Jump to content
Dogomania

sleepingbyday

Members
  • Posts

    23762
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    3

Everything posted by sleepingbyday

  1. dajcie znać, jak tylko będzie termin wizyty. być może tym razem będę mogła pomóc (o ile samochód, który mogłabym pożyczyć, znów sam z siebie nie zacznie się palić...)
  2. przyszły deklaracje: od Awit - za dwa miesiące, 10 zł od AnnyA - 10zł i od szarotki, ale za czerwiec, a dopiero 7 lipca. widze historię konta,ale jeszcze nie mogę przelewać, musze wpaść do banku wtej sprawie. bazarek na weterynarza dla rurka nie poszedł wcale :-(
  3. no proszę.... koniecznie się dowiedz. ciekawe, a ten drugi pies... juz pewnie pozamiatane po nim dawno...
  4. dorosły człowiek tym różni sie od niedorosłego, że, przemyśliwuje czy nie ew. konsekwencje własnych czynów, to te konsekwencje ponosi. ludziska wiedza tyle, że ttb sa silne i "bojowe", więc sobie myślą, aha, bojowy, to ja go wytresuję na groźnego. ten facet to gówniarz, niebezpieczny gówniarz - bo &***&^R wiedział o rasie, a jeszcze mniej o tym, jak się szkoli psa. taki [I]człowiek[/I] nie umie wnioskować - dla niego pies jest pies, tyle że jeden bardziej silny - jaka tam psychika, jakie predyspozycje, panie, toż to jakieś głupie gadki idiotów są, pies, jaki jest, każdy widzi. co gorsze, facet hazardował tu bezpieczeństwem własnej rodziny. oh tak, pewnie to dziecko bardzo kocha, ale jednoczesnie jest totalnie nieodpowiedzialny. powinien ponieść konsekwencje, co tu duzo kombinować. niemniej jednak łatwo sobie wyobrazić sytuację (wyparcie), że cała rodzina pomniejszy jego odpowiedzialność za stworzenie psa, który atakuje własnego domownika, w dodatku szczeniaka. co do losu kodiego - ktoś sensownie napisał, że to przeogromna odpowiedzialność obserwacja i wydanie wyroku - jakiegokolwiek. niemniej jednak - ile w polsce jest bezdomnych bez takiej karty, jak kodi? któryś z nich nie dostanie domu, bo poświęcimy dużo sił dla kodiego. nie wiem, czy w obecnej sytuacji stac nas na takie [I]gesty[/I], niestety. beznadziejnie jest na tej planecie pourządzane. za łatwo się godzimy na sytuacje, w których ogromna odpowiedzialność psiego opiekuna za wyrządzone przez psa szkody jest kwitowana praktycznie niczym. przecież to kolejna taka historia i [B]nie następuje żadne wnioskowanie, że halo, coś tu jest nie tak z ludźmi, jeśli nie potrafią wyuczyć posłuszeństwa zwykłego, udomowionego ssaka. kto tu jest "naczelnym"?? [/B] ile psów jest genetycznie bardzo agresywnych, bardzo niebezpiecznych, szalonych? to my tworzymy te potwory. nikt nie wpada na pomysł, że zle traktowanie, a i nieodpowiednie traktowanie skrzywia zdrowe psychicznie psy. i dalej, kto żyw na giełdę po amstaffa z domowej hodowli. a państwo wniosków też nie wyciagnie, nie ureguluje spraw hodowli, nie ureguluje spraw związanych z dostępnością psów dla każdego, z łańcuchem na każdej psiej szyi na polskiej wsi. a potem przypadek, pies po latach zerwie się z łańcucha i dawaj, terroryzowac wieś. szaleniec, potwór! urodził się taki? nie łudźmy się, nic się nie zmieni, skoro nikt nie widzi związku pomiędzy traktowaniem przez ludzi swoich własnych zwierząt i ludzkimi tragediami przez skrzywione zwierzęta powodowanymi. fakt i superekspres zrobia poczytną wierszówkę raz na jakiś czas i tyle, jeśli chodzi o dziennikarstwo. a potwory potem są zabijane. tak, tak, powinny, bo nie da się ich w wielu przypadkach naprawić, wiem - ale czy to czyści nasze sumienia?
