-
Posts
13288 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by ulvhedinn
-
O nie, nie nie!!!! Żadnych foksów, wystarczy, że się ostatnio zaczęłam zastanawiac nad jakimś malamutem, czy hasiorem.... za duzo się ostatnio w tym towarzystwie obracam chyba Wczoraj (czyli w sobotę) byłam na zawodach w dogtrekkingu w Złotym Stoku :lol: Z Kraksą i z Żubrem :diabloti: Trasa jak zwykle w górach- sama w sobie wymagająca i niełatwa, a pogoda postanowiła nam "urozmaicić" przeżycia ;) Na starcie lekko mżyło..... pół godziny później już nie lekko i nie mżyło. Lało, siąpiło, mżyło, kropiło i wiało- na zmianę, a potem wogóle trzeba było wejść w chmury. Oczywiście (a w nocy tez solidnie lało) szlaki zmieniły się w potoki błota, bajorka, rozlewiska i miejscami ślizgawki. Na pierwszy odcinek Paweł wyznaczył nam podejście na Jawornik, trasą nieco dłuższą, ale znacznie przyjemniejszą niż w zeszłym roku. Na Jaworniku Kra zrobiła mi scenę "ja chcę na wieżę, ja chcę na wieżę!!!!!!":evil_lol: Zejście z Jawornika było hmmmmm.... interesujące. Tzn to wogóle nie powinno sie nazywać zejściem, bo upiornie stromy szlak zmienił się w krętą, błotną rynnę wysadzaną kamieniami. Kra oczywiście uznała to za przednią zabawę i z kwikiem szczęścia ruszyła pełną parą w dół, a ja usiłowałam się nie dac zabić, łapiąc się rozpaczliwie mijanych drzewek, choinek i głazów stylem "na Tarzana".. Z połowicznym sukcesem, bo dwa razy zjeżdżałam na tyłku....... Żubr biegł dzielnie, aczkolwiek z miną "kurde, kurde, a mówili, że będzie torebeczka, poduszeczka i noszenie na rączkach, a nie ciągle jakieś wściekłe góry!!!!" Potem był bardzo przyjemny odcinek, z malowniczymi widokami- mostki, dróżki, konie na łące (m.in. bardzo piękny zimnokrwisty ogier) etc. Aż do punktu żywieniowego było NAPRAWDĘ super, Żubi się rozpogodził (nie da się ukryć, że humor poprawiał mu też wiosenny kubraczek, który w natchnieniu w ostatniej chwili zabrałam z domu, a dzięki któremu nie marzł i nie mókł). W "stołówce" dopadliśmy swoich porcji- tzn ja banana, a psy ciastek, podzieliliśmy się sprawiedliwie konserwą i popędziliśmy dalej. Było zupełnie miło, aż droga zaczęła iść ostro pod górę, po świeżo wysypanym kamieniach. Coś okropnego, wszyscy prawie stawali i dyszeli co chwilę.... W dodatku przeprowadzano wycinkę drzew i.... znikły oznaczenia szlaków :mad: więc WSZYSCY usiłowali iść na wyczucie- z bardzo, bardzo różnym skutkiem- przez następną godzinę co rusz natykaliśmy się na innych zawodników, w irytacji i rozpaczy usiłujących odnaleźć własciwy kierunek, nie mówiąc o kolejnym punkcie :mad: W sumie nie wiem jak ale dość szybko wylazłam na właściwy obiekt, czyli Borówkową (no dobra założenie było proste- znaleźć granicę z Czechami, a potem iść do góry). A potem było w dół, w dół i jeszcze raz w dół. Ślisko, mokro i pędem po kamulcach i błocku. Przy szóstym, ostatnim punkcie spora grupa zawodników szukała perforatora, który jak się okazało był 200 m dalej, tak jak i sam punkt (nikt nam nie powiedział, że tablic z identycznym napisem jest kilka :diabloti:). I niestety tu Żubi się zbuntował i powiedział, ze nie idzie dalej. Nie ze zmęczenia zresztą, jak się okazało, tylko zerwał sobie wilczego pazura...... No i żeby było zupełnie zabawnie, to na ostatnium, króciutkim odcinku udało mi się nareszcie zgubić, w efekcie byłam z pół godziny później, eeech..... .......a na mecie Żubr zapomniał o pazurku i zajął się zaczepianiem co bardziej atrakcyjnych suczek :evil_lol: oraz razem z Krą- sępieniem (skutecznie). Kra paskuda ewidentnie nabrała kondycji i prawie całą trasę mnie ciągnęła, nawet na podejściach. Fot nie mam, bo nie wzięłam aparatu i dobrze, bo do pływania nie jest przystosowany ;)
-
Niestety, bernardyny mają mnóstwo zalet i jedną wadę- żyją za krótko... :( Z moich sześciu podopiecznych beniowatych żyją dwie- Berta i Mała. Muszę Wam powiedzieć, że kiedy wróciłam do domu już bez Lenki, to Kra podeszła i popatrzyła mi w oczy... w taki straszliwie przejmujący sposób... w tym spojrzeniu było wszystko. I niech mi ktoś powie, że psy nie wiedzą, że nie są świadome.....
-
Dziękuję...... za ciepłe słowa, za zrozumienie.... Terierfance i jej Tacie za pomoc i za miejsce gdzie mogłam pochować Lenkę...., Strasznie pusto w domu
-
Odprowadziłam Lenę za TM.... :placz: Na RTG wyszły zmiany, leczenie nie dawało żadnych efektów- do weta zaniosłam ją zupełnie bezwładną, tylne łapki nie miały wcale czucia, przednie nie utrzymywały jej nawet przez chwilę.... :( Ziajała, widac było, że czuje się źle :( \ Wiem, że nie było szansy na poprawę, że nie mogłam jej pozwolić cierpieć, ale dlaczego jest mi z tym tak źle.......
-
No przecież ja spałam na materacu ;)
-
[quote name='ulvhedinn']Czy jakby mi się udało urwać z pracy to sa jeszcze miejsca? :)[/QUOTE] Odpisze mi ktoś...?
-
[quote name='elaja'] (...) Jasne , że można i tak ale jednak wiele sadów , stawów rybnych , ferm , oczywiście ogrodzonych pilnują jednak psy . Każdy , kto wchodzi tam pod nieobecność właściciela robi to na własne ryzyko , bez względu na wiek. Tu rodzi sie pytanie - w przypadku czynnego ( i skutecznego ) odparcia ataku dwunogiego napastnika na jakąś osobę , zdarza się , że taki czyn jest zakwalifikowany jako przekroczenie obrony koniecznej.Tak jest jeśli napastnik zostaje np. poważnie ranny. Jak to będzie w przypadku psa , który broni swojego terytorium , oczywiście zakładając , że wszelkie wymagane prawem zabezpieczenia zostały przez właściciela zwierzęcia dopilnowane. Przyjmując jednocześnie , że pies pilnował terenu samodzielnie a nie zaatakował na rozkaz bo wtedy jest już inna kwalifikacja czynu . [/QUOTE] Nie ma co bagatelizować-jak ktos wchodzi do takiego sadu i sobie zjada jakbłka, to po prostu KRADNIE czyjąś własność. Dokładnie tak samo jak gdyby ukradł samochód, czy wyciągnął komuś portfel z kieszeni. P.S. Jakbym w dzieciństwie została pogyziona przez psa za to, że wlazłam komuś do ogrodu, to bym na doopie przez kilka dni nie siedziała i to nie przez psie zęby ;)
-
Bo ja moje mikrusy traktuję jak normalne PSY ;) Mają biegać w terenie, mają mieć normalne kontakty z psami, mają się szkolić. Żubr nawet zaczął startować ze mną w dogtrekkingach..... 25 km po górach na własnych łapach.
-
[quote name='agata51']Boli ją? Może lepiej, żeby nie cierpiała?[/QUOTE] Dostaje leki przeciwbólowe. Je chętnie, nie protestuje przy ruszaniu jej... [quote name='tinula']i jak Lenuś po nocy?[/QUOTE] Poprawa jest minimalna. Dzisiaj też dostała silne leki, jeszcze jutro powtórka i zobaczymy. Niestety jeśli nie będzie widocznej poprawy, to będzie trzeba rozważyć eutanazję :(
-
Akurat kontakty z psami oba mikrusy mają normalne. Z bardzo różnymi psami. I niespecjalnie potrzebują wtedy mojego "wsparcia moralnego" a na ręce Żubiego i Pi przy psach biorę sporadycznie, tylko kiedy widzę, że to obcy pies ma niefajne podejście.... ;)
-
No i to jest własnie kwestia zaufania, o której wczesniej pisałam- jeśli pies ufa swojemu człowiekowi, to i nachylanie i wszelki dotyk nie będzie straszny (chyba, że z powodów zdrowotnych, np bólowych). Ja mam wrażenie, że mnóstwo psów unika dotyku swoich włascicieli, bo nie ma pojęcia czego się mozna spodziewać w danej chwili. P.S. Moje kurduple lubią branie na ręce: i świat lepiej widać i jakoś bezpieczniej ;) Ale- NIGDY nie łapię ich bez uprzedzenia a branie na ręce nie kojarzy im się z sytuacją stresową, ani przymusem. Oba potrafia poprosić o wzięcie "na rączki".
-
Czy jakby mi się udało urwać z pracy to sa jeszcze miejsca? :)
-
[QUOTE]A przytulanie się do psa , dla psa jest zachętą do rywalizacji... [/QUOTE] A skąd. U zwierzat społecznych kontakty cielesne służą nie tylko komuinikacji, ale przede wszystkim- wzmacnaniu więzi społecznych. Przytulanie, iskanie, oblizywanie itp występują pomiędzy osobnikami o pozytywnym do siebie nastawieniu. I co ciekawe zdarza się żeosobnik o wysokiej pozycji społecznej iska czy oblizuje osobnika o niskiej pozycji własnie po to, zeby przekonac go o swoim pozytywnym nastawieniu, uspokoić, lub poprawić relacje. A u zwierząt nie tylko społecznych, ale także poniekąd " wtórnie zdziecinniałych" jakimi są psy wzajemne realcjie dotykowe są wyjątkowo ważne i pożądane...... Delph- świetne ujęcie tematu :) Warto jeszcze pamiętać, że im lepszą realcje ma sie z psem na codzień, im silniejsza jest więź, tym łatwiej zapanować nad psem w sytuacji bólu, czy stresu. Po prostu, jeśli pies nam ufa i ufa, że panujemy nad sytuację- to pozwoli na bardzo dużo.
