mama_Dorota
Members-
Posts
653 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by mama_Dorota
-
Jutro chyba nie odejdę od kompa :evil_lol:
-
Jakie przerażone oczka! :placz: Ale teraz musi być już tylko dobrze -taka kruszynka i to młodziutka szybko znajdzie domek!
-
Zaczyna mi wracać wiara w ludzi! Kciuki trzymam!
-
Cudowna Muszka,co stała sie natchnieniem poetow...w domku spi:)
mama_Dorota replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
Musia na rączkach!!! :loveu: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: No i się poryczałam -teraz już naprawdę ze szczęścia. -
Cudowna Muszka,co stała sie natchnieniem poetow...w domku spi:)
mama_Dorota replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
Wiecie co? Cieszę się, że Musia ma domek, ale mi jej brakuje :-( To chyba nie jest normalne? -
Cudowna Muszka,co stała sie natchnieniem poetow...w domku spi:)
mama_Dorota replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
Kochani, teraz "rymamy" u Żmurki :razz: : [url]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=2876006#post2876006[/url] Trzeba pomóc babci Izie! -
Cudowna Muszka,co stała sie natchnieniem poetow...w domku spi:)
mama_Dorota replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
Brązowa, ale jak pójdziesz odwiedzić Musię, to pstryknij choć jedną fotkę Musi w domciu. Najlepiej u Pani na kolankach :cool3: Prooooszęęęęęęęę :loveu: -
Nie tylko Wy. Jestem zakochana w Józiu, wpadłam po uszy i zaglądam tu prawie co dzień. Ale niestety taki "maluszek" do mieszkanka w bloku się nie nadaje, w dodatku jako czwarty pies :placz:
-
Patyczki i dom- tylko to się liczy dla kochanej Neli - MA DOM
mama_Dorota replied to Patikujek's topic in Już w nowym domu
Śliczności, tak daleko to ty domku nie znajdziesz! :multi: -
Cudowna Muszka,co stała sie natchnieniem poetow...w domku spi:)
mama_Dorota replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
Ukochana Pani w niebie rozpaczała I dla Musi domku z góry wypatrywała. Wtem nadbiegła Zula -bardzo, bardzo proszę, Do mojej Pani szybko wyślij swoją Musię! Do schroniska przyszła Zuli Pani Kochana No i Muszka trafiła prosto na Jej kolana. Zula dobrze wiedziała, że są sobie przeznaczone, Muszka ma znów kochaną Panią i cudowny domek. :loveu: Ale wierszyki Pani musi dostać ;) i koniecznie pamiętaj o drożdżówkach! :lol: -
[quote name='Norbitka'] A tak serio ... wiele osób mnie ostrzegało przed grożną chorobą odzwierzęcą , której nosicielem są boksery. Nie wierzyłam... wierzyłam, że tylko dogi to roznoszą. [/QUOTE] A nie mówiłam Ci? Ale nie martw się, znajdziemy Ci godną następczynię Toli i ta będzie Tośką :cool3: I wiesz, nie wiem kogo mi bardziej żal -Ciebie czy Huga. Ale jeśli chcesz to ja dla Ciebie wszystko - odbiję Tolę-Tośkę!!! :evil_lol:
-
Błagam, błagam, błagam.........Ostróda wzywa POMOOOOCY
mama_Dorota replied to Aga_Mazury's topic in Już w nowym domu
[quote name='loozerka']OD 16 stycznia, a więc od wtorku zaczyna się głosowanie na krakvecie. Mam nadzieję, ze wszyscy tu zebrani wezmą w nim udział niezawodnie :)) A tu jest wątek, ktory założylam na dogomanii, na wzór wątku na molosach. Ma zaczęcic pozostałych dogomaniaków do głosowania na Ostródę :) [url]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=2767008#post2767008[/url][/QUOTE] Zagłosowałam :lol: -
[quote name='Puchatek']No to kamień z serca bo już się baliśmy[/QUOTE] Że mama_Dorota spełni swoją groźbę i zostanie pseudohodowcą cudownych boksiohaszczakowatych kundelków :eviltong: , albo wystawi Brylancika do walk psów (fakt ze swoim wrogim nastawieniem do samców na pewno by wygrał!) :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: Przy okazji mam pytanie jak podtuczyć psa, który je tylko tyle ile chce, nieważne czy to sucha karma czy gotowane domowe jedzonko. Miski stoją cały czas z suchą karmą, dodatkowo dostaje gotowane i tak jak na początku zjadał całą miskę teraz zostawia. Wg mnie jest trochę za chudy a więcej w niego nie mogę wmusić.