  5. to, że lassie wróc było (jest?) lekturą w podstawówce uważam za wielki skandal. kto nie ma po tym traumy? zdecydowanie byłam za mała, jak musiałam to czytac. koszmar!
  6. to mnie uspokoiłas :diabloti:, zaczne optymistyczniej patrzeć w przyszłość....:smhair2:
  7. iii tam, nie ma sensu ciagnąć tematu. to nie jest brak zrozumienia, tylko [I]iście[/I] w zaparte.
  8. phi, moje drogie, schowajcie się, spaniele, wilczury, czy czym tam wasze psy są wg ludzi to jest pikuś i nic w porównaniu z tym, że moja zośka jest... wymarłej rasy :diabloti:. otóż zosia jest miksem JRT i b.często ludzie mówią o niej: "ten pies z tego filmu", albo, "za co pani mu oko podbiła", często pytają sie też, jakiej ona jest rasy. ponieważ zośka jest śląska dziołcha z tranowskich gór (cichy kąt, z tego miejsca pozdrawiamy :p) kilka razy odpowiedziałam, że ona jest silesian terier, ale to jedyny przedstawiciel takiej rasy ;-). juz tak nie mówię, odkąd raz dwóch panów nie załapało żartu - bo odpowiedzieli z zadumą i zrozumieniem -aaa, wymarła rasa... śmieszne, ale głupio mi sie wtedy zrobiło, bo co, zacznę im tłumaczyć, że nie, że chodzi o to, że to miks, tylko bardzo w typie, to im sie głupio zrobi, że nie załapali. ale nie wiem, czy teraz nie opowiadaja wszędzie,ze mieli okazje widziec ostatniego przedstawiciela pewnej psiej rasy... :roll: napisałam tego posta i teraz się zastanawiam, cyz ja tego już kiedys tu nie opowiadałam??? ale na pewno nie opowadałam, tego, że ze dwa trzy mijałam pewna panią na spacerach - zapamiętałamk ja, bo patrzyła na zośkę z miłym usmiechem. i za któryms razem mijając nas powiedziała mi tonem nie znoszącym sprzeciwu: pani ma rasowego psa! zatkało mnie, bo to zabrzmiało tak, jakbysmy o tym rozmawiały i ja sie sprzeciwiałam tej tezie ;-). a nigdy słowa nie zamieniłysmy.
  9. przesyłak nie była do mnie, jak tylko się dowiem, dam zanć oczywiście na kocim.
