinien być luzem, a tym bardziej na Ciebie skakać. Drugi fakt - nie dość, że wzięłaś swojego psa na ręce, uniemożliwiając mu normalną komunikację, dając mu sygnał "duże psy są złe" i budując złe skojarzenie - duży pies = branie na ręce (a wbrew pozorom tego psy zwyczajnie nie lubią, nikt nie chce być z zaskoczenia podnoszony), to jeszcze wydarłaś się na właściciela - co już zupełnie przekazuje Twojemu psu, że takie sytuacje są strasznie stresujące i złe. Następnym razem na widok ONka zacznie drzeć się, rzucać i sprowokuje tym razem prawdziwy atak... Mój pies jest agresywny lękowo po kilku atakach. Zaczął się drzeć na psy w celu ich odstraszania - co oczywiście skutkuje jeszcze większą ilością ataków oraz prowokuje inne psy do darcia się na niego. Błędne koło... Nie wpadaj w nie, bo to nie ma sensu, jako właścicielka małego yorka jesteś na z góry przegranej pozycji w razie prawdziwych starć i napotkania psa naprawdę agresywnego. Jeżeli drugi pies nie ma irokeza na grzbiecie, nie wpatruje się uporczywie, nie stoi sztywno - czyli jeśli nie ma złych zamiarów, a zwyczajnie jest zaciekawiony, to poluzuj smycz swojemu i spokojnie poproś właściciela o wzięcie psa. Nawet jeśli się boisz, to jakiekolwiek wrzaski, krzyk tylko przekazują Twojemu i temu drugiemu psu, że coś się złego dzieje... Po co? Wiadomo, czasem nerwy puszczają, zdarza się, ale jeśli się da, lepiej łagodzić takie sytuacje, po co sobie psa psuć...
  5. Masakra :roll: Biedna ta jego suczka... Cóż, miałam podobną sytuację z TTB, tylko koleś psa zaczął kopać po brzuchu, a nie tłuc kolczatką... Biedne te psy, przyciągają kretynów jak magnes :roll:
  6. [quote name='*Monia*']Wielopsie spacery mamy bardzo rzadko, bo raczej unikam zatłoczonych miejsc ;). Shina musi być cały czas pod kontrolą, bo potrafi za głupiego patyka czy kawałek czegokolwiek ciekawego do zabawy użreć swoją kumpelę (bassetkę) :mad:. Do tego muszę uważać na foksię - wroga nr 1. Reszta psów ok o ile zbytnio się z nimi nie spoufalam i nie podchodzą do moich rzeczy - tylko z wybranymi to przejdzie. Shinula i luzem i na smyczy reaguje podobnie, czyli jak psa nie lubi czy czymś jej podpadnie to mu wpierze prędzej czy później (ścięcia miała tylko z dwoma psami do tej pory i to z tymi co zna je od początku).[/QUOTE] Charakterna panienka ;) przypomina mi Chibi pod tym względem. Młoda akurat ma ścięcia z Frotkiem, co prawda (bo ona jest wieczorem zmęczona a on łazi, podchodzi, oddycha...:cool1:) [quote]Jutro ostatni spacer przed cieczkowym siedzeniem w domu. Będzie pewnie dwóch kawalerów, w tym jeden niekastrowany. Dzisiaj nawet kastrat uważnie badał Shinulca i pierwszy raz z warkotem na nią nie wyskoczył :razz:. Ale to jeszcze nie taki prawdziwy początek cieczki, bo obadałam dokładnie i tylko lekka zmiana jest ;) (po Hexolini mam trochę doświadczenia w tych sprawach ;)).[/QUOTE] Życzę udanego spaceru :loveu: Ja tam się cieszę, że Fro-kastrat się cieczkującą Luką nie interesował (ale ona nim tak, potrafiła włazić do niego na fotel i piszczeć o 3 w nocy :roll::evil_lol:)
  7. Ech, no nie ma co roztrząsać sytuacji. Sachma mi trochę nadepnęła na odcisk, bo faktycznie czuję się głupio z tak "cyrkującym psem" i staram się jak mogę go naprostować... Jako ciekawostkę dodam, że ta kobieta od puchatego psa nieodmiennie mnie zadziwia - chodzi zawsze tym samym tempem, zawsze tą samą trasą, nigdy nie zwraca uwagi ani na psa ani na otoczenie. W sumie to jej problem i mi to wsio ;) Tylko raz spotkałam ją jak akurat szłam ze swoim tymczasem (szczylkiem). Znam ją trochę, więc wiedziałam, że to ja muszę ją ominąć - ale na drodze leżało rozbite szkło. Powiedziałam do niej: "ojej, uwaga, tutaj pełno szkła!". Nie zwróciła uwagi, nie raczyła odpowiedzieć - razem z psem przeszli po tym szkle i poszli dalej tą samą trasą co zawsze...
  8. [quote name='sachma']jeśli nie ma miejsca to jakoś przejść trzeba (ja sobie nie wyobrażam czekania aż ktoś zapanuje nad swoim psem - jak nie potrafi to niech nie chodzi po wąskich chodnikach, nie wyobrażam sobie też uciekania ze swoim bo ktoś w mieście wychodzi ze zwierzęciem nad którym nie chce/nie potrafi zapanować) - nie mówię o pani z pieskiem luzem tylko pani z pieskiem na smyczy która również chciała przejść tą drogą. i tu mózgu powinna użyć właścicielka problematycznego i powstrzymać psa zanim się rozkręcił, stanąć miedzy psem a przechodniami, no cokolwiek, a nie czekać aż wszyscy wkoło uciekną, zmienią kierunek, ale zatrzymają się. myślenie że mój pies jest najważniejszy i to co się z nim aktualnie dzieje jest najważniejsze na świecie jest dziecinne i egoistyczne - trzeba przewidywać takie sytuacje.[/QUOTE] Rzeczywiście, według Ciebie powinnam była iść wprost na spotkanie psa luzem, żeby Frotek mógł sobie nim porzucać? Albo zawrócić, żeby wpadł prosto na tego psa z tyłu? Czy może przejść na drugą stronę - prosto pod auta? Nie no, masz rację - następnym razem przed spacerem wynajmę jasnowidza. Przewidzi, że akurat wtedy i w tym miejscu wyjdzie pies luzem i kobieta, która nie zwraca uwagi na otoczenie. I grzecznie zmienię trasę (na tą, gdzie biega luzem spaniel i rzuca się na mojego psa... Albo na tą, gdzie są puszczane luzem trzy kundle i terroryzują okolicę :)) A poza tym, myślisz, że było moim marzeniem, posiadanie psa problematycznego, rzucającego się na inne? Nie prosiłam gromady labradorów, spanieli, astów, kundli i tym podobnych, żeby rzucały się na mojego psa, szarpały nim i go gryzły. Ich właściciele nawet nie mieli smyczy (jeżeli w ogóle byli w pobliżu), żeby nad swoimi nieco bardziej niebezpiecznymi psami zapanować, kiedy te atakowały mojego... Ja robię co mogę, ściągam psa, czekam, aż piesek luzem pójdzie (choć wierz mi, że mam czasem wredną i egoistyczną ochotę puścić mojego i zobaczyć, co się stanie i czy piesek dalej będzie wesołym podbiegaczem po tym spotkaniu). Kobieta z psem powinna była zauważyć, co się dzieje. Nie wymagam od niej omijania mnie na kilka metrów (choć sama tak robię z moimi "nieproblematycznymi" sukami, gdy mijam "problematycznego" psa, bo zdarza mi się też myśleć o innych, a nie tylko o własnym zadku), ale jeżeli sytuacja jest niebezpieczna dla obu stron, to PO CO się pchać na siłę? Żeby zamanifestować, jaki to mój ułożony, a ten drugi głupi? Poza tym, jeżeli chcesz - mogę Ci dać mojego psa na tydzień - popracujesz nad nim, ułożysz go, zapanujesz nad nim (bo na pewno potrafisz, przecież to taka prosta sprawa!) :) Najlepiej u mnie w mieście, gdzie pełno pieseczków luzem lubi sobie popróbować zębów na psach na smyczy. Zdarza się, że