Jak spojrzę na fotki Gajki, jak ją sobie przypomnę....to muszę brać następne, bo serce mi pęka z tęsknoty. W tych wdzięcznych starych suczych oczach jest jakaś niezmienność...w Gai widziałam Lulę, w Erze widzę Gaję. Największą nagrodą jest widzieć radość starego suczydła, które może biegać po łąkach, leżeć na trawce, jest przytulane, całowane, rozpieszczane.
I tylko na chwilkę, żeby umierać z radosnym pyszczkiem.
Bo pies żyje teraźniejszością i nie rozpamiętuje, że kiedyś było źle.
Gaja była kwintesencją psiej radości życia. Była mistrzynią chwili.
Tak mi jej brakuje...:-(