-
Jest coraz gorzej :( W zasadzie Lenkę cały czas noszę, bo nie jest w stanie ustać na łapkach. Ma mocno osłabione czucie we wszystkich kończynach, mocno osłabione odruchy, w jednej łapie brak praktycznie czucia głębokiego. Dzisiaj dostała silny steryd w dużej dawce dożylnie (ma założony wenflon). Objawy wskazywałyby na to, że coś złego się dzieje w górnym odcinku rdzenia kręgowego..... :(
-
[quote name='filodendron']Ale który z opisywanych tu przypadków masz na myśli? Bo jeśli chodzi o ugryzienie pana od kanalizacji, który przyszedł na zlecenie, pracować, to uważam, że jednak właściciel psa jest winny. A jeśli o tego, który wsadził łapę przez bramkę, sam przekręcił klucz i wszedł mimo tabliczek na ogrodzeniu, to oczywiście sam sobie zrobił "kuku".[/QUOTE]Tego drugiego oczywiście ;) Aczkolwiek panna z pierwszego artykułu jak nie zmądrzeje, to w końcu zasłuży sobie na nagrodę Darwina......
-
Jasne, że bramka powinna byc zamknięta, ale popatrz- jesli dorosła, normalna osoba pcha się mimo wiszących ostrzeżeń do psa i to do psa na łańcuchu, to chyba nie właściciel jest winny? xxxx52 to może wogóle zacznijmy hodować pieski bez zębów?
-
Babeszji praktycznie nie mamy we wrocku, chyba, żeby jakiś pies na sobie przywiózł zarażonego kleszcza. Za to niestety jest - i to dość częsta- borelioza.....
-
O widzisz, zapomniałam.... i jeszcze dwie puszki dokupiłam..... Tak strasznie się martwię :(
-
Wroclaw-psy w potrzebie.Watek informacyjny.
ulvhedinn replied to monika083's topic in Już w nowym domu
[quote name='alekcuk']poszukuję kontaktu do jakieś fundacji huskych/alaskanów, najlepiej z Wrocławia. jest ktoś na dogo? :)[/QUOTE] Co masz, pokazuj, a ja postaram się ściągnąć kogo trzeba ;) -
xxxx52 spróbuj ułozyć azjatę, albo kaukaza tak, żeby nie pilnował swojego terenu. Już to widzę ;) Notabene, miałam psa, który nigdy w życiu na łańcuchu nie był, w mieszkaniu się chował, był bardzo intensywnie szkolony w kierunku wyciszania agresji, ale swojej "własności terytorialnej" bronił zajadle. Włącznie z autem. Gdybym miała ogród, to biada kazdemu kto wlazłby nieproszony. Proszony przeze mnie gość, to owszem, był mile widziany i nawet na mizianki psiur się pchał. Owszem, uważam, że posesja powinna być sensownie zabezpieczona, ale nie ukrywam, że moim zadaniem prawo własności prywatnej powinno byc szanowane w znacznie większym stopniu, niż jest teraz. Mój teren to moja własność. Święta, kurna własność. I jeśli jest oznakowana i ogrodzona to won mi od tego!!!! Aha, a tłumaczenia "bo dzieci", "bo niesprawni umysłowo"- nosz kurcze, dzieci powinno się uczyć poszanowania własności, a do wieku, w którym są w stanie same przeczytać ostrzeżenie, powinny byc pod nadzorem. To samo osoby upośledzone w stopniu, który uniemożliwia im ocenę sytuacji..
-
Lenka niestety posypała się na całego :( Praktycznie nie wstaje, trzeba jej pomagać nawet jak chce się napić, po schodach ją noszę, na dworze sika na leżąco.... Oczywiście dostaje leki, całą baterię- ale póki co, jedynie udało się tyle, że od wczoraj sie nie pogorszyło :( Jest na przeciwbólowych bo widac było, ze odczuwa dolegliwosci. Łapki wykazują niedobory neurologiczne. Jednocześnie wyniki krwi wypadły zadowalająco, więc... walczymy. Strasznie mi smutno, wydawało się, że panna trzyma się dobrze i jeszcze sobie pośmiga po parkach.....
-
[quote name='LadyS']No, waży aż 2,5 kg ;) W ZooCentrum we Wrocku widziałam takie maleńkutkie kagańczyki, mojemu (5,5 kg) by na łapę ledwo weszły - może takie, ulv? ;)[/QUOTE] Aż pójdę zobaczyć ;) Mam "zerówkę" normalną, ale o ile Pi pasuje (Pi waży 3 kg, ale ma długi dziobek), to Żubr, jako chi, ma bardzo krótką kufę i nijak nie mogę nic znaleźć.