Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. Znalazłam jeszcze coś takiego : http://www.krakvet.pl/forum/viewtopic.php?t=2927 z opinią weta. I jeszcze doszukałam, że ewentualnie ludzki Enarenal może być używany jako zamiennik.
  2. [quote name='bela51']Czytałam ten link do leków, ktore przesłala Czarodziajka. Lek ma nazwe Acardi, i chyba nie ma nic wspólnego z Acardem, przynajmniej tak zrozumiałam. Belu, to moje swobodne porównanie tylko. Zasugerowałam się nazwą, chociaż w obu przypadkach chodzi o podobne działanie, albo nawet takie samo odpowiednio dla psów i ludzi. Substancją Vetmedinu czynną jest Pimobendan. Nie wiadomo, czy to nazwa zastrzeżona dla jakiegoś związku, bo inne firmy nie produkują leków zawierających Pimobendan. Składem Acardu jest Kwas acetylosalicylowy 75 mg. Tu wszystko o lekach z jego zawartością. Kwestia, czy psy tolerują ten składnik. http://www.kardioserwis.pl/page.php/1/0/show/124/Kwas_acetylosalicylowy_Aspiryna_Acard_Polocard.html
  3. Wszystko do APSY. Polocard, to inny producent, ale chyba skład ten sam. Wierzę, że tyle płacisz za utrzymanie psa przy życiu. Mój Aron też mnie ciągnie po kieszeni, ale jak przestanę, to mu zaraz łapy tylne siądą i będzie wlókł odwłok za sobą...A życie dla niego zaczęło się po schronie ;) Niech sobie pożyje.
  4. To, co znalazłam: http://notatki.e-klasa.info/2008/09/19/leki-rozszerzajace-naczynia-krwionosne-vasodilatansia/ http://pl.wikipedia.org/wiki/Pimobendan Acard kosztuje grosze. Mam doświadczenie z tym lekiem, gdyż moja babcia go brała do końca życia, a ja jej go podawałam. Jedna tabletka Acardu = 1/4 tabletki Polopiryny lub aspiryny. Łagodnie rozszerza naczynka krwionośne. Tylko z tego, co usłyszałam, to psy nie tolerują Polopiryny?
  5. Beta dziękujemy bardzo!!! Don musi sporo ważyć, bo jest ogromny. Myślę, że trzeba liczyć te 35 - 40 kg, a może i jest jego waga w karcie. Jutro będę wiedziała, bo dokumentacja Donia jest u wetek. Nie wiem, czy jest ludzki odpowiednik Vetmedinu, ale znając skład można zapytać o to ludzkiego lekarza i poprosić receptę. Substancją czynną Vetmedinu jest Pimobendan odpowiednio 2,5 i 5 mg, a więc chyba takich odpowiedników należy szukać. Furosemid jest na receptę i kosztuje grosze - jakieś 3 - 4 zł zależnie od rejonu. Natomiast koszt jednej kapsułki Vetmedinu kształtuje się od 2 zł w zwyż. Rex potrzebuje 240 kapsułek miesięcznie, to jest ok 500zł/mc!!! A co z resztą leków? Zastanówmy się nad propozycją moich wetek. Miałby wszystko wraz z dojazdami.
  6. Donio był odizolowany, żeby zaobserwować stolec, ale nie zrobił ani bobka. Przed chwilką podałam psom kosteczki do obgryzania, a dla szkieletorów i Dona było też mięso. Wszystko zostało zutylizowane ze smakiem ;) Chodzi sobie jego majestat, był już wymoczyć się w stawiku, gdzie woda, jakaby nie była zawsze chłodzi. Rano dostał Vetmedin i Furosemid Misiowy wraz z nim. Moje wetki przeanalizowały kartę leczenia Dona i diagnozę dra Niziołka i przełożyły to na nasze wiejskie realia. Powiedziały mi, że są gotowe prowadzić tego psa za ok.550 zł/mc. Tylko ze względu na znajomość moich hospicyjnych sierotek. Podjadę i dowiem się, co wchodziłoby w koszty tego prowadzenia. Podstawowy lek Vetmedin jest mu niestety niezbędny, bo podtrzymuje pracę mięśnia sercowego. Są jakieś 3 odpowiedniki w lekach ludzkich, o wiele tańsze od weterynaryjnych, ale reszta musi być jak napisano w zaleceniu. Rex potrzebuje 4 tabletki Vetmedinu 0,5mg dziennie, albo 8 sztuk 2,5mg. Czyli 240 sztuk na miesiąc...Mamy ofiarowane 99sztuk i kilkanaście też podarowanych, to jest na jakieś 2 tygodnie...Odliczając to, co ewentualnie byśmy dostały, to i tak kilkaset zł i nadzór weterynaryjny jest chyba dobrym rozwiązaniem na planowane przez dra Niziołka 2000zł. Czekam na wasze decyzje, propozycje i ustalenia.
  7. Dzięki Aniu. Przy moich 50 kg i unikaniu jakichkolwiek leków w ogóle zadziałała jedna mała tabletka Ibupromu wczoraj wieczorem ;) Dziś o jednej ręce przywlokłam mięsko dla psów - nosiłam dwa razy z samochodu. Toro pierwszy się migdalił i zaglądał w torby.
  8. Piękny!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:)
  9. Wciąż parno jak w saunie. Sako najchętniej sypia na dworze. Ma swoje ulubione grajdołki i miejsca.
  10. Czekamy na foteczki szczęśliwej Laseczki :)
  11. Bardzo rozczulająca przyjaźń. I bardzo poruszająca jest troskliwość Ząbalka wobec Homera. On jest gotów na wszelkie poświęcenia.
  12. Dzięki kochane ;) Daję radę. Donio Reksio został na noc zabrany z izolatki do stadka, żeby mu smutno nie było. Leży podklejony do płotu bo duchota straszna i duża wilgotność powietrza. Jak w Dubaju ;)
  13. Zuzlikowa - obserwacja będzie przebiegać w warunkach domowych. W sumie podobno nic się nie zmieni, tylko wet podjedzie zobaczyć psa i chyba jego książeczkę. Wg moich wetek są to 3-4 wizyty z zapyatniem, jak pies, a wg lekarza pogotowia 1-2 wizyty. Zobaczymy.
  14. Narazie jest stabilnie ;)
  15. To dziś ten dzień. Ja z rozharataną ręką, więc łatwiej mi zarządzić głodówkę ;)
  16. Podczas dzisiejszej porannej ulewy Homerek szukał sobie kryjówki pod płotem pod krzewami. Jakoś nie lubi sypiać w pomieszczeniach, ni w budach. Ma swoje grajdołki i ulubione miejsca. Zimą to się niewątpliwie skończy, ale póki ciepło niechaj się zwija na trawie. Kiedy więc tak sobie chodził i lało się na niego Ząbalek dyskretnie szedł za nim, żeby być przy nim, alb, żeby go naprowadzić w suche miejsce i chyba po jakimś czasie wylądowali razem w garażu. Na początku jednak solidarnie Ząbal mókł na siedząco/baczność przed śpiącym w trąbkę zwiniętym Homerkiem, który, kiedy dotarło, że jednak leje, przeniósł się za swoim towarzyszem. To jest piękna przyjaźń. O Ząbalka się martwię, bo ma problemy z wstaniem...Boję się, że gaśnie powoli. Pogłębiają się jego dolegliwości, toteż czekam na zakończenie akcji zbierania pieniędzy na Zeel. Berkano z Sonek666 zebrały już sporą sumkę. Ewa36 wysłała mi dziś pakę z fantami, ja też sporo przygotowałam, więc uzbieramy na ten lek i wszystkie potrzebujące staruszki będą miały nieinwazyjne leczenie stawów i zwyrodnień.
  17. To też moja lekkomyślność, bo są kagańce na takie okazje. A Toro daleko do onka ;) Mniejsze toto i lękliwe, chociaż dał sobie opatrzyć i umyć uszy. Ma jednak lęki w okolicach tyłu głowy i ja o tym wiedziałam. Rutyna niestety. Dwa psy dały się zaszczepić, więc zaniedbałam sprawę przy kolejnym, a zazwyczaj przy nim używałam kagańca. A taki Don. Palecm mu w tyłku było głęboko grzebane, wycinane, majstrowane, a on kochany nawet nie pisnął. Dostał jakiś zastrzyk, jutro napiszę wszystko dokładnie. Zalecone jest iżby mu ten włókniak, czy też torbiel wciskać do środka jak się pojawi 8) Takie mam zadanie.
