Jesteśmy w domu.
Pierwsza była operowana biała, potem Tikusia. My poszliśmy "na miasto", a 2 lekarzy się męczyło :)
Tika zaraz się wybudziła, wstawała, lizała ranę, ledwie ja utrzymałam w samochodzie. Zaraz w domu założyliśmy opatrunek, bo pojawiła się krew na szwie, i kubraczek, który miałam dobrze schowany w domu (ale się znalazł szybko, dzięki Bogu). Poszłyśmy tez przed dom na siusiu, było zrobione.
Przykryłam ja kocem na posłanku w kuchni, ale po 20 min wstała i położyła się w ... szufladzie, którą akurat wyciągnęłam, by schować bieliznę po praniu.
A niech tam sobie leży.
Jeszcze tylko wieczorny spacer i lulu.