-
Posts
81061 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
312
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by elik
-
Gabrysiu, nie cytuję, ale podpisuje się pod Twoim postem obiema rękami. Zawiera rzetelną prawdę o działaniach dodomaniaczki o nicku AgaG. Jej ekipa działa, jak w tej anegdocie o słuchaczu radia Erewań: Słuchacz zwraca się do redakcji z zapytaniem: Czy to prawda, że na Pacu Czerwonym dają zegarki ? Rozgłośnia: Drogi słuchaczu, tak, to prawda. Z tym, że nie na Placu Czerwonym, a Newskim, nie zegarki, a rowery i nie rozdają, a kradną.
-
Maszeńka była moją podopieczną i to ja podjęłam decyzję o jej eutanazji i wyraźnie napisałam o tym na tym wątku, podając również powody podjęcia takiej decyzji, gdyż czułam się zobowiązana wobec osób, które finansowały Jej pobyt w hotelu, jak również Jej leczenie i żywo interesowały się losem Maszeńki. Tylko bardzo chory umysł, kipiący nienawiścią może oskarżać o to Makilę. Co do klatki kenelowej, to ja dałam ją Makili, jako bezpieczne lokum dla słabej, chorej suni. Ja traktowałam ją jako dom dla suczki z maleństwem w trakcie ich pobytu u mnie jako BDT. Suczka uznała kenel za bezpieczne miejsce i sama chętnie wchodziła tam na karmienie malca i odpoczynek. Żeby sprawić im dodatkowe poczucie bezpieczeństwa, kocami nakryłam kenel z boków i od góry. Zostawiłam wolną tylko jedną stronę z wejściem. Widząc jak suczka czuła się tam bezpieczna, uznałam, że Maszeńka także będzie się czuła dobrze w kenelu, zwłaszcza, że była to klatka na tyle duża, że trzy psy wielkości Maszeki mogły spokojnie w niej leżeć bez przeszkadzania sobie nawzajem. W odkrytym legowisku mogłyby przeszkadzać jej inne psiaki. Masza, kiedy jeszcze miała na to siły wychodziła z kenela kiedy miała na to ochotę, ponieważ drzwiczki były otwarte. Zamykane tylko w razie konieczności np sprzątania. Kenel był na parterze domu, w którym mieszka właścicielka hotelu i gdzie przebywają wszystkie psy. Początkowo w kenelu nie było pojemnika z wodą, gdyż Makila wychodziła z założenia, że skoro klatka jest otwarta a w pomieszczeniu, gdzie się znajduje jest kilka misek z wodą, nie ma potrzeby instalowania dodatkowo pojemnika w kenelu. W trakcie jednych z moich odwiedzin Maszeńki, ustaliłyśmy, że jednak zainstaluje pojemnik z wodą wewnątrz kenela i tak też zrobiła. Klatki kenelowe są ogólnie stosowane i nie ma nic złego w ich używaniu, jeśli tylko nie są miejscem stałego pobytu psa, bez możliwości jego opuszczenia. Maszeńka mogła wychodzić z kenela, gdy miała na to ochotę.
-
Mamy nowe zdjęcia szczęściary Nutki :)
-
Ayame, przepraszam Cię bardzo, nie taka była moja intencja, choć, jak ponownie to czytam, przyznam, niezbyt precyzyjnie się wyraziłam. Miałam na myśli, że polemizując narażasz się na inwektywy. Myślę, że już wszyscy myślący zdążyli wyciągnąć wnioski. Każde nasze słowo, nawet nie do nich skierowane jest pożywką do coraz to nowych, a i odgrzewanych oskarżeń. Nie warto cokolwiek prostować, wyjaśniać, bo i tak na nic to się nie zda.
-
Na stronie wydanie Kroniki pojawia się z opóźnieniem. Dzisiaj jest wczorajsze. Trzeba poczeka na dzisiejsze, ale prawdopodobnie będzie jeszcze dzisiaj. Rewelacje AgaG są mniej więcej w środku trwania Kroniki. To link do strony na której są poszczególne wydania Kroniki Krakowskiej http://krakow.tvp.pl/19305608/kronika
-
AgaG, oczywiście w otoczeniu swoich pupili wylała po raz kolejny swoje zarzuty pod adresem hotelu Makili. Kierowniczka biura KTOZu powiedziała o dwóch kontrolach etatowych inspektorów KTOZu, które nie potwierdziły zarzutów stawianych przez inspektora społecznego i kontrolach weterynarzy, które nie wniosły zastrzeżeń. Na zakończenie swojej wypowiedzi stwierdziła, że gdyby miała opowiedzieć się za którąś ze stron, to opowiedziałaby się za zdaniem inspektorów etatowych. Na zakończenie była relacja z hotelu. Był pokazany NORMALNIE, a nie tendencyjnie boks z Gryzem wewnątrz, psy bawiące się na trawniku przed domem. Pani redaktor zapytała Makilę o co chodzi, czemu są tak sprzeczne zdania. Makila stwierdziła, że nie wie, ale chyba są to prywatne animozje pani Wypych. Na zakończenie pani redaktor stwierdziła, że psy na pewno mają lepiej w hotelu niż w schronisku. Kolejna postronna osoba stwierdza, że nie ma się do czego przyczepić, ale są takie, które wiedzą lepiej.