  18. Kaganiec, rzecz oczywista. Zazwyczaj zakładam, ale zawsze jest ten pierwszy raz 8) Dziś Retro był pierwszy do kłucia i siedział słodziak bez piśnięcia, więc poyślałam naiwnie, że pocóż wlec się do szafki po kaganiec. Pierwszy zastrzyk Toro dał radę, drugi już nie. Chwycił mnie z bólu. Jestem już pozaszywana. Ból rwący okrótny, ale po tabletce nawet nie czuję. Rękę mam słabą, ale dojdzie do siebie. Na pogotowiu musiałam powiedzieć, skąd rana, a oni mają obowiązek zgłosić pogryzienie bez względu na to, czy pis był szczepiony i jakkolwiek łagodny by nie był. Zgłasza się do Sanepidu, ale ja mieszkam na wsi, więc na pewno zostanie zlecona wizyta weterynarzowi. Znam tu chyba wszystkich. Moje wetki są z innej gminy, więc mimo iż uczestniczyły, to się nie liczą. A był moment, że kiedy w ośrodku podczas opatrywania rany pielęgniarka skierowała mnie na szycie, poprosiłam moją wetkę, bo to przecież 2 szewki tylko 8) Niestety musiałam jechać do szpitala i tam się oddać w ręce chirurga. Nie bolało. Potem dopiero zaczęło. Toro będzie u mnie normalnie tak jak jest, tylko 2 - 3 razy wet przyjedzie i go poobserwuje. Taka procedura. Przygotowałam już jego książeczkę. Chirurg zapytał, co takiego chciałyśmy temu psu zrobić, że mnie tak złapał, a ja, że zrewitalizować, no to on na mnie jak na lekko stukniętą ;) Toro faktycznie, jak już wcześniej również napisałam, nie lubi być dotykany za uszami. Napisałam wszystko wyżej, więc tylko wspomnę, że mimo to dał sobie obejrzeć i dokładnie wyczyścić uszy. Nie ma tam stanu zapalnego.
  19. Piszę dopiero teraz, bo podczas wizyty wetek zdarzył się wypadek. Jeden z psów podczas zastrzyku złapał mnie z bólu za rękę i zmiażdżył ją. Z bólu 2 razy normalnie zemdlałam przy wetkach, które mnie siłą dowiozły do ośrodka, a stamtąd do domu. Wzięły wyniki Rexa - takie ma imię w papierach - przejrzą je i może znajdą się tańsze odpowiedniki niektórych leków. Jeżeli chodzi o odbyt, to jest to torbiel, którą wetka wepchnęła z powrotem badając przy okazji okolice od wewnątrz. Jest to jakiś zaniedbany stan zapalny, ale nie ma zmian w środku. Wetka wycisnęła mu też wydzielinę z gruczołów okołoodbytowych, która niemiłosiernie cuchnęła, ale to podobno jest w normie. Doopka została jeszcze obstrzyżona, żeby się wietrzyła i dostałam środek do kąpieli, którym powinnam Rexa umyć, ale tego nie zrobiłam. Pojechałam na pogotowie do szycia i dopiero teraz jestem. Ból jest straszny i praktycznie nie mam siły w tej ręce...:-? Może do jutra przejdzie. Tak więc nie wiem, ile wyniesie koszt wizyty. Juto być może wetki ponownie przyjadą. Nie domówiłyśmy się, bo sytuacja była krwawa. Reksio zniósł wszystkie wstydliwe zabiegi przy jego odbycie bardzo łagodnie i grzecznie. Pazury ma już obcięte, ale nie za dużo, bo się rozrosły i nie wiadomo, gdzie jest nerw..
  20. Dziś podczas podawania zastrzyków rewitalizujących Toro zmiażdżył mi rękę. Straciłam z bólu przytomność. Wetki zawiozły mnie do ośrodka, gdzie zrobiono mi opatrunek i wysłano na pogotowie do szycia. Czekam teraz na samochód, bo sama nie mogę prowadzić.
