Dziś zauważyłam na tylnej łapie Rexa opuchliznę nieznanego pochodzenia. Wygląda jak słoniowacizna... Może gdzieś tę łapę zwichnął, bo przecież to wulkan energii. Niedawno prawie wdrapał się na drzewo za kocicą i chyba ją nawet złapał, bo usłyszałam tylko prychnięcie i poszedł jak zmyty - musiał w pysk pazurem dostać, chociaż śladu nie ma. Może właśnie wtedy - widziałam, jak skakał pod drzewem na dwóch łapach ogarnięty furią... Obmacałam tę łapę - nie odczuwa bólu, chodzi na niej, ale troszkę utyka. Jutro wzywam weta.
Jak nie urok...