-
Ayame, proszę, nie zniżaj się do ich poziomu. Szkoda, że nie mogłaś oglądnąć przed chwilą krótkiej, ale treściwej relacji w TV Kronika Krakowska na temat wymyślonych złych warunków w hotelu Makili. Żałuj, czułabyś się usatysfakcjonowana. Ale myślę, że masz jeszcze szanse znaleźć w necie stronę, na której są archiwalne wydania Kroniki Krakowskiej. Warto poszukać :)
-
Masz prawo do dumy i zadowolenia :) Dzięki Tobie dla Nutka zmieni się życie :D
-
Tora (dawniej Moira) i jej młode w DS :)
elik replied to Ayame Nishijima's topic in Już w nowym domu
Pieścić, całować i cieszyć się, że jest poprawa :) -
Śledząc rozwój sytuacji, szczerze w to wątpię ;)
-
Aniu kochana, bardzo dziękuję za wsparcie dla Maszeńki i dla mnie :) Wiem, jak trudno jest Ci pogodzić obowiązki domowe z byciem na dogo, tym bardziej więc dziękuję Ci za chęć pomocy w spłacie należności Maszeńki. Aktualnie trwają dwa bazarki dla Maszeńki więc na pewno należność zostanie wyrównana i nawet coś, myślę, że sporo, zostanie. Ja sama też mam prawie w całości przygotowany bazarek na potrzeby suni. Niestety dla Maszeńki już się nie przyda :( Chciałam polubić Twój post i inne posty, ale już mi się limit na dzień dzisiejszy wyczerpał. Kocham Was wszystkie Ciocie prawdziwie życzliwe dla Maszeńki Jak się nieco ogarnę spróbuję uzupełnić brakującą dokumentację weterynaryjną i finansową.
-
Bardzo Wam Wszystkim dziękuję za wszystko to, co zrobiłyście dla Maszeńki i dla mnie. Ja sama nie byłabym w stanie zagwarantować jej takiej wspaniałej opieki, jaka spotkała ją u Makili. Już kilka razy podchodziłam do kompa, żeby się z Wami spotkać, ale za każdym razem potok łez nie pozwalał mi napisać co zamierzałam. Bardzo, bardzo Wam dziękuję za słowa wsparcia i pociechy. Nie sądziłam, że Maszeńka jest mi tak bardzo bliska. Tak bardzo chciałam, ogromnie tego pragnęłam, żeby mogła skorzystać z szansy, jaką dostała. Niestety organizm Maszeńki był już tak wyniszczony nieodpowiednimi warunkami w jakich żyła, niedożywieniem, brakiem opieki weterynaryjnej i długotrwałą chorobą, że odmówił posłuszeństwa. Wg informacji lekarki, która ją prowadziła, przez długotrwałą burzę hormonalną spowodowaną nie leczonym ropomaciczem, szpik kostny przestał produkować czerwone ciałka krwi. Wetka była pewna tej diagnozy na 95 % Pewność w 100 % mogło dać jedynie pobranie próbki szpiku, co przeprowadza się pod narkozą. Jeśliby diagnoza się potwierdziła, to i tak nic nie dałoby się zrobić, żeby Maszeńkę uratować. Nie ma środków, które pobudziłyby szpik do wznowienia produkcji krwinek. Jeśliby się nie potwierdziła, można byłoby szukać przyczyny zaniechania tej produkcji. Czy powiodło by się to ? Lekarka nie dawała pewności. Oprócz postępującej anemii, której nie zahamowałyby transfuzje krwi, które trzeba byłoby powtarzać, a i tak nie uratowałyby życia, Maszeńka miała wielki i bardzo bolesny problem ze zwyrodnieniem stawów biodrowych. Ostatnio była cały czas na tabletkach p/bólowych. Radykalna poprawa mogłaby nastąpić jedynie na drodze operacyjnej. Czy zafundowałabym Maszeńce takie przeżycia ? Nie !!! Już dość bólu i cierpienia miała w swoim życiu. Długo rozmawiałam z lekarką przez telefon, potem jeszcze osobiście w gabinecie lekarskim. Maszeńka zmagała się z dwiema bardzo poważnymi chorobami, a każda z nich była dla niej wielkim dyskomfortem. Żadna