Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. Lucky zaczął brykać na smyczce, co prawda idzie z nosem za Rexowym ogonem i wszędzie się w niego wtula :diabloti: Zauważył też Foczkę, nawet ją z elegancko postawionymi uszyma powąchał. U nas straszna chlapa, a Lucky uwielbia włazić w kałuże i błota ciągnąc za sobą długachny ogon - dłużeszgo mu już Bozia dać nie mogła - dosłownie ciągnie się za nim i paprze we wszystkim, co Lucky przechodzi. Gdybym go trzymała w domu, to po każdym spacerku ogon do przepierki. To cię, Słoneczo czeka na pewno :cool3: Domaga się częstszych spacerów - szczeka i woła mnie, żeby do niego przyjść i poklepać po łebku. Mam już z nim kontakt wzrokowy, ale....:diabloti:...zwraca uwagę i idzie jak w ogień, kiedy wołam "Rex". Wtedy oba z faktycznym Rexem stają z uszami na baczność. Niestety Rex ma ostatnią szansę i jeśli nie poprawi się jego stan po aktualnej kuracji antybiotykowo - wzmacniającej...nie ma szans na życie :-( Zaraz wkleję fotki...
  2. Rex dostaje prawie nieustannie antybiotyki w zastrzykach. Jego skóra jest wciąż podrażnina - w schronisku prawie umierał na galopujący świerzb połączont z nużycą, potem cierpiał na hot spooty - otwierające się krwawe rany na nałym ciele, teraz ma gnilne zapalenie skóry i wciąż ostre ropne zapalenie ucha wewnętrznego z wyciekiem :-( Jego skóra jest jak papierowa chusteczka - jeśli ją napręży w niektórych miejscach - np w pachwinach - pęka i rozłazi się jak guma... Drożdże - nie ma sprawy, propolis też nabędę. Nie będzie problemu z dodaniem tego do potraw, zaptytam jeszcze weta, może się wypowie.
  3. U nas mrozy - 20 stopni, więc poświęciłam 2 grubachne całkiem stylowe :razz: płaszcze i polarową kurtkę, żeby psy miały ciepło w budach. Lucky jest najbardziej futrzaty i najtłuściejszy, więc ma kurtkę, Rex gnije w budzie na filcowym płaszczu, a Foczka dostała najładniejszy z kołnierzem z królika :roll: - obciach nosić takie cudo, ale w budzie zdaje egzamin ;) Gotuję im codziennie ryż na rosole ze sporą ilością kurczaka, bo suchej karmy nawet nie tykają. Lucky uwielbia kości - daję mu obgotowane - zanosi do budy i tam z nimi walczy. Zakochał się w Rexie - w sumie to wszystkie psy zakochują się w tym dostojnym, smutnym owczarku, z taką godnością znosi swoje choróbska, a część jest nie do wyleczenia :-( Kiedy Rex wraca do kojca po spacerku Lucky dosłownie liże mu pysk z miłym warkotem i wskakuje mu na szyję obejmując czule łapami - Rex za to tęskni za swoim towarzyszem jak już wcześniej opisałam - czeka bardzo pod kojcem, żeby wejść do ciepłej budy. Lanie w gary bez zmian, mam teraz mały problem, bo zawartość zamarza i wypada podgrzać na piecu w kuchni, żeby można było umyć i żarcie nałożyć:mad: Lucky wybrał już wszystkie zastrzyki. Nawet się bliżej zaprzyjaźniliśmy :diabloti: Trzeba go było za futro i z budy wyciągać, opierał się jak panienka, a potem już było przytulanie, machanie ogonem i buziaczki :loveu:
  4. Dychę mu wpisali??? :mad: :evil_lol: No tak...skołtuniony, chudy, niemrawy z kamieniem na zębach to tylko do piachu. Teraz też ma kołtuny, bo go jeszcze nie czesałam, a trzeba przyciąć gdzie niegdzie, ale sierść błyszczy i brzuszek ma :razz:
  5. Niestety za późno...:roll: Przez miesiąc nic nie dostałam, a z lecznicy dzwoniłam nawet do Petera, żeby utwierdzić weta, że jednak Lucky był szczepiony. Podjęliśmy wspólnie decyzję - ja, wet i Peter, że jeśli mam czekać nie wiadomo do kiedy na książeczkę - a czas leci, to ponawiamy szczepienia. Tak więc dziś Lucky - dzielny chłopak - dostał ponownie szczepionkę, oczywiście bez żadnych skutków ubocznych, dodatkowo drugą istotną przeciwko pasożytom - tę też podobno już dostał miesiąc temu. Procedura wydania paszportu jest taka, że dwa tygodnie po szczepieniu pies musi mieć badanie krwi - wypada nam na ok. 13.01, a terminy w paszporcie muszą się zgadzać. Lucky został obejrzany i zdaniem weta nie kwalifikuje się do specjalistycznych badań - czyli jest zdrowy. Resztę może wykazać badanie krwi, a to dopiero 2 tyg. po szczepieniu przeciwko wściekliźnie. Sporo się namęczyłam, żeby pan pulpet wszedł do przyczepki a potem musiałam go prawie wynosić, i w dodatku przebierać za niego łapami, bo siadał jak żaba. Nie zlał się jednak i grzecznie jechał z resztą psów pod plandeką w przyczepce na dywaniku :) Paszport Lucky już ma, czip pod skórką również i teraz od badania krwi do opuszczenia kraju musi upłynąć 6 miesięcy. Lucki ma wpisany rok urodzenia 2005, jest młody ale był wcześniej nieco zaniedbany. Ma jakieś triki podobne do objawów po nosówce, ale może to być również pourazowe albo na tle nerwowym. Dostałam witaminy z grupy B w zastrzykach i codziennie przez 4 dni Lucky dostanie ode mnie po 2. Do tego muszę mu kupić magnez i przez pierwsze kilka dni podawać podwójną porcję jak dla dorosłego człowieka. Musieliśmy się w lecznucy namęczyć, żeby ustalić, czy jest wykastrowany, bo futro ma gęste i długie, nabrał masy i wcale nie zamierzał nam prezentować swoich osobistych tajemnic. Wet stwierdził brak worka mosznowego. Kupiłam mu smyczkę i obróżkę, bo nie miał - obróżkę sobie zdjął i pogryzł. Teraz siedzi i pruje papę, bo pora kolacji a ja się spóźniam ;) Acha i jeszcze dziś wraz z kolacją dostanie Pratel na odrobaczenie 3 tabletki.
  6. Przed świętami zawsze mam 1000 spraw na głowie. Lucky jedzie jutro z resztą psów do weta. Psisko ma się dobrze, szczeka na koty :razz: ale tylko kiedy widzi, że siedzą blisko drzwi albo na parapetach, bo chcą do domu. Nastąpiła, że tak powiem relokacja materiału i teraz Lucky dzieli kojec z Rexem a Fokita śpi w budzie dwupokojowej. Rex z Luckym bardzo się lubą i kiedy wypuszczam Rexa na spacery - Lucky nie chce jeszcze wychodzić, chociaż stoi już przy furtce i pcha się pierwszy do gara, to Rex po błyskawicznym załatwieniu potrzeb żebrze przy kojcu, żeby go wpuścić, a Lucky stoi po drugiej stronie i tak sobie stoją oboje i patrzą na siebie :loveu: No i mogę już spokojnie nakładać jedzenie kiedy stoi przy swoim garnuszku - nie ucieka do budy. Jedyna brzydka rzecz, jaką panowie sobie nawzajem robią to siuranie prosto do gara współmieszkańca :diabloti: Sama widziałam jak Lucky podnósł łapę i nalał do Rexowego gara kiedy tamten spokojnie drzemał w swojej części budy. Dlatego wodę mają w jednym naczyniu na środku, a gary od jedzenia stoją w bezpiecznej odległości. Lucky potrafi warknąć, kiedy je, a np. Foczka się bezszelestnie zbliża do kojca ;)
  7. Czwartek i piątek poświęciłam na wpakowanie Luckiego do samochodu, żeby go zawieźć do lecznicy, ale on potrzebuje jeszcze czasu. W czwartek podstawiłam samochód przyczepką - z plandeką oczywiście i kocykiem w środku - pod sam kojec. Kiedy Lucky zobaczył jak manewruję odrazu wyczuł, że będzie pakowany :-( Wcisnął się w sam kąt budy, musiałam sama tam wejść do połowy, żeby go złapać za obrożę, ale zaczął tak strasznie płakać, że dałam spokój. Usiadłam przed budą i prosiłam go o wyjście, bardzo wystraszony wysunął nos i polizał mnie, zsikał się ze strach i cały się trząsł. Nie miałam ani siły ani sumienia wziąć go przemocą. Wtarabaniłam Fokę pierwszą do przyczepki, żeby Lucky zobaczył, że fajnie jest i wszyscy jedziemy, Rex wsiadł sam, ale nic to nie dało...Lucky trząsł się