W niedzielę byliśmy zaszczepić Saruśkę. Na szczęście w poczekalni było mało osób to wielki płacz nie trwał długo. Jak zwykle dużo paniki, piszczenia, a najśmieszniejsze jest to że suczydło nawet nie poczuło szczepienia. Byliśmy tam koło południa więc za późno na pobranie krwi, także małpiszonka czeka jeszcze jedna wizyta - czyli badania profilaktyczne. Po lecznicy pojechaliśmy z Saruśką do lasku na Bemowie i w ramach odszkodowania zrobiliśmy dłuuuugachny spacerek. Małpiszonek wrócił zmęczony. Mam nawet fotki tylko jeszcze nie zgrane. Wrzucę w tym tygodniu.