Jump to content
Dogomania

mama_Dorota

Members
  • Posts

    653
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by mama_Dorota

  1. Kochani, mój malutki już od co najmniej tygodnia dosyć mocno cieszy się na mój widok, ale tak gdzieś od 2-3 dni gdy wyjdę z domu i potem wrócę, to na mój widok jest istne szaleństwo. Mój Brylancik po prostu tańczy. Wiecie, ja wiedziałam, że psy nie bokserowate też się cieszą na widok człowieka i też często pokazują to ciałem, ale jak mój diamencik więcej zacznie przebywać z Wenusią, to chyba zacznie się cieszyć całym ciałem jak bokser :evil_lol: Zauważyłam też, że psy różnych "gatunków", które mają normalnie inne zachowania, gdy zamieszkają razem to, że tak powiem zapożyczają zachowania od swojego braciszka lub siostrzyczki. Wena np, choć jest u nas niecałe 4,5 mies. już się bawi jak Piruli, choć na początku patrzyła się na niego jak na idiotę :evil_lol: Pirulinek w wielu przypadkach też się zachowuje jak Wenusia, choć wcześniej to było nie do pomyślenia. Ciekawe co teraz od siebie nawzajem przejmą? Oby tylko nie łażenie po szafkach w kuchni :lol: Wprawdzie mi to za bardzo nie przeszkadza, ale lepiej by było, żeby jednak nie :evil_lol: Znajomi i sąsiedzi mówią, że to nie jest ten sam pies, którego przywiozłam 2 grudnia. Widać, że jest radosny, pogodny, uśmiechnięty i wpatrzony w mamusię jak w obraz. Natomiast ci co nic nie mówią pewnie uważają mnie za kompletną idiotkę i pewnie też by mnie chętnie gdzieś zamknęli :evil_lol: Jak można mając jednego psa wziąć ze schroniska drugiego i to starszego. Jak to już jakoś przeżyli to po kolejnych 4 miesiącach pojawił się trzeci. Jak nic -zupełny brak rozumu :evil_lol: Więc może się zastanówcie, czy na pewno dobrze zrobiliście dając mi go? :razz:
  2. Brązowa tutaj nie przyjdzie, Za bardzo cioteczek się boi. :mad: :evil_lol: Ale my Jej wybaczymy, gdy nam pokaże Gdzie Pancia i nowy domek Muszki stoi. :razz:
  3. Kochana, ja go skalpować nie będę tylko klejnoty oddzielę od niego, zabiorę mu z sakiewki :evil_lol: Trudno żebym tak od razu zaglądała tam i ówdzie, skoro mi powiedziano, ze już ciachnięty, a jemu do tej pory nie zdarzało sie wywalić na plecy. Przewaznie lezał na boku. A w tej pozycji, jak i gdy stal, trudno zauwazyć, jeszcze w tym gąszczu sierści, jeden klejnot, o drugim schowanym to już nie wspomne. Gdyby nie lezał na plecach, to teraz tez bym nie zobaczyla, ze coś tam jest. Supergoga, chyba jest wiecej chetnych do podzialu tego zysku. :lol: Chętni do podzialu prosze sie wpisywac, żeby później nie bylo pretensji. A Brylantowy Dimek jest coraz grzeczniejszy. Rowerzystow nie zjada, cześci psów odpuszcza -bedzie dobrze! Dziś mi b. dzielnie pomagal przy tapetowaniu :razz: Ogon i jedna lapka cale w kleju, a mordusią poprawial tapete na ścianie. Teraz zmeczony tapetowaniem spi jak zabity.