mam totalnie dość. Wiecznie omijam ludzi, wstydzę się, pracuję z psem, co potem jest niweczone przez puszczane luzem laby (od tego zaczęła się agresja Frotka) czy asty (ostatni atak, który go totalnie przeraził). Mam kilka terenów spacerowych, żeby omijać kochane pieseczki niefrasobliwych właścicieli, ale na te tereny wychodzi coraz więcej... niefrasobliwych właścicieli z kochanymi pieseczkami - luzem oczywiście, przecież są takie mądre i kochane. Co to znaczy "powstrzymać psa zanim się rozkręcił"? Przykro mi, ale nie jestem na etapie, gdy powiem psu "siad" i oleje podbiegające psy, wskakujące mu na grzbiet, włażące prosto pod łapy, gdy dodatkowo jest zestresowany. Mój pies to nie automat. Frotek to pies impulsywny, nie znam jego przeszłości, nie wiem co jest powodem jego nadmiernych reakcji na psy. Staram się jak mogę, uciekam, omijam, zawracam, zdarza się, że rezygnuję ze spaceru, jak za dużo psów chodzi - ale nie jestem w stanie przewidzieć wszystkiego, daru jasnowidzenia nie mam niestety. A stwierdzenia w stylu "to nie chodź wąskimi ulicami" są śmieszne. Tak jak stwierdzenia "masz problem to go rozwiąż", "twój pies się rzuca to nad nim panuj", "boli cię to się wylecz". Zupełnie nieżyciowe - bo u mnie jest pełno wąskich ulic i trzeba wciąż się stykać z ludźmi, psami, mijać się. I niestety bez odrobiny świadomości i życzliwości to może się zmienić w piekło, bo przecież nie ja jedna mam problematycznego psa (ale ja jedna coś z tym robię, a nie puszczam go luzem, bo jest głupi to niech se ucieka). [B] Gabryjella[/B] - no właśnie, ja też nie potrafię myśleć tylko o swoim psie, swojej wygodzie, wbrew temu co pisze sachma. Także spotykam się ze świadomością i życzliwością... Ktoś poczeka, czasem ja poczekam, ktoś przejdzie pierwszy albo zawróci itd. Można przecież. A u mnie yorków najwięcej - i to niestety podbiegające i luzem. [B]evl[/B] - dzięki za wsparcie ;) Najgorsze jest to, że ja się tym wszystkim potem strasznie przejmuję, wstydzę się, czuję idiotycznie. A innym to zwisa wszystko... [B]Greven[/B] - no właśnie - ja też staram się odpuszczać jak mogę, a kiedy widzę kiepską sytuację, to zawracam albo czekam. Nie pcham się na chama, bo po co denerwować swojego i czyjegoś psa? Mam także psy, które można nazwać "normalnymi" ;) i z nimi także staram się jak mogę omijać, nie prowokować, przeczekiwać, przepuszczać, mimo że w sumie mogłabym iść gdzie chcę i mieć w uchu to, że czyjś pies np na moje się rzuca i ktoś ma problem, bo moje nie zareagują. Ale akurat w tamtej sytuacji po prostu nie miałam wyjścia, a tamta pani miała, mogła chwilę poczekać (kobieta na dole już usiłowała złapać swojego psa i pójść do domu). Przecież sekunda życzliwej cierpliwości by jej nie zaszkodziła...
