Dzisiaj Saruśka poznała nową rasę psów. Na porannym spacerku, gdy dochodziliśmy do narożnika budynku lekko się zamyśliłem (z reguły zachowuję czujność na wypadek gdyby za rogiem czaił się wróg ;) ) i nagle zza rogu wyszedł na nas collie. Małpiszonek rzecz jasna jest ostrożny w kontaktach z nowo poznanymi psami więc zamarłem w oczekiwaniu na to, co nastąpi. Na szczęście nic stresującego się nie stało. Sara spojrzała na colaka i zastygła w oczekiwaniu. Nie bardzo wiedziała czy ma szczekać, kłapać dziobem czy lepiej się ewakuować. I tak stała gapusia nie wiedząc co zrobić. Patrzyła to na mnie, to na psiaka. Trwało to dobrą chwilkę. Zdążyłem się zaśmiać w głos :evil_lol: Później pogłaskałem suczydło i powędrowaliśmy do domku. Ciekawe co ją tak zamurowało?