  4. No cóż, ja mu ich nie doprawiłam. :evil_lol: I to jedno na zewnątrz a drugie w środku. Całe szczęście, że to drugie jest blisko ujścia i nie trzeba będzie brzucha pruć. Ale wydatek zupełnie nie planowany. A Wena nie miała być na razie kastrowana, bo w pierwszej kolejności będą usuwane u niej guzy i narośla. Jest ich zbyt dużo i to na całym ciele, że wet na jej kastrację za jednym zamachem raczej się nie zdecyduje. Hehe, mama_Dorota pseudohodowczyni! No nie :evil_lol: A szczeniusie po pięknej mamusi i cudownym tatusiu na pewno będą rozkoszne. Znajdziemy im tu dobre domki prawda? :razz: :diabloti:
  5. [quote name='dusje']Ale odjazd:lol: Dimek Brylant bez klejnotow:evil_lol: No nie usmialam sie do lez:loveu: Dorota[/QUOTE] Kochana, czasem chyba jednak trzeba być nadgorliwym. :angryy: W piątek wieczorem wybierałam się z Dimkiem do naszego weta i przed wyjściem bawił się w pokoju z dziećmi. Gdy weszłam do nich PAN PIES leżał sobie na grzbiecie, młodszy synek drapał go po brzuszku, a on fikał łapkami w powietrzu. Spojrzałam na niego i włos mi stanął na głowie dęba. Ponieważ przed adopcją dowiedziałam się, że był kastrowany a ja ujrzałam powiększone opakowanie po klejnotach. Ponieważ znalazłam tego guzka u niego na klacie, więc się przestraszyłam, że ma kolejnego -być może przerzut. Obmacałam b. dokładnie no i panika -albo ma guza albo mu jeden klejnot wypączkował. Nasz wet zaczął się śmiać jak mnie zobaczył z kolejnym psem. Obejrzał go b. dokładnie i co stwierdził: 1) zęby w paskudnym stanie -obowiązkowo oczyszczenie, żeby ich nie stracił 2) guzek raczej chyba chyba niegroźny -do usunięcia 3) ponieważ nadal mi kulał, więc dostał jakiś zastrzyk o przedłużonym działaniu -jest duża poprawa. Dziewczyny napiszcie mi czy on chodził normalnie, czy lekkie utykanie było już wcześniej. 4) najlepsze -on NIE BYŁ kastrowany, 1 klejnot jest na zewnątrz i oprocz tego jest jednostronnym wnętrem!!! Myślałam, że zemdleję. Gdybym go dokładnie nie obejrzała, to na początku lata miałabym miot pięknych boksio-haszczakowych kundelków! Poza tym we wczesnej młodości najprawdopodobniej przeszedł nosówkę. Nasz kochany wet dał nam jeszcze na dwukrotne odrobaczenie, i za te leki i zastrzyk nie wziął ani grosza.
  6. :crazyeye: Nati jestem w szoku!!! Kochana, w domu się zachowywał jakby to imię słyszał po raz pierwszy w życiu! Najszybciej reagował na malutki :evil_lol: Ja zaczęłam się już nawet zastanawiać, czy on słyszy? Przez cały ten czas jak jest w domku bardzo często wołamy go, cały czas słyszy Dimuś i zero reakcji. Do Pirulcia jeszcze się rzuca choć już nie aż z taką agresją. Wieczorem napiszę więcej.
  7. A ja miałam nadzieję, że on już w domku! :placz: Ale jak tak mało osób będzie tu wchodzić, to on nigdy domku nie znajdzie. :-(
  8. [quote name='dusje']Wiersze Doroty sa superowe, ale opowiesci o Dimku to istna ksiazka sensacyjna. Pisz Dorota,pisz, bo trzyma w napieciu i wciaz niedosyt:lol:[/QUOTE] Jeszcze trochę a zostanę pisarką :lol: Na wątku Muszki sobie "rymam", na wątku mojej Wenusi w moich pierwszych postach rozpoczęłam epopeję (której nie mam czasu dokończyć ale obiecuję już niedługo poprawę) , a tu sensacja, komedia, częściowo i dramat, a niedługo pewnie dojdę i do "horhoru". Czego to psy z człowieka nie wydobędą? Ale na pewno nie nauczę się malować -tak zdolna to już nie jestem -chociaż nigdy nic nie wiadomo :razz: :evil_lol: I jeszcze krótko najważniejsza rzecz w naszym życiu. Nie wiem jak w schronisku, ale u nas Dimuś zupełnie nie reagował na swoje imię. Być może stwierdził, że w swoim nowym domku powinien mieć swoje nowe imię. A że imię dla psa powinno coś oznaczać, więc siedziałam i wymyślałam różne. Albo on nie reagował na nie, albo mi nie pasowały do niego. W końcu doszłam do wniosku, że jak pies do mnie trafił, to i imię samo przyjdzie. 2 dni temu doznałam olśnienia. Przecież on jest klejnotem wśród psów, a najcenniejszym klejnotem jest przecież brylant! Więc Dimuś od dwóch dni jest BRYLANCIKIEM!!! A najlepsze, że zareagował na nie od razu. :multi: Mój diamencik kochany!!! :loveu:
  9. [quote name='jnk']Czy Dimek na pewno jest psem? Bo po blatach kuchennych, tudzież kuchenkach w taki sposób skaczą koty. Psy NIGDY!!! Wniosek, jedyny słuszny zresztą: Dimek nie jest psem. Dimek jest kotem, tylko nikt nigdy tego nie zauważył :)[/QUOTE] Kochani! Dimuś NA PEWNO jest psem, B. INTELIGENTNYM psem. Po co miał się opierać o kuchenkę na której się gotowało. Żeby się poparzyć? Więc pomyślał, rozejrzał się i wybrał bardzo rozsądne wyjście, które mu pozwoliło bezpiecznie zajrzeć do garnka. :lol:
  10. Kochana, dzięki śliczne!!! :Rose: A nie orientujesz się przypadkiem kiedy będzie i ile to ma kosztować?
  11. Ciotka brazowa ma chyba Poważny kłopot z oczami. Do głosu już Jej nie dopuścimy. Podnosimy Muszkę sami! :mad: :mad: :mad: :mad: :mad: :angryy:
  12. Drogie ciocie, ciotki miłe, Muszce trzeba zmienić imię! Nasza Musia Muzą Dawno już się stała, Skrzydeł do latania Nie potrzebowała. Lata Muza i niestety :razz: Jeszcze trafi do poety, Prozaika lub malarza, Albo nawet do rzeźbiarza. A gdy się poeta zdecyduje na ten krok, To będzie dla wszystkich przełomowy rok. Panu koledzy Muzy pozazdroszczą, Rano sobie wstaną i do schronisk pomkną. A gdy już wpadną , Do schronisk w całym kraju, My będziemy w biedzie, A psy będą w raju. Będziemy mieć problem, Bo pustki będą w schronach. Niejeden dogomaniak Przed kompem z nudów skona. Lecz wolę taką nudę I śmierć przed komputerem, Byle by liczba psiaków w schronie Była określana zerem. A tak przypadkiem czy nikt nie ma jakichś dojść albo znajomych poetów, pisarzy, malarzy lub rzeźbiarzy? Może i marne te nasze wypociny, ale za to z serca. Może ktoś by opisał naszą Musię-Muzę w jakiejś gazecie dla literatów -tomik naszych rymowanek dla Musi jest cenniejszy niż te wszystkie nagradzane utwory, cenniejsze od tych nagrodzonych literacką nagrodą Nobla!!! I nie dajcie sobie wmówić, że to nieprawda. Kto oprócz nas pisał wierszyki dla psa ze schroniska i robił wszystko żeby tylko znaleźć mu domek? Rozmarzyłam się... Ale wiecie -marzenia się spełniają! Ja to już wiem i bardzo w to wierzę, że w końcu Musia znajdzie domek!
  13. Następnie Dimek dostał picie. Wypił chyba ze 2 miski wody, a ja wzięłam się za kończenie obiadu. W tym czasie Dimek w towarzystwie dzieci zaczął zwiedzać mieszkanie, a po jakimś czasie zaczął skakać na drzwi wyjściowe. Ja tuman jeden, pomyślałam, że po prostu traktuje ten dom jako przystanek w podróży i chce iść dalej -nie pomyślałam o najprostszej rzeczy pod słońcem, więc wzięłam go do siebie do kuchni i zamknęłam drzwi. No i tam biedny Dimuś nie wytrzymał i... sobie siknął. :evil_lol: No cóż, za brak myślenia się płaci. W czasie gdy sprzątałam Dim usiłował obadać co się w tym ciekawie pachnącym pomieszczeniu znaduje. Wpychał nos wszędzie, gdzie się dało a ja stwierdziłam, że niestety qpa roboty przede mną, bo on nie zna żadnych komend i na nic nie reaguje. Gdy odwróciłam się do lodówki Dimek pięknie wskoczył na narożnik kuchenny, z niego na szafki i po szafkach podszedł do kuchenki, żeby zajrzeć co tak smakowicie pachnie w garnku. Żaden mój pies jeszcze mi nie zrobił takiego numeru. :evil_lol: Wzięłam go na ręce i postawiłam na podłodze. Po obiedzie poszliśmy z Dimkiem się przespać -w końcu musiałam choć trochę odespać poprzednią noc. Gdy wstaliśmy upewniłam się, że jak chce wyjść to skacze na drzwi wyjściowe, więc wskoczyłam w kurtkę i buty, i poszliśmy na spacerek. Po domowym jedzonku zrobiła się ładna qpa, bo gdy szliśmy z dworca do domu, to Dim kilka razy zrobił, wprawdzie b. małe ilości, ale niestety luźną. Później zaczął obwąchiwać trawę, krzaki i w pewnym momencie usłyszałam trzask. Domyśliłam się, że znalazł jakieś kości no i zadziałała moja moja rutyna -w końcu mój 4 pies w życiu i 3 na stan obecny. Nie zastanawiając się wcale przyciągnęłam go do siebie, wsadziłam rękę do pysia i wyciągnęłam mu tego gnata spomiędzy zębów. Dim nawet nie mruknął (chyba go zaskoczyła moja bezczelność! :diabloti: ) Później chciał zjeść rowerzystę -nic dziwnego, w końcu rowerzysta i to po ciemku, to nie człowiek! Rzucił się też na kilka psów, ale ja na szczęście umiem utrzymać psa, no i w końcu po zapoznaniu się z terenem wróciliśmy do domu. Wracaliśmy z zupełnie innej strony ale Dimek nie pomylił klatki! Wszedł do właściwej. Cdn
