To ja sie pochwale, ze bylismy wczoraj z Ela u Missieek w odwiediznach u jej pso-kociego stada. Bylo milo, "obzeralismy" sie pizza hawajska (eh te hawaje ..) i serowa, dla rownowagi byla zielona herbata z Tajwanu i moje rozplaskane w samochodzie ciasto. Na Wisela od razu rzucily sie koty i obsiadly ja cala, a psy tez staraly sie gdzies przykliec.