Bąki takie puszcza, że z czułością wspominam maski p-gaz z lekcji PO.
Dzisiaj poprawił trawą w wielkiej ilości, i tyle zjadł, że od razu ją wysrał.
To jakieś zmutowane jest.
I przykro mi, bo psy go nie lubią. I to, akurat, nie jego wina. Ładnie podchodzi, dobre sygnały, miękki, łapki gnie.
A psy albo warczą i ida na niego, albo go ignorują i odchodzą.
Tylko taki jeden, co to znamy go od szczenika, zawsze bawił się z Zulą, Kasią i do mnie na głaski, dalej podlatuje i "w pakiecie" Frania akceptuje.