  9. Zazdroszczę wielopsich spacerów ;) Dla mnie to ciągle marzenie nie do spełnienia (jeśli chodzi o Fro). Choć ostatnio do nas jakieś biedne krótkołape luzem przybiegło i Fro tego nie zjadł nawet, wręcz się bawić próbował (a to już coś, był z sukami) :cool3: No ale luzem był, więc inaczej reagował. A Shina cudowna oczywiście i jak zawsze :loveu: Cieczki nie zazdroszczę - trzymam kciuki żeby jakoś bezkolizyjnie przebiegła ;)
  10. Ja nie rozumiem, dlaczego ludzie stawiają swoje psy w fatalnej sytuacji tylko ze względu na swoją wygodę albo nie wiem - może to bezmyślność? Dziś miałam kiepski początek spaceru - weszłam na wiadukt (który zwykle przechodzę pędem, niebezpieczny jest jak diabli)... A na ulicy poniżej wiaduktu biega luzem piesek. Właścicielka obok, totalny luz. Piesek widzi Frotka, idzie do góry, Frotek zaczyna się nakręcać (ale jestem z niego dumna, nie wpadł w amok, choć się przestraszył i zaczął warczeć na przemian z piszczeniem i lekko szarpać). Zwalniam, zajmuję psa komendami, nagradzam za ich wykonanie... I nagle patrzę, za mną idzie starsza kobieta z puchatym psem. Frotek zaczyna się już bardzo denerwować (pies luzem z przodu i pies z tyłu, gdy on nie może się "bronić"). Próbuję przyspieszyć kroku, ale pies na dole chce podejść... W momencie krytycznym (Frotek zaczyna się szarpać, staje na dwóch łapach), cudownie inteligentna kobieta próbuje przejść koło mnie, dodatkowo trzymając psa od strony Frotka :roll: Frotek się szarpie, kobieta mija mnie twardo, jej biedny pies przestraszony, po ulicy pędzą auta i ciężarówki, więc gdyby chciał odskoczyć - kiepsko by było... A na moje pytanie, czy nie widzi co się dzieje, i czy nie mogłaby trochę zwolnić, dostałam: "A co ty się tak wleczesz, trzeba szybciej z psem chodzić! Szybciej idź!". :-o Nie wiem, to jakiś wymóg? Warknęłam na nią, że szybciej nie mogę, bo na dole pies luzem lata i że musi poczekać, coś odpowiedziała, ale już nie słuchałam, została z tyłu przynajmniej... Wiem, że mój agresywny (a raczej robiący cyrk) pies to mój problem, ale kurczę, w momencie kiedy jest tak niebezpiecznie, a sytuacja jest wyraźnie problematyczna, to czy naprawdę wzgląd "chcę odwalić spacer z psem i iść do domu" musi być ważniejszy niż bezpieczeństwo psów? Po co robić sobie i innym problemy? Normalnie bym przyspieszyła albo zeszła, ale się nie dało.. Trochę ludzkiej życzliwości i o ile fajniej by było na świecie :roll:
  11. [B]Pestka[/B] - moje kundle to jawnie się rozpychają na kanapach i fotelach :evil_lol: [quote name='Sylwia K']a mi się strasznie zima podoba. Wszystko przez ten śnieg wygląda tak bajkowo. Co do łóżka, to nasza Lusia włazi na wszystkie oprócz tego w sypialni. Tam jej nie wpuszczamy, ale ona sama nie czuje potrzeby tam włazić. Następny pies raczej będzie miał zakaz włażenia na wszystkie łóżka.[/QUOTE] Ja już nie mam niestety miejsc spacerowych ani pomysłów na takowe ;) Wszystko zasypane, buty przemoczone... Ładna zima, fakt, ale z okna :diabloti: Ha, tak się mówi, że będzie zakaz, moje burki też miały mieć zakaz - jasne...:cool3: Ale w sumie warto psa/psy od początku przyzwyczajać, że kanapy nie są do leżenia. Krzywda psiakom się nie dzieje, a i sprzątania mniej. Choć nie chciałabym się budzić bez Luki na poduszce obok...:cool1:
  12. [quote name='Pestka'][URL]http://img534.imageshack.us/img534/5393/dsc00085w.jpg[/URL] Jakie wygodne psiaki :cool3:[/QUOTE] Po prostu rozpuszczone :evil_lol: [B] Sylwia[/B] - faktycznie, Luka do Lusi podobna :razz: Łaa, przez tą zimę nic mi się nie chce, robić zdjęć też nie :evil_lol:
  13. Ta, ja też usłyszałam, że mam psa zabrać, bo robi kupę i zepsuje pani "zieleniec". (Btw. bez różnicy, i tak zbieram..) Odpowiedziałam, że sika przecież - to usłyszałam, że siki to nie perfumy. Cóż, tyle to i ja wiem, ale co to zmienia...?