  14. Kochani! Wczoraj w nocy siedziałam i opisałam wszystko po kolei, i gdy miałam już wcisnąć zatwierdź odpowiedź wyłączył mi się komp. Myślałam, że mnie trafi :angryy: Teraz po prostu będę pisać na raty. A więc 2.12.2006 na dworzec PKP w Olsztynie przyjechał Dimuś, w towarzystwie komitetu pożegnalnego -niestety b.nielicznego! :mad: Widać było, że jest troszkę zestresowany, gdyż został zabrany z miejsca, które znał, w który było wszystko wiadomo, które przez ostatnie lata było jego jakby nie patrząc domem. W dodatku po jakimś czasie pojawiła się jakaś szalona baba, która koniecznie chciała go pocałować w nos! :diabloti: (Rybon -dla Ciebie wszystko! :lol: ) Po podpisaniu umowy została tej babie wręczona smycz (!) i biednemu Dimusiowi została już tylko do obrony patch75. Po krótkim czasie, w którym nie było możliwości żeby dobrze porozmawiać, nadjechał pociąg i ta szalona baba zmusiła Dimusia żeby do niego wsiadł (a wsiada do pociągu jak wytrawny turysta, jakby codziennie podróżował pociągami!) Co gorsze ta baba powiedziała biednej psinie, żeby spojrzał po raz ostatni na Olsztyn, bo więcej już się tu nie pojawi! Chyba, że jako turysta. W pociągu znalazł się w miarę wolny przedział -i Dimuś po chwili kręcenia się rozłożył się na podłodze. Po pewnym czasie okazało się, że szalona nie jest chyba taka zła. Wyciągnęła biszkopciki dla piesków a Dimuś zjadł 1,5 opakowania, po jakimś czasie wyciągnęła sobie drożdżówkę, a że w tym jednym jedynym przypadku złamało ją spojrzenie Rumuna, więc drożdżówkę spałaszował Dimek. Po jakimś czasie zaproponowała mu kanapkę, którą również nie pogardził :evil_lol: Gdy się już najadł uderzył w kimono. Przespał się ok. godziny, a po pobudce stwierdził, że tej szalonej może wcisnąć morduśkę pod pachę, i dać się pogłaskać i poprzytulać również wcale nie zaszkodzi. Po niecałych 2 godz. jazdy pociąg się zatrzymał i Dimuś wysiadł w Malborku. Następnie przez jakieś pół godziny Dimuś był gdzieś prowadzony i profilaktycznie, żeby w razie czego wiedział jak wracać -zaznaczał sobie drogę. W końcu stanęli przed jakimś blokiem, otworzyły się drzwi i Dimek został zaprowadzony na 1 piętro. Tam znowu otworzyły się drzwi i Dimuś zobaczył najbardziej ukochany przez niego widok -dzieci!!! które się na niego rzuciły, wyściskały i wygłaskały. :calus: :buzi: :glaszcze: :loveu: Cdn
  15. Wreszcie się odezwałaś, bo już odchodziłam od zmysłów, czy przypadkiem w ramach miłości do Samuelka Ty sama nie poszłaś pod nóż! :evil_lol: Czyli tym razem nic nie wymyślił, żeby ocalić klejnoty. :megagrin: Bardzo się cieszę, że już to za Wami. Oby mu się wszystko szybko zagoiło i niech idzie już do stałego domku, bo każdy dzień zwłoki to niestety coraz większe przyzwyczajenie. Kochana, czy Ty będziesz w stanie go oddać? Dla Ciebie to :calus: a Samuelka ucałuj ode mnie w jego śliczny nos.