  10. kiłi, sprawdzałam ceny taserów, ech ech, conajmniej ok 10 000 zł, a zazwyczaj ze dwa razy tyle! tak sobie myślę, nie wiem, może mam farta, ale super niebezpieczne sytuacje są sporadyczne. oczy dookoła głowy i przewidywanie róznych sytuacji to chyba najlepszy z legalnych (i osiągalnych cenowo ;-) ) sposobów na swoje, swoich bliskich i swoich psów bezpieczeństwo. mój przyjaciel prowadził z kolegą kursy samoobrony dla kobiet, w jednym brałam udział. owszem, uczyli nas technik obrony itd, al największy nacisk kładli na naukę takiego świadomego zachowania, które wyklucza cię z grupy potencjalnych ofiar. trochę z tego mozna zastosować do róznych psich historii, a zwłaszcza do rozmów z opiekunami psów, których spotykamy na spacerach. uważam, ze na nas spoczywa obowiązek oświaty tych psiarzy, którzy kynologicznie sa "gorsi" od nas (odwieczny przykład - alez on chce sie tylko pobawić!). my też z ta wiedzą się nie urodzilismy, no nie? ale też rozumiem, ze nerwy puszczają, zwłaszcza tym krewkim. sama aniołkiem nie jestem, mimo pracy nad sobą - czasem mi wychodzi, czasem nie. tak naprawdę te historyjki z psami sa tym samym, co historyjki bez psów, opowiadające, jacy jesteśmy wobec siebie na ulicy. w polsce dobrze pod tym względem nie jest, niestety. zastanawiam się, co się złożyło na to, że jako społeczeństwo nie jesteśmy zbyt przyjaźni względem siebie, wyrozumiali, że nie patrzymy dalej, niż czubek swego i swego psa/dziecka nosa? jak to możliwe, że dzieci mojej siostry wzbudzają zachywty tym, ze przepuszczają dorosłych w drzwiach, mówią dzień dbry na podwórku i dziękuje? kiedys z siostrą o tym rozmawiałysmy i przyznaję, ze wiało grozą? jak zwykła grzeczność, naprawdę nic specjalnego, jak rany, może wzbudzać zachwyt i podziw?? na psim podwórku - dlaczego ludzie oddający psa do schronu wymagają uzznania za ich niebywałą zasługę, ze nie przywiązali psa w lesie (takie teksty każdy pewnie słyszał, to nie jest wyjatkowe)? nie jest dobrze i jestem więcej niz przekonana, że każdy z nas ma jakieś poletko nad którym powinien popracować.
  11. [quote name='Sybel']sbd - chyba imputuje. Amputuje się rękę z gangreną ;) To taki offtop osoby, która dziś co 3 godziny przez całą noc latała z psami po dworze, bo MUSZĄ. Czymś mi się cholery struły i nifuroksazyd poszedł w ruch.[/QUOTE] sybel, dlatego napisałam italiką, to żart był z ta amputacją... bynajmniej ;-). ------ ktoś już sie zapoznał z singerem i jego poglądami na zoofilię, zeby sobie wyrobić [B]własne[/B] zdanie? ------ Arwila - rozumiesz, ale cwaniakujesz - jestem rozczarowana. albo uczciwie sie "gra" z innymi w dyskusję, albo jest się szulerem. to może być efektowne i zdawać egzamin, ale ja w tym udziału brać nie będę. [B]nie uważam, że jakiś gatunek ma [U]zawsze i wszędzie[/U] pierwszeństwo. Ani ludzki, ani krowi. To znaczy, że w pewnych sytuacjach jeden gatunek będzie ważniejszy, a w innych - tego pierwszeństwa nie będzie miał. [/B] dlatego najpierw uratuję dziecko arwili, a potem moją sucz, jak sie będą topić w jakims pożarze ;-). A dopiero potem 90latka podłączonego od miesięcy do respiratora. arwila może wygarnąć mi to draństwo tuląc do piersi swoje dziecię, które w przyszłości będzie słynnym onkologiem. eot. Dorota - dajesz, dajesz :evil_lol:!