z tych chorób nie miała pozytywnych rokowań. Stan Maszeńki pogarszał się z dnia na dzień. Nie chciała jeść. Próbowałam włożyć jej do pyszczka kawałeczek pachnącego pasztetu. Zdrowy pies pochłonął by go w mig. Maszeńka zaciskała ząbki, a jak udało mi się włożyć do pyszczka bokiem, to wypluła druga stroną. Jak długo mogłaby przeżyć bez jedzenia i picia ? I w jakich męczarniach odeszłaby ? Przykro było na Nią patrzeć. Choroba przez te kilka miesięcy odcisnęła na niej okropne piętno. Maszeńka cały czas czuła się coraz gorzej, chorowała, tylko nie było widać symptomów. Ona od początku więcej leżała niż chodziła. Odpoczywała po długim okresie braku spokojnego snu. Choroba po cichu, ale skutecznie postępowała do przodu. Z tego co powiedziała lekarka można wnioskować, że los Maszeńki był przypieczętowany już tamtego dnia, kiedy znalazłam ją na skrzyżowaniu. Już wtedy w Jej organizmie następowały zmiany nie do zahamowania. Lekarka przypuszcza, że pod wpływem zmian hormonalnych z powodu ropomacicza, została zahamowana produkcja czerwonych ciałek krwi przez szpik kostny, co niestety jest procesem nieodwracalnym. Kilka razy zmieniałam decyzję, ale rozmowa z lekarką w gabinecie i jej wyjaśnienia zmusiły mnie do podjęcia tej straszliwie bolesnej dla nas decyzji. Fundowanie Maszeńce kolejnych transfuzji, które i tak nie uratowałyby Jej życia, byłoby z mojej strony parszywym egoizmem. Musiałam się zmierzyć z trudem podjęcia tej decyzji. Mówię o tym, żeby podzielić się z Wami, którym los sunieczki leży na sercu, informacjami o tym co kazało mi podjąć taką decyzję. Bardzo Wam dziękuję za Waszą prawdziwą troskę o dobro Maszeńki. Kochana, biedna Maszeńko odpoczywaj w spokoju, biegaj po łąkach za TM razem z naszymi psiakami, które odeszły przed Tobą. Mam nadzieję, że jeśli zasłużę na Niebo, to tam Cię kiedyś spotkam. Nie zamierzam komentować bełkotu ludzi bez czci i honoru, bo to nie ma najmniejszego sensu. Jak podłym trzeba być człowiekiem, jak nisko trzeba upaść, żeby żerować na bólu drugiego człowieka.
-
Przychodzę z ciężkim sercem i bardzo smutną wiadomością. Maszeńka od trzech dni nie chciała jeść i nie wstawała. Zastałam ją leżącą na swoim posłaniu i zupełnie nie reagowała na to co działo się wkoło niej. A działo się sporo, bo i psiaki szczekały i ja ją głaskałam... Maszeńka nawet nie otwierała oczu :( Przedwczoraj po zastrzyku ze sterydów było nieco lepiej - podnosiła główkę - ale tylko do wieczora. Od wczoraj rana leżała bez reakcji. Gdy ją głaskałam nie reagowała. Podczas poprzedniego spotkania wyraźnie reagowała - sztywniała. Po konsultacji z lekarką, która opiekowała się Maszeńką podjęłam bardzo bolesną decyzję o skróceniu jej cierpienia. Jak choć trochu ochłonę, napisze więcej. Maszeńko, miałaś ciężkie życie, ale chociaż na jego końcu nikt Cie nie krzywdził, niczego Ci nie brakowało. Dziękuję wszystkim, którzy pomogli Maszeńce. Żegnaj Maszeńko. Biegaj szczęśliwa z naszymi psiakami, które wyprzedziły Cię w drodze na Tęczowy Most.
-
Tora (dawniej Moira) i jej młode w DS :)
elik replied to Ayame Nishijima's topic in Już w nowym domu
Super wieści, nareszcie jest lepiej i tak trzymać ! :) -
Dzisiaj wpłynęło dla Chani 25,00 zł od moca35. Bardzo dziękujemy
-
18.03. na konto psiaczków wpłynęło 10,00 zł od edek. Przepraszam za opóźnienie w informacji Bardzo dziękujemy