i skamlał przy każdej próbie wydostania go z budy. On ma tam teraz swój własny mały świat i czuje się bezpiecznie... W piątek podtsawiłam przyczepkę i postanowiłam, że jednak za futro go i dam radę, ale nbie dałam, bo złapał mnie za nadgarstek zębami, ale tak delikatnie, żeby nie bolało i tak płakał, a potem lizał rękę... Zwątpiłam :-( Myślę, że w ten sposób się go pozbyto, może przy okazji bijąc. Muszę jeszcze trochę poczekać, nie chcę żeby znów się wycofał. Teraz zaczął już wyglądać na jedzenie, jak reszta psów, załatwia się w jednym rogu kojca, wychodzi odważnie do Julki, podchodzi do niej do prętów kojca i bierze wszystko, co mu daje, Julka może go głaskać dowoli. Boi się dorosłych, mnie wita w podskokach i nawet podszczekuje kiedy niosę różne gary w kierunku bud, ale ma odruch znikania co chwila w budzie - przełazi przy tym i zmienia sobie wejścia, raz śpi w Foczej, raz w Rexowej. Kiedy stawiam mu gar z jedzonkiem, albo zmieniam wodę, czy sypię chrupki Lucky włazi i wyłazi do bud, boi się ustać, a jednocześnie bardzo się cieszy, nie da się złapać za obrożę, ale daje się już głaskać wystawiając cały łepek z budy. Nochal zwilgotniał i jest bardziej miękki :roll:
  8. Foteczki będą, ale musicie poczekać, bo coś się dzieje z moim kablem :roll: Lucky wzbudza podziw osób odwiedzających nasze skromne obejście, bo jest po prostu piękny. Wychodzi już odważniej z budy, ale nie chce opuszczać kojca. Cieszę się, że podchodzi ufniej do krat i wącha, a nawet liże rękę. Kiedy stawiam gar i po krótkiej pogawędce z nim opuszczam kojec Lucky idzie za mną do wyjścia, ale kiedy się odwracam szybko się zwija do budy ;) Cieszy mnie jeszcze, że kiedy ktoś wjeżdża na podwórze Lucki wychodzi z budy i stawia z zainteresowaniem uszy - a ma piękne i puszyste :loveu: Powolutku się oswaja, ale takie siedzenie w kojcu i żarcie sprawi, że niedługo będę miała kłopot z podniesieniem go za przednie łapy. Wcięcie w talii gdzieś zniknęło...:roll: W tym tygodniu zamierzam jechać z nim do lecznicy.
  9. Rano ok. 7.30 Lucky rozpoczął wycie - nie wiem w jakim celu, ale wylazł z budy z wył. Kazałam Julce wybadać sytuację, bo ja bez porannej kawy nie żyję i nie ma mnie dla świata. Dziecko poszło, uklękło przy kojcu z kanapeczką, a Lucky wyszedł do niej, wysadził pysk przez pręty kojca, powąchał, polizał, pomachał ogonkiem, zabrał kanapkę i poszedł do budy. Julka była w 7 niebie :loveu: Kojec mam mały, a Lucky ma apetyt i zgubił wcięcie w talii. Wczoraj się natargałam, żeby go wytaszczyć z kojca. Nic go nie obchodziło, jedynie szeroki jak deska do prasowania zadek Foczki :razz: Wysterylizowana, on zresztą też, więc wąchanie, jak myślę, było przejawem zainteresowania. Potem szybko do budy. Dziś zmieniłam strategię - nie chce wyłazić, niech siedzi w kojcu. Kiedyś wreszcie wyjdzie, bo ile można siedzieć w kojcu. Nie było więc wyciągania i nic na siłę. Kiedy Lucky zauważył, że kręcę się po podwórku, psy za mną i nikt go nie molestuje - wyszedł z budy i stał spokojnie nas obserwując. Nie uciekł, kiedy podeszłam go pogłaskać - jest kochany i myślę, że wyczuwa dobre energie :loveu:
  10. Jasne, prócz owych dwóch kup i dwóch zdziczałych kotów było coś jeszcze w tym pakiecie? :evil_lol:
  11. Zdjęcia mam, tylko dajcie mi czas. Dziś jest pozytywniej :razz: Lucky zjadł wczoraj kolację i dziś rano witał mnie wystając w połowie z budy, łapy się trzęsły, ale w oczach widziałam zainteresowanie - dałam mu trochę suchej karmy w rosołku i zjadł ze smakiem. Po powrocie ze szkoły Julka pobiegła odrazu do kojca, a Lucky wyszedł cały na powitanie i podszedł do krat, polizał rączkę i zrobił parę kroczków w stronę furtki, kiedy Julka do niego szła. Kiedy weszła do kojca już siedział w budzie ale wąchał jej twarz :loveu: Zrobił dwie kupy, jakby to było istotne :roll:
  12. Broblem jest bardziej złożony :-( Owszem, poliże rękę, reaguje na bodziec w postaci smakołyku, ale rozpaczliwue boi się przestrzeni otwartej, boi się poruszać, chodzić. Julka przyniosła mu ze szkoły bułkę - Focz prawie język połkęła patrząc jak on je, a ona - dieta :diabloti: Zjadł jak wiewiórka obgryzając bułkę trzymając ją w przednich łapkach. Potem Julka siedziała z nim w kojcu, ale poza lizaniem ręki wkładanej do budy i trzęsieniem lędźwiami niczego więcej nie uzyskała. Postanowiłam go wyciągnąć na spacer - siłą, bo uparł się jak osioł. Było pod boczki i za łapy, wreszcie go wydobyłam na zewnątrz. 0 zainteresowania przestrzenią - psy go obwąchiwały przyjaźnie. Przy furtce od kojca jest furtka na pola i Lucky bardzo ożywia się na dźwięk otwierania, zamykania, trzaskania metalowymi furtkami :roll: Niestety, zamiast podziwiać krajobrazy, albo przynajmniej obmyślać strategię ucieczki biedaczek szukał jakiegoś schronienia - za beczką, pod stertą drzewa, gdziekolwiek, byle wpełznąć. Czyli długa droga przed nami. Na szczęście ma apetyt, a moje 5- letnie dziecko zapowiada się na mistrzynię smarowania chleba pasztetem. Lucky wyłazi z budy i podchodzi do krat, żeby dostać kanapkę. Nie smakuje mu sucha karma, więc gotuję makaron z karmą mięsną i warzywami. Dzisiaj zaliczył też sporo kanapek ;)
  13. Drogie Panie, było ciemno, buro i szaro - Tadeusz był przemęczony i niewątpliwie obraz mojej skromnej osoby uległ sporej deformacji ;) Lucky - mała sprytna żmija wbił się w tył budy i do kolacji nawet nosa nie wystawił. Karmię późno, więc kiedy poszłam z garem rosołku z makaronem i warzywami + mięso z kurczaka raczył wysunąć suchy zeskorupiały nochal. Polizał mnie po ręce, ale tak się trząsł, że postawiłam gar przed budą i poszłam do moich. Wystawił tylko przednie łapy i ze smakiem wchłonął zawartość. Rex dostaje specjalną karmę na skórę - z rybą, a Foczka jest na diecie, czyli to samo, co Lucky, ale z ograniczoną porcją mięsa. Kiedy więc zżarła swoją dolę poszła z rozpaczą podglądać przez kraty, co ma w garze Lucky i dlaczego ma lepsze od niej :diabloti: Rex spał z Foczką, ale nie mam pojęcia gdzie, bo zostawiłam ich samopas wskazując wolną budę. Rano przed pójściem do szkoły Julka pobiegła do Luckiego i on o dziwo WYSZEDŁ do nie z budy i polizał rękawiczkę :loveu: Narżnął i nalał w kojcu, ale dziecko mi podpowiedziało, że przecież mogę spokojnie to uprzątnąć i będzie czysto. Lucky na razie z budy wyjść nie chce, ale wyraźnie się ożywia na głos wszelkiej manipulacji przy furtce kojca - czyli stają uszy i wyłażą przednie łapy. Na szczęście mam Julkę i ona zaraz po powrocie ze szkoły zajmie się włąściwą socjalizacją. Czyli reszta dnia w budzie w kojcu. Kiedyś siedziała całe dnie na przemian w pokoiku Rexa i Foczki - wynosiła tam wszystkie poduszki, naczynia i to co mogłaby zjeść współnie z psami. Kojec zamykała. Nieźle wtedy psy jadły ;) Przydział suszu na tydzień w dwa dni. Rex nawet jak już nie mógł jeść to jadł, bo miał włożone w pysk. Focz nigdy nie miała dość i dlatego wygląda jak wygląda i przynosi mi wstyd. :loveu:
  14. U nas bezśniegowo i ciepło. Budy bez siana, bo zostało wywalone precz, a mnie dwa razy powtarzać nie trzeba. Jak nie to nie :diabloti: Łapki Rexiowe przeniosą się dziś do budy za kojcem, bo mam nowego bardzo wystraszonego onkowatego tymczasowicza. Jest taki bojaźliwy, że tylkow budzie czuje się dobrze. Focz ma zadanie ;) Rex musi się obyć bez panny, chyba, że będą protesty i będę musiała oboje w jednej budzie umieścić - ma zresztą 2 pokoje owa buda. Muszę się wam pochwalić, że Rex - dominator i samiec alfa bez dwóch yay bardzo przyjaźnie powitał nowicjusza. Otoczył go czułym i pełnym zrozumienia niuchem, nawet nie drgnął kiedy tamten wlazł do jego budy. Kochany Rexio, taaaa Focz go kofffa :loveu:
  15. No więc chłopaki już wracają. Lucky dostarczony w całości i wniesiony do kojca na rękach Tadeusza, bo pazurami się w ziemię wbił - na znak protestu. Łagodny jak baranek. Na razie ;) Kiedy otworzyliśmy bagażnik Lucky ze strachu odwrócił głowę, żeby na nas nie patrzeć, a moje towarzyskie psy z zainteresowaniem go obejrzały. Rex - dominator, samiec alfa (bez dwóch yay) przyjął nowy nabytek z wyrozumiałością i bardzo przyjaźnie. Oddał mu nawet swoje miejsce w kojcu :razz: Lucky jest wystraszony i nie ma z nim kontaktu, szuka miejsca, żeby się skryć. Kiedy został zaniesiony do kojca wskoczył tam z entuzjazmem i zaraz wlazł do budy. Wywalił pyszczek przez okienko i miałam wrażenie, że dopiero teraz poczuł się bezpiecznie. Peter zrobił zdjęcia, ja jutro też pstryknę, bo ciemno się zrobiło. Mam taki plan: Foczka będzie spała w kojcu z Luckym, a Rex zaadoptuje budę obok kojca. Mam nadzieję, że codzienne spacerki i moja socjalizująca córeczka udomowią biedaka. Jest kochany :loveu: Dziwny dzień dziś - przyjazd Luckiego, reanimowałam też moją złotą rybkę, bo zaczęła bokiem pływać i wcale się nie ruszała, nawet pyszczka nie otwierała. Na szczęście żyje i dycha, ma nawet apetyt ;) Poza tym rano ktoś mi podrzucił dwa młode koty, albo same przyszły, bo są dzikie. Były tak głodne, że nie reagowały na głaskanie podczas picia mleka, które im na dwór wyniosłam. Całe się trzęsły ze strachu, a tak przeraźliwie się darły. Kiedy chciałam jednego wziąć na ręce podrapał mnie i pogryzł do krwi. Potem znów miałczały pod oknem, a kiedy przyjechał Peter, zaczęły biec za samochodem do nas - do ludzi - po drzewach, płotach i wciąż się darły. Tak więc w pakiecie z Luckim dostałam 2 dzikie kocury :evil_lol:
  16. Właściwie, to jak długo Don u mnie zostanie? Bo w sumie to nic nie wiem :lol:
  17. Rozmawiałam już z Peterem, jesteśmy w kontakcie. Tansport umówiony wstępnie na poniedziałek, czyli pojutrze.
  18. Oczywiście Don może się pakować i przyjeżdżać ;) Mam nadzieję, że zaakceptuje wolnostojącą budę - reszta psów, w sumie tylko 2 - są w kojcu. Śliczny jest ;)
  19. [quote name='sloneczko76']on jest bardzo przerazonym psiakiem,nie sądze zeby sprawiał jakiekolwiek problemy:shake:,bardzo potrzebuje dt,moze sie załapie u Ciebie?:cool3: cioteczko Czarodziejko?:cool3:[/quote] Załapie, załapie ;)
  20. Ten tatuaż może być tatuażem schroniskowym. Kiedy przywieźli mi onka na tymczas też miałam nr tatuażu wbity w książeczkę, a okazało się, że to schroniskowy. Czyli Lenka leci do działu Już w nowym domu?
  21. Jaka cudowna wiadomość, że Lenka ma stały domek, taki na zawsze i do śmierci :loveu: Gosiu, jesteś wielka! Tymczas mam wolny, ale muszę uwzględnić kompatybilność potencjalnego kandydata z Rexem. Dlatego preferuję sucze, albo psy starsze i spokojne.
  22. Faktycznie 200zł, to zbyt dużo. Kastracja onka = 90 zł. Nie jest to jakiś tam znowu filozoficzny zabieg, zwykłe ciachnięcie pod narkozą. Suka to inna sprawa, bo otwierane są powłoki brzuszne. Kastarcja małej suni to 120 zł zazwyczaj.
  23. Co u Lenki? Jedzie do mnie, czy ówdzie?
  24. Jest taki piękny, że aż sam się niestety prosi o kastrację :roll:
  25. Ja dostałam pw od Gosi17, że na pewno będzie Lenkę wpomagać ;)
×
×
  • Create New...