  12. ech, myślałam, ze już się skończyło, ale kilka rzeczy podniosło mi ciśnienie... a powinnam się oszczędzać, wszakże chorobą złożonam i gniję w łóżku... [B]behemotka, otóż to - jedna strona cały czas trąbi, że sa sytuacje, w kórych ratuje najpierw psa, a nie człowieka, a druga strona nie tylko trąbi, że zawsze ratuje człowieka, co więcej [I]amputuje[/I] drugiej stronie, że tamta jakoby zawsze ratuje najpierw psa! a my nic takiego nie twierdzimy (tzn ja). [/B] to ciekawa manipulacja - jak z singerem, że skoro nie potępia zoofilii, to genetyczny rasim, o którym pisał, musi być takoż podejrzany... ech, cwaniaczki (tego bym nie napisała głupkowi - inteligencja to duża etyczna odpowiedzialność...) a kto z was przeczytał w tej wikipedii, co dokładnie singer pisał o zoofilii. doczytaliście, że uważa iż powinna być nielegalna? i inne jego uwagi? czy to jest propagowanie? poza tym, olać wiki - tu bezpośrednio o równości zwierząt, by singer. [URL]http://www.animal-rights-library.com/texts-m/singer02.htm[/URL] tak, nie jem mięsa, ale nie z powodu, że zabijanie w celu jedzenia jest złe. nie jem, bowiem sposób, w jaki zabijamy i co się dzieje przed zabiciem - jest bardzo złe. zjadłabym krowę, świnię, kurę, hodowaną jak to drzewiej bywało. łaziła sobie taka po łące i jak nadszedł czas, szybko była zabijana. i nic z niej się nie marnowało. niektórzy indianie to nawet dziękowali zwierzynie przed zabiciem za danie mięsa i futra na zimę. takie romantyczne głupki. ponieważ takie sposoby sa teraz trudno dostępne, musze zrezygnować z mięsa. niestety nie jestem w stanie zrezygnować z nabiału, być może kiedys mi sie uda, ale łatwe nie jest. jeśli to czyni ze mnie kalego, to łaska boska, ze jestem agnostyczką :diabloti: ale ostatnio jadłam jajka od kur, które niosa sie, kiedy chcą i sa regularnie karmione kozim serem. takie buty, prosze pań (aha, ta koza też sobie zyje, jak w puchu).
  13. owszem, to jest rasizm, gatunkowy rasizm. antropocentryzm jest przyczyną zachowań gatunkowo rasistowskich (tak jak powiedzmy, ksenofobia - przyczyną zachowań rasistowskich w obrębie gatunku). I nie mówie tu o ratowaniu najpierw dziecka (tego nie uważam za rasizm gatunkowy), ponieważ emocje wyznaczają, czy najpierw ratujemy, np. swojego brata, czy siostrę, syna, czy córkę, prawda? natomiast uznawanie za niepodlegającą dyskusji reguły, że każdy powinien najpierw obcego (albo znienawidzonego skutek wyrządzonych krzywd) człowieka ratować, a potem ukochanego psa, czyli wyłaczyc emocje w imię gatunku, jest gatunkowym rasizmem. i nie wiem, czy nie atawizmem przy okazji (ale to już dla jaj ;)). reguły społeczne sa tutaj w tak delikatnej sytuacji logicznej, że nie byłabym taka szybka do uznawania ich za wyznaczniki moralne. nie, żebym negowała ich istnienie, bądź "państwowozlepcze" działanie... [B]edit: myślę, ze generalnie dyskusja jest na ten temat, czy w każdym wypadku stawianie człowieka wyżej, niz zwierzę jest ok, czy nie.[/B] [B]i myśle, ze być może niezrozumienie wynika ztego, że mylsimy o dwóch postawach - zawsze wyżej i zawsze równo, niezaleznie od sytuacji. obydwie są moim zdaniem niewłaściwe.[/B]
  14. a, i jeszcze, tak a propos różnych postaw omry i filodendron. a co, jeśli hipotetyczny świadek hipotetycznegio wypadku, niania, czy pasażer autobusu, będzxie najpierw ratowac swoje dziecko/brata, a nie twoje dziecko/brata? wtedy, jak rozumiem, wsio w pariadkie? rozumiem, że pretensje byłyby, a szok z podowdu deklaracji jest, jeśli zamiast twojego (tzn czyjegoś) bliskiego świadek wypadku wybierze swojego bliskiego, ale nie dwunożnego, tylko czworonoznego ? to jest rasizm. ale owszem, nienormalne jest, jesli matka wybierze swojego kota, a nie swoje dziecko. i mówię to jako osoba nie mająca i nie chcąca miec dzieci. wiem, że jakbym miała, to chemia by działała. jesli wybierałabym swoje zwierzę, to ewidentnie miałabym chemię zaburzona, więc nawet nie wiem, czy "nienormalne"" jest rozpatrywalne w świetle moralności,c zy w świetle medycznej patologii układu hormonalnego.
