Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. Muszeczka wciąż samotna... Już 9 lat w schronisku:(
  2. Jak pomóc biednej sunieczce, której nikt nie chce?
  3. Jaga marznie, i wciąż tęsknie wypatruje, czy ktoś po nią przyjdzie....
  4. Czy ktoś przygarnie tę kochaną wierną sunię?
  5. Taką narośl na grzbiecie ma też wzięta przeze mnie na tymczas Saba. Brutus w ogromnej potrzebie! Jak można mu pomóc?
  6. Nawet mo do głowy nie przyszło, żeby to sprawdzić :roll: A mogło być niespotykane widowisko :evil_lol: Wczoraj tak mnie przybił gigant Gajki z Rexem, że nie napisałam, jak to Gaja zasłużyła na klapsa. A dałam soczyście lewą ręką od serca w tłuste doopsko, aż mi spojrzała z wyrzutem w oczy. Ale kociczki mi gryźć koza jedna nie będzie.:cool1: :mad: Wypuściłam kociątko z domku, bo sobie słodko pospało, bez obaw - Rex zamknięty, Saba w pokoju. A tu na nie spodziewającą się niczego kocinę naskoczyła Gajka i ugryzła ją w grzbiet - złapała normalnie za futro i tarmosi. :angryy: Jak nie przyrżnę i to szczerze - aż przysiadła. Pokiwałam paluchem, tłumaczyłam, trzymałam za pysk, żeby patrzyła mi prosto w oczy i wbijałam w ten durny łepek, że u mnie kotów nikt oprawiać nie będzie. Bardzo to przeżyła, chodziła skulona i czekała, żeby się podłasić, a ja udawałam , że wcale jej nie widzę. Wszystkie psy były głaskane, kochane, miały mówione piękne słówka, a do Gajki nic. Wreszcie gdzieś na moment przykucnęłam, a tu w te pędy pojawiła się Gaja z kociłapką i jęzorkiem. Weszła mi na kolana i popiskuje, dopomina się, oblizuje, łezki w oczętach. Musiałam ukochać, ale powtórzyłam swoje kazanie. A dziś zamarłam, gdy ujrzałam nowe miejsce do spania, jakie sobie Gaja wybrała.... Na moim biurku, bo słonko tam świeci przez szybę. Papiery kociłapki pozrzucały na podłogę :mad: :lol:
  7. Sabcia dzisiaj cały dzień na dworze. Rano majestatycznie wymaszerowała na spacer i do teraz albo gniła na trawie, albo spokojnie sobie chodziła tu i ówdzie. Zauważyłam, że znacznie szybciej biega, ale bez wyczynów oczywiście. Kiedy wypadałam z domu, żeby się w niebogłosy rozedrzeć, aby zlokalizować Rexa, ona już mi wtórowała. Myślę, AniuB, że jej problemy to w 20% spondyloza, a w 80% powikłania po wypadku. :placz: Ona jest cała źle pozrastana. Ma nie tak zrośnięte żebra, krzywy kręgosłup, a to odbija się na chodzeniu. Widzę, jak czasem radośnie sobie podbiegnie i nagle się potknie, bo mały dołek...:( Warknie ze złością, ale widzę w oczętach takie smutne pogodzenie się ze swoją ułomnością. Na pewno troszeńkę zeszczuplała, poprawiła kondycję i sprawność ruchową. Siedzenie w boksie też powoduje zastój mięśni i jeszcze ta tusza...Ale będzie dobrze. Ona ma w książeczce only 10 latek, Gajka..., że niby 12 :mad:, Rex 5. Czeszę ją regularnie, bo futro gubi i nawet dziś, w niedzielę wytargałam na dwór jej kołderki. Mam nadzieję, że w końcu zaprzestanie, bo wszystko już mam w kudłach, nawet w galaretce, na dnie salaterki dopatrzyłam się sabinego włosa - ciemny, nieco siwiejący ku końcowi z mocno falującą końcówką :mad:
  8. Z córcią dobrze - ząbek bolał. ;) Obowiązki odczuwa szczególnie moje gardło - co chwila wołam Rexa - bo on jest najbardziej pomykalski :evil_lol: Nie za często ostatnio zaglądam, bo muszę ponadrabiać pewne zaległości zawodowe, a poza tym znowu remont ostatniego już pokoju. Rexik i reszta mają się wyśmienicie. Dziś zafundowałam mu serię skoków przez przeszkody, żeby się gówniarz wybiegał, tak więc cały dzienoek grzecznie warował przy drzwiach. Pięknie się prezentuje, tak dostojnie. :loveu: Oczęta łzawią nadal, ale jutro, lub we wtorek przyjeżdża do nas wet z zastrzykiem i Rexa obejrzy. Myślę, że to nadal świerzbowiec oczny...takie ma łyse te oczka.