  16. No Misiu Polski, pokaż się z jak najlepszej strony! :loveu:
  17. Wiedziałam, czułam, że mi czegoś tam brakowało, że nie skończone! Teraz jest pełna wersja. Hej, święty Franciszku! Patronie braci mniejszych, Znajdź wreszcie Muszce domek, Niech na święta się ucieszy. A Ty święty Antoni, Od domków zagubionych, Dopomóż Franciszkowi I znajdźcie Muszce domek! I weźcie do pomocy Świętego Ekspedyta, On błyskawicznie działa, Więc Musię domek wnet powita. Powita naszą Muszkę, Głaskami, całusami. Kochana nasza Muszko Już zawsze będziesz z nami! A Pani jej kochana, Co czuwa nad nią z góry, Uroni szczęścia łezkę I zabrzmią anielskie chóry.
  18. Ewatr dzięki, od razu humor się poprawił! :lol:
  19. [quote name='basiaap']Ja zrozumiałam, że klatka jest potrzebna na czas niebecności pani zwierzyńca w domu... Dla bezpieczeństwa. U nas PaulinaT tak trzymała Szarika - początkowo - gdy szła do pracy - ze wzgledu na koty. Sytuacja się unormowała potem. My mamy klatkę. Tylko że jesteśmy z Poznania... klatka też:) Hm...[/QUOTE] Kochani, dokładnie tak, tylko i wyłącznie jak będę musiała bez nich wyjść z domu. Z dziećmi do szkoły lub po nie - nie ma problemu -na zmianę z Pirulciem i Weną lub z Dimkiem, ale np do sklepu lub lekarza niestety psów już nie wezmę. A ja się na razie naprawdę obawiam o Pirulcia. Poza tym Wena widząc ostatnią akcję tak się wściekła, że Dim chciał zaatakować jej braciszka, że teraz ona krąży po mieszkaniu jak dziki zwierz i chce zjeść Dimka. :mad: Basiaap, jeśli mogłabyś mi pożyczyć klatkę na jakiś czas byłabym Ci b. wdzięczna. Wprawdzie mam już załatwione pożyczenie transportera z AFN, ale on jest chyba mniejszy od klatki, a poza tym jak będzie trzeba przewieźć jakieś psiaki to na hura będę go musiała wysyłać. Chyba, że chcesz tą klatkę sprzedać. Wyślij mi PW. Na allegro są klatki podobno po 230zł, ale ja w tym momencie nie wyrobię. Więc jeśli byś chciała sprzedać i dałoby się na raty, to ja chętnie. :evil_lol: Rybon kochana, jeśli masz dla mnie jeszcze jakieś rady to czekam -na razie nic od Ciebie do mnie nie dotarło. A ja nie jestem specjalistą i może się zdarzyć, że popełnię jakiś błąd, a tego chciałabym uniknąć. Wprawdzie dużo czytałam na ten temat, ale konstruktywne rady zawsze się przydadzą i będą mile widziane. Chciałam wstawić jego fotkę z domu, ale jeszcze trochę się wstrzymam. To już jest inny pies, a za 2-3tygodnie :crazyeye: :evil_lol: Musicie się uzbroić w cierpliwość. Wiecie moim marzeniem jest Dimuś, Wenusia i Pirulinek w czapeczkach św.Mikołaja pod choinką :lol: Ale to się spełni chyba dopiero za rok. :tree1: :Dog_run: :Dog_run: :Dog_run: :evil_lol:
  20. Mam nadzieję. :p Pomimo wielu kopniaków od życia, ja nadal jestem niepoprawną optymistką! :evil_lol:
  21. Dorothy -trzymam za Was kciuki! Może zdarzy się cud...
×
×
  • Create New...