  15. ludziska! przeciez uznanie, że psy (czy tam ogólnie, zwierzęta), mają generalnie, jako istoty żywe, taki sam status etyczny, jak ludzie, nie równa sie temu, że agreswyny pies ma prawo ten nieszczęsny chodnik zawłaszczać. skoro ja i nieznany osobnik x mamy takie same prawa, to nie znaczy, ze ja moge go rowerem przejechać, no nie? albo drzec ryja w nocy sąsiadom. prawo do życias, prawo do swobody poruszania, do zadowolenia (rozumianego jako wolnośc od bólu, głodu i strachu) - czy naprawdę psy niektórych tutaj piszących nie mają ich, w przeciwieństwie do ludzi?? analogiczny status etyczny nie oznacza egoizmu, chamstwa, czy też - róznych reakcji emocjonalnych na stres. aha- owszem, wyciągałam rannych z wypadku, całkiem niedawno, na jesieni, masakra samochodowa, a my z nasyzm samochodem w srodku, zupełnie nietknięci, choc samochody i mni. kostki betonowe wokól nas latały. pierwsze, co zrobiłam, to rzuciłam sie wyciągac dzieciaki z pozostałych samochodów (3 dzieci w 2 samochodach było, przy uszkodzonych 3 samochodach., w tym dwa do kasacji). io tak sobie mysle, że, no cóż, po prostu odruch ratowania tego, co najbardziej bezbronne zadziałał. bo ja nie lubie dzieci jakoś szczególnie. no i kilka metrów przed oczyma miałam takiego zakrwawionego, płaczącego maluszka, a rodzice wyglądali ok. zatem rozumiem łapanie psa, chocby z tego powodu - bezbronność. notabene jak moi wujostwo sporych kilka lat temu dachowali pod wawą, to jadacy z nimi pies wyleciał przez szybę i zaginał. szukali go, potem ich córka, a moja przyjaciółka, pojechała w te okolice z moją mamą i znalazł się! na pobliskiej budowie, robotnicy go przygarnęli. jak wracały stamtąd z agrestem samochodem, to całą drogę się skarżył i opowiadał, co mu sie przytrafiło.
  16. czy dobrze rozumiem - Pani ma kiepsko z kasą, tzn bardzo i regularnie kiepsko, karmi bardzo źle, bo zrozumiałam z postu osz., ze to jest dużo poniżej poziomu karmy z biedronki, oraz nie stać ją na leczenie jakiejkolwiek choroby psa - bo nie znamy oceny kosztów, które są przedstawione jako zbyt duże. czy dobrze rozumiem? przy okazji - po co brać psa do wymazu, lekarz nie może pobrac i wysłać? to raczej tańsze, niż benzyna w obie strony....
  17. [B]behemotka -[/B] czytałam gdzies kiedyś, ze koty, skubańce, umieją naśladować w mruczeniu częstotliwość płaczu dziecka - czy jakos tak. możed stąd ten kociak cię zmiękczył wyjątkowo? ale z drugiej strony ,mowa była o dorosłych kotach, jak mniemam, usytuowanych przed lodówka, więc jeszcze cos tam musiało być na rzeczy. a ja uważam za skandal, ze skandalicznym i nienormalnym uznaje sie deklarację ratowania najpierw zwierza, a nie człowieka, będąca przeciez przedłużeniem przywiązania. ta deklaracja ztego wynika. prawda jest, jak to ktoś tu napisał, z e wostateczności nigdy nie wiemy, jak byśmy postąpili w danej sytuacji, jeśli jej nie przeżyliśmy. ale o deklaracjach tu tylko mówie. co do wyroku za nieudzielenie pomocy, które nie wymagało ryzykowania, to jest z tym jeszcze gorzej, niż ze sprawami sądowymi za znęcanie się nad zwierzętami. pamiętam, jka zatrzymałam tarmwaj, bo totalny menel miał ataka padaczki, siłą rzeczy, bo musiał sie tramwaj zatrzymać i poczekać na karetkę - cały tramwaj pasażerów w dąsach i ąsach, że się podróz opóźni, bo to przeciez pijany facet, delirkę ma i tyle. więc o czym my tu mówimy? 99 na 100 facet nie raz nie dwa samotnie bez pomocy przeżywał czy to delirkę, czy to p[adaczkę. tylko ten setny raz umrze na oczach ludzi. no, ale w tedy odpowiedxialnośc sie rozywa, bo" każdy mógł zadzwonić, dlaczego ja akurat?"