  9. Nie pisałam wczoraj, bo nadrabiałam zaległości w innych dziedzinach mojego życia ;) A dziś...przeżyłam gehennę i miałam totalną psią depresję. Napisałam trochę na wątku Rexa... Moja córcia troszkę w nocy gorączkowała, więc raczej nie spałam, czuwałam, nosiłam na sioo i podawałam soczki. Nad ranem prezentowałam się jak zwłoki, więc tz nie pytając o nic powypuszczał gady na wolność. Gajka wyciągnęła Rexa na wędrówkę nie wiadomo dokąd. Przez 3,5godz ani widu, ani słychu. Tz wyjeździł 100 km, pytał, dzwonił i nikt psów nie widział. Ja normalnie zległam w łożu i czułam, że zaraz nastąpi kres mego udręczonego żywota. Żeby zebrać myśli, wyciszyć się i pozytywnie nastawić powlokłam się z kubkiem melisy na samotny spacer.:roll: Za mną Sabi z Misiem - przekochane staruchy, grzeczne, posłuszne i poczciwe. Saba nawet dawała mi do zrozumienia, że wreszcie spokojny spacer, taki, o jakim marzyła, bez tego kretyna Rexa i kląskającej fify Gajki. :cool1: Wytarzała się z wigorem, jak nigdy, obszczekała jakieś krowy, które sąsiad przyprowadził na łąkę, podrzucała w górę wszystkie znalezione patyki i nie mogła pojąć, czemu jestem obojętna na jej zaloty. A ja starałam się wniknąć w psychikę Gai, bo Rex idzie za nią jak za maminym cycem, i wyczuć, gdzie sucz mogła się powlec. Saba za to galopowała po łąkach bez kompleksów, bo Misiek szedł przy mojej nodze i nikt jej nie wyprzedzał, ani nie onieśmielal sprawnością. Sabcia czuła, że się martwię i tuliła łepek, dawała łapę, rżała basem, lizała rękę - robiła wszystko, żebym skupiła się na niej, a nie na czarnych myślach. Kiedy flejtuchy ubłocone i głodne przywlokły się wreszcie, obszczekała je ze złością. Sunieczka jest przekochana.:loveu: Wczoraj była na dworze do północy. Teraz śpi na kołderkach, które co drugi dzień po kilka godzin wietrzę i trzepię, bo kudły wyłażą. Je dużo, ale z kulturą, a nie jak Rex, który ciamcia, mlaska, pluje, ślini się i co kęs zmienia michy. Całe dnie leży w słonku na trawie i nie podnosząc się obszczekuje różne sprawy. Widzę, że kiedy jest piękna pogoda, jak np dziś, to Sabiszonek aż rwie się do galopu, zabawy i skoków. Niestety ograniczenia fizyczne dają jej się we znaki i z tego powodu jest zła. Wczoraj Rex urządził sobie z Gajką szaleńcze rundy w obie strony po 50 m każda. On pędził jak messershmit, a ona rżąc między jego łapami. Przeskakiwali się, podgryzali, Gajka nauczyła się uników, jak nie zostać zdeptaną. Pędzili w jedną, a potem jak wariaci bez tchu zpowrotem. Rex w pędzie Sabę potrącił, aż się zachwiała. On jej wcale nawet nie zauważył, a ona biedaczka chciała go zaczepić do spokojnej zabawy...:( Tak mi przykro, że ona tak by chciała, a nie może....
  10. Dziś rano przeżyłam gehennę. Tz wypuścił rano wszystkie psy,( ja dłużej spałam - mała troszkę gorączkowała i w nocy wstawałam). Nie wziął pod uwagę, że one w pewnych konfiguracjach nie nadają sie do spacerów poza kontrolą. Ta franca Gaja wyciągnęła Rexa na giganta. Nie było ich 3,5godz. Tz wyjeździł 100km i nic. Wyglądało to, jak by ktoś je normalnie porwał. Po wspomnianym wyżej czasei pojawiły się - głodne, upaprane i zdyszane. Miałam lać w doopy aż będą równo puchły, ale jak je zobaczyłam, to mi przeszło ;) Gaja buchnęła w poduchy a Rex zległ na wycieraczce przed domem. Nikomu nie życzę tego strapienia i niepewności...
  11. Gaja wrąbawszy dziś pozostawione wczoraj, wyżej opisane, cuchnące skrzydełko. Bez komentarza :)
  12. Maluszek jest śliczny i widzę zmianę na awatarku - wczorajsze było zabawniejsze;)
  13. Rexik prosi o pomoc i poradę babuni ;) Czekamy!
×
×
  • Create New...