  14. Niestety, to co zawsze - psy za murem i tyle :shake:
  15. [quote name='*kleo*']Mnie też drażnią niektórzy właściciele yorków, chociaż sama mam psa tej rasy. Puszczam ją luzem tylko jeśli nie ma żadnych psów w pobliżu, a jeśli jakiś się pojawi, to od razu młoda ląduje na smyczy. Tylko co z tego, skoro inny yorkowy właściciel nie kwapi się, aby zapiąć i swojego, przecież "to ta sama rasa, na pewno się dogadają"... Moja suka nie lubi się spoufalać, nie lubi chamskich zabaw ze skakaniem po głowie, nie jest jazgotliwa i potrzebuje trochę czasu żeby się rozkręcić, ale niestety z reguły z zabawy nici, bo inny pies zdąży ją skutecznie zniechęcić. A laby to też koszmar, ludzie jakoś nie potrafią zrozumieć, że moja mała waży 2,5 kg, a ich co najmniej 10 razy więcej i może zrobić jej krzywdę nawet niechcący, jak będzie chciał się z nią witać zbyt entuzjastycznie. Szczęście w nieszczęściu, że jest zimno + młoda w ciąży, więc nie urządzamy długich spacerów i mamy chwilowy spokój od denerwujących sytuacji :)[/QUOTE] Nooo i Twojego yorka chętnie bym spotkała ;) Pewnie, że to zależy od właścicieli. Dlatego napisałam - ja nie znam normalnych yorków. Nie twierdzę, że takowe nie istnieją, a wbrew pozorom nie uważam ich za "małe szczury" itd, bo ogólnie mi się podobają. Nie chciałabym mieć, ale nie mam wobec nich takiej niechęci (irracjonalnej) jak wobec np. spanieli. Tylko niestety, ich gabaryty sprawiają, że kupują je naprawdę ludzie ... nieodpowiedzialni, żeby nie powiedzieć - głupi. I traktują je jak nadpsy - moje kundle muszą być na smyczy, moje kundle nie mają prawa szczekać, bo są durnymi kundlami, a yorecek może wyjść na środek ulicy i dziamać na "tego brzydkiego psa", bo... jest małym yorkiem i "boi się potwora" ;) Oczywiście przesadzam trochę, ale nie spotkałam jeszcze yorka, który nie rzucił by się na moje psy na dzień dobry. Oprócz yorka sąsiadki, który jednak teraz od 2 miesięcy nie wychodzi i załatwia się w kuwecie, bo .. jest zimno. Biedny pies, młodziutki, bardzo lubi spacery. A potem nagle wyjdzie z domu i wszystko go przerazi :roll: [B]evl [/B]- wydaje mi się, że to kwestia nadmiaru energii, braku wychowania i dużych gabarytów tych psów. Niewybiegane i nigdy nie męczone psychicznie psy na widok innych szaleją, a że nikt nich nie nauczył nawet głupiego "siad", to potem nie da się ich opanować. Są spore, więc niewiele jest psów, które zdołają im dobitnie pokazać, że NIE chcą się TAK bawić. Moje suki labowatych nie lubią, ale nigdy tego nie okazują, bo są na widok takiego słodziaka luzem zbyt przerażone ;)
  16. Ech, niby to tylko stereotypy ale jakże prawdziwe... Także nie znoszę labkowatych i yorkowatych. Ale to dlatego, że ANI JEDNEGO normalnego nie znam. Nie przekreślam każdego nowo zobaczonego czy poznanego laba/yorka ;) Ale jeszcze się nie zdarzyło, żeby taki pies okazał się wychowany i posłuszny. Yorki to moja zmora, bo ostatnio wszyscy w okolicy chyba się zmówili i zaczęli z nimi bez smyczy chodzić... Fro + psy bez smyczy = masakra. Jeszcze do tego drące japę i brane na ręce ze słowami "no już nie bój się tego obrzydliwego psa, malutki"... Ha.