-
Sunia w typie ON z wrośnięta kolczatką- ma dom
mama_Dorota replied to Iza i Avanti's topic in Już w nowym domu
Nie dziwię się Karolinko, że nie masz już siły jeździć na interwencje. Ja oglądając tylko fotki mało nie zemdlałam. A gdybym była tam, to nie wiem czy ktoś by mnie powstrzymał :mad: :mad: :mad: Najgorsze, że tym piiiiiiiiiii (ocenzurowałam) może ujść to na sucho! :angryy: I wiecie ciągle mnie zadziwia fakt, że psiaki tak katowane nadal jeszcze wierzą i ufają ludziom. I nadal kochają. Człowiek to brzmi dumnie -czy to napewno nie ironia? -
Kochani, przede wszystkim dziękuję wszystkim za życzenia i dla wszystkich od nas również wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Przepraszam za milczenie ale miałam szpital w domu -najpierw mi się dzieci rozchorowały a zaraz na początku stycznia ja zachorowałam i to tak, że mało brakowało a sama przekroczyłabym TM. Ale jest już w miarę dobrze, tylko muszę dojść trochę do siebie, bo na razie jestem zupełnie bez sił. Ale dzięki mojej chorobie zauważyłam jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. Mianowicie Brylancik jest nie tylko urodzonym terapeutą. On ma wrodzony "wyższy stopień wtajemniczenia" -jest bez szkolenia psem-asystentem. Przed świętami, gdy zachorowały mi dzieci poszłam w nocy sprawdzić jaką mają gorączkę. Brylancik, który zawsze spał ze mną w pokoju, wszedł ze mną do nich, polizał rączkę Krzysia, Michałkowi nosek, spojrzał na mnie tak jakby mówiąc "wybacz ale oni są teraz ważniejsi" i położył się koło nich na podłodze. Pilnował ich przez 2 dni dopóki gorączka nie minęła. Później jakieś 1,5 doby przed wystąpieniem u mnie gorączki Brylancik, który zawsze bardzo lubił spacerki o dziwo skrócił je i pozwolił mi się oprowadzić tylko dookoła 2 a potem 1 bloku. Ja oczywiście panika, że pies mi chyba zachoruje, albo coś z łapką gorzej, bo przecież były całkiem ciepłe dni a on ciągnął do domu -przecież to do niego nie podobne. Później gdy już wylazła u mnie grypa Brylancik rano siknął pod jednym drzewkiem, 2 kroki dalej zrobił qpę, dokończył podlewać pod drugim drzewkiem i... biegiem zaciągnął mnie do domu. A przecież jest to pies, który jak sama Rybon pisała, mocz niesie przez cały spacer. Gdy wyszłam do lekarza Brylancik cały czas siedział w oknie i mnie wypatrywał. Później gdy drugi raz wyszliśmy na spacer mój klejnocik podlał już tylko 1 drzewko, sikał do ostatniej kropelki, pod tym samym drzewem, nie odchodząc zrobił qpę i zaczął ciągnąć mnie do domu. Po drodze spotkałam gościa, który adoptował ode mnie szczeniaczka ze znalezionego przeze mnie miotu i chciał on ze mną zamienić kilka słów. Słuchajcie, nie dało się porozmawiać, bo pies, który zawsze b. grzecznie stał gdy z kimś rozmawiałam tym razem ciągnął mnie jak opętany do domu. Ja oczywiście znowu panika, że coś się dzieje z psem, bo to przecież jest chore, żeby on nie chciał spacerować. O sobie zupełnie nie pomyślałam, a on już czuł, że u mnie nastąpi pogorszenie. Pod wieczór zaczęłam puchnąć i poszło to w tak piorunującym tempie, że o północy stwierdziłam, że muszę jechać na pogotowie bo rana to ja mogę nie doczekać. Wyglądałam gorzej niż dzwonnik z Notre Dame :diabloti: -lewego oka nie było widać, policzek lewy poczwórny, wargi również, policzek prawy podwójny, bo już opuchlizna zaczęła przechodzić na drugą stronę. No i całe szczęście, że pojechałam bo od grypy nastąpiło dosyć mocne powikłanie, 2 b. silne zapalenia -zapalenie zatoki okołonosowej oraz zapalenie tkanek miękkich policzka. Obrzęk był tak duży, że zaczął zbliżać się już do mózgu. Ale cały zestaw antybiotyków w końcu zadziałał. W tym czasie Brylancik wyprowadzał mnie tylko pod 1 drzewko, tam robił wszystko i biegiem do domu. Po kilku dniach gdy pozwolił mi obejść dookoła sąsiedni blok stwierdziłam, że chyba żyć będę i antybiotyki chyba zaczęły działać, bo wizualnie i po samopoczuciu to tego jeszcze nie zauważyłam. Spacerki mi Brylancik dawkował, sam decydował dookoła ilu bloków będziemy iść i mogłam go ciągnąć -jak on uznał, że to dla mnie za dużo to nie było dyskusji :evil_lol: Kochani na dzisiaj już skończę, bo nie mam siły pisać. Fotki też będą. Nati z p.Kasią już raz rozmawiałam :lol: Niedługo porozmawiam jeszcze raz, może nawet jutro. Buziaki :kiss_2: i dobranoc :sleep2: Czy ja już pisałam, że jesteśmy w sobie zakochani? :loveu: