Tosiu powiem ci jak było u mnie.
Po odejściu Psoni powiedziałam sobie "dosyć, nigdy więcej, nie chcę przechodzić przez to po raz kolejny". Nie rozumiałam dlaczego nikt nie chce sprzątnąć nawet jej miseczek, zabawek itp. To tak jakbyśmy sie wszyscy łudzili, ze to wszystko było złym snem, a ona zaraz wejdzie do pokoju i powie nam, że to był żart. Kochaliśmy ja bardzo mocno.
Myśl o drugim psie mnie paraliżowała. No bo jak to? Drugi pies to zdrada! mieć drugiego psa i nie pokochać tak mocno jak Psonię? Krzywda dla psa!
Jednak rozpacz i pustka była coraz gorsza. Mąż podjął decyzję i tak pojawiła się bida Balbinka. Na początku była litość: takie małe, takie bezbronne, wystraszone, tak się nad nią znęcano itp.
Kiedy po 4 dniach wylądowała w szpitalu był płacz i strach, ze mogę ją stracić, a tego bym chyba nie przeżyła. Stracić 2 psy w ciagu 2 miesięcy?
Kiedy ja pokochałam najszczerszą miłością? Nie wiem, stało sie to tak szybko, że nie wiem. Nie wyobrażam sobie bez niej życia.
Co jest w tym wszystkim najciekawsze? Kocham je obie. Kocham Psonię nadal tak samo mocno, ale cierpię, że nie mogę jej przytulić. Kocham równie mocno choć inaczej Balbinkę. Myślę, że to jest tak jak z dziećmi. Matka ma ich kilkoro i kocha je równie mocno, a jednak inaczej. Nawet sie nie obejrzysz jak ten mały szkrab zawładnie twym serduchem. Z każdym dniem będziesz kochała go coraz mocniej.