  18. a ja nie mogę się doczekać , jak rozmowy. byle nie zapeszyć, tfu tfu...
  19. dobry pomysł, może przez schron ktoś się znajdzie? słuchajcie, mam juz wszystkie wpłaty z bazarku (halbina pisała, że przelała z górką), ale niestety na przelew dla muszkieterów tzreba będzie poczekac - złożyło mnie masakryczne grypsko i gniję w łóżku, a zablokowałam sobie klucze do platformy bankowej - bez wizyty w banku nie będe mogła robic przelewów. po weekendzie się tym zajmę, przepraszam za zwłokę.
  20. czekajcie, czekajcie - a śledziu to nie jest kawał gryzacej choelry, jak mój tymczas? i pani jego chce? to może zechce też mojego tymczasa!?!?!?!
  21. dobra, słuchajcie, dziewczyny - od początku. zrobił się głuchy telefon i ja już nie wiem, co włascicielka kropy pwoiedziała w kwestii kropowej choroby? co i w jaki sposób? skąd wie, ż ebędzie potzrebowac pomocy finansowej? skąd wiadomo, jakie będą koszty leczenia? paja - nie unoś się honorem, bo do niczgeo to nie dopriwadzi - najwyżej do tego, ze przez najbliższe kilkanaście lat będziesz faktycznym finansowym opiekunem kropy. wyjasnijmy po prostu sytuację, jakie jest stanopwsiko właściicelki i czy oraz jakiej oczekuje pomocy. o to pytam, a nie o to, co ktos źle powiedział i inny ktoś źle zrozumiał, jak to często bywa. zresetujmy dyskusję i poznajmy fakty, ok?
  22. nie rozumiem, co dziwnego lub oburzającego jest w tym, że z hipotetycznego zagrożenia ratpowałoby się najpierw swoje zwierzę, a nie obcego czlowieka. przecież to emocje, a brzydko mówiąc - bliższa ciału koszula. a jeśli mielibyście ratować swojego czlonka rodziny lub kogoś obcego, to też zaczęlibyście od obcego? a wskażcie mi na dogo kogś, kto uważa, że pies to nie jest członek rodziny? nic nie kumom.... bezwzględna reguła, że psy są mniej ważne od człowieka? toż to gatunkowy rasizm. i ja nie mówię o sytuacji mój synek czy mój pies - bo znów, bliższa ciału koszula i mój syn pierwszy by był ratowany (to przykład, nie mam dzieci). ok, są tacy, dla których pies jest członkiem rodziny, ale deklarują, że najpierw będą ratowac obcego człowieka. no dobrze, ich pies, ich akwarium ;-). ale dlaczego oburzają się, że inni zrobiliby inaczej? powiem więcej, mało znam ludzi, którzy są dla mnie ważniejsi niz mój pies. moja praca jest dla mnie mniej ważna, niż mój pies. oczywiście, moja praca jest dla mnie mniej ważna niż moja rodzina - to też, jasna sprawa. ale ja to w ogóle mizantropka jestem, ogół ludzki mnie raczej denerwuje. pojedyncze, konkretne sztuki, to co innego, ale gatunek jako taki? nic specjalnego, nie uważam, ze zasługuje na jakieś względy.
×
×
  • Create New...