  21. Dziewczyny, serce, to nie jedyny problem Dona. Od rana go czesałam i kiedy już był piękny, przeszłam do wyczesywania zada i ogona...A tam czopy ciężkiego sfilcowanego brudu z krwią i rzadkim kałem. Wycięłam wszystko, co się dało, wraz z sierścią spodnią ogona. W odbycie ma wystający kawałek żywego mięsa - guz. Zadzwoniłam do moich wetek, już jadą. Nie kazały mi nic myć, mimo iż kał wżera się w skórę, co musi cholernie boleć. Podobno miał częste biegunki? Nie ma nic w książeczce, więc poprosiłam o odrobaczenie - na pewno 4 tabletki = 20 zł, do tego kurację witalizującą - Combivit + domięśniowy kompleks B, D, E. Bardzo dobrze wzmacnia organizm, to też 30 zł. Odrobaczenie i zastrzyki powinno się powtórzyć po 2 tygodniach. Donio jest teraz odseparowany, żeby była jasność, jaką qoopę zrobi. Zjadł wczorajszą kolację, słyszę w jego brzuchu jakieś bulgotanie...Nie wiem, co jadł w schronie. U mnie wczoraj rosołek, makaron, kurczak i marchewka z kalafiorem.Czekam na qoopę. Widać, że to go bardzo męczy. Otwarta rana zasyfiała sierść i gnijąca skóra wokół odbytu. Poniżej fotka z telefonu podczas wycinania sierści... Wetki już jadą.
  22. Isia niczym piskające kurczątko od rana pod drzwiami, bo ok. 5.00 zerwała się straszliwa burza z piorunami, wichrem i ulewą. A ona taka malutka i z długim wystraszonym czarnym ryjkiem. Don drapał w drzwi, a ona piskała ( jak Carmen!!!) W piżamce - haleczka i gustowne majteczki 8) zaprowadziłam oboje do budynku gospodarczego, żeby spokojnie przeczekały burzę. Grzecznie weszły, Isia piskając, bo może tam straszy ;) Po powrocie moja piżamka nadawała się do zamknietej hermetycznie pralki, bo śmierdziała wyjątkowo - tyle się nawtulały, a że nie było za bardzo w co, to tę haleczkę. Na majtach miałam śpiochy z czyiś ocząt 8) Ułożyłam im kocyki, przy okazji Don mógł zjeść kolację, która tam na niego od wczoraj czekała. Uszczuploną o jedną indyczą szyjkę, którą dyskretnie podkradł Isior - jak Carmen...Może to siostry po matce lub ojcu? W kolejną ulewę chodziła wraz z Donem, Ząbalkiem, Homerem i Morisem po dworze i nasiąknęła deszczem. Teraz wygląda jak wystraszone pisklę z tym czarnym ryjkiem i pytającymi oczętami. Deszcz zmył chyba jednak część smrodów, bo lało pod ciśnieniem i solidnie.
  23. APSA, byłoby cudnie, gdyby jednak znalazł się odpowiedzialny domek. A my przeżyliśmy pierwszą noc i koszmarną burzę wraz z ulewą o 5.00 nad ranem. Donio tymi wielkimi pazurami tak drapał do drzwi, że je odrapał do surowego drewna w kilku miejscach. Przy nim piskającę kurczątko - Aisha/Isiorek. Oboje wprost ze schronu pchają mi się do domu wraz ze swoją ulepioną sierścią i zapaszkiem ;) Zabrałam oboje do budynku gospodarczego i tam przeczekali spokojnie grzmoty na kołderkach, które od rana wietrzę, gdyż cuchną okrótnie :) Donio przy okazji troszkę zjadł, bo stał tam gar z jego kolacją. Potem mieliśmy jeszcze kolejną ulewę już bez burzy i obydwoje zażywali prysznica łażąc po podwórzu. Wraz z nimi Moris, Homer i Ząbalek. Reszta nawet nosa nie wysunęła z kryjówek. Donio jest więc teraz wielki, cuchnący i mokruteńki :) I wciąż poddrapuje drzwi, obok niego wciąż Isia. Tak bardzo chcą człowieka, a ja tu piję kawę i piszę. Zaraz ubiorę tzw. psie ciuchy i pójdę je ukochać ;) Donio jest kochanym pieszczochem. Jeszcze nie do końca rozumie swój pobyt tu. Wczoraj Anula42 wysłała mi kolejną paczkę z psimi przysmakami. Rozdałam dziś mięsne pałeczki i Donio łapał aż miło. Apetyt czyli jest ;) Podam mu dziś Misiowy Furosemid i Vetmedin, a kiedy dojdą leki Donia, to się odda Misiowi.
×
×
  • Create New...