  17. [URL]http://i49.tinypic.com/2rrs0mp.jpg[/URL] Oo jaki cudny zadek :loveu::evil_lol::evil_lol: [URL]http://i48.tinypic.com/e6p1ep.jpg[/URL] Tina tutaj taka spora wyszła, jakiej ona jest wielkości? ;) Fajowe śnieżne fotki :cool3: (choć śniegu mam już powyżej uszu w sumie :cool1:)
  18. Dobrze, na pewno dam znać :) Dziękuję bardzo!
  19. [IMG]http://img59.imageshack.us/img59/5431/dsc00070db.jpg[/IMG] zdobycz [IMG]http://img204.imageshack.us/img204/5411/dsc00071n.jpg[/IMG] walka o zdobycz [IMG]http://img204.imageshack.us/img204/5885/dsc00072x.jpg[/IMG] radość zwycięzcy [IMG]http://img204.imageshack.us/img204/1177/dsc00073l.jpg[/IMG] wściekłość przegranej :diabloti: ...i odpoczynek po męęęcząąącym spacerku :cool1: (to łóżko mamy, moje jest z 3 razy mniejsze, a kundle i tak się do mnie wpychają :diabloti:) [IMG]http://img534.imageshack.us/img534/5393/dsc00085w.jpg[/IMG]
  20. [quote name='bonsai_88']HA, po to mam wielkie, podwójne łoże, żeby wszyscy się mieścili :)... szkoda tylko, że o 6-7 rano zazwyczaj dostaję od Smoka butelką w łeb - taka delikatna sugestia, że dziecko już wstało i mamusia też by mogła...[/QUOTE] Biedna mamusia :evil_lol::evil_lol: Ja dostaję taką sugestię od Chibi za pomocą języka i zimnych uszu o 5 rano.. Czasami za pomocą oczu - budzę się... i pierwsza rzecz którą widzę to wierne, okrągłe, wlepione we mnie oczyska z wyrazem "wstaaaaaaań chcę się potulić!" :cool1: Znów komórkowe.. Światło beznadziejne :roll: [IMG]http://img59.imageshack.us/img59/7121/dsc00067w.jpg[/IMG] agresor w pozie [I]kopnij mi kłapiącą piłeczkę[/I] [IMG]http://img59.imageshack.us/img59/2526/dsc00066iv.jpg[/IMG] kundle czekają aż schowam im zabawki i dam sygnał do szukania (w tle moja mama z Chibi :cool1:) [IMG]http://img59.imageshack.us/img59/9457/dsc00069dq.jpg[/IMG] najsłodszy piesek świata:diabloti:: [IMG]http://img534.imageshack.us/img534/673/dsc00077d.jpg[/IMG] [IMG]http://img534.imageshack.us/img534/2559/dsc00078p.jpg[/IMG]
  21. [quote name='zerduszko']Spoko, moja go oleje :lol: Może sie dogadają i zrobią wrau razem na innego psa? :)[/QUOTE] Haha, to bardzo prawdopodobne :diabloti: Jakby go olała to by było OK. Psy, które Frotka olewają, albo siadają na jego widok (!), a jeszcze lepiej - idą równolegle i mają go gdzieś - są OK :cool1: A jakby jeszcze zobaczył, że to suka (co mu zajmuje zwykle trochę czasu) to spoko. Ale zanim by do tego doszło, pewnie trochę skowytu i ryku trzeba by było wyprodukować :roll: [B]bonsai [/B]- to nie jest źle :p Na razie mi się nie spieszy (czekam aż się sezon grzewczy skończy :razz:), więc jak kiedyś Ci się wyjątkowo zachce to daj znać :diabloti:
  22. bonsai - to Ci mama strachu napędziła :roll: A z dzikami też już miałam różne spotkania, najlepsze było, kiedy stałam od jednego kilka metrów i wpatrywałam się w niego, myśląc "co to za wielki klocek, tego tu nie było?" zanim się zorientowałam, że to dzik :cool3: Ale ja niestety najczęściej wpadam na sarny, a raczej one wpadają na mnie :cool1: Ha, moje kundliszony przyjdą do mnie nad ranem, na razie zajmują łóżko mamie :diabloti: A potem obudzi mnie ciężar trzech cielsk :roll: Dobranoc! :p
  23. [B]Zerduszko - [/B]pewnie, a Fro na powitanie zrobi wraaau i będzie ciekawie [B]:evil_lol: [/B]a czy blisko.. mam 40 minut pociągiem do Gliwic ;) [B] bonsai[/B] - hah, no właśnie, ja studentka dzienna z planem pt. od poniedziałku do piątku do 18 na uczelni :roll::cool3: Hm, dla Frotka zajęcia przy posłusznych psach byłyby chyba najbardziej wskazane - on na widok psów zawsze się bardzo ekscytował, a po atakach - rzuca się. Ale z obojętnym przejściem obok psa u niego jest naprawdę ciężko, więc przydałoby się mu uświadomić, że może spokojnie ze mną pracować i nic mu na tyłek nie wskoczy... Już to sobie wypracowałam z nim, nawet przy labradorze skupiał się na mnie, ale milutki kochany astowaty postanowił mi psa zabić i mam zabawę pt "psy są zueee" od nowa :cool1: Masz może jakieś namiary na te osoby? Nie musi być na już, bo planuję coś robić dopiero na wiosnę (kasa:roll:).
  24. [quote name='bonsai_88'] [B]Zmierzchnica[/B] byłam z Birmą na tresurze, ale za dużo to nam to nie pomogło - traktowałyśmy to obie [ja i pies ;)] bardziej jako ćwiczenie w grupie. Młoda i tak była uczona moimi metodami i z rad tresera za bardzo nie korzystałam... myślałam, że coś mi to da, jakbym wiedziała jaki był efekt [praktycznie zerowy, po za poznaniem paru fajnych osób] to w życiu bym nie poszła. W sumie skorzystałabym więcej gdyby nie sama Birma - jej po prostu wystarczyła tylko i wyłącznie praca ze mną. Jak chcesz to możemy się parę razy spotkać - w końcu po coś się tresury uczę ;). Nawet jeżeli ci z zachowaniem Frotka nie pomogę to będzie mi łatwiej polecić szkoleniowca [bo jest 3 do wyboru, każdy do innego rodzaju agrersji ;)].[/QUOTE] Właśnie dlatego dla mnie tresura jest dość... hm, może nie niepotrzebna, ale wydaje się zbędna. Frotek umie wszystko to, czego się uczy na szkoleniach, tylko nie umie pracować przy psach, więc wolałabym jak coś spotkania indywidualne z trenerem... Moja biała małpa wykazuje agresję lękową akurat, po atakach kilku(nastu?) psów ;) A ze spotkaniem bardzo chętnie, jak tylko się wkręcę w plan na nowy semestr i jakoś sobie wszystko poorganizuję jak trzeba :) Mi właśnie zależy na tym, żeby ktoś z boku popatrzył i powiedział co o tym wszystkim myśli. Na pewno wiem, że ja za bardzo się stresuję i na Frotka to oczywiście działa okropnie pobudzająco...